Z wiekiem kupujemy mądrzej. LINKOWE PARTY.

Jak kupować lepiej i wydawać mniej

Jak kupować lepiej i wydawać mniej

Z wiekiem kupujemy mądrzej. Ale najpierw trzeba do tego dojrzeć, polubić i zaakceptować samego siebie.

Ot, ostatnio doszłam do takiego wniosku, przynajmniej w kwestii zakupów ubraniowych. Sama przez ostatnie 6 lat nie kupiłam nic do mojej garderowy – prócz pary dżinsów i 2 par sportowych butów.

Nowa torebka? Lubię podpatrywać ładne rzeczy u innych. Może i duża, przestrzenna torebka pozwoliłaby mi uporządkować mnóstwo spraw, a najlepiej rozwiązała je za mnie. Ale to złudzenie. Mniej ulegamy mu z wiekiem.  

To tak, jak pewna obrotna paniusia obwoźnie sprzedawała ciuchy. Przymierzającym je młodym dziewczynom, sprytnie podtykała pod nos profesjonalne zdjęcia modelki w czymś podobnym. Przy czym kusząco podszeptywała: Leży na Tobie, jak na tej modelce.

Ile razy prawie dałam się skusić reklamie. Wierzyłam, że nowy płaszcz, doda mi pewności siebie. Że odtąd pewnym krokiem i z podniesioną głową będę szła w nim przez życie. Jak ta dziewczyna z reklamy…

Nowe buty? Ile razy w głębi ducha wierzyłam, że jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki, odmienią mnie od stóp… Dodadzą seksapilu i przebojowości. Poniosą mnie tam, dokąd nie mam odwagi iść.

Nowa torebka?

Że odtąd już będę bardzo uporządkowana.

Złudzenie…

A może nie samo złudzenie, ale też świadoma manipulacja, czy sprytny marketing. Który gra na naszych wątpliwościach i braku akceptacji samego siebie.

Wciąż jestem skłonna dać się zaczarować ułudzie. Uwierzyć, że nowy ciuch, czy nowa rzecz odmieni moje życie…. za mnie. Ale już w mniejszym stopniu niż kilkanaście lat temu.

Przez ostatnie 6 lat nie kupiłam prawie nic nowego do swojej garderoby: jedną parę markowych dżinsów i 2 pary Nike. Które już zdarłam i zajechałam.

Shopping dla shoppingu?

Mnie już to nie pociąga tak samo, jak w czasach, kiedy byłam nastolatką. Przy małych dzieciach mniej mamy czasu na latanie po sklepach. Jakoś już męczy sama perspektywa takiego biegania.

Przez ostatnie 6 lat przekonałam się, że mogę zupełnie normalnie funkcjonować (a przecież chodzę do pracy, odprowadzam dzieci do przedszkola itp). Wcale nie potrzeba mi do tego wciąż nowych ciuchów.

Ciepłe zimowe palto (które swego czasu było moim najdroższym wydatkiem ubraniowym), służyło mi wiernie przez 10 lat. Nawet dzisiaj jest w dobrym stanie. Tylko wysiadł w nim zamek błyskawiczny.

Po prostu kupiłam coś dobrej jakości.

Nie czuję już w sobie potrzeby kupowania co rusz czegoś nowego dla podbudowania nastroju czy poczucia własnej wartości. Nauczyłam się to osiągać bez pomocy zewnętrznych gadżetów.

Jak kupować lepiej i wydawać mniej

Z wiekiem dopiero dotarła do mnie zasada, którą moja mama starała się mi wpoić już od dziecka: 

Jako nastolatkę cieszył mnie każdy kolejny fatałaszek. Im więcej ciuchów zmieściło się w jednej kwocie, tym więcej radości.

Dzisiaj, kiedy przeglądam swoją szafę i co rusz natrafiam na ciuchy, kupione kiedyś za wyjątkowo okazyjną cenę, czy w ramach jakiejś niepowtarzalnej promocji. Których nigdy na siebie nie założyłam. Tzn założyłam raz, żeby przymierzyć w domu i jeszcze raz nacieszyć się nową zdobyczą. I …. od razu zmieniłam zdanie.

Co prawda był ten przyjemny zastrzyk energii przy wyjściu ze sklepu z nowym zakupem. Który już to widziałam oczami wyobraźni, odmieni mnie i odmieni moje życie. Tylko, że potem ten ciuch latami leżał w szafie … nienoszony.

Uodporniłam się na to z wiekiem. Robiąc rachunek tych wszystkich nietrafionych rzeczy, kupionych pod wpływem impulsu chwili czy wyjątkowo okazyjnej ceny, które latami zalegają w szafie … nienoszone.
 
Dlatego doszłam do wniosku, że z wiekiem, kiedy dokonujemy kolejnego zakupu ubraniowego, już nie chodzi nam o to, by mieć coś nowego. Choć oczywiście to trochę poprawia nastrój w każdym wieku. Ale ….

Z wiekiem bardziej chodzi nam o to, by mieć coś, co naprawdę będzie nam służyło na codzień i nie będzie zagracało naszej przestrzeni… Bo to tylko dodatkowa praca i dodatkowy stres. Tu sprawdza się zasada Pareto. 20% działań – 80% efektów. Czyli 20% dobrych decyzji zakupowych – reszta leży niewykorzystana, albo nie za bardzo wykorzystywana … w szafie.

Owszem czasami nachodzi mnie potrzeba wypróbowania czegoś nowego. Wtedy szperam po zakamarkach szafy. Wyciągam któryś z dawno (czy raczej nigdy) nienoszonych ciuchów, po to by w nowej stylizacji, czy w nowym zestawieniu dać mu nową szansę. Której w końcu jednak mu nie daję.

Z wiekiem dokonując decyzji zakupowych mniej myślimy o tym, co pomyślą o nas inni.

Pewność siebie i znajomość siebie samego to coś, co nabywa się z wiekiem. A wtedy po prostu kupujemy coś w czym wiemy, że będziemy dobrze się czuć. Bo np coś podobnego już nie raz na sobie przetestowaliśmy.

Szczebiotliwy śmiech za moimi plecami? Jako nastolatka odebrałabym go bardzo osobiście. Dzisiaj wcale już nie znaczy, że ludzie śmieją się ze mnie. Po prostu śmieją się. Cóż bardziej naturalnego.

Z wiekiem kupujemy rozważniej i świadomiej. Ale do tego trzeba dojrzeć, polubić i zaakceptować siebie.

A to przychodzi … z wiekiem.

Pewnie dlatego z wiekiem rzadziej ulegamy  temu w sumie miłemu złudzeniu, że nowa rzecz uporządkuje nasze życie, odmieni naszą szarą codzienność, czy rozwiąże nasze problemy… za nas. Wiemy, że tak się nie stanie, jeżeli nie zrobimy tego sami.
Mądrzejsi o doświadczenie życiowe – kupujemy mądrzej. Takie życie. 

Z wiekiem nie tylko starzejemy się, ale i dzieją się z nami inne pozytywne rzeczy.

 

 

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

5,708 total views, 1 views today

Zapisz się na Newsletter

  • Kupować świadomie. Dla każdego znaczy coś innego ale jest wiele wspólnych. Kupować tylko wtedy gdy naprawdę czegoś potrzebujesz a nie pod wpływem impulsu. Mieć niewiele rzeczy droższych (np. buty) które służą na wiele lat. Jeśli z jakiejś rzeczy jestem zadowolona, jest wygodna i nie niszczy się to się jej trzymam i NIE SZUKAM NOWEJ. Torebek mam już serdecznie dość. Dziwię się skąd u kobiet taki szał na nie. Na codzień używam tylko dwóch sprawdzonych, bo są wygodne i do wszystkiego pasują, wszystko co w nich noszę wejdzie i łatwo wyjąć bo znam jak kieszeń. Tymczasem najbliźsi radzą mi, bym do każdego ciuchu miała w innym kolorze. To dla mojego dobra, bo chcą bym wyglądała modniej i z klasą. Co to dla nich znaczy? Jak inne kobiety co widzą na ulicy, jak koleżanki z pracy co zmieniają torebki. Odpowiadam im NIE. Odpowiadam – a czemu za przykład biorą obce kobiety zamiast sugerować się tą, która jest obok (mną 😉 )
    Wtedy…kupują mi torebkę w prezencie sugerując, że ta na plażę, ta do pracy, ta na wieczorne wyjście. Ja zawsze widzę w niej inne zastosowanie. Prezent oczywiście niewypał, bo torebka niewygodna. Przez jakiś czas dla nich używałam i męczyłam się z niewygody. Teraz trafia do szafy bo nie noszę. Potem dyskretnie pozbywam się nadmiaru, wyrzucam co zbędne i zostaję przy swoim. Mam zasadę, że to co noszę na codzień wolę wybrać sobie sama, dokładnie przymierzam, może z zewnątrz wygląda ładnie, może innym się podoba. Ale jak coś nie pasuje, jest niewygodne – nie kupuję.
    Teraz mamy na rynku taki nadmiar towaru, że robienie prezentów staje się bez sensu. Ludzie i tak już wszystko mają lub sami wolą wybierać co im potrzeba i wyrzucają co zbędne.

  • Bardzo ważny temat Beatko. Z jednej strony mam podobnie, bo zaczęłam być wymagająca wobec tego co kupuję. Dokładnie wiem już w czym mi dobrze, czego nie lubię i co tak naprawdę do mnie nie pasuje. Problem w tym, że od dawna niczego sobie nie kupiłam i mam prawdziwy problem, bo nie mam ciuchów! Jedna spódnica, dwie pary spodni i jeden sweterek. Maskara, chociaż lato przechodziłam w 2 sukienkach i 2 parach spodenek. Plus kilka zwykłych tshirtów. Przeginam, wiem.
    Z drugiej strony, gdy jestem dobrze ubrana to czuję się pewniej. Byłam kiedyś na spotkaniu kobiet biznesu i mieliśmy wykład na temat postawy ciała i ubioru. Dotarło do mnie jak bardzo mogę sobie pomóc ciuchami i butami. Z natury jestem spokojna i cicha, ale poprzez świadome zadbanie o pewne „atrybuty” mogę dodać sobie „pewności siebie”.
    To temat na dłuższą rozmowę, ech… szkoda, że mieszkasz tak daleko! 😉
    Pozdrawiam serdecznie
    Ula z BloomCraft

  • Adzik tworzy

    I ze mną było podobnie – kupiłam sobie coś fajnego „bo tanie i ładne”, a wkrótce okazywało się, że nie mam gdzie w nowym ciuszku wyjść… W zeszłym roku zrobiłam w swojej szafie czystki, zrobiło się sporo miejsca, a nienoszone ciuchy znalazły nowy dom 🙂
    Obecnie pilnuję się, żeby nie kupować pod wpływem chwili (chociaż to i tak bardzo rzadko mi się zdarza, ale lepiej dmuchać na zimne;). W tym roku kupiłam sobie szpilki oraz 1 bluzkę (tzw. „zachcianki”), poza tym – z konieczności – niezbędne były nowe, wygodne buty (w starych, ulubionych, przedziurawiła się podeszwa. Na wylot!).
    Poza tym nie lubię chodzić godzinami po sklepach i polować na okazje, za to moim „utrapieniem” są… zakupy w second-hand’ach! Zawsze wpadnie mi coś w oko, co kosztuje grosze i co mogę później w domu przerobić według swojego „widzimisię”. I w tym przypadku to nie zakupy dają mi radość, ale satysfakcja z udanej przeróbki. 🙂

  • Ja niedługo wracam do pracy po macierzyńskim i to będzie dobry moment na dobre ubraniowe decyzje i minimalizm! Tak będzie!

  • Uczę się tego dopiero od niedawna, że liczy się jakość a nie ilość, także jeśli chodzi o ubrania. Stawiam na przemyślane zakupy, a do centrów handlowych chodzę rzadko, bo nie lubię. Jednak szukam swojego stylu, dlatego też czasami decyduję się na rzeczy tańsze,a by zobaczyć czy dana rzecz mi odpowiada. P.S. Piękne zdjęcia:)

  • To prawda, też kupuję mniej, za to to, w czym czuję się wygodnie i dobrze:-)

    • Dokladnie tak Kasiu, tez obserwuje to po sobie. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • ekopozytywna

    Pierwszy raz się tutaj napraszam, ale skoro można to czemu nie. 🙂 Plus idealnie się wstrzeliłam w tematykę, bo piszę pewnie kontrowersyjnie o tym, że moim zdaniem kupowanie sukni ślubnej jako ciucha na jeden raz jest tylko napędzaniem konsumpcjonizmu. Tak sobie myślę o zwykłych, codziennych ubraniach… Bardzo się staram ograniczyć ich ilość i stawiać na jakość, co nie zawsze wychodzi, regularnie czytam blogi o tematyce minimalistycznej. Może coś z tego będzie, bo kupowanie mniejszej ilości lepszych jakościowo rzeczy wiąże się też ze świadomym kupowaniem. Bo dlaczego właściwie rzeczy są takie tanie? I nie mówię tu tylko o ubraniach, bo w ich przypadku akurat nie zawsze idzie to w parze, ale teraz już wolę kupić czekoladę ze znaczkiem fair trade, która będzie trochę droższa, ale przynajmniej wiem, co za nią stoi. Zapraszam na ten mój pewnie kontrowersyjny wpis z suknią ślubną w tle: https://ekopozytywna.wordpress.com/2016/10/05/organizacja-wesela-po-swojemu-cz-iii-co-z-ta-suknia/

  • To prawda, z wiekiem zaczynamy inaczej podchodzić do zakupów – bardziej świadomie. Wiemy co nam służy, a co nie. Wybieramy to co potrzebne i dla nas dobre, a nie to co modne. Nie patrzymy też na to, że wszyscy to mają i ja też muszę.

    • To prawda, moze rzeczywiscie zdazylismy juz na sobie sporo rzeczy przetestowac i dlatego tez latwiej nam nie popelniac bledow niedoswiadczonych osob. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Co prawda, to prawda; do pewnych rzeczy trzeba po prostu dojrzeć i wtedy nagle się okazuje, że zamiast przytakiwać reklamie, kwestionujemy ją… A ile czasu zaoszczędzimy, gdy chodzenie po sklepach dla samego chodzenia nie będzie już atrakcyjne:)

    • Teraz po czesci to chodzenie po sklepach zastapilo surfowanie po sieci. Nogi od tego nie bola hi hi hi Pozdrawiam serdeczenie Beata

  • MamaSpace

    Z wiekiem podobno przybywa nam zmarszczek także na mózgu 🙂 więc nie wszystko stracone 🙂

  • Agata z bloga SarnieZycie.pl

    Ubrania to jedna z pierwszych rzeczy, które drastycznie zminimalizowałam. I dobrze mi to zrobiło;) Innym też, bo wiele ubrań powędrowało do znajomych. Teraz kupuję nowe rzeczy bardzo rzadko, korzystam też z second handów. Odkryłam moc dodatków – jedna sukienka i trzy pary rajstop to już trzy różne kombinacje, a można jeszcze przecież wykorzystać apaszki, kolczyki, żeby urozmaicić strój. Doceniam też trwałe ubrania i – paradoksalnie, bo wydawałoby się, że coś używanego szybciej się zniszczy – mam wełnianą spódnicę z second handu od 15 lat, a nie wiem, ile miała, gdy ją kupiłam. Mimo to trwa i dobrze wygląda do wielu zestawów 🙂

  • Coś w tym jest. Kiedyś spędzałam całe dnie buszując po sklepach. Teraz kupuję coś nowego bardzo rzadko i jakoś moja szafa bez tego nie czuje się szczególnie pusta.

  • Doszłam ostatnio do podobnych wniosków 😀 Nie to, żebym kiedykolwiek lubiła zakupy. Wybieram się na nie głównie kiedy potrzebuje czegoś konkretnego. Oglądanie wystaw sklepowych raczej mnie nie relaksuje. No, może ostatnio. Biorąc pod uwagę, że od narodzin córeczki (4 miesiące) miałam może z dwa wypady do centrum handlowego na zakupy? Fajna odskocznia, choć gdybym miała wybór zainwestowałabym czas w coś innego 😉

  • www.kasiaekiert.pl

    jestem pod wrazeniem – 6 lat!
    Ale tez ostatnio od… 2 miesiecy nic nie kupilam 🙂 z kosmetykow tak samo – wiec ide ku dobremu 🙂