Chodziliśmy sobie z rodziną po urokliwych uliczkach Barcelony. Nagle podeszła do nas stateczna, acz rezolutna Hiszpanka w poważnym wieku. Zaczepiła, zagadała, urzekły ją dzieci. A szczególnie mój najmłodszy pusiaczek w takim rozkosznym wieku (2 lata), co to na wszystko ma jedną odpowiedź: NIE. Wyrabia sobie ten swój rozkoszny, jeszcze malutki charakterek. Kto jeszcze powie, że macierzyństwo, to nie jest szkoła dyplomacji? Czasami trzeba długo pertraktować. I zadowolić sie stanowczym NIE.

Chcesz wsiąść do wózeczka? NIE.

I po całej Barcelonie pedałujemy na piechotę. Na takich małych nóżkach, gdziekolwiek chcesz dojść, wszędzie daleko.

Duża rodzina – 4 dzieci –  w Europie to zwraca uwagę. Zwróciła uwagę rzeczonej Hiszpanki. Najpierw zauroczył ją rezolutny pusiaczek z … charakterkiem.

Wdała się w przyjacielską pogawędkę z moim mężem. W zaimprowizowanej na tę okazję jakiejś nowoczesnej odmianie esperanto.

Wiecie, jak to jest, jak się jest za granicą. Dla chcącego (się dogadać), nie ma nic trudnego. Tylko potem ręce bolą od nadawania na migi. Od słowa do słowa, Hiszpanka wszystkiego się  wywiedziała. Może miała za sobą karierę w kontrwywiadzie? Zboczenie zawodowe? Nie, raczej była z gatunku tych, co wszedzie wtykają swój nos.

-A skąd? Z Francji.

-A po co? Ano na wakacje w Barcelonie.

-A ile dzieci? Czworo. Czworo? A to dużo roboty? A radości też sporo.

-Francuz? Tak. A żona Francuzka? Nie … Polka

Na jej twarzy odmalowała się wyraźna … niechęć. Zgrzyt. Dysonans. Wcięło ją, ale tylko … na chwilę.

Pogoda była słoneczna. Barcelona, sam środek lata. A ją jakby walnął grom z jasnego nieba. Zamikła. By na nowo odpalić z jeszcze większym impetem.

Polka?

Powtórzyła takim tonem, że nie mogło być wątpliwości. To słowo źle się jej kojarzyło.

A potem jakby coś ją ugryzło. Zaczęła energicznie wymachiwać rękoma i wykrzykiwać we wszystkich znanych sobie językach.

Non, niet, nada, non …

Czyżby nasza Hiszpanka nagle okazała się poliglotką?

Czy chciała źle?  Nie. Dobrze życzyła … mojemu mężowi. Tylko, że była z gatunku tych, co to są życzliwi inaczej. Albo nie potrafiła (czy nie chciała) ukryć swego zgorszenia. Co Francuz robi z Polką? Przecież mógł staranniej dobrać sobie towarzyszkę życia … pod kątem narodowości.

Ta narodowość wyraźnie dobrze jej się nie kojarzyła. Czas się dla niej zatrzymał. Została jedną nogą w XX wieku. Przecież dzisiejszy świat to jedna globalna wioska.

Mężowi doradzała (czy odradzała) spontanicznie, życzliwie, od serca. Nawet jeżeli ta jej życzliwość była życzliwa inaczej. Zaścianek. Niejeden ma swój przyczułek na świecie.

Najsmutniejsze, że to na prawdę się zdarzyło. Wcale nie koloryzowałam. Tylko na koniec zachowałam sobie wisienkę na torcie.

Ciekawe by było jaka była by reakcja tej kobiety, gdyby wiedziała, że mój Francuz jest francuski tylko z obywatelstwa. W rzeczywistości jest Irańczykiem z dziada pradziada (i z przekonań). Tyle że z francuskim paszportem. Ale tłumacz tu nieznanej kobiecie (do tego jeszcze na obcej ziemii) takie “subtelności”.
Czy wtedy z tej swojej spontanicznej, nieprzymuszonej dobroci serca i wrodzonej życzliwości odradzała, by mi Polce męża Irańczyka? Taki mezalians.

Nie mówię, rezolutna Hiszpanka, życzliwa inaczej popsuła mi wspomnienia z Barcelony. Długo zwlekałam z pokazaniem ich na blogu. Ale przed tym nieszczęsnym spotkaniem tak bardzo urzekły mnie wąziutkie uliczki tego miasta. Kilka ujęć z Barcelony wrzuciłam wtedy na bieżąco na Insta. Ale po tym spotkaniu trzeciego stopnia zupełnie zamilkłam. Wróciłam do nich dopiero teraz. 

Bo jedna jaskółka wiosny nie czyni. Niektórzy nasi rodacy za granicą rzetelnie pracują na naszą złą reputację. A i gdyby u nas na ulicy sprawdzać naszą tolerancyjność wobec innych narodów, też wyszedłby niezły zaścianek. A może wręcz ciemnogród.

Ale Europa da się lubić. A Barcelona miejscami jest prześliczna. Humor od razu mi się poprawił, gdy przejrzałam te zdjęcia. Może Wam też.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Te wąskie uliczki w Barcelonie.
Uliczkę znam w Barcelonie …
A czemu by nie zakochać się w Barcelonie?
Pełno tu urokliwych kafejek.
Pełno tu urokliwych graffiti.
No i znowu graffiti.
W Barcelonie króluje porządek, tylko to pranie malowniczo porozwieszane na balkonach mnie i zdziwiło (w Paryżu jest to zakazane). No i urzekło zarazem.
Nie wiem ile mam fotek tych portowych uliczek. Bardzo dużo. Obiecuję, że wszystkich nie wrzucę.
Graffiti i rower to moje dwa ulubione modele z Barcelony.
No i te uliczki.
Barcelona. Do czego tu się spieszyć?
Barcelona. Pełen relaks.
Barcelona. Wrzuć na luz.
Barcelona. Bo tu wszystko trzeba obfotografować i obejść.
Barcelona. Aż się padnie na pysk.
Barcelona. Aż porobią się odciski.
A wtedy trzeba przysiąść. W końcu w nocy znowu będziemy tu szaleć.
Barcelona. Ale czy ktoś tu pamięta o Barcelończykach? Please let us sleep.
Nikt o nich nie pamięta, bo tu wszyscy są na walizkach.
Barcelona. Barcelończycy?
Barcelona. A może zostać tu na dłużej i znalezć wymarzoną pracę.
Barcelona. A może uruchomić tu własny biznes?
Barcelona. Ale to koszulki FC Barcelona pewnie sprzedają się najlepiej.
Barcelona. No chyba, że wmiesza się policja.
Barcelona. A wtedy dla zatopienia smutku w mojito dobrze popędzić na plażę.
Pusiaczek, który wszędzie chce dojść o własnych nóżkach.
Barcelona. A to już dowód, że byłam.
I must have zaliczyłam.

Opublikowany przez BEATA REDZIMSKA

Jestem blogerką, emigrantką, poczwórną mamą. Kobietą, która nie jednego w życiu doświadczyła, z niejednego pieca jadła chleb. Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji, w Paryżu. Uważam, że emigracja to dobra szkoła życia i wymagająca, choć bardzo skuteczna lekcja pokory. Ale też wewnętrznej siły i zdrowego dystansu do samego siebie i momentami wystawiającej nas na próby codzienności. Jestem tu po to, by pomóc Ci lepiej pisać, skuteczniej docierać do czytelnika, wywołać większe zaangażowanie w social mediach. Czasami rozśmieszę lub zmotywuję. Ale równolegle do Vademecum Blogera jestem autorem kilku niezależnych miejsc w sieci. Ponieważ wiele osób pyta się mnie, jak mimo 4 ciąży i 40 - stki na karku udało mi się zachować linię nastolatki, uruchomiłam kanał na YouTube o zdrowym gotowaniu - bezglutenowo - bezmlecznie. Znajdziesz mnie również na blogu BeataRed.com i powiązanym z nim Instagramie, gdzie piszę bardziej osobiście o Paryżu i mojej pasji, jaką jest nauka języka francuskiego. A jeżeli interesują Cię praktyczne porady o tym, jak budować swoją obecność w sieci zapraszam na mój kanał na You Tube z blogowymi tutorialami.

Dołącz do rozmowy

25 komentarzy

  1. Na zdjęciach mam wrażenie, że mój klimat majorkański 🙂 wspomnienia wróciły

    A najciekawsze jest, że Katalończyków nazywają Polakami..

  2. Ostatnio w Bułgarii wynajmowaliśmy samochód. Pośrednik dzwoni gdzieś tam, ma słuchawkę przy uchu i dopytuje.

    – Ile macie lat?
    – 25.
    – Skąd jesteście?
    – Z Polski.
    Odkłada słuchawkę.
    – Nie mamy wolnych samochodów.
    – Kiedy będą?
    – Nie wiem.

    No kurwa mać.

  3. Niestety, niektórzy mają zakorzenione poglądy, których po latach nie chce im się już zmieniać i nie dociera do nich, że świat się zmienił. Nie ma się co przejmować, tylko cieszyć pięknym otoczeniem Barcelony 😉

  4. Zdjęcia bardzo fajne czuć hiszpański klimat…
    A mnie ostatnio na Minorce w sklepie Spar (!) kasjerka bez problemu rozpoznała jako Polaka (pewno na tyle niewyraźnie mówiłem po hiszpańsku ;)), pogawędziliśmy kilkukrotnie, była kiedyś w Polsce, w Warszawie – pamiętała kilka słów. Najgorszym jej przeżyciem było natomiast obsługiwanie Polaka alkoholika, który chciał w sklepie znaleźć pustą butelkę plastikową, żeby do niej przelać alkohol, żeby żona nie widziała…

  5. Kocham Barcelonę, hiszpański i Hiszpanię w ogóle. I zawsze spotylałam się z żyvzliwością i dobrym zdaniem o Polakach. Być może dlatego, że rozmawiam z młodszymi Hiszpanami. Spotykam się też z dobrym zdaniem o Polakach, a Polkach zwłaszcza, w Niemczech, słyszę dobre opinie o nas od Włochów, Austriaków i Szwajcarów. Myślę, że to naprawdę była ‘jaskółka’. Współczuję jednak takiej sytuacji, jestem pewna, że również nie czułabym się dobrze. W Polsce, niestety, wiele osób odradzałoby Ci męża. Tak działają stereotypy, kiedy się ich nie weryfikuje. Nie lubię tego i takich ludzi. Cieszę się, że nie zepsuło Ci to wszystkich wsppmnień.

  6. To prawda ” Kto jeszcze powie, że macierzyństwo, to nie jest szkoła dyplomacji?” . Podpisuję się pod tym obiema rękami. Nie byłam w Barcelonie ale .znam ją trochę z opowiadań córki, która była w Hiszpanii przez dłuższy czas.:)
    Dzięki za zdjęcia.

  7. Na ten typ grymasów mam ….. W Hiszpanii spotkałem się z odwrotnymi reakcjami na swój paszport. Jednak Barcelona to Katalonia, więc wszystko musi być odwrotnie niż w Hiszpanii. 😉
    Do samego miasta nigdy mnie nie ciągnęło. Jest zbyt popularne, zbyt turystyczne.

  8. Oj, że rodacy pracują na naszą złą opinię w Europie, to prawda. Pisałam u siebie o tym, jak zachowują się Polacy w Anglii, pisałam, na jaką patologiczną i przemocową rodzinę trafiłam, szukając tam pracy. Po tych przeżyciach wybrałam Niemcy i też pisałam, jak tam się pracuje. I dopóki byłam w Brunszwiku, było OK. Pisałam, jakie miałam “urocze” towarzystwo w drodze do Berlina – źle zachowywali się jedynie Polacy, a przecież tym autokarem jechali też i i Niemcy czy też Francuzi… Wylądowałam w Berlinie – od razu się okazało, że my dla Niemców jesteśmy obywatelami drugiej kategorii. Z tymi Niemcami jeszcze nie jestem w stanie podsumować, jak to wygląda, ale póki co, wychodzi pół na pół. Jedni traktują nas dobrze, drudzy nie znoszą i niespecjalnie starają się to ukryć. I na pewno jest to skutek wywołany przez innych Polaków, którzy się zachowywali źle. A potem obrywa się każdemu kolejnemu Polakowi, nawet jak jest w porządku. Smutne, ale prawdziwe.

  9. Barcelona piękna! A co do zdziwienia tej pani, to ja też jestem zdziwiona – podobno Polki to najlepsze żony na świecie (a przynajmniej z taką obiegową opinią się spotkałam)! 😉 Bo robotne, piękne, zaradne i rodzinne. Najlepsze witaminy mają polskie dziewczyny i tym podobne. Pozdrawiam!

  10. Śliczne zdjęcia, Barcelona to piękne miejsce! A opiniami takich Pań, to bym się w ogóle nie przejmowała. Jak to mówią “co komu do domu, jak chata nie jego”. Niech zajmie się swoimi sprawami, a nie stara się urządzać komuś życie 🙂 Pozdrawiam

  11. Chętnie sięgnęłam do wspomnień z moich wycieczek do Barcelony, dziękuję. 🙂 A co do tej życzliwej osoby, no cóż… jeszcze tak wiele osób trzeba uświadomić…

  12. Ja mam z kolei odwrotnie – mąż też Francuz z oby watelstwa, ale pochodzi z Algierii. No i wiele osób jeśli wie o jego pochodzeniu to pytają mnie czemu jestem z Arabem? Niestety, rasizm wszędzie dookoła.

  13. Ludzie bez taktu zdarzają się wszędzie nie ma sobie co psuć wypomnień :). Swoją drogą ciekawe co ją tak do polaków zraziło:). Beato masz czwórkę dzieciaczków? Ja mam dwójkę, a jeszcze dwa razy tyle o matko ale by się działo :). Dziękuję Ci bardzo że wpadłaś na linkowe party 🙂

  14. Piękne zdjęcia, piękne miasto i piękne wspomnienia 🙂 Przypomniałam sobie moją podróż w tamte strony-15 lat temu. Panią nie można się przejmować, choć z pewnością było niesymatycznie. Pozdrawiam

  15. Bardzo ładne zdjęcia 🙂 Życzę kolejnej podróży ( niekoniecznie do Barcelony) pełnej samych dobrych wspomnień 🙂 Niestety nie wszyscy Polacy robią dla nas dobrą reputacje za granicą ;P Często jest mi wstyd jak słyszę co wyczyniają 😛

  16. Podobna historia nigdy mi się nie przytrafiła, ale to prawda, że niektórzy rodacy ciężko i wytrwale pracują na naszą nienajlepszą reputację w Europie. Całkiem niedawno w Panoramapunkt na Placu Poczdamskim w Berlinie sama przerzuciłam się na niemiecki, jak zobaczyłam, jak zachowuje się grupa nastolatków z Polski. Czekałam tylko, aż zaczną mazać po ścianach napisy “tu byłem”.

  17. Mąż Francuz? Ale Francuz…?! Nie no żartuję sobie:) Niezły miała tupet baba. Za dużo nie podróżowałam, ale najmilej wspominam radosne okrzyki: Polaki! we Włoszech i miłe skinienia na dzień dobry w Holandii. Niezbyt dobrze wspominam Niemcy, ale chyba nigdy mi się nic tak osobistego nie przytrafiło.

  18. Ale świetnie to opisałaś, uśmiałam się, że hej 😀 I proszę da się zrobić wpis podróżniczy ciekawy i zabawny 😉 A nie katedry i pomniki plus trochę historii 😉

  19. Mieszkałam przez kilka lat na południu Hiszpanii i nigdy żaden miejscowy nie powiedział złego słowa. Wręcz przeciwnie, byli zaciekawieni. Owszem biorąc pod uwagę podobieństwo w brzmieniu języka początkowo brano mnie za Rosjanka czytaj magię 😉 ale po skorygowaniu byłam już nie groźna :). Pani musiała mieć jakieś złe doświadczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zapisz się na newsletter i zgarnij praktyczny ebook o Instagramie

X

Nowość - KURS - Twój pierwszy produkt online - 39,99 PLN + VAT Odrzuć

Exit mobile version