Bo chcielibyśmy wierzyć, że istnieją jakieś sekretne, niezawodne metody, które pozwolą nam zrobić to, co mamy do zrobienia, posunąć się naprzód, przejść na kolejny etap rozwoju i docelowo osiągnąć sukces, czy osiągnąć szeroko pojęte spełnienie …

Tymczasem…

Moim zdaniem owszem istnieje jedna, niezawodna metoda, która polega na tym, żeby:

Robić swoje: konsekwentnie, niezachwianie, wbrew momentom zniechęcenia,

nawet wtedy, kiedy mamy wrażenie, że jakby wszystko sprzysięgłoby się przeciwko nam. Nawet wtedy, jeżeli wbrew naszym nieugiętym wysiłkom uparcie tkwimy w tym samym miejscu i nijak nie możemy posunąć się o krok do przodu.

Stagnacja na blogu, na Instagramie… Jakby wszystkie działania, które podejmujemy były na nic.

Tymczasem warto robić swoje. Warto trzymać się założonego celu i planu.

Może pozornie jest to taka robota głupiego, metoda sama w sobie niewdzięczna i co rusz wystawiająca nas na próbę. Zmagania z materią, która nie chce choćby drgnąć.

W odniesieniu do działań internetowych: jak często długo i mozolnie musimy tu robić swoje, w takim wysysającym wewnętrznie poczuciu, że wciąż NIC, zanim zobaczymy pierwsze efekty.

Coś takiego obserwujemy również np. ucząc się języka obcego: uczymy się, zakuwamy kolejne słówka i dalej wydaje nam się, że nie dzieje się nic. Tyle wysiłku, tyle zainwestowanego czasu i środków, a ja dalej nie potrafiłabym się dogadać z obcokrajowcem w jego języku.

Ale to dlatego, że życie nie postawiło nas w sytuacji wymuszającej skoncentrowanie i mobilizację tych wszystkich zasobów, które gdzieś tam tkwią w nas: zgromadzone, zmagazynowane w naszym mózgu i rozpoczęcie żonglowania nimi.

Tymczasem dopiero zanurzenie w danym języku, wydobywa z nas te niepodejrzewane, a jednak sumiennie i regularnie odkładane pokłady: słownictwa, gramatyki, czy przerobionych ćwiczeń. Po prostu: jest czas sadzenia i czas zbierania plonów.

Sama podobną zasadę zastosowałam, czy nałożyłam sobie i konsekwentnie staram się jej trzymać prowadząc szydełkowy kanał na youtubie: nagrywałam kolejne filmy mimo nawracających momentów zwątpienia (w sens i użyteczność tego całego przedsięwzięcia).

W rezultacie: było nie było, po roku systematycznej, mozolnej, a momentami wręcz niewdzięcznej pracy (bo przygotowanie każdego kolejnego tutorialu to dobrych kilka godzin: prób, nagrywania, edycji). Nawet jeżeli każdy kolejny film na moim kanale nie ma jakiejś fenomenalnej ilości odsłon, to jednak widzę, że po roku tworzenia kolejnych filmów na youtubie udało mi się zgromadzić tutaj, za co jestem ogromnie wdzięczna, ponad 2000 subskrybentów. Jednocześnie wyprodukowałam ponad 200 filmów. Nie zawsze są one najlepszej jakości. Ale to właśnie z ilością, czy w miarę tworzenia kolejnych materiałów pojawia się jakość

Jednocześnie, jako że jestem wieloletnią emigrantką i mieszkam we Francji prowadzę drugi kanał na youtubie o nazwie: BeataRed. Jest to kanał do nauki języka francuskiego, na który również serdecznie Was zapraszam. Tym bardziej, że tu również po długiej przerwie wróciłam do robienia swojego, czyli do nagrywania kolejnych materiałów do nauki języka francuskiego. A dalej zobaczę, co z tego wyjdzie…

Ale również ta zasada i metoda:

Rób swoje, nawet jeśli nie widzisz natychmiastowych rezultatów,

sprawdza mi się na Pintereście.

Bo równolegle do tworzenia tutoriali na bloga i na youtube, tworzę powiązane z nimi piny, które np pokazują moją rękodzielnicza twórczość na Pintereście.

Tutaj podobnie: po roku w miarę intensywnego działania na Pintereście widzę, że to właśnie piny, które dołożyłam tu ponad rok temu i o których w zasadzie zapomniałam, myślałam, że przepadły, po prostu czarna dziura.

A tymczasem one dopiero teraz, cały rok później, zaczynają powoli “wychodzić” z zapomnienia. “Wychodzić” w tym sensie, że coraz to nowe osoby przypinają je u siebie na swoich tablicach.

Kiedy (nie widząc natychmiastowych efektów) myślałam, że one już dawno przepadły na amen. Tymczasem po roku widzę, że włożona praca, to, co robiłam długo i mozolnie, dopiero teraz zaczyna procentować.
Pozornie niewdzięczna praca: rok wrzucania kolejnych pinów na Pinterest, kiedy wydawało mi się, że nikt tego nie ogląda, do nikogo to nie dociera, nikogo to nie interesuje.

A tymczasem rok później widzę, że jakby coś się przebudziło, że wreszcie Pinterest, który jest taką wyszukiwarką wizualnego kontentu zaczął podsuwać te moje piny sprzed roku nowym użytkownikom.

To oczywiście zmotywowało mnie do tego, żeby trzymać się tej zasady i dalej robić swoje, czyli dokładać kolejne piny. Nawet jeżeli póki co nie widzę natychmiastowych tego efektów, czy jakiegokolwiek zwrotu z tego działania. Niemniej (nauczona, czy podbudowana tym doświadczeniem) mam taką nadzieję, że za jakiś czas, któryś z tych nowo dodanych pinów chwyci i zacznie nabierać rozpędu.

Ale przede wszystkim konsekwentnie robiąc swoje, robiąc to, co sobie założyłam, trzymając się planu, czyli realizując kolejne tutoriale, dokładając kolejne wpisy na blogu (z objaśnieniami filmowych tutoriali i rozpiskami wzorów), widzę że efekty przychodzą po czasie. Bo jest czas sadzenia i jest czas zbierania plonów.

Ale przede wszystkim widzę, że robiąc swoje, idąc w ilość (tworzonych treści i materiałów), z czasem z tą ilością przychodzi jakość.

Czyli nagrywanie wideo, czy mówienie do kamery idzie mi coraz sprawniej, kolejne stylizacje fotograficzne są coraz bardziej przemyślane. Kiedy patrzę na moje starsze zdjęcia, czy stylizacje wokół mojej rękodzielniczej twórczości, widzę że jest PROGRES. Dzisiaj inaczej bym to rozłożyła, czy ogarnęła na planie. Kiedy na danym etapie wydawało mi się to szczytem moich możliwości i umiejętności. Dzisiaj patrzę na te swoje dawne próby i wysiłki z pewnym takim politowaniem i pobłażaniem. Bo cieszy PROGRES.

Zdaję sobie sprawę, że może i nieudolnie, ale usilnie próbując, robiąc swoje krok po kroku ten wymarzony PROGRES jakoś tak niezauważalnie, ale jakże konkretnie i namacalnie wreszcie przyszedł.

Nawet jeżeli na pewnym etapie, miałam poczucie, że jest to taka robota głupiego, bo nagrywam kolejne szydełkowe wzory, gadam sobie do kamery, dopieszczam kolejne piny, przygotowuję kolejne rękodzielnicze stylizacje i gdzieś to ginie w bezkresach sieci, ginie w przepaściach internetu.

Tymczasem właśnie dzięki temu, że przez dłuższy czas: niewzruszenie i z automatu robiłam swoje, pojawił się PROGRES. To, co robiłam tak konsekwentnie i długo, nie widząc natychmiastowych korzyści i rezultatów, dzisiaj robię coraz lepiej.
Internet, czy takie narzędzia jak Pinterest, czy You Tube dopiero po jakimś czasie zaczęły wyciągać tę moją radosną twórczość i pokazywać ją coraz to nowym użytkownikom.

Na przekór momentom zwątpienia i niewiary, efekty przyszły po czasie. A wynikają one właśnie z trzymania się tej podstawowej zasady:

Konsekwentnie rób swoje, nawet jeżeli nie widzisz natychmiastowych tego rezultatów.

Bo one przyjdą, przyjdą może dopiero po jakimś czasie, może nie tylko w postaci namacalnych rezultatów. Ale np zobaczysz, że to co robiłeś kiedyś dość nieudolnie, dzisiaj robisz coraz lepiej.

Zdaję sobie sprawę, że to, z czym dzisiaj wychodzę do ludzi na You Tube wciąż nie jest doskonałe (czy wręcz dalekie od doskonałości), ale już czuję się swobodniej przed kamerą, coraz lepiej ogarniam i swój wygląd i zwyczajowe ilości zająknięć i potknięć, które później muszę ciąć.

Jeżeli chodzi o moje rękodzielnicze umiejętności, tutaj również udało mi się posunąć naprzód, ta samą metodą: konsekwetnie robiąc swoje: opanowałam technikę wyplatania bransoletek przyjaźni i w pewnym stopniu technikę wyplatania makramy.

A więc to, że konsekwentnie robiłam swoje dopiero po jakimś czasie, ale jednak docelowo zaczęło przynosić plony.
Po prostu najpierw trzeba zasiać, żeby po jakimś czasie móc zebrać plony. Czego Wam serdecznie życzę i dziękuję.

Pozdrawiam serdecznie

Beata Redzimska

Opublikowany przez BEATA REDZIMSKA

Jestem blogerką, emigrantką, poczwórną mamą. Kobietą, która nie jednego w życiu doświadczyła, z niejednego pieca jadła chleb. Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji, w Paryżu. Uważam, że emigracja to dobra szkoła życia i wymagająca, choć bardzo skuteczna lekcja pokory. Ale też wewnętrznej siły i zdrowego dystansu do samego siebie i momentami wystawiającej nas na próby codzienności. Jestem tu po to, by pomóc Ci lepiej pisać, skuteczniej docierać do czytelnika, wywołać większe zaangażowanie w social mediach. Czasami rozśmieszę lub zmotywuję. Ale równolegle do Vademecum Blogera jestem autorem kilku niezależnych miejsc w sieci. Ponieważ wiele osób pyta się mnie, jak mimo 4 ciąży i 40 - stki na karku udało mi się zachować linię nastolatki, uruchomiłam kanał na YouTube o zdrowym gotowaniu - bezglutenowo - bezmlecznie. Znajdziesz mnie również na blogu BeataRed.com i powiązanym z nim Instagramie, gdzie piszę bardziej osobiście o Paryżu i mojej pasji, jaką jest nauka języka francuskiego. A jeżeli interesują Cię praktyczne porady o tym, jak budować swoją obecność w sieci zapraszam na mój kanał na You Tube z blogowymi tutorialami.

Dołącz do rozmowy

6 komentarzy

    1. Dzieki Aga, ja wciaz uwazam, ze powinnas wrocic do swojego YouTube i tutaj dzialac. Im wczesniej zaczniesz, tym szybciej zaczniesz zbierac plony. A Ty juz masz podstawy i sporo viewsow na Twoim YouTube.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zapisz się na newsletter i zgarnij praktyczny ebook o Instagramie

X

Nowość - KURS - Twój pierwszy produkt online - 39,99 PLN + VAT Odrzuć

Exit mobile version