Przejdź do treści

Zostałam youtuberem. Nowe nadzieje, plany i projekty.

  • 4 min read
Beata Redzimska Vademecum Blogera


Jestem wdzięczny tym wszystkim, którzy powiedzieli mi „nie”. To dzięki nim jestem tym, kim dzisiaj jestem.

Albert Einstein

Cytat, który zadźwięczał we mnie bardzo.

W ubiegłym roku usłyszałam takie „nie”. Które najpierw mocno zachwiało we mnie i tak już nie dość stabilną wiarą w siebie. To „nie” było bolesnym prztyczkiem dla mojego ego, bo dotyczyło czegoś, co wydawało mi się, że chciałbym robić…., w czym pokładałam pewne nadzieje i angażowałam w to sporo wysiłków.

Dlatego to „nie” dość mocno mnie zabolało.

Zanim je przeżułam i wyplułam, mocno dusiłam je w sobie. Ale kiedy to zrobiłam, muszę powiedzieć, że z perspektywy czasu to „nie” było dla mnie błogosławieństwem.

Ktoś powiedział mi nie i co? I żyje z tym dalej. Może trochę zabolało.

Przetasowało parę spraw w moim życiu. Przestałam zajmować się pewnymi sprawami.

Ale uodporniło mnie wewnętrznie. Paradoksalnie wzmocniło poczucie mojej wewnętrznej wartości – czasami wyczekujemy potwierdzenia swojej wartości u innych.

A kiedy ci „inni” mówią nam „nie”, przychodzi otrzeźwienie.

Ale zanim to otrzeźwienie przyjdzie jesteśmy tak trochę „zawieszeni” w próżni, w takim wyczekiwaniu (Francuzi używają tutaj takiego słowa – suspendu), wstrzymujemy oddech w nadziei, że ktoś inny potwierdzi naszą wartość. Łudzenie się. Bezużyteczne wyczekiwanie i strata czasu. Ale, że to zrozumieć, najpierw musimy usłyszeć to oczyszczające „nie”.

Owszem w międzyczasie przestałam robić pewne rzeczy (np zawiesiłam bloga Vademecum Blogera – bo to było związane z tym projektem i ten projekt muszę sobie na nowo w głowie poukładać).

Ale zajęłam się innymi rzeczami. Zahaczyłam o nowe horyzonty szydełkowo – kreatywne.

Wiec po ciężkim, pochmurnym czasie w moim życiu, znowu przeżywam kolejne kreatywne przebudzenie i mam wiosnę w sercu.

 

Bo tak to jest w życiu, że kiedy zamykają się jedne drzwi, otwierają się inne.

Kiedy ktoś mówi nam „nie” – nie nadajesz się do tego, okazuje się że to jest do zniesienia i że mamy w sobie więcej siły niż się o nią podejrzewamy.

Więc pomimo tego, że poprzedni rok był dla mnie trudny rok i sporo rzeczy się w moim życiu posypało. Ale to zmusiło mnie do weryfikacji tego, co dotychczas robiłam.

Moja walka z depresją.

6 miesięcy bez aktywności zawodowej w domu (wciąż jestem na postojowym), w samotności emigracji – zaczęłam ocierać się o depresję, której próbuję się nie dać.

Na to nałożył się kryzys wieku średniego i to poczucie, że dobijając do 50 – tki w nowej kryzysowej rzeczywistości – to nie jest najlepszy moment, by zaczynać nowe projekty. A przecież dotąd odkładałam życie zawodowe na później ze względu na dzieci.

Ale wiosna przyniosła nowe nadzieje, nowe projekty.

Wróciłam do dziergania – to była moja ucieczka i ostoja.

Wróciłam do nauki języka rosyjskiego – to narzuciło pewien rytm moim dniom.

Zaczęłam biegać – to pomogło zmotywować moją wewnętrzną, ubywająca mi w tegorocznym kontekście energię.

Zaczęłam się uczyć makramy i to zajęcie o którym od lat marzyłam, ale wydawało mi się nieosiągalne, dzięki You tubowym tutorialom (dzięki Agacie z @zglowawsznurkach i Iwonie z @szydelkowe_zacisze ), stawiam pierwsze kroki.

Po raz kolejny przekonałam się o prawdziwości tego stwierdzenia, że najlepszą metodą na smutek jest nauczyć się czegoś nowego.

Zostałam YouTuberem.

Miniony rok i kryzys, choć przyniósł ze sobą wiele przewartościowań tego, co dotychczas robiłam i wywrócił moje dotychczasowe nadzieje i projekty do góry nogami, to dał potężnego  kopa, by spróbować nowych rzeczy, by wziąć swoje sprawy w swoje ręce, by jednak się  nie dać.

A nowe projekty, oznaczają nowe nadzieje, nie napoczętą  motywację i świeżą energię, by śmielej ruszyć z nowymi planami.

Więc jakiś czas temu ujrzał światło dzienne mój nowy projekt  –  kanał na YouTube, póki co szydełkowo –   kreatywny, w dalekosiężnych planach idący w   kierunku diy i home decor.

I tak oto od blogerki niegdyś tylko piszącej, przeszłam na YouTube i zostałam youtuberem.

A ponieważ ten projekt zajmuje cały mój czas i energię, mniej mnie na Vademecum Blogera. Ale mam nadzieje, że z perspektywy tego projektu będę mogła już wkrótce podzielić się nowym doświadczeniem i  nowymi przydatnymi w życiu online tipsami.


Pozdrawiam serdecznie

Beata Redzimska


9 komentarzy do “Zostałam youtuberem. Nowe nadzieje, plany i projekty.”

    1. Wow, no to zazdroszcze. A podrzuc prosze Twoj kanal na YT, chetnie odwiedze kolezanke YouTuberke hi hi hi. Ja poki co jestem w drodze (mam nadzieje na dobrej drodze) do przekroczenia na YT pulapu, ktory pozwala monetyzowac swoj kanal, tylko zastanawiam sie, czy wplywy z reklam na YT sa tak samo smieszne, jak wplywy z reklam AdSense na blogu? Ale mam nadzieje, ze juz wkrotce sprawdze to naocznie. Pozdrawiam serdecznie Beata

  1. Gratuluję wewnętrznej siły do nauki, biegania i tworzenia na Youtube. Miałem w 2008 okres paru miesięcy bez stałej pracy- to był najlepszy okres w moim życiu- to chyba kwestia myślenia na ta temat swojej sytuacji zawodowej. Pozdrawiam

  2. Ewelina z bloga W poszukiwaniu końca świata

    Trzymam kciuki za Ciebie Beatko! Mam nadzieję, że kolejne półrocze będzie lepsze. Co by tu nie gadać, ten rok jest naprawdę trudny…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *