Jak tworzyć treści, które podbiją internet? Jak przezwyciężyć w sobie nieśmiałość pisania?

Jak tworzyć treści, które podbiją internet? Jak przezwyciężyć w sobie nieśmiałość pisania? Książka Ewa Szczepaniak: Sztuka projektowania tekstu. Jak tworzyć treści, które podbiją internet?

Książka Ewa Szczepaniak z bloga Tekstowni.pl Sztuka projektowania tekstu.

Jak tworzyć treści, które podbiją internet?

Ja bym powiedziała jeszcze: jak przezwyciężyć w sobie nieśmiałość pisania i wreszcie odważyć się pisać po swojemu, ale świadomie. Rozwijając swój indywidualny styl, pracując nad warsztatem. Bo warsztat dodaje pewności.

Bardzo się cieszę, że wpadła mi w ręce ta książka.

Za każdym razem, kiedy ją otwierałam, miałam ochotę usiąść do pisania i bawić się nim.
Ta książka uświadomiła mi, jak ważne jest przełamać w sobie nieśmiałość pisania.

Może u niektórych wyniesioną ze szkoły, paraliżującą, może po karkołomnych podejściach i przejściach z pisaniem szkolnych wypracowań (jak sama nazwa wskazuje wy – pracowane – co dla niektórych, w tym dla mnie po latach pozostaje wspomnieniem syzywofej pracy … )

Kiedy na starcie następował falstart.

Człowiek jeszcze nie zaczął pisać, a już przestawało mu się chcieć…

Tyle że …

Pisanie do sieci rządzi się swoimi prawami.

Jest w nim miejsce dla każdego.

Tu nie muszisz wpisywać się w czyjeś gusta, ale pisać po swojemu tak aby dotrzeć do odpowiednich ludzi:

  • tych, którzy będą chcieli Cię czytać,
  • tych, którym masz coś wartościowego do zaoferowania.

Przypomniałam sobie, jak zaprzyjaźniona blogerka zwierzyła mi się w początku naszej przygody z blogowaniem (było to prawie osiem lat temu), że założyła bloga mimo tego, że dzięki „życzliwości inaczej” swojej pani polonistyki ze szkoły wyniosła głęboko zakodowane przekonanie, że nie powinna pisać.
Niech zajmie się czymkolwiek innym, ale niech nie pisze.

A jednak ciągnęło ją do pisania…

Osobą, która najbardziej odradzała jej pisanie była jej polonistka.

Po 8 – u latach ona pisze dalej:

  • regularnie (tej regularności mógłby jej pozazdrościć niejeden niedzielny blogera)
  • i jeszcze zarabia na tym pisaniu (pisze o kulinariach).

Mimo, że zaczynała z poważnymi wątpliwościami, co do swoich możliwości w tym zakresie i z głęboko zakorzenionym przekonaniem, że nie da rady. Dała.

Bo czasami można mieć zakodowane przekonanie, że pisanie jest nie dla mnie. A jednak coś ciągnie do pisania. Sama czegoś takiego doświadczam od lat i od lat piszę dalej.

To, że w czasach szkolnych pisanie szkolnych wypracowań było męką, jeszcze nie przesadza o tym, że nie powinieneś pisać. Do sieci.

Tak, tu chodzi mi tu o:

Pisanie do sieci, które dodatkowo rządzi się specyficznymi prawami.

Po pierwsze: w pisaniu do sieci tym bardziej chodzi o to, byś:

  • Nie ograniczał się,
  • nie porównywał z innymi (nic tak nie ogranicza),
  • wyrażał swoje myśli po swojemu,
  • nie silił się na bycie kimś innym,
  • szukał swojego stylu….,
  • pozwolił sobie na zabawę ze słowem,
  • czerpał z tego przyjemność – mając w tzw zapleczu – warsztat = świadomość pewnych zasad.

Tu obowiązuje równolegle druga zasada:

Każdym kolejnym zdaniem, a nawet każdym kolejnym słowem walczysz o to, by czytelnik przeczytał jeszcze jedno, kolejne słowo, czy zdanie.

I tak w zasadzie bez końca.

W czasach, kiedy nas wszystkich goni FOMO, czyli strach, żeby czegoś nie przeoczyć, który sprawia, że scrolujesz (przewijasz) coraz szybciej i przeglądasz to coraz mniej uważnie, a coraz bardziej pobieżnie.

W tej sytuacji, jak napisać coś, co zatrzymać czytelnika?

I to niekoniecznie używając, czy uciekając się do tzw clickbaitowych tytułów na zasadzie:

Kobieta urodziła słonia. Zobacz, co z tego wyrosło.

Czy coś równie idiotycznego.

Bo clickbaity – owszem – chwytają, ale pozostawiają czytelnika z takim niesmakiem, do czyjejś (może właśnie Twojej) mozolnie budowanej w sieci.

  • Pozostać sobą, odnaleźć w tym siebie,
  • znaleźć swój styl.
  • A przede wszystkim odkryć radość pisania. Która może stać się udziałem każdego.
  • Zabrzmieć autentycznie.

Bo pisane z serca brzmi autentyczniej, ale też bardziej angażuje.

Owszem poprawność językowa jest ważna. Ale ona nie powinna ograniczać Cię na starcie. Ona też przyjdzie z czasem, w miarę pisania.

Nawet, jeżeli gdzieś tam w głębi Ciebie czai się ten niedowiarek, który uparcie powtarza Ci, że Ciebie to nie dotyczy, bo przypomnij sobie, co było w szkole….

Łatwość pisania przychodzi z ilością napisanych tekstów.

Moich pierwszych tekstów nie da się czytać. Pisane tak topornie…

Lata zajęło mi pozbycie się tej toporności… I jeszcze nie do końca.

Ale myślę sobie, że to nie była toporność, raczej blokująca wyrażanie siebie nieśmiałość pisania.

Chcąc wpasować się w czyjeś gusta, zatraciłam siebie…

A przecież nie o to chodzi. Tymbardziej w sieci. Tu chodzi o to, żeby słowo wywoływało odźwięk.

Tu trzeba wibrować.

Tu chodzi o to, by odważyć się:

Wyzwolić się z tego karkanu, który podświadomie sami sobie narzucasz, albo który wyniosłeś ze szkoły. Gdzieś, kiedyś go w Tobie zasiano.

  • Pozwól myślom biec swobodnie.
  • Nie bój się słów. Daj upust słowom.
  • Odważ się i bawić się tym swoim pisaniem.

Nie daj wmówić sobie czegoś, jeżeli serce podpowiada coś zupełnie innego.

Przełam w sobie nieśmiałość pisania.

Bo… Pisanie nie musi być męką: wypracowane

W sieci nie chodzi o takie podręcznikowe pisanie. Ale o takie pisanie, które zaraża, o słowa, które wyzwolą w innych oddźwięk. A punktem wyjścia jest zebranie się na odwagę i zabawę słowem.

Podręczniowe zasady poprawnego pisania nie są po to, by Cię ograniczać, tylko, byś świadomie budował swój wartszat, a dzięki niemu nabierał zaufania do samego siebie.

 

 

Voir cette publication sur Instagram

 

Czy jesteś sobą i czy pokazujesz się takim, jakim naprawdę jesteś? ⠀⠀ Jestem mocno poobijana na gębie. I teraz: czy powinnam schować się pod stół do wygojenia, czy mam prawo pokazywać się w takim stanie w social mediach? ⠀⠀ To jest ten dylemat: twórcy, blogera, Instagramerki. ⠀⠀ Autentyczność, czy udoskonalona, przefiltrowana wersja samego siebie? ⠀⠀ Niemniej: stawiając na autentyczność nie tylko łatwiej jest cokolwiek napisać od siebie: nie ma tej bariery, że mój Boże, od czego zacząć, jak to napisać, żeby pokazać się w najlepszym z możliwych świetle i nie zdradzić swoich słabości. ⠀⠀ Napisać o sobie tak, żeby wszyscy uwierzyli, że jestem tą osobą, której zdania w danym temacie trzeba wysłuchać. Ale…. ⠀⠀ Czy dlatego maja mnie wysłuchać, ze jestem bez skazy, czy dlatego, ze przeszłam długa drogę, nie raz się pomyliłam, ale myląc się niejednego nauczyłam i teraz mogę się tym podzielić z innymi. ⠀⠀ Nie napisałabym nic do sieci, do dziś siedziałabym nad pustą kartką papieru, pustym instagramem, Fb, nie nadpoczętym blogiem, gdybym siadając do tego, co chcę napisać, nie miała dość dystansu do samej siebie i pokory. ⠀⠀ Blokada vs autentyczność i pisanie tego, jak jest. ⠀⠀ „Brak autentyczności w projektowaniu tekstów nie popłaca. W najlepszym razie kończy się pisaniem „wymęczonych” artykułów, w najgorszym – utratą wiarygodności.” ⠀⠀ Cytat z książki Ewy Szczepaniak @ewa_tekstowni.pl Wydawnictwo Helion @wydawnictwohelion : pt Sztuka projektowania tekstów do internetu, czyli jak tworzyć treści, które podbiją internet. ⠀⠀ Ta pozycja wiele porządkuje. ⠀⠀ Mimo, ze działam w sieci od lat i praktykuję = wałkuję w praktyce sztukę pisania tekstów. ⠀⠀ Tym bardziej myśle, że przyda się osobom, które stawiają pierwsze kroki i mogą potraktować ja jako abecadło dobrego pisania. ⠀⠀ 🤪🤪🤪 A fotka? – sama autentyczność – tak wyglądam w tej chwili – wciąż poobijana i wciąż uparcie to nie schodzi. ⠀⠀ A może trochę brak mi cierpliwości…..

Une publication partagée par Vademecum Blogera (@vademecumblogera) le


Tutaj książka Ewy łamie pewne tabu.

Ewa przekonuje – namawia – zachęca do zabawy ze słowem. A jednocześnie wyposaża w warsztat, który pozwala na tę zabawę słowem bez kompleksów:

Za każdym razem, kiedy po nią sięgałam, miałam ochotę usiąść do pisania i bawić się tym.

LINK DO Jak tworzyć treści, które podbiją internet? TUTAJ

Dla kogo jest ta książka?

Jako niehumanistka pisząca do sieci (czyli jako osoba nie posiadająca wykształcenia humanistycznego, jestem inżynierem) znalazłam w niej swego rodzaju biblię, która porzadkuje wszystko, co ważne, wiedza, znajomość. Bardzo kompleksowo opracowana pozycja.

Dużo niezbędnych zasad poprawnego pisania (które sama odkrywałam tak trochę przy okazji – pisząc), a które znajdziesz w książce Ewy zebrane w jednym miejscu i podane w pigułce.

Książka usystematyzowuje pewne rzeczy, zachęca do odważniejszego pisania,
pokazuje:

  • jak świadomie rozłożyć proces pisania,
  • jak postawić sobie właściwe pytania w poszukiwaniu własnego stylu,
  • zachęca do tego, byś się nie bał, rozbudza apetyt na pisanie,
  • pomaga odnaleźć swój własny styl.

Zamiast chować się w bezpiecznych ramach sztywnej poprawności językowej, które czasami mogą być tą maską, która nie pozwoli Ci zaistnieć szerzej.

Kiedy dusza rwie Ci się do tego, by pisać po swojemu. Kiedy narzucenie sobie zbyt sztywnych reguł po to, by wpisać się w cudze gusta, a raczej, by dogodzić każdemu (co jest niemożliwe i niewykonalne, tymbardziej w sieci), a jak to potrafi obrzydzić pisanie.

Powiedziałabym, że z tej książki płynie jedyne słuszne w obecnych czasach nieskończonych możliwości, jakie stwarza internet przesłanie, parafrazując motto z disneyowskiej bajki Ratatuj – każdy może gotować:

Każdy może pisać. Do sieci.

Pisząc bloga latami dochodziłam do tego po omacku.

Książka Ewy podaje tą całą wiedzę, która pomaga zbudować warsztat w pigułce, a jeszcze zachęca do szukania w tym pisaniu siebie.

Jest błogosławieństwa na drogę. I to wszystko zebrane w jednej książce.

Jeszcze mam jedną taką uwagę:

Książki pisane przez ekspertów w swoich dziedzinach, którzy nie leją wody, tylko przekazują konkrety i dzielą się swoim doświadczeniem, czyli tym, co przez lata wypracowali i podają to w jednej pigułce w formie książki:
to jest bezcenne.

 

 

Voir cette publication sur Instagram

 

Osobą, która najbardziej odradzała jej pisanie była jej polonistka. ⠀⠀ Pamiętam, jak zaprzyjaźniona blogerka zwierzyła mi się w początkach naszej przygody z blogowaniem – (a było to prawie 8 lat temu), że założyła bloga mimo „życzliwych” rad polonistyki, która odradzała i obrzydziła jej pisanie. Niech zajmie się czymkolwiek innym, ale niech nie pisze. A ona od 8 lat pisze bloga dalej, regularnie (tej regularności mógłby pozazdrościć niejeden niedzielny bloger) i jeszcze zarabia na swoim pisaniu. Mimo, że zaczynała z głęboką awersją do pisania… Bo czasami możemy mieć zakodowane w sobie przekonanie, że pisanie jest nie dla mnie. A jednak coś może ciągnąć nas do pisania. Jak mylne mogą być diagonozy, przewidywania, proroctwa wyroczni z czasów naszego dzieciństwa. Mam dogłębne przekonanie, że nawet jeżeli pisanie w czasach szkolnych było męką (dla mnie było, choć w powyższym przykładzie nie pisałam o sobie, ale nie wiem, czy mogę ujawnić o kogo chodzi). To nie przesądza o tym, czy powinniśmy, albo że nie powinniśmy pisać. Łatwość pisania przychodzi z ilością napisanych tekstów. Moich pierwszych tekstów nie da sie czytać. Pisane topornie… Lata zajęło mi pozbycie się tej toporności… Z czasem zaczęłam rozumieć, ze to wcale nie była toporność, tylko nieśmiałość pisania. Za bardzo chciałam podpasowac i wpasować się w czyjeś gusta. Droga przez mękę. Kiedy owszem lekkość pisania = swoboda wysławiania się. Do niej dochodzi się pracą, ale ta praca nie powinna być katorgą. Wyzwolić się z tego karkanu, który nie pozwala myślom biec swobodnie. Pisać – odważyć się na pisanie i na zabawę ze słowem. Nie dać sobie wmówić pewnych rzeczy, jeżeli serce podpowiada co innego. Przełamać w sobie nieśmiałość pisania…. Tak, czytam, no dobra dość powoli -dawkuję sobie świetną książkę Ewy Szczepaniak @ewa_tekstowni.pl : Jak pisak teksty do sieci. Im bardziej się w nią zagłębiam, tym mocniej pożera mnie apetyt na pisanie – pisanie po swojemu, zabawa ze słowem, dla radości pisania… Teksty do sieci to nie szkolne wypracowania. Nie należy się tego bać. Tu chodzi o odwagę i o przełamanie w sobie nieśmiałości pisania…… I tyle….

Une publication partagée par Vademecum Blogera (@vademecumblogera) le

Na koniec porada z książki Ewy, która szczególnie sobie zapamiętałam:

Za każdym razem, kiedy masz ochotę napisać „bardzo”, użyj słowa „cholernie”, twój redaktor z pewnością to usunie i tekst będzie taki, jak powinien być.

Mark Twain

Dlaczego słówko bardzo zastąpić słowem cholernie? Dlaczego w ogóle zastępować bardzo…

Bardzo, podobnie jak cholernie jest przysłówkiem. Tu nie chodzi o to, żeby zastąpić „bardzo” czymś mocniejszym. Ale żeby w ogóle się go pozbyć.

Nawet jeżeli pisząc do sieci, „cholernie” nikogo już raczej nie wzburzy cholernie, niejedno się tu widzialo…

Chodzi o to, by obcinać w tekstach przysłówki.

Przysłówki niewiele wnoszą. A przynajmniej nie wnoszą w tekst dynamiki, nie wlewają w niego życia (te malowniczą funkcję spełniają czasowniki).

Przysłówki czynią tekst dłużym.

Tymczasem dłuższy tekst puszczony do sieci, no cóż takie są jej realia:

statystycznie mniej osób go doczyta do końca… Kiedy każdym kolejnym zdaniem walczysz o to, by czytelnik przeczytał kolejne. Wyrzuć z tekstu przysłówki…..

Od razu przejdź do sedna, by czytelnik został z Tobą jak najdłużej.

Powodzenia i miłej lektury.

LINK DO Jak tworzyć treści, które podbiją internet? TUTAJ

Pozdrawiam serdecznie

Beata

 

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na newsletter i pobierz darmowy ebook: TWOJA MARKA NA INSTAGRAMIE

More from BEATA REDZIMSKA

Jak korzystać z Twittera?

Ten wpis dedykuję tym, którym już się wydawało, że Twitter is dead...
Read More

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *