KRYTYKA – wyciągnij z niej dla siebie to, co najlepsze, a resztę – olej.

KRYTYKA – wyciągnij z niej dla siebie to, co najlepsze, a resztę – olej.

Żeby działać w sieci trzeba mieć mocne, tzn. odporne cztery litery, albo dużo zdrowego dystansu do samego siebie. Albo po prostu mieszkać za granicą

Krytykuje się najłatwiej. Mistrzostwo zdobywa się latami.

Osiągnięcie mistrzostwa w czymkolwiek – poprzedzają lata błędów, przecierania szlaków i robienia tego, co robimy troszeczkę lepiej, jeszcze troszkę lepiej i jeszcze troszeczkę lepiej.

Ale czasami warto zatrzymać się nad krytyką. 🍡🍢🍬

Bo to nie jest tak, że krytyka jest bezpodstawna, nawet jeżeli ktoś się czepia.

Bo on prawdopodobnie znalazł coś, co można by poprawić.

Chociaż sposób w jaki nam to powiedział -sprawił, że nas zabolało.

Pierwszą rekacją jest zamknąć się w sobie na krytykę. Ale…

Zamykając się na krytykę – zamykamy się na zmianę, na postępy, na dochodzenie do mistrzostwa.

Najgorszą reakcją jest to, kiedy urażona duma decyduje za nas:

“Nie podoba się, to ja już więcej tego nie będę robił”.

Nie pokażę światu moich tekstów, zdjęć, mojego talentu komicznego, mojej pasji do ….  Zamknę je w szufladzie….

jak radzić sobie z ciągłą krytyką

I dajesz za wygraną. Wygrywa hejter.

Zamiast wyciągnąć z tego wnioski, posunąć się o krok naprzód i dopiero z tego miejsca pomachać ponownie hejterowi….

A widzisz, gdzie dzięki Tobie teraz doszedłem.

Czasami nic lepiej nie zmusza do działania, jak taka ubodzona (dobrze ubodzona) duma osobista…

Zabieramy się do tego na nowo, inaczej, z tą nieposkromioną żądzą krwi. Tak, chcemy pokazać hejterowi na co nas na prawdę stać.

A w miarę jak działamy, opadają emocje (i żądza krwi). Ponownie zaczynamy koncentrować się na drodze.

Ale jesteśmy o krok dalej. Przeskoczyliśmy to, do czego tak trudno było nam się zabrać. Co “miłosiernie inaczej” (w tym kontekście) wytknął nam hejter.

Aż chciałoby się powiedzieć ALLELUJA. ALLELUJA dla tego motywującego INACZEJ kopa.

Bo rzeczy które nie idą zgodnie z planem uczą nas najwiecej…..😘💦😇😘👠

Przerabiałam to ostatnio podczas improwizowanego live na Fb, kiedy w trakcie ktoś podesłał mi komentarz, że moje włosy wołają o pomstę do nieba.

Rzeczywiście – wyglądałam nie przymierzając – jak wyglądam zawsze – bez filtra. Jak żałuję, że nie można robić live z filtrem upiększającym – ale na tym polega cała zabawa.

Obiektywnie wyglądałam, jakby piorun strzelił w szczypiorek. Chciałam dodać objętości swoim włosom – natapirowałam je – wyglądały, jak stodoła po deszczu….

Kiedy dostajecie coś takiego będąc na wizji. A jeszcze nie mając w tym dużego doświadczenia… To właśnie zdobywacie doświadczenie.

Chrzest bojowy. To, co nas nie zabija, czyni nas silniejszymi.

Na wizji – podczas live na Fb – taki komentarz przeczytany na gorąco – potrafi wybić z rytmu…

Oczywiście, że wybił mnie.

Ale nie poddałam się – szłam w to dalej. Z początku niepewnie, ze skwaszoną miną, usilnie przygładzając fryzurę i chcąc jak najszybciej skończyć. Ale nie przerwałam….

Owszem miałam wybrór – skasować live i zapomnieć o tym incydencie. Albo go zostawić i pamiętać, że kiedy przytrafiają się nam rzeczy, od których powinien zawalić się nasz świat, a ten się wcale nie zawala. I wtedy dowiadujemy się, że świat się na tym nie kończy, a życie toczy się dalej. Mimo to.

Można obrócić to w żart, można zignorować i zdusić w sobie, a można wyjść z tego obronna ręka i potraktować jako doświadczenie. I przede wszystkim – być o nie silniejszym.

Zostawiłam tego live. Nie ma co uciekać przed rzeczami, które i tak w pewnym momencie nas dogonią – np negatywne komentarze.

Im wcześniej nauczymy się sobie z nimi radzić, tym lepiej dla nas. Tym mniej na naszej drodze rzeczy, które nas ograniczają.

To nazywa się: doświadczenie – czyli wtedy, kiedy dostajesz nie to, co chcesz.

Ale na jednym razie nauka się nie kończy. NIGDY…

Bo nauka to nie prezent, który dostaje się pstryknięciem czarodziejskiej różdżki, tylko proces – długi i mozolny, no i oczywiście z przeszkodami.

Krytyka, choćby w wykonaniu hejtera czasami pomaga ruszyć trochę szybciej.

Bo w trakcie kolejnego live spotkało mnie coś podobnego. Ale w sumie gorzej…

Bo na wyższym poziomie wtajemniczenia…

I tego live niestety skasowałam w przypływie emocji. Za to w dłuższej perspektywie czasowej – analizując, wyciągnęłam odpowiednie wnioski i…

To był ten krok milowy.

Bo ja dopiero jestem na etapie uczenia się – szukam idealnego oświetlenia do moich live – ów i popełniam karygodne błędy. Bo uczę się wszystkiego o nagrywaniu filmów od zera…

Popełniłam tutaj ogromny błąd – nagrywając kolejnego FB live w zupełnie nieoświetlonym pomieszczeniu.

A ponieważ, jak mam pomysł to go realizuję, a jak go realizuję to idę na całość. Więc tym razem zupełnie zamknęłam żaluzje (nie wpuszczając żadnego światła do pomieszczenia, w którym nagrywałam FB live).

Wydawało mi się, że w ten sposób będzie lepiej – taki subtelny półmrok, który co nieco wytuszuje.

O naiwności. Telefon reaguje na to inaczej. Flashem – kompensującym niedobór światła w ciemności….

Wątpię, czy ktokolwiek w takim oświetleniu wyglądałby twarzowo? Nie mając na sobie żadnego makijażu?

Mój telefon w tych warunkach dopasował się, jak mógł. Czyli tak, że wyglądałam upiornie – w całym tego słowa znaczeniu….

Bo telefon skompensował niedobór oświetlenia – prześwietlając na wskroś moją cerę…
I tak moja cera w takim koszmarnym oświetleniu, też wyglądała koszmarnie.

A wtedy ktoś – napisał mi, że wyglądam niezdrowo. i dlatego, że wyglądam niezdrowo, a mówię o zdrowiu – to, co mówię zupełnie go nie przekonuje.

A ja w tym czasie produkuję się na wizji – live.

To był fb live na kanale o zdrowym stylu życia MODA NA BIO. Więc w tym kontekście kwestie zdrowo – niezdrowo nabierają kluczowego znaczenia.

Najpierw zamknęłam się w sobie na krytykę. W pierwszym impulsie skasowałam tego live.

Dopiero potem, na spokojniej (co nie znaczy na spokojnie) – przyznałam tej osobie rację.

Stwierdziłam, że ….

Mogę to zmienić – mogę szukać dalej.

Ostatecznie zrozumiałam, że najlepsze w tym wypadku będzie jak najłagodniejsze, naturalne światło.

Nic na siłę, wszystko – nie, nie młotkiem, ale metodą prób i błędów. Im więcej prób, tym więcej błędów, ale też szybciej posuwamy się naprzód.

To nie oznacza zamknięcia wszystkich żaluzji i robienie FB live ów w ciemnym pomieszczeniu za dnia, bez żadnego dodatkowego oświetlenia.

To akurat prowadzi do upiorności: wyglądam jak upiór, widmo i kościotrup…. I po prostu straszę swoim wyglądem.

To bolesna prawda, ale do poprawki.

Teraz wiem, czego nie powinnam robić. Co nie znaczy, że odtąd będę robić wszystko dobrze.

Wyeliminowałam jeden błąd. Co nie znaczy, że już wiem wszystko.

Prawdopodobnie trzeba będzie po drodze zaliczyć i przejść zwycięsko przez kolejne.
Ale póki robię to dalej i dalej wyciągam wnioski… A skoro wyciągam wnioski – rozwijam się i posuwam się do przodu.
To długa droga. Ale czasami właśnie pomaga nam postawić n niej milowy krok.

Krytyka – bo czasami przyjaciele tego nam nie powiedzą, bo nie chcą nas urazić.

Bo oni może myślą, że i tak się tego dowiemy, byle nie od nich.

Czasami trzeba, żeby nami potrząsnęła taka uwaga postronnej osoby, która wali prosto z mostu. Bo ona się nie przejmuje tym, co my sobie o niej pomyślimy….

Czasami krytyka pomaga…

Tu zgodzę się z tym, co w swojej książce napisał Paul Arden, żeby nie szukać pochwały, tylko krytyki.

Bo to czasami krytyka daje tego motywującego kopa do przodu. Motywującego inaczej…

Właśnie dlatego, że boli – skutkuje.

Dlatego, że boli, zmusza do działania. A im bardziej boli, tym większą wyzwala w nas motywację do zmiany.

To nie jest ten upór maniaka. Raczej chcemy wziąć rewanż nad hejterem, który nam dopiekł (żądza krwi). A wtedy może nawet przechodzimy samych siebie.

Byle nie zrezygnować z danej rzeczy. Bo wtedy wygrywa hejter.

A robić ją dalej, coraz lepiej.

Przetrawić krytykę i nabrać do niej dystansu. Wyciągnąć z niej wnioski, a resztę olać.

Machnąć na to ręką. Iść do przodu. A to, czego się nie da zmienić, po prostu pominąć.

To może będzie bardzo mocno bolało pierwszego dnia… A nawet drugiego i trzeciego. Ale na czwarty dzień – kiedy weźmiemy się do działania. A wtedy…

Póki będzie boleć, będzie dawać tego motywującego kopa na zasadzie: Ja Ci jeszcze pokażę….

jak radzić sobie z ciągłą krytyką

Podobno, kiedy ma się swojego pierwszego hejtera to jest dobry znak.

To jest ten znak, że stajemy się rozpoznawalni. Później to kwestia skali tej rozpoznawalności. Ale to jest ten kierunek…

PS. Mój pierwszy (najpierwszy) hejter pomógł mi, tzn. zmusił mnie, zmobilizował do zmiany szablonu bloga i w ogóle do przejścia na WordPressa, do wykupienia tu płatnego szablonu, do zainwestowania w to, żeby mój blog wyglądał lepiej.

Bez niego byłabym wciąż lata świetlne wstecz. Przynajmniej jeżeli chodzi o wygląd mojej strony.

PS.2. Podobno najgorsze komentarze, te najbardziej destukcyjne i agresywne podchodzą od osób, które już siedzą w danej branży i starają się zniechęcić innych do wejścia do niej.

Bo te osoby bardzo boją się konkurencji. A wtedy – krytyka z ich strony jest przede wszystkim przyznaniem się do własnej słabości. A my mamy tu dla siebie otwarty bulwar….

Krytykują Cię? Nie łam się! To oni mają problem.

Oby motywowało nas to do walki. A nie do położenia uszu po sobie, podwinięcia ogona pod siebie i ucieczki, najlepiej tam, gdzie pieprz rośnie.

To nie jest droga do celu. A wręcz przeciwnie. W odwrotnym kierunku.

Dlatego:

Wyciągnij to, co najlepsze dla Ciebie z krytyki, a resztę olej.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na newsletter i pobierz darmowy ebook: TWOJA MARKA NA INSTAGRAMIE

More from BEATA REDZIMSKA

50 rzeczy, dla których trzeba pokochać Paryż

Jeszcze troszeczkę wakacyjnie, podróżniczo i rozrywkowo… Paryż w 50-ciu fascynujących odsłonach. Bo...
Read More

5 komentarzy

  • Człowiek to taka skomplikowana osoba, nawet jeśli dostałby 100 pozytywnych komentarzy, to będzie się przejmować tym jednym negatywnym. Tak to już my mamy, że krytyki na swój temat nie umiemy przyjąć, ale zawsze można do tego podejść, zainwestować w swój rozwój.
    Parę miesięcy temu otrzymaliśmy komentarz pod jednym z naszych nagrywek odnoście mojego zgryzu, w sumie nie przejęłam się tym, ale przypomniało mi to moją walkę o zdrowy uśmiech przez ostatnie 10 lat, ile to ja przygód ze stomatologiem miałam. Od 10 lat kilka razy podchodziłam też do założenia aparatu na zęby, a wada zgryzu przez te lata mi się pogłębiła… Jednak w końcu zdecydowałam się, trochę już późno, ale jednak, by założyć ten aparat, bym w końcu zrobiła to na co miałam ochotę już od dawna – walczyć ze swoim kompleksem 🙂
    Nie ma co się poddawać i przejmować, ale można też coś z tych ‘hejtów’ wynieść dla siebie.

  • Świetnie napisane!
    Ja nauczyłam się lubić krytykę. Bez niej nie wiedziałabym, co poprawić. Oczywiście, jest pewien poziom hejtu. który ciężko mi znieść. No i bardzo nie lubię “zmasowanej” krytyki – w tym sensie, że przełknęłabym komentarz dotyczący włosów, ale gdyby zaraz po nim skrytykowano moją cerę, ubranie, głos i kto wie, co jeszcze, to przypuszczam, że w tym momencie wylogowałabym się 🙂

  • Krytyka jest zawsze ważna, ale trzeba odróżnić krytykę od hejtu. Hejtem nie powinniśmy się przejmować, bo wypływa z zupełnie innych pobudek niż krytyka. I też inne ma cele. Tzn. fajnie, jeśli hejt też potrafimy przekuć w jakieś zalety, pomysły na zmiany itd., ale jednak byłabym za tym, żeby robić to samemu z siebie, a nie z powodu tego, że ktoś w niemiły, niekonstruktywny i niemający niczego dobrego na myśli sposób zwrócił nam na coś uwagę. Mam wrażenie, że używasz tych słów zamiennie, a zdecydowanie powinno się odróżnić jedno od drugiego.

  • Zgadzam się, że krytyka może napędzać nas do działania, ale pod warunkiem, że krytyka jest konstruktywna. Że wskazuje nam nasze słabości i niedociągnięcia, a nie jest to hejt dla hejtu na zasadzie, że jesteś głupia i tyle. No i prawdziwą sztuką jest się podnosić w takich sytuacjach i wyciągać wnioski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *