Jeżeli piszecie bloga już od jakiegoś czasu to na pewno nasłuchaliście się o tym, że musicie być i działać w mediach społecznościowych. Niemniej w praniu okazuje się, że doba ma tylko 24 godziny i jakoś nikt nie wymyślił skutecznego sposobu, by ją wydłużyć. A szkoda.

Tymczasem samo bycie i działania w mediach społecznościowych zabierają niesamowicie dużo czasu. Zaś na jego efekty (typu setki nowych followersow i tysiące spontanicznych “lajków” i “szerów”) trzeba długo czekać lub raczej mozolnie (choć kreatywnie) sobie na nie zapracować.

Dlatego nie jeden zdesperowany bloger, który z wilczym apetytem rzucił się na nadawanie na wszystkich możliwych frontach (w mediach społecznosciowych plus serwisach zakładek społecznościowych typu Facebook, Twitter, Pinterest, Digg, Delicious, Stumble Upon, Wykop, Diigo, Linked In, Tumblr, Instagram, Flickr, Polyvore … wszędzie tam mam konta, a w niektórych nawet nie byłam), rzuca to wszystko w diabły. Lub dyplomatycznie mówiąc odpuszcza sobie, nie widząc satysfakcjonujących rezultatów.

Aż wreszcie po jakimś czasie, z ostudzonym entuzjazmem i bardziej realistycznymi oczekiwaniam wraca do mediów społecznościowych. Zdobycie tysięcy followersów to nie kwestia jednego popołudnia, ale efekt długofalowych działan. I to najlepiej nie we wszystkich mediach na raz, ale wybranie jednego, dwóch, trzech, na których skoncenturujemy nasze działania i w których czujemy się  najlepiej.

Małymi kroczkami bez hurra optymizmu, bez wielkich oczekiwan. Powoli spostrzeżemy, że media na których wcześniej postawiliśmy krzyżyk przynoszą jednak jakieś wejścia na bloga. Może z początku niewielkie, ale mała rzecz, a cieszy. Taka np była moja historia z Twitterem.

Dlatego na pewnym etapie wybrałam (jak ja to nazywam) strategię na przetrwanie. Do lepszych czasów, kiedy może będę mieć więcej czasu na poświęcenie mediom społecznościowym. A w tzw międzyczasie staram się zautomatyzować większość działan. No i ograniczyłam się do pisania jednego bloga, by właśnie na nim się skoncentrować. A od czasu do czasu daję dawać małe znaki życia w mediach typu Facebook, czy Twitter. Np na tym blogu korzystam z  Twitterfeed, który automatycznie wysyła w świat do sieci linki do nowoopublikowanych wpisów.

Na moim blogu MODA NA BIO (który działa w oparciu o wordpressa i który prawdę powiedziawszy odpuściłam sobie do lepszych czasów) takim składnikiem strategii na przetrwanie jest Bufferapp.com. Ta aplikacja pozwala na zaplanowanie z wyprzedzeniem (np na kolejny tydzien), tego co chcemy opublikować w wybranych mediach społecznościowych. Obsługuje Twittera, Facebooka i Google Plus (ale nie profil osobisty, tylko stronę). To na moje skromne potrzeby wystarcza.

Jak zautomatyzować działania w mediach społecznościowych? 

I to właśnie  Buffer app jest bohaterem tego wpisu.

Krótki opis jak działa (a działa bardzo prosto i każdy może załżyć tu sobie konto) i jak się go obsługuje. Oczywiście to nie jedyne rozwiązanie.

Wiele osób korzysta z  Hootsuite (sama go testuję). 

Innym elementem działan w mediach społecznościowych jest przypomnienie straszych wpisów.

Bo jak to kiedyś ktoś fajnie powiedział jest taka ciemna strona blogowania, że wpisy, które napisaliśmy kiedyś idą do lamusa (chyba że wpadną w oko wyszukiwarkom). Temu oczywiście można pomóc i co rusz podrzucać je naszym followersom. Takim fajnym rozwiązaniem jest wtyczka Revive Old Post, o której (i nie tylko o której) opowiem Wam wkrótce.

Podobne wpisy:

 Tutorial: Jak działa Buffer App?

Buffer app działa w bardzo prosty sposób. W momencie, kiedy posiadamy na nim konto możemy (bezpłatnie) połączyć je z naszymi profilami w mediach społecznościowych: na Facebooku, na Twitterze i na Google Plus (tu chodzi o stronę, a nie o profil osobisty) i wysyłać na równocześnie wiadomości (statusy) czy fotki. Działa to tak: Moje konto na Buffer app jest połączone z moimi profilami na Twitterze, Facebooku (fanpage bloga Moda na bio) i stroną Google Plus Moda na bio.

 

Jeżśeli chcę wysłać jakąś informację, status, czy fotkę  jednocześnie na wszystkie 3 profile wchodzę na swoje konto na Buffer app. Na Queue (kolejka do wysyłania). Mamy tu obszar do pisania tekstu i możliwość pobrania i dodania zdjęcia. Następnie możemy albo od razu wrzucić to do sieci, albo zaplanować publikację.

Teraz wrzuciłam swoja notkę i dodałam zdjęcie.

Do skrzynki mailowej dostanę powiadomienie czy moje publikacje zostały pomślnie opublikowane, ale na wszelki wypadek sprawdzam na Facebooku i jest.

 

Jak zintegrować Buffer App z blogiem w oparciu o wordpressa?

Po pierwsze instalujemy wtyczkę Wp-to-buffer. Po zainstalowaniu i uruchomieniu wtyczki musimy pozyskać odpowiedni klucz (access token), a w tym celu stworzyć aplikację. (Ale szału nie ma – krok po kroku idziemy za odpowiednimi linkami).

 Wchodzimy do Bufferu i tworzymy aplikację. W tym celu klikamy na Create an App.

Tu uzupełniamy wymagane pola.

 

Równolegle na naszym koncie Buffer App (Dashboard) dodajemy nasze profile na Facebooku (fanpage naszego bloga), na Twitterze i na Google Plus (w tym celu musimy stworzyć odpowiednia stronę na Google Plus, bo Buffer app nie obsługuje prywatnych profili). Oczywiście ta strona będzie połaczona z naszym profilem na Google plus (niejako  jego podstrona).

Jak stworzyć stronę na Google Plus?

Teraz tworzymy (żeby skorzystać w pełni z możliwości Buffer App) stronę na Google Plus. Aplikacja poprosi o pozwolenie na dostęp do naszego konta Google.

Tu dowiadujemy się, że jeszcze nie mamy strony powiazanej z naszym profilem Google Plus (ja już ma, właściwie nie wiem po co, ale mam).

Teraz tworzymy swoja stronę na Google Plus.

 

 

Oczywiście nic nie zrobi się samo niestety. I nawet do Buffer app trzeba od czasu do czasu coś wrzucić, ale można zaprogramowć to z wyprzedzeniem i zaplanować jednocześnie publikację w 3 różnych mediach.

Pozdrawiam serdecznie.

Beata

 

 

Enregistrer

Opublikowany przez BEATA REDZIMSKA

Jestem blogerką, emigrantką, poczwórną mamą. Kobietą, która nie jednego w życiu doświadczyła, z niejednego pieca jadła chleb. Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji, w Paryżu. Uważam, że emigracja to dobra szkoła życia i wymagająca, choć bardzo skuteczna lekcja pokory. Ale też wewnętrznej siły i zdrowego dystansu do samego siebie i momentami wystawiającej nas na próby codzienności. Jestem tu po to, by pomóc Ci lepiej pisać, skuteczniej docierać do czytelnika, wywołać większe zaangażowanie w social mediach. Czasami rozśmieszę lub zmotywuję. Ale równolegle do Vademecum Blogera jestem autorem kilku niezależnych miejsc w sieci. Ponieważ wiele osób pyta się mnie, jak mimo 4 ciąży i 40 - stki na karku udało mi się zachować linię nastolatki, uruchomiłam kanał na YouTube o zdrowym gotowaniu - bezglutenowo - bezmlecznie. Znajdziesz mnie również na blogu BeataRed.com i powiązanym z nim Instagramie, gdzie piszę bardziej osobiście o Paryżu i mojej pasji, jaką jest nauka języka francuskiego. A jeżeli interesują Cię praktyczne porady o tym, jak budować swoją obecność w sieci zapraszam na mój kanał na You Tube z blogowymi tutorialami.

Dołącz do rozmowy

22 komentarze

  1. Niby liczba lajków czy obserwatorów nie jest najważniejsza, jednak gdy po utworzeniu strony na fb przez jakiś miesiąc czy dwa, jak nie dłużej, miałam 0 lajków, to tak trochę przykro było. Później zaczęłam mieć jakieś lajki, to już tak inaczej. Mam wrażenie, że strona na fb pomaga w promocji wtedy, gdy już ma się iluś tam tych czytelników i osiągnęło się względną popularność. Gdy ktoś ma nowo utworzony blog i mało kto go zna, to sam fanpage raczej nie pomoże.

    Faktycznie zdobywanie lajków i followersów wymaga cierpliwości i obecności w portalach, łączenie kont np. przez programy, które opisałaś, do automatycznego publikowania wpisów, mogą w tym pomóc. Ja niedawno połączyłam blogi z twitterem i fb przez feedburnera i muszę potwierdzić, że to jest dużo wygodniejsze niż ręczne wklejanie linków za każdym razem. 🙂

  2. Zgadzam się, że mając ograniczony czas nie da się być we wszystkich mediach społecznościowych. Ja przy twitterze korzystam z feedburnera i rzeczywiście o niczym już nie myslę i to jest bardzo wygodne (zamienia mi automatycznie kategorie i tagi na #). W przypadku fb i google+ fatyguje się sama przy obublikowaniu linku, bo zawsze dopiszę coś jeszcze od siebie. Na fb i google+ miałam również feedburner, ale zrezygnowałam ze względu na dodanie tej notki przed linkiem. Inne media zaniedbuję 🙂 świadomie, bo nie dam rady być wszędzie i dbać o to.
    Serwis, który dobrze działa i automatycznie publikuje w mediach społecznościowych posty to również https://dlvr.it/. Co prawda część usług jest płatna, ale publikowanie na google+ jest darmowe (nie wiem jak z fb, bo nie sprawdzałam). Pozdrawiam 🙂

  3. Beato, chyba czytałaś mi w myślach 😉 post jak na zamówienie 🙂 Jednym z moich postanowień, jest ogarnięcie portali społecznościowych, ale przyznam, że największy problem to czas i chyba nie mam też do tego zapału. Ale skoro są narzędzia, które mogą mi to ułatwić, to chętnie je sprawdzę. Bardzo dziękuję! Pozdrawiam serdecznie. 🙂

  4. Nie wiedziałam nic o istnieniu tej praktycznej wtyczki, niestety w Polsce Twitter nie jest tak popularny jak w Anglii, czy Francjii, nie mam tam konta, może z czasem się to zmieni, u mnie postęp widzę tylko na FB. Mistrzowskie zdjęcie z kotkiem :))

  5. Słyszałam, ale nigdy nie korzystałam. Jeśli chodzi o starsze wpisy, to raz na jakiś czas staram się gdzieś podrzucić link do takiego – póki co ręcznie, ale blog jest na tyle “młody”, że jeszcze to ogarniam 😉

  6. Szukam właśnie takiej aplikacji, która pomoże mi lepiej zorganizować blogowanie. Póki co posty planuję przez fb, ale inne social media wymagają już regularnych działań z mojej strony. Muszę przetestować to co proponujesz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zapisz się na newsletter i zgarnij praktyczny ebook o Instagramie

X

Nowość - KURS - Twój pierwszy produkt online - 39,99 PLN + VAT Odrzuć

Exit mobile version