Share week 2018.

Trudny wybór.

Tymbardziej dla mnie, czyli osoby, która chronicznie i notorycznie nie potrafi się zdecydować. A im bardziej pogrąża się w wyborze, tym bardziej się waha.

Dlatego postanowiłam pozostać przy swoim pierwszym intuicyjnym wyborze, który nasunął mi się jeszcze przed oficjanym początkiem Share Week.

Nawet jeżeli w sieci jest tylu wartościowych i inspirujących twórców. Takie są reguły tej gry. Tylko 3 osoby.

Dlatego…. wybrałam osoby, które były mi bliskie przez ostatnie miesiące. Może nawet o tym nie wiedząc (bo przechodziłam przez dość mroczny moment depresji i utraty wiary w siebie) i motywowały mnie do dawania z siebie tego, co najlepsze.

 

1. Janina Daily.

Dlaczego Janina? Bo…

Janina rozkłada na łopatki – słowem.

Po prostu uwielbiam …. tę zabawę słowem, to poczucie humoru.

Co mam Wam mówić – jestem długoletnią emigrantką – zamiast tradycyjnego zalewania robaka na staropolską nutę – lepiej poczytać sobie Janinę.

Tu zresztą panuje taka zadziwiająca zgodność, bo Francuzi też żeby powiedzieć, że komuś jest smutno, mówią, że ma karalucha (avoir le cafard).

Ale wtedy, żeby trochę rozświetlić horyzont z pomocą przychodzi Janina w duecie z kotem….

Janina była dla mnie taką inspiracją do powrotu do humorystycznego pisania (blog Beatared….)

Nawet jeżeli nikogo prócz mnie to moje pisanie – nie śmieszy… Wszystkim nie dogodzisz. Ale skoro poprawia mi humor, robię to dalej dla samej siebie.

 

2. Mam do powiedzenia.

I to nie tylko dlatego, że zdradzamy podobne umiłowanie do włochatych czap….

Dorotę z “Mam do powiedzenia” poznałam chyba dzięki Grupie… Wpadłam do niej przez przypadek i od razu rozłożyło mnie na łopatki. To poczucie humoru i ta za każdym razem tak namotana, że aż halucynogenna fabuła, którą udaje się jej stworzyć i co lepsze do końca nad nią zapanować. Tak, że koniec końców wszystko kończy się dobrze…

Pamiętam, jak pękałam ze śmiechu do rozpuku przy tym tekście i jak sobie pomyślałam: Boże, jak chciałabym umieć coś takiego napisać.

Ostatnio mam takie lekkie wrażenie (czy niepokojące mnie przeczucie) że, Dorota gdzieś wybyła z sieci (mam nadzieję, że jest to stan przejściowy).

Może straciła wiarę w sens tego mozolnego przebijania się w internecie. Ale na to po prostu trzeba się uodpornić.

No i

 

3. Dorota Strzelecka.

Dorotę znam od dawna (z bloga Kropla Arganu). Tutaj jednak podaję link do nowiusieńkiego bloga Doroty, którego firmuje swoim imieniem i nazwiskiem. Bezrobotna, nie tracąca nadziei i wiary w siebie, a do tego utalentowana projektantka na emigracji.

Dorota jest bardzo wszechstronnym twórcą – pisze, nagrywa live i projektuje.

Podziwiam i zazdroszczę lekkości, z jaką, jak ta ryba w wodzie – Dorota czuje się w facebookowych live – ach….

Zresztą ostatnio planowałyśmy zrobić wspólny live na FB. Ale skończyło się na użeraniu się z technologią, która nie chciała odpalić. Niemniej, tak żeśmy sobie fajnie pogadały przy okazji tego live (bardzo kameralnego i momentami bez wizji). Bo Dorota potrafiła zachować zimną krew przy sypiącej się technologii – pełen szacun.

Jednym słowem….

Dwie Doroty i jedna Janina.

Janina – jest dla mnie żywym dowodem na to, że nie należy tracić wiary w siebie i w to, co robimy (którą u mnie ostatnio mrozi trzask drzwi odchodzących na Facebooku).

Robić swoje i wierzyć w swoją szczęśliwą gwiazdę.

Dwie Doroty podobnie na różnych etapach mojego blogowania potrafiły dodać mi wiary, że to co robię – ma jakiś sens (pal diabli statystyki i trzask drzwi odchodzących).

A teraz chciałabym w pewnym sensie oddać im to samo:

Dorocie Strzeleckiej, która rusza w nową drogę z nowym blogiem, który bardzo ciekawie się zapowiada i Dorocie z Mam do Powiedzenia, którą ostatnio rzadziej mijam w sieci (mam nadzieję, że to przejściowe) – chciałabym powiedzieć, że tak naprawdę liczy się to, że są osoby, dla których Wasza twórczość jest ważna. Ja jestem taką osobą.

Dziewczyny jesteście dla mnie ważne.

Wasza twórczość – nie raz dodała mi skrzydeł, kiedy niezbyt filozoficznie miałam ochotę zalewać robaka.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Opublikowany przez BEATA REDZIMSKA

Jestem blogerką, emigrantką, poczwórną mamą. Kobietą, która nie jednego w życiu doświadczyła, z niejednego pieca jadła chleb. Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji, w Paryżu. Uważam, że emigracja to dobra szkoła życia i wymagająca, choć bardzo skuteczna lekcja pokory. Ale też wewnętrznej siły i zdrowego dystansu do samego siebie i momentami wystawiającej nas na próby codzienności. Jestem tu po to, by pomóc Ci lepiej pisać, skuteczniej docierać do czytelnika, wywołać większe zaangażowanie w social mediach. Czasami rozśmieszę lub zmotywuję. Ale równolegle do Vademecum Blogera jestem autorem kilku niezależnych miejsc w sieci. Ponieważ wiele osób pyta się mnie, jak mimo 4 ciąży i 40 - stki na karku udało mi się zachować linię nastolatki, uruchomiłam kanał na YouTube o zdrowym gotowaniu - bezglutenowo - bezmlecznie. Znajdziesz mnie również na blogu BeataRed.com i powiązanym z nim Instagramie, gdzie piszę bardziej osobiście o Paryżu i mojej pasji, jaką jest nauka języka francuskiego. A jeżeli interesują Cię praktyczne porady o tym, jak budować swoją obecność w sieci zapraszam na mój kanał na You Tube z blogowymi tutorialami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zapisz się na newsletter i zgarnij praktyczny ebook o Instagramie

X

Nowość - KURS - Twój pierwszy produkt online - 39,99 PLN + VAT Odrzuć

Exit mobile version