Paryż, VADEMECUM BLOGERA

Seksowny Marcel, ser z kontrabandy i rozczarowanie wymarzonym domem.

NAUKA FRANCUSKIEGO

NAUKA FRANCUSKIEGO

Chciałam zaintrygować Was tym tytułem i seksownym Marcelem (o ile imię Marcel jeszcze komukolwiek kojarzy się z seksapilem). Ale tak naprawdę ten wpis jest pretekstem do podsunięcia Wam skrawka kultury francuskiej i francuskich słówek. W jak najmniejbolesny sposób za pomocą storytellingu, czyli opowiadania historii.
Skądinąd to również najlżejstrawna i najłatwiej przyswajalna forma podawania jakichkolwiek treści. Bo ludzie zapamiętują historie.

Zgodnie z zapowiedzią w tytule będą 3 historie: o serze z kontrabandy, o seksownym marcelu i o moim rozczarowaniu wymarzonym domem. Kierunek Francja i Paryż. Choć może z racji ostatnich wydarzeń nie jest to hit podróżniczy. A jednak, co by się nie mówiło życie w Paryżu toczy się dalej. Paryżanie nie opuścili tarasów kafejek. Te wciąż pozostają takim urokliwym smaczkiem paryskiego (i ogólnie francuskiego) lajfstajlu. A na nich o tej porze roku króluje seksowny marcel, zdarza się ser z kontrabandy, a czasami nawet trafią się żabie udka. Ale o tym po kolei za chwilkę.

  1. Seksowny Marcel.

Marcel po francusku, z angielska A-shirt (w odróżnieniu od T-shirtu, czyli koszulki w formie litery T)  czyli prosta bluzeczka na ramiączkach. Która przez długie lata była skrzętnie skrywaną częścią bielizny osobistej. A dzięki różnym zawirowaniom marketingu wyszła na światło dzienne.

Tzn pierwsi na światło dzienne wystawili ją zlani potem, ogorzali na słońcu i prężący potężne muskuły pracownicy fizycznie. Ale, gdy tylko podchywcił to film, a koszulka na ramiączkach bez kompleksów pojawiła się na planie filmowym i stała się oficjalną częścią garderoby.

Co prawda koszulki na ramiączkach nie wypromował ziejący seksapilem Marcel (jak mogłaby na to wskazywać jej francuska nazwa). Choć zacnych Marceli w historii Francji było wielu. Np niejaki Marcel_Proust.

Marlon Brando

Koszulkę na ramiączkach wyciągnął na światło dzienne w 1951 roku seksowny Marlon Brando. W filmie Tramwaj zwany pożądaniem (A Streetcar Named Desire 1951). Zanim dopadło go przekleństwo innych hollywoodzkich aktorów włoskiego pochodzenia. Niewspółmiernie utył. Niestety, dopadło ono także boskiego niegdyś Leonardo di Caprio. Ale to już tak na marginesie.

Za to koszulka na ramiączkach do dziś (szczególnie w okresie letnim) przeżywa swoje najgorętsze dni chwały. I na te najgorętsze dni najlepiej się nadaje.

A dlaczego Marcel?

Marcel, a właściwie marcel pisany z małej litery, bo nie jest to imię. Choć dzisiaj to imię niemiłosiernie się postarzało. I chyba bardziej nadaje się dla kota niż dla francuskiego chłopca urodzonego w XXI wieku.

Otóż Marcel dlatego, że takie koszulki na ramiączkach we Francji produkowała manufaktura o nazwie Marcel w Roanne.

W wersji kobiecej taką koszulką na ramiączkach (z seksownie opadającym ramiączkiem) kusiła młodziutka Isabel Adjani w filmie Mordercze lata (L’été meurtrier z 1983 roku). Na zdjęciu poniżej.

ISABELE ADJANI L'été meurtrieur Mordecze Lato

Z kronikarskiego obowiązku należy się małe uzupełnienie: w języku francuskim taka koszulka na ramiączkach nazywa się także:

  • débardeur
  • albo bardziej opisowo: le petit haut à bretelles (czyli w dosłownym tłumaczeniu skromna góra na ramiączkach).

 

2. Ser z kontrabandy, czyli Reblochon.

nauka francuskiego reblochon ser francuski

Jeżeli zaintrygował Was tytułowy ser z kontrabandy, to nie ma to nic wspólnego z okresem prohibicji. Zresztą takiego we Francji chyba nigdy nie było, jako że tradycyjnie ten kraj -winem stoi. Ale nie samym winem, ale jeszcze i serami.

A jeżeli jakiś ser – tu konkretnie reblochon, przeszedł do kontrabandy – to tylko ze względu na … wysokie podatki.

Dokładnie był on próbą obejścia zbyt łapczywego (jak zawsze) systemu podatkowego, a dokładnie średniowiecznego podatku od udoju.

Kiedy to w odległych czasach francuscy chłopi doili swoje krowy pod czujnym okiem poborcy podatkowego. Który od ręki (a dokładnie od udoju) naliczał należną władzy część. Ale zaradny chłop, przy niemym współudziale krowy, niczym zręczny aktor obwieszczał koniec udoju w momencie, kiedy w wymionach jego podopiecznej zostawało jeszcze trochę mleka.

Kiedy wreszcie rzeczony chłop pozbył się uciążliwej dla rodzinnego biznesu obecności poborcy podatkowego. Ni widu, ni słychu ściągał sobie resztę mleka … i pędził z niej (no może nie pędził, tylko produkował z niej) ser.

Ten ser miał dość tłustą konsystencję (bo po porannym udoju pod okiem poborcy podatkowego w wymionach krowy zostawała prawie sama śmietana). Nazywał się reblochon (czytaj rebloszą).

A reblochon dlatego, że w języku alpejskiego Savoie: „blocher” znaczy doić, a „reblocher” – doić powtórnie. Przedrostek re- przed czasownikiem w języku francuskim oznacza powtórzenie danej czynności.

Sam reblochon, dziś jeden ze sztandardowych serów kuchni francuskiej, dopiero kilka wieków później stał się uznanym produktem regionalnym z alpejskich stoków.

Zdjęcie z reklamy sera Reblochon z odrobiną francuzczyzny w tle.

Nie żeby reblochon odpalał mi jakieś tantiemy za jego promocję. Lojalnie ostrzegam ten ser jest dość tłusty. Konstystencją lekko przypomina nasze serki topione w wersji soft tłuszczykowej tzn mniej tłustej.

NAUKA FRANCUSKIEGO PENICHE

3. Rozczarowanie wymarzonym domem.

Oj, odkąd mieszkam w Paryżu marzył mi się taki pływający domek na barce zatopiony w zieleni – w sercu wielkiej aglomeracji. Wioska w mieście, kontakt z naturą, bliskość wody, kołysanie rzeki. Marzył mi się taki domek przez lata do czasu aż …

Kilka miesięcy temu poziom wody w Sekwanie niepokojąco zaczął się podnosić. Wtedy ci, których dotychczas uważałam za wybrańców losu, znaleźli się na pierwszej linii.

O zgrozo, wracają z pracy do domu, a tu nijak do niego się dostać, bo pomost prowadzący do mieszkania zalało. A samo mieszkanie-statek niemiłosiernie oddaliło się od brzegu. Dzisiaj, nawet jeżeli mieszkam w pobliżu brzegów Sekwany, to mieszkam w bloku, na wysokim piętrze, czyli w bezpiecznej odległości. W tym momencie doceniłam to, co mam. Zamiast zazdrościć tego, czego nie mam.

Już nie chcę zastać peniszardką. Pénichard, bo tak z francuska nazywają się mieszkańcy owych 1140 przycumowanych przy brzegach Sekwany (w Paryżu i okolicach) domów.

NAUKA FRANCUSKIEGO PENICHE

NAUKA FRANCUSKIEGO PENICHE

Zjedz tę żabę.

Chć dla Francuzów zjedzenie żaby, a raczej zjedzenie jej części, jaką są żabie udka jest kulinarną przyjemnością i synonimem wyrafinowania dla podniebienia.

U Amerykanów raczej wywołuje odrazę. Dlatego Brian Tracy „zjedzenie żaby” wykorzystał, jako symbol zadania do wykonania, do którego trudno nam się zabrać, a bez którego nijak ruszyć do przodu.

Twoja żaba jest Twoim największym, najważniejszym zadaniem, z którego realizacją najprawdopodobniej będziesz zwlekał, jeżeli nie zajmiesz się nim od razu.

A jeśli musisz połknąć 2 żaby jednego dnia, zacznij od tej obrzydliwej, tej która budzi w Tobie większą odrazę.

Na razie tyle o książce, dzięki której narzucam sobie dyscyplinę ciągłego zjadania kolejnych żab. I tak powoli połykam kolejne żaby. Co ma tę dobrą stronę, że nie tylko nadrabiam zaległości i zabieram się za rzeczy, które dotychczas leżały odłogiem. Ale jeszcze mam z siebie satysfakcę, rośnie moja wiara w siebie i energia do działania. Win win, czyli zjadajcie swoje żaby.

A po francusku ta jadalna część żaby, czyli żabie udka to po prostu „cuisses de grenouilles”.

To tyle w ramach Wspólnego Czytania i Dziergania z blogiem Maknety.

Pozdrawiam Was serdecznie

Beata

Zjedz tę żabę Brian Tracy

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Zapisz się na newsletter i pobierz darmowy ebook: TWOJA MARKA NA INSTAGRAMIE

VADEMECUM BLOGERA NA YOU TUBE

O AUTORZE

Jestem blogerką, emigrantką, poczwórną mamą. Kobietą, która nie jednego w życiu doświadczyła, z niejednego pieca jadła chleb.

Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji, w Paryżu.

Uważam, że emigracja to dobra szkoła życia i wymagająca, choć bardzo skuteczna lekcja pokory. Ale też wewnętrznej siły i zdrowego dystansu do samego siebie i momentami wystawiającej nas na próby codzienności.

Jestem tu po to, by pomóc Ci lepiej pisać, skuteczniej docierać do czytelnika, wywołać większe zaangażowanie w social mediach. Czasami rozśmieszę lub zmotywuję.

Ale równolegle do Vademecum Blogera jestem autorem kilku niezależnych miejsc w sieci.

Ponieważ wiele osób pyta się mnie, jak mimo 4 ciąży i 40 - stki na karku udało mi się zachować linię nastolatki, uruchomiłam kanał na YouTube o zdrowym gotowaniu - bezglutenowo - bezmlecznie.

Znajdziesz mnie również na blogu BeataRed.com i powiązanym z nim Instagramie, gdzie piszę bardziej osobiście o Paryżu i mojej pasji, jaką jest nauka języka francuskiego.

A jeżeli interesują Cię praktyczne porady o tym, jak budować swoją obecność w sieci zapraszam na mój kanał na You Tube z blogowymi tutorialami.

(22) Comments

  1. Nie wiedziałam, że ta koszulka ma taką ładną nazwę, Marcel bardzo przypadł mi do gustu:) Co do książki Braian’a Tracy’ego to w tej chwili słucham ,,Maksimum osiągnięć”, ,,Zjedz tę żabę” jest kolejna:)
    http://czytaj-na-walizkach.pl/stereotypy-sa-dobre/

  2. No proszę jakie fajne ciekawostki z rana. 🙂 Nie miałam pojęcia, że taka koszulka to seksowny Marcel 😉

  3. No widzisz bo my często chcemy tego czego nie mamy, a z drugiej strony nie doceniamy tego co już mamy :). Zawsze mówię, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma :).
    A co do podkoszulków na ramiączkach to jak tu ich nie docenić kiedy taki nosi Marlon Brando ;). Pozdrawiam serdecznie i wpadam na linkowe party 🙂

  4. Ale tytuł- rzeczywiście intrygujący!:) Ach, te żaby… ciężko połknąć, ale lepiej mieć to z głowy…

  5. Chyba w takim razie czas zasiąść do mojej żaby, której nie mogę zjeść od tygodnia :D.

  6. Nie będę oryginalna, ale o marcelu nie wiedziałam 😉 A to widać historia podobna, jak z adidasami. Zawsze dla mnie to była po prostu koszulka bez rękawów 😀
    Historia z serem – przednia. Się uśmiałam z pomysłowości chłopów francuskich, aż zaczęłam się zastanawiać, czy to przez przypadek nie jacyś potomkowie Polaków – bo nikt tak nie kombinuje, jak my 😀

  7. MamaSpace says:

    Bardzo fajny i ciekawy wpis 🙂

  8. Ciekawa historia marcela 😉

  9. Ciekawe historie:) A książka Briana Tracy jest naprawdę warta przeczytania, podobnie jak inne pozycje tego autora 🙂

  10. Jakoś mnie mieszkanie na barce nie pociąga… Chyba po prostu za dużo wody dookoła jak dla mnie 😉

  11. Uwielbiam Reblochon ale nie wiedziałam, że jego powstanie ma taką historię.
    http://mylittlepleasures.pl/2016/08/11/10646/ zapraszam do mnie 🙂

  12. Bardzo interesujący wpis, warto poznać takie ciekawostki

  13. Seksowny Marcel kojarzy mi się z modą okresu PRL 🙂 A po książkę chętnie sięgnę, bo niestety nie lubię zabierać się za trudne zadania.

  14. No popatrz, a myślałam, że jakieś pikantne szczegóły z życia Prousta, którego największe dzieło właśnie czytam, podasz, a tu koszulka. Gdy patrzę na już nie takiego boskiego Leo (którego uwielbiam mimo dodatkowych kilogramów, bo zawsze mogę zamknąć oczy i zobaczyć go na przykład jako Arthura Rimbaud, skoro już przy literaturze francuskiej jesteśmy, w „Całkowitym zaćmieniu”, chociaż za najlepszą jego rolę uważam tę w „Co gryzie Gilberta Grape’a” – wtedy mnie urzekł swą grą) zastanawiam się, co to się z mężczyznami w pewnym wieku dzieje, że tak im waga w górę leci.

    1. W odpowiedzi na Twój komentarz u mnie – co do Prousta to rzeczywiście – wiele osób uważa czytanie go za stratę czasu. Może przez analogię do tytułu? Może przez objętość? Może przez ciągnące się stronami opisy zdarzeń, widoków, osób, gonitwę myśli, dygresje narratora tak długie, że czytając je zapomina się, czym są wywołane? Jednak mimo to książka wciągnęła mnie, czyta mi się ją dobrze, choć przyznaję, że czasami się gubię, ale co to za problem przerzucić kilka kartek wstecz, żeby znowu być w temacie?

  15. Poproszę jeszcze fonetyczne zapisy tych słówek 🙂 Chodzi za mną myśl, aby od września zapisać się na kurs języka francuskiego, więc dodatkowe lekcje jak najmilej widziane 🙂

    1. Karolina, juz uzupelniam. Chcialabym przygotowac jakis krociutki kurs francuskiego z nagraniami, ale tak sie zastanawiam, czy to ma jakis sens, bo chyba nie ma zbyt wielu osob zainteresowanych nauka francuskiego, bo na pierwszym miejscu jest jednak angielski, a z jezykow bardziej egzotycznych czy wakacyjnych ludzie jednak czesciej wybieraja hiszpanski. Ciekawa jestem, co Ty o tym myslisz? Pozdrawiam serdecznie Beata

      1. Ja jestem bardzo, bardzo za 🙂 I myślę, że w tym sporym gronie Twoich czytelników znajdziesz sporą grupę, która będzie chciała się uczyć 🙂 Francuski to piękny język, choć niełatwy 🙂

        1. Paulina Lewandowska says:

          Ja też jestem za jak najbardziej 🙂

  16. Bardzo ciekawy wpis! Znałam historię reblochon (uwaga na wymowę [rybloszą] – e tutaj jest nieme), natomiast kompletnie zaskoczyłaś mnie seksownym marcelem 😀 prosimy o więcej takich ciekawostek !

  17. Mój partner ma na imię Marcel (nie Marceli)… ma mniej niż 30 lat i jest jednym z 3 mężczyzn o tym imieniu, jakich postawił na mojej drodze los 🙂 Osobiście uwielbiam to imię i nie uważam, że jest przestarzałe, raczej niebanalne ;))) PS. Świetny wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zapisz się na newsletter i zgarnij praktyczny ebook o Instagramie

X