Czy zdążyłabym?

macierzyństwo CZAS NA DZIECKO

nie mogę zajść w ciążę , macierzyństwo CZAS NA DZIECKO

Właśnie miała obchodzić swoje 35 urodziny. Właśnie dzisiaj w końcu odebrała z niepokojem wyczekiwane wyniki z laboratorium. FSH powyżej 9, AMH (hormon anty-mullerowski) poniżej 0,5. Od razu usiadła do komputera. W napięciu zaczęła szukać po sieci, co to oznacza. W locie zrozumiała to, co od jakiegoś czasu już przeczuwała. Już jej się nie uda.

W końcu zebrała się na odwagę. Zadzwoniła do swojego lekarza z prośbą o wyjaśnienie wyników. Chciała mieć pewność. Powoli docierała do niej bolesna prawda. Prawda, którą tak bardzo bała się usłyszeć. Nie zdąży. Ma wyczerpaną rezerwę jajnikową. Ot dlaczego nie udaje się jej zajść w ciążę.

Tak bardzo jeszcze chciała by mieć nadzieję. Dlaczego ona? Dlaczego teraz? Przecież Monika Bellucci właśnie urodziła i to naturalnie w wieku 45 lat. Czy jest jakaś sprawiedliwość?

Czy już powinna się z tym pogodzić? Czy jeszcze może mieć nadzieję? Dlaczego natura tak nierówno nas obdarzyła. Jak z tym bólem żyć na codzień? Jak dotąd będzie musiała miotać się między nadzieją i zwątpieniem, tylko, że ta pierwsza będzie coraz mniejsza. Właściwie już jej nie było.

Nie mogłam nie odnieść się do tej głośniej okrzyczanej kampanii zorganizowanej przez Fundację Mamy i Taty.

Huczy o niej cały internet. Czy po takiej fali hejtu i krytyki, jaka się po niej przewinęła, powinnam się wychylać?

Ale wypowiadają się osoby, które nigdy przez coś podobnego nie przechodziły. Ten problem ich nie dotyczy. Na dziś. Kto wie, co będzie jutro.

Ja przez to wszystko przechodziłam. To moja historia. Moje rozterki. Moje zwątpienia. I moje wyniki. Jeżeli komuś w podobnej sytuacji dadzą nadzieję, to proszę: bierzcie ją sobie.

nie mogę zajść w ciążę , macierzyństwo czas na dziecko

Natura dała mi drugą szansę. Przy praktycznie wyczerpanej rezerwie jajnikowej udało mi się jeszcze dwukrotnie zajść w ciążę. Ale nie dla wszystkich natura będzie taka łaskawa. Są kobiety, które nigdy nie poznają radości macierzyństwa. Bo mają problem z bezpłodnością. Są kobiety, które po prostu nie zdążą. Takie kobiety są w każdym pokoleniu.

Dlaczego tak jest, że jedne rodzą dzieci, choć patrząc na ich wyniki nie mają ku temu najmniejszej szansy? A inne, które z pozoru nie mają żadnych przeciwskazań, nigdy uroków macierzyństwa nie poznają.

Współczesna medycyna nie wszystko potrafi wyjaśnić.

Wydaje nam się, że  medycyna zlikwidowała ograniczenia, co do wieku, w którym kobieta może mieć dziecko. Bo współczesna kobieta wszystko może i wszystko chce osiągnąć.

Ale nie oszukujmy się. Ograniczenia wciąż są. Dla każdego indywidualne. Nierównno wyposażyła nas natura. Kiedy spadają na nas jak grom z jasnego nieba, to bardzo boli. Zaraz odzywa się nam w głowie pytanie: Dlaczego ja?

nie mogę zajść w ciążę, macierzyństwo kampania fundacji mamy i taty

Musiałam to napisać. Musiałam wyrzucić to z siebie. Znam ten ból. Za dobrze znam tę sytuację. Dużo o tym myślałam. W końcu, kiedy trafiłam na kolejny krytyczny komentarz odnośnie kampanii w stylu:

« Przecież ta babeczka z filmu ma najwyżej 35 lat. Jeszcze zdąży 3 dzieci urodzić. »

Musiałam to powiedzieć.

Wiecie co: problem jest w tym, że wiele osób tak myśli.

Sama tak myślałam. Bo współczesna kobieta chce wierzyć, że wszystko jest możliwe (i może dobrze). Chce przezwyciężać swoje ograniczenia. Chce wychodzić ze swojej strefy komfortu. I zwyciężać. Zawsze i we wszystkim. Wiecie, co powiedziała pewna bardzo ambitna kobietka, której nie udawało się zajść w ciążę: « Co? Poradziłam sobie z doktoratem, a z zajściem w ciążę sobie nie poradzę? ». Trochę pokory wobec natury.

Tymczasem każdy ma swoje własne indywidualne granice. Ograniczenia, których nie przeskoczy. Chociażby dlatego, że tak wyposażyła nas matka natura.

Dlatego myślę, że czasami trzeba umieć pójść z życiem na kompromisy. Może dlatego, że potrafiłam to zrobić mam dzieci.

Inaczej bym nie zdążyła.

Co prawda zdążyłam wyjechać do Paryża. To właśnie tu urodziłam swoje dzieci. I może właśnie dlatego zdążyłam.

Bo jeżeli zdążyłam, to może dlatego, że wyjechałam z kraju. Paradoksalnie. Kiedy przyjechałam do Paryża, byłam już po 30-stce. Dokładnie miałam 30 lat. Szybko poznałam przystojnego bruneta z egzotycznego kraju. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. W ciągu 2 lat już byłam dwukrotną mamą. Bez «ustawionej» sytuacji zawodowej. Bez stałej pracy (bez pozwolenia na pracę). Mieszkaliśmy kątem u teściów i do tego w nienajlepszej dzielnicy (nie porównywacie emigranckich get z Paryża do kraju, bo się nie da).

Jak tu w takich warunkach myśleć o dziecku?

A jednak. Wewnętrzny głos mówił mi, że to ten moment. Miałam jakieś takie wewnętrzne przekonanie, że jeżeli nie zajdę w ciążę teraz, to już nie zdążę.

Los w nieskończoność nie daje nam szansy. Trzeba brać tę, która się nadarza. W głębi serca czułam, że z czasem jakoś wszystko się ułoży. Praca, mieszkanie. Bo dziecko dodaje sił, by o to walczyć.

Nad czym miałam się zastawiać? Z dala od rodziny (to czasami ułatwia podejmowanie szybkich dezycji). Skoro nie miałam prawa do pracy (tzw karty pobytu), nie musiałam martwić się, że dziecko przerwie dobrze zapowiadającą się karierę zawodową. Ale prawda: mieszkałam w kraju przyjaznym rodzinie (we Francji). Który prowadzi bardzo szczodrą politykę prorodzinną. (I nie okłamujmy się to działa na ludzi).

Kilka lat później miałam już dwójkę dzieci. Ale marzyło mi się jeszcze trzecie. Jestem jedynaczką. Pragnęłam, by w moim domu zawsze było głośno. By nikt nie czuł się tu samotny. Ja w dzieciństwie często byłam samotna. Moje dzieci chyba nie narzekają na brak towarzystwa.

Nasza sytuacja powoli zaczęła się poprawiać. Mąż znalazł lepszą pracę. W końcu udało mi się przekonać go do projektu „trzeciego dziecka”. Długo nad tym pracowałam. Mozolnie wierciłam mu dziurę w brzuchu.

Wtedy właśnie dowiedziałam się, że mam bardzo słabą rezerwę jajnikową (to kwestia genów). Gdybym zbyt długo czekała. Gdybym wahała się. Gdybym kilka lat wcześniej powiedziała sobie : to nie najlepszy moment. Bo teoretycznie nie był: bez pracy, bez papierów, bez własnego mieszkania. Może nigdy nie poznałabym uroków macierzyństwa.

Gdybym mówiłam sobie jak to czasami robią niektóre kobiety: najpierw się ustawię zawodowo. Gdybym tak jak niektóre kobiety bezustannie przebierała … Nigdy nie była pewna czy już znalazła odpowiedni materiał na męża i tatę.

Mam takie koleżanki, które już miały dobry materiał pod nosem i … Nie poznały się na nim w porę. Nie zdążyły. Sprzed nosa zwinęła go im … inna. Dopiero wtedy przejrzały na oczy. Dopiero, gdy facet zaczął spotykać się z kimś innym, zobaczyły, że to dobry człowiek. Trochę niezdarny, może lekko niezaradny. Może nie ma studiów, a ona je miała. Ale przecież po to ludzie łączą się razem, by się wzajemnie uzupełniać, by się wspierać, pomagać, by razem stawiać czoła trudnościom.

A jednak znam kobiety, które bezustannie chcą czegoś więcej. Nie chcą iść z życiem na żadne kompromisy. I czekają na idealny moment, na idealnego księcia z bajki.

Życie jest piękne, ale nie jest bajką.

Ale to nie ten temat.

Kiedy w wieku 35 lat (po wielu miesiącach bezowocnych prób), dowiedziałam się, że mam wyczerpaną rezerwę jajnikową, byłam już podwójną mamą. A jednak. Ta diagnoza była dla mnie bardzo bolesna. Co dopiero powinna odczuwać kobieta, która musi stawić czoła całkowitej pustce w domu? (Jak w tym filmie, nawet jeżeli z taką chatą nikt się nie utożsamia, co można przeczytać w komentarzach).

nie mogę zajść w ciążę, macierzyństwo czas na dziecko

Ale Pan Bóg czasami, gdy zamyka jedne drzwi, otwiera drugie.

Dostałam długo wyczekiwane pozwolenie na pracę i znalazłam dobrą pracę. I wiecie, co właśnie wtedy, kiedy sobie odpuściłam, kiedy zajęłam się czymś innym (tu robieniem kariery) okazało się, że jestem w ciąży. Niewiarygodne.

Nie ma idealnego momentu na dziecko. Ale gdy ono pojawia się w naszym życiu, wszystko tak się zmienia, że cała reszta jest już mało ważna.

A gdybym jeszcze … pogdybała sobie. Jak potoczyło się moje życie, gdybym została w kraju?

Czy zdążyłabym?

Czy zdążyłabym urodzić choć jedno dziecko? Czy przy całej mojej niezaradności życiowej w porę złapałabym męża? Czy poznałabym kogoś, skoro przegapiłam najlepszy ku temu moment jakim są studia? A gdyby jednak się to stało (przeznaczenie, zrządzenie losu, czy życzliwa zapobiegliwość rodziny i przyjaciół), czy zdążyłabym? Gdybym doliczyła do tego długi okres narzeczeństwa i wielomiesięczne przygotowania do ślubu. Kobiety z mojego pokolenia inaczej rzadko rodziły dzieci. Czy nie dopadły by mnie wątpliwości. Czy nie mówiłabym sobie: mam jeszcze czas.

Przecież kobiety dzisiaj nie mają żadnych ograniczeń i rodzą dzieci grubo po 40-stce. Ale co z tego?

Co z tego, że Monika Bellucci naturalnie urodziła dziecko w wieku 45 lat (swego czasu uchwyciłam się tego, jak tonący brzytwy). Która kobieta ma geny Moniki Bellucci? Niejedna by chciała. Ja pierwsza jestem w kolejce.

Céline Dion urodziła swoje bliźnięta chyba też po 40-stce. Tyle że kilka lat wcześniej dokładnie sobie to zaplanowała. Zamroziła swoje jajeczka. Tyle, że też nie obyło się bez emocjonalnej huśtawki. Najpierw poroniła, zanim udało jej się doprowadzić kolejną ciążę do szczęślwiego zakończenia. Ale pomijając te trudności, która kobieta mogłaby sobie na coś takiego pozwolić. Pomijając kwestie moralne, taka ciąża przez in vitro wymaga stymulacji hormonalnej, czy pozostanie ona bez konsekwencji dla zdrowia?

Marcia Cross, czyli nieskazitelna Bree Van de Kamp z Desperate Houswives urodziła bliźnięta w wieku 43 lat. Tyle że skorzystała z daru owocytów. W naszych warunkach znaleźć dawczynię, przeprowadzić całą operację. Nie, to chyba nie wykonalne.

Gdybym nie poszła za ciosem. Gdbym czekała aż wszystko w moim życiu będzie odpowiednio poukładane.

Gdbym wszystko chciała zrobić w odpowiednim porządku: długie narzeczeństwo, huczne wesele, praca, mieszkanie, samochód i na końcu … dziecko. Nie zdążyłabym. 

Nie, nie jestem kobietą idealną. Wcale do tego nie aspiruję. Ale czasami potrafię zadowolić się częściowymi rozwiązaniami. Potrafię pójść z życiem na kompromisy. Czasami jest to trudne. Pewnych rzeczy nie da się zaplanować.

Życie to nie szwajcarski zegarek, w którym wszystko chodzi tak, jak odgórie zostało zaplanowane. I dobrze.

Nie ma idealnego momentu na dziecko. Ale kiedy się ono pojawia, wszystko inne schodzi na dalszy plan. Wtedy zaczyna się wspaniała przygoda. Jeszcze lepsza od tych, które moglibyśmy przeżywać samotnie, albo we dwójką, korzystając z wygody i niezależności.

Nie odkładaj macierzyństwa fundacja Mamy i Taty

Czy kampania Fundacji Mamy i Taty, od której huczy cały internet jest dobra? A czy to dobrze, że w kraju w którym rodzi się za mało dzieci, a państwo od lat nie ma sensownej polityki rodzinnej, coś nagle skłoniło ludzi do gorącej dyskusji na temat macierzyństwa?

Odpowiedzcie sobie sami.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Podobne wpisy:

Enregistrer

Enregistrer

5,896 total views, 3 views today

Zapisz się na Newsletter

  • Inaczej jeszcze, jak się ma męża, ale tak jak jest się samemu i w dodatku w ciemnej dupie i żyje się w biedzie, no to raczej ostatnia sprawa, o jakiej się myśli, to dziecko. 🙁

    • Wiesz, ja dlugo bylam sama, ale to w kazdej chwili moze sie zmienic i potoczyc bardzo szybko. Czego z calego serca zycze i pozdrawiam serdecznie Beata

  • Beatko. Jeszcze nie wypowiadałam się, co myślę o tej kampanii, bo jakoś nie miałam na to ochoty, jednak kiedy tak sobie pomyślałam, to uznałam, że należę do tej mniejszości, które jej nie hejtują. Dlaczego? Bo sama pragnęłam dziecka i mimo młodego wieku się nie udawało. Jednak, kiedy już pogodziłam się, że dzidzi nie będzie, zaszłam w ciążę. Śmiejcie się ile chcecie z tej kampanii, ale każda kobieta zapragnie dziecka prędzej, czy później, jednak właśnie może już nie zdążyć. Ja postawiłam na rodzinę. Gdybym na karierę, to nigdy nie byłoby odpowiedniego momentu na dziecko. Tu się liczą priorytety.

  • Ta kampania prezentuje kobietę, która w Polsce praktycznie nie istnieje – stąd te fale hejtu. Mało kogo stać na nawet mały domek jednorodzinny, a co dopiero taką chatę. Polki za granicą rodzą więcej dzieci, bo je na to stać. Nie dziwię się, że młode małżeństwa z pięcioma kredytami, gdzie oboje pracują na pełny etat i widują się tylko wieczorami, tak krytykują ten spot.
    Cała ta reklama mnie w ogóle nie dotyczy, ale rozumiem czemu wkurza. Skupia się na negatywnych emocjach i straszy zamiast zachęcać. To nie jest dobra droga. Poza tym, jedna z jej twórczyń powiedziała tak: „kobiety nie chcą mieć dzieci, a potem jest już za późno.” Czyli co? Mają rodzić dzieci niechciane? Tak na wszelki wypadek, bo może za dwadzieścia lat jednak będą chcieć mieć dzieci? To się kupy nie trzyma.

    • Zgadzam sie chyba malo kto moze utozsamiac sie z taka chata. Nie wiem czy to nie jest zamierzony efekt, by sprowokowac. Przeciez film wirusowo rozszedl sie po sieci i wszyscy o tym mowia. Wywolanie kontrowersji to tez jakas metoda. Ale to prawda, ze za granica np we Francji polityka jest duzo bardziej prorodzinna. Moze nasi politycy przy okazji tej kampanii tez o tym pomysla. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Ola

    Kiedyś ludzie nie przywiązywali wagi aż tak bardzo do dóbr materialnych. Ja jestem wdzięczna rodzicom za to, że mnie „zrobili”, pomimo że warunki bytowe mieli beznadziejne. Mieszkaliśmy w czwórkę na strychu w jednym pomieszczeniu, bez łazienki, kuchni, bierzącej wody czy pralki automatycznej… Dzieciństwo wspominam bardzo dobrze. Ja sama mam teraz 30 lat i niestety tak mi się w życiu ułożyło, że ani kariery nie zrobiłam, ani partnera nie mam i żałuję… może kiedyś poznam kogoś, ale już teraz często myślę, o tym, czy wówczas będę jeszcze mogła być mamą,

  • Eva Podolska

    Wow Beata pięknie napisane! Daje do myślenia! Pozdrawiam!

  • Dzięki za ten tekst i spojrzenie na sprawę z drugiej strony. Ja uważam, że kampania jest dobra, a przynajmniej jej idea jest dobra. Można dyskutować nad realizacją samego spotu, ale kampanię popieram i dziwię się, jak bardzo ludzie ją krytykują.

  • A u mnie wszystko jest na odwrót 🙂 Urodziłam mając 19 lat, z brzuchem wielkości arbuza zdawałam maturę. Gdy mały miał 2 miesiące, postanowiłam rozpocząć szkole, która da mi zawód.. – więc wszystko nie tak, jak być powinno. Ale z tego się cieszę, bo przeraża mnie teraz myśl że mogłabym być sama, bez synka. A mimo tego przez długi czas nie mogłam sobie darować ze tak wcześnie zaszłam w ciąże. Dlatego przemyślenia kobiety takiej jak Ty to dla mnie nowość, abstrakcja. Myślę, ze kampania to dobry pomysł, choć strasznie hejtowany. Dziewczyny odbierają ją jako zamach na ich niezaleznosc a to nie słuszne.

    Pozdrawiam 🙂

  • Dominika Skorupa

    zgadzam się, że nie warto odkładać macierzyństwa na „wieczne nigdy”, bo nigdy nie wiemy jak długo gotowe jest czekać nasze ciało.
    Nie zgadzam się jednak z tą kampanią – bo cel w moim odczuciu nie uświęca środków.
    Poza tym, jak sama wspominasz pomaga polityka prorodzina, a nie spoty.
    to mówiłam ja, statystyczna Polka, która urodzi pierwsze dziecko zaraz po 27urodzinach.

  • Ewate EwaTe

    Wow, bardzo wyczerpujący wpis! Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego dla dzieciaczkow.
    ps. Podziwiam za siłę, za chec i odwage zajścia w ciążę z dwoma maluchami w domu… ja po jednym porodzie jestem sparaliżowana na samą myśl! Mam nadzieję wiec, ze zdążę z drugim, bo nie chciałabym jedynaczki. ..

  • Magdalena Rolnik

    Pięknie to napisałaś. Wiele jest takich kobiet. I dlatego całym sercem popieram kampanię. Trafia w sedno. A że hejterzy sobie używają? To świadczy tylko o tym, że kampania była potrzebna. Pozdrawiam! (mama trójki 😉 )

  • Beata świetny post. Ja tez generalnie nie mam nic przeciwko tej kampanii wśród znajomych mam kilku którzy czekają na nie wiem na co i wręcz dziwią się mnie, że ja taka młoda dopiero 30stka, planuje dziecko teraz. Przecież czasy się zmieniły, mogę jeszcze poczekać kilka lat. Tylko pytam się na co?

  • kass

    niestety znam wiele osób, które starają się o
    dziecko od wielu lat i nie zaczęli tych starań po 30 tylko znacznie
    wcześniej… nie zdążyli… i nie mają pięknych domów, wielkich mieszkań, nie
    podróżują po świecie bo walczą! …zamiast rat kredytu płacili/płacą wysokie
    rachunki za leczenie… decyzja o refundacji in vitro w Polsce dla wielu osób została podjęta
    zbyt późno…. Poza tym każde leczenie niepłodności jest kosztowne i zwykle długotrwałe….
    Jak mają czuć się osoby które jeszcze nie maja dzieci, jeszcze próbują i leczą się często kosztem dziesiątek tysięcy złotych?…

  • napiecyku

    Kampania miała zwrócić uwagę na to, że kobiety w pogoni za wygodnym życiem przekładają macierzyństwo na później. A później może być za późno. Mam znajomą , która w wieku 36 lat nagle zapragnęła być matką, 2 lata prób nie przyniosły rezultatu, zaczął się maraton po klinikach leczenia niepłodności, ostatecznie urodziła dziecko w wieku 43 lat. Ja jestem zwolennikiem rodzenia dzieci do trzydziestki, ale przecież nie mogę się wypowiadać za te kobiety, które nie mają punktu zaczepienia ( mieszkania, pracy itd. ), a chcą zapewnić dzieciom godne warunki. Temat rzeka. Pozdrawiam Beatka, całusy dla małej 🙂

  • A mnie boli co innego w tym spocie. Gdzie jest mąż/chłopak/narzeczony tej kobiety? Przecież dzieci nie biorą się z samej kobiety, do tego jednak potrzeba faceta. I jednak często jest to decyzja dwójki ludzi, a nie samej kobiety. Ja chciałabym już mieć dziecko. Ale co z tego, skoro mój chłopak jeszcze nie? Mam go „wrobić” w dziecko? Chyba nie o to chodzi… I tak, problemy przedstawione w tym spocie są wyimaginowane. Oczywiście, że nie am czegoś takiego jak dobry czas na dziecko. Ale wydaje mi się, że nie można też od razu potępiać ludzi za to, że chcą wychować dziecko w godnych warunkach…
    Ogólnie nie przepadam za spotami tej fundacji… Jej poprzednia kampania o rozwodach też wzbudziła sporo kontrowersji… Z jednej strony wychodzą z założenia, że ludzie decyzję o rozwodzie podejmują w jednej chwili na podstawie jakiegoś widzimisię, a z drugiej jak kobieta chce zastanowić się nad macierzyństwem to też jest źle…

  • Świetny post. Dotyczy też mnie. Mam 27 lat. Niedługo biorę ślub. Myślimy o dzieciach. I choć instynkt macierzyński mam od ponad roku to ciągle zastanawiam się czy jeszcze nie poczekać na „lepsze czasy”. Dzięki Tobie też coś drgneło we mnie :).

  • A ja nie lubię tej kampanii bo podtrzymuje stereotyp, że kobieta szczęśliwa jest tylko wtedy, gdy ma dzieci. Niektórzyenie mają, bo nie chcą, a wmawianie, że powinni jest przyczyną wielu dramatów.

    • Jak ktoś nie ma ochoty na dziecko to nawet w kierunku tej kampanii nie spojrzy i nikt nikomu nie wmówi potrzeby posiadania dziecka. Wiele jest dramatów jednak jak się nie zdąży i jest koniec. Nie widzę w tej kampanii stereotypów, tak kobieta po prostu chciałaby ale nie została matką. Jakby nie chciała to by nie wróciła z Tokio albo Londynu ;).

  • Nie ma dobrego czasu na dziecko. Ale kurde, nie każdy chce je mieć. Po prostu. Niektóre kobiety i niektórzy mężczyźni nie chcą. Ta kampania nie pozostawia na nich suchej nitki – a może po prostu nie bierze ich pod uwagę, ale to na jedno wychodzi. Nie lubię tej kampanii. Igra na emocjach w ten płytki sposób, którego w telewizji nie lubię. Tak po prostu. Według mnie nie tędy droga.

  • Ech… no ja powtarzam to samo. Sama napisałam tekst o tej kampanii http://ehdiblog.pl/?p=657 zresztą w podobnym klimacie, z tym że ja akurat nie zdążyłam. Gratuluję maluchów, są naprawdę słodkie.

    • Ehdi trzymaj sie, serdecznie pozdrawiam i lece czytac. Beata

  • polaczkropki.pl

    Pierwszy sensowy wpis na ten temat jaki przeczytałam.

  • Paulina Zawadzka

    Bardzo, bardzo dziękuję ci za ten wpis. Sama nie odnosiłam się nigdzie do tego tematu, ponieważ mam twarde postanowienie nie mieszać się w sprawy drażliwe. Natomiast naczytałam się o tej kampanii bardzo dużo, naoglądałam się memów i poczułam tę falę złości wszystkich dookoła. Wydaje mi się, że ta złość wynika stąd, że wszyscy wmawiają sobie, tak jak napisałaś, że będzie tak, jak my chcemy, a nie tak jak chce natura. Że to my ustalamy zasady i możemy hulać ile nam się dusza podoba, a i tak dostaniemy dziecko po czterdziestce. To są pobożne życzenia, domek z kart budowany przez całe moje pokolenie. Stąd kiedy ktoś potrząsnął stołem i domek z kart zaczął się rozpadać, zaczął się krzyk rozpaczy i proste psychologiczne wyparcie. Cieszę się, że jest ktoś w blogosferze kto rozumie.

  • Mogłabym podpisać się pod Twoim postem rękami i nogami. Kiedy byłam w ciąży z drugim dzieckiem, moje pierwsze miało 8 miesięcy, przeżyłam dopiero co śmierć brata, a mój mąż miał planowaną operację na otwartym sercu. Kiedy w końcu do niej doszło (bo NFZ wyczerpało limity przed terminem operacji) byłam w końcówce 7 miesiąca. Kolejny rok to czas wychowywania dwójki maluchów i rekonwalescencji M. Dziś oboje uważamy, że dzieci urodziły się w najlepszym w możliwych okolicznościach, gdybym mogła coś zmienić, nie zmieniłabym NIC. Działy się cuda, a my potrafiliśmy działać ze zdwojoną siłą. Z potrójną miłością. W najlepszym czasie działo się to, co powinno.