Czasami trzeba umieć powiedzieć sobie, że pewne rzeczy są nie dla mnie. Ale nigdy, że jestem do niczego.

Czy jestem na swoim miejscu?

Są takie chwile w życiu, kiedy trzeba umieć powiedzieć sobie, że pewne rzeczy są nie dla mnie. Zamiast tego nachalnie sunącego się na usta: jestem do niczego.😍😘😍

Dzisiaj bardzo osobiście, z głębi mocno zamotanych zakamarków mojego serca.

Bo są takie okresy w życiu, kiedy nic nie idzie.

Ale pewnie ma to głębszy sens. 😂😂😂😂

To jest taki moment w życiu, który skłania do refleksji.

Przestajemy pędzić ślepo na przód, bo po prostu przestaje nam się chcieć….

To jest najlepszy moment, by zadać sobie to kontrolne pytanie, o którym z rozpędu, na codzień, goniąc za czymś nieuchwytnym – zapominamy:

Czy jestem na właściwym miejscu?

Bo czasami trzeba mocno pobłądzić, żeby wreszcie dopuścić do głosu – ten wewnętrzny głos, który dobrze wie, czego tak naprawdę chcemy i gdzie jest nasze miejsce.

Paradoksalnie…. 🤣🤣🤣🤣

Dopiero w chwilach, kiedy dopada nas poczucie beznadziei, totalnej porażki, takiego wewnętrznego niebytu i braku motywacji do czegokolwiek – ten głos – może być powrotem do życia. Powrotem nadziei. Powrotem na odpowiedni tor.

A wtedy jeżeli potrafimy powiedzieć sobie: po prostu, że pewne rzeczy są nie dla mnie. Zamiast: jestem do niczego – wychodzimy z mroków na prostą.

Takie proste, a takie trudne. Niemniej …. nieodzowne.

Jeżeli coś Ci w życiu uparcie nie wychodzi – może po prostu w pocie czoła i wbrew sobie – wspinasz się na niewłaściwą górkę.

Może tak się zaparłeś w tej wspinaczce, że nie zauważasz rzeczy oczywistych. Bo czasami właśnie najprostszym i najbardziej oczywistym rozwiązaniem jest odpuścić sobie.

Odpuścić sobie daną rzecz po to, by zająć się tą właściwą.

Bo czasami tak zainspiruje cudzy sukces, że zaczynamy iść cudzą drogą. A tu wszystko idzie jak po grudzie: porażka za porażką.

W sumie nie wiadomo dlaczego – tak uczepiliśmy się tej drogi. A potem tak się po niej zagalopowaliśmy. Przecież to już niej jest ten moment, by ją sobie odpuścić.

A może właśnie jest? 😴😴😴😴

Czasami największym aktem odwagi jest zrezygnować z czegoś, w co włożyliśmy tyle czasu.

Niż trwać w czymś, co nam nie idzie. Tylko dlatego, że odpuścić to sobie byłoby przyznaniem się do własnej słabości. Nie….

Paradoksalnie może to być najlepszym rozwiązaniem z możliwych. Po co tracić jeszcze więcej czasu?

Dwie rzeczy:

Nauczyć się odpuszczać – to cenna umiejętność.

Znaleźć swoją drogę i swoje miejsce – wsłuchać się w ten wewnętrzny głos, zamiast biec za owczym pędem. To jest bezcenne.

Taki moment zastanowienia się nad samym sobą, do którego natchnęło nas poczucie porażki jest czasami bezcennym momentem oczyszczenia. Porażka ma w sobie tę twórczą moc, jeżeli tylko potrafimy ją w niej dostrzec, że wymusza na nas pewne zmiany….

Włącznie ze zmianą kursu. A to może być krokiem milowym do celu… Jak nie tego, to innego.

Im bardziej życie raczy mnie gorzkim momentami doświadczniem życiowym, tym bardziej uświadamiam sobie, że porażki często są takimi krokami milowymi, które skłaniają nas do sensownej korekty kursu. Bez której idziemy prosto w mur.

Dlatego z jednej strony: czujesz, że po danej drodze Ci nie idzie, przystań sobie na chwilkę, daj sobie czas, by to wszystko sobie z dystansem przemyśleć.

A niezależnie od tego:

  • Nie trać czasu na oglądanie się na innych.
  • Nie marnuj życia, chcąc je przeżyć idąc po cudzej drodze.

Nawet jeżeli Twoja droga wielu osobom nie będzie się podobać – najważniejsze jest to, żeby podobała się Tobie.

Ale ponad wszystko: Nie trać wiary w siebie – to jest najcenniejsze:

Jeśli ktoś stracił pieniądze – nic nie stracił. Jeśli ktoś przegrał bitwę i stracił wojsko – mało stracił. Jeśli ktoś stracił wiarę – wszystko stracił. Napoleon Bonaparte

Pozdrawiam serdecznie

Beata

 

Opublikowany przez BEATA REDZIMSKA

Jestem blogerką, emigrantką, poczwórną mamą. Kobietą, która nie jednego w życiu doświadczyła, z niejednego pieca jadła chleb. Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji, w Paryżu. Uważam, że emigracja to dobra szkoła życia i wymagająca, choć bardzo skuteczna lekcja pokory. Ale też wewnętrznej siły i zdrowego dystansu do samego siebie i momentami wystawiającej nas na próby codzienności. Jestem tu po to, by pomóc Ci lepiej pisać, skuteczniej docierać do czytelnika, wywołać większe zaangażowanie w social mediach. Czasami rozśmieszę lub zmotywuję. Ale równolegle do Vademecum Blogera jestem autorem kilku niezależnych miejsc w sieci. Ponieważ wiele osób pyta się mnie, jak mimo 4 ciąży i 40 - stki na karku udało mi się zachować linię nastolatki, uruchomiłam kanał na YouTube o zdrowym gotowaniu - bezglutenowo - bezmlecznie. Znajdziesz mnie również na blogu BeataRed.com i powiązanym z nim Instagramie, gdzie piszę bardziej osobiście o Paryżu i mojej pasji, jaką jest nauka języka francuskiego. A jeżeli interesują Cię praktyczne porady o tym, jak budować swoją obecność w sieci zapraszam na mój kanał na You Tube z blogowymi tutorialami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zapisz się na newsletter i zgarnij praktyczny ebook o Instagramie

X

Nowość - KURS - Twój pierwszy produkt online - 39,99 PLN + VAT Odrzuć

Exit mobile version