CHCĘ ZMIENIĆ SWOJE ŻYCIE

CHCĘ ZMIENIĆ SWOJE ŻYCIE

Transkrypcja nagrania: Ponieważ ostatnio mam wrażenie, że zewsząd bombardują mnie, a może raczej przyciągają moją uwagę tytuły w stylu: Ona zmieniła swoje życie. On zmienił swoje życie. Oni wyjechali do innego kraju; innego regionu…., stwierdziłam, że coś jest na rzeczy. Może to jest syndrom naszych czasów: ta epoka postkowidowa, a może jeszcze nie post, bo okazuje się, że wciąż jesteśmy w trakcie kolejnej odmiany koronawirusa.

Niemniej te wszystkie perturbacje koronawirusowe, kolejne postojowe, zachwiania, czy rozchwiania naszego trybu życia i jego dogłębna odmiana skłoniły wielu z nas do snucia marzeń, czy do zastanowieniem się nad tym, czy może właśnie nie przyszedł ten moment, w którym dobrze by było odmienić swoje życie.

Ten syndrom dość mocno dotknął mnie jako osobę pracującą w turystyce.

Przez wiele miesięcy znalazłam się na postojowym, które dało mi sporo czasu, chociażby dla rozwijania mojego kanału na youtubie, dla rozwijania bloga szydełkowego MODA NA BIO, a jednocześnie i równolegle do rozwijania mojego bloga i kanału do nauki języka francuskiego BEATARED.

Co zrodziło we mnie taką wizję, czy pragnienie: jak w sumie fajnie jest być w domu i robić coś na swój własny rachunek, zamiast, czy w przeciwieństwie do wyczerpującej fizycznie codziennej rutyny, która dotychczas była moim udziałem.

Moja praca jest pracą fizyczną: niezależnie od pogody, czy niepogody muszę swoje wypracować, wychodzić w terenie. Nie zawsze jest mi łatwo. Nie zawsze łatwo jest wstać o 4 nad ranem, przejść do przystanku autobusowego, czasami z duszą na ramieniu o godzinie czwartej – piątej nad ranem, kiedy szczególnie w weekendy mijam rozochocone młode osoby wracające z jakiejś balangi, które mijając mnie mówią: Dobry wieczór pani. Dla nich to jest dopiero końcówka poprzedniego wieczoru.

Nie zawsze jest łatwo. Nie zawsze jest mi łatwo wytrzymać cały dzień w chłodzie, na dworze. Więc kiedy przydarzyło nam się postojowe, okazało się, że istnieją inne sposoby, czy możliwości wykorzystania swojego czasu. Co otwiera nowe perspektywy i na pewno daje do myślenia.

Ten czas wykorzystałam głównie do rozwijania mojej działalności online, która wciąż jest działalnością hobbystyczną. Ale w tym szczególnym okresie zatliło we mnie marzenie: jak fajnie byłoby pracować na swoim, nad swoimi projektami, samej ustalać sobie rytm pracy, swoje deadliny. Co jest dużo bardziej motywujące, niż np odstanie 8 godzin w pracy, kiedy wiem, że jedynym moim celem jest przetrwać, odbębnić, zaliczyć te 8 godzin (tak płytko i bezwartościowego).

Ale w momencie, kiedy pracuję na swoim, wymyślam sobie kolejny projekt do wykonania, stawiam sobie poprzeczkę coraz wyżej, nawet nie widzę mijającego czasu. Jak to wciąga. Ale też wydaje mi się, że działam bardziej skuteczniej, bardziej produktywnie. Bo oczywiście praca na swoim jest bardziej motywująca.

Pozostaje jeszcze kwestia tego, żeby ta praca na swoim dawała jakieś zwroty finansowe. Co nie jest łatwe, zwłaszcza w pierwszych latach działalności.

Niemniej zaczęłam wyobrażać sobie / wizualizować pewien schemat odmiany swojego życia. W efekcie czego w moim życiu powoli i może troszkę podświadomie zaszły pierwsze zmiany.

Może to jest efekt otworzenia oczu, otwarcia się na nowe możliwości, pomysły: czyli to słynne “be hungry, be foolish” Steva Jobsa.

Czas, który był mi dany na postojowym sprawił, że zaczęłam uświadamiać sobie, że można żyć inaczej, że można inaczej zorganizować swoje życie, można inaczej zarządzać swoim czasem, nie tylko wpisując się w taki ogólnie nałożony schemat, że musisz przyjść do pracy o tej godzinie, odstać w tejże pracy swoje 8 godzin, a pod koniec miesiąca dostajesz taką a taką wypłatę, za którą musisz przeżyć kolejny miesiąc.

Jeżeli dotychczas żyłam właśnie w takim klasycznym systemie, w którym sprzedawałam swój czas za pieniądze (za nie za wysoką pensję). Ten czas, który jest zasobem ograniczonym, bo w krótszym lub dłuższym terminie wszyscy umrzemy. A ja tak beztrosko sprzedawałam go za symboliczne pieniądze.

Ale przerwa na postojowym z jednej strony dała mi do myślenia, z drugiej sprawiła, że zaczęłam rozważać swoje działania, swoje życie w innych kategoriach i stwierdziłam, że powinna spróbować przeprowadzić w nim pewne zmiany.

Nawet niekoniecznie zaraz rzucając się na głęboką wodę, czyli pod wpływem impulsu chwili rzucam moją pracę, wyjeżdżam do innego kraju, albo do innego regionu (bardziej słonecznego – choć to akurat bardzo mocno mnie kusi).

Mieszkam we Francji, więc powiedzmy, że tutaj mam większy wybór stref klimatycznych.

Ale można próbować zmienić swoje życie powoli, krok po kroku, przejść od systemu, w którym wymieniamy swój czas czas, który jest naszym najcenniejszym i mocno ograniczonym dobrem (bo mamy ograniczoną ilość czasu w swoim życiu) i wymieniamy go za często niewielkie pieniądze.

Więc w zasadzie przypominamy chomika pędzącego w kręcącym się w kółko kołowrotku: pobudka o czwartej / piątej nad ranem, dojazdy do pracy, odstanie w tejże pracy, powrót i następnego dnia to samo od nowa….

Zaczęłam myśleć, jak mogłabym odmienić moje życie, powoli dostawić kolejne strumienie, malutkie strumyki dochodów, które pozwolą mi zaoszczędzić co nieco pod koniec miesiąca, jak później zainwestować te zaoszczędzone w ten sposób środki.

Póki co otwieram szeroko oczy i dokształcam się i doszkalam.

Niemniej już ta zmiana sposobu myślenia, to uświadomienie sobie, że dotychczas pracując etatowo byłam takim chomikiem, który rozpaczliwie pędzi, czy kręci się w kółko w kołowrotku (bez większej nadziei na odmianę), który wymienia swój czas, który w pewnym momencie się skończy i który jest dobrem ograniczonym, wymieniam go za pieniądze. Więc w zasadzie nie posuwam się naprzód, tylko kręcę się w kółko w tym kołowrotku.

Aż przebudzę się….

To postojowe, które nam się przytrafiło przydarzyło z racji koronawirusa (pracuję w turystyce, więc firma w której pracuję miała przymusowy przestój, więc my też zostaliśmy w domach), co stało się okazją do pracy nad swoimi własnymi projektami, nad rozwijaniem swojej marki w sieci, nad rozwijaniem swojego szydełkowego kanał na youtubie i równolegle kanału do nauki języka francuskiego.

Nawet jeżeli wciąż jest to działalność hobbystyczna, zdałam sobie sprawę, ze dużo bardziej motywująca jest praca na swoim, dużo łatwiej, dużo więcej energii i motywacji znajdujemy do zarządzania swoimi projektami, które jednocześnie są bardziej satysfakcjonujące. Ale też jestem w stanie zmobilizować się i dać z siebie więcej niż w pracy, w której czekam aż minie te przepisowe 8 godzin, az odostoję, odbębnię i odcisnę kartę pod koniec dnia pracy i będę mogła wrócić do domu.

Pracuję fizycznie, może to jest taki specyficzny rodzaj pracy, która jest o tyle dobra we współczesnych czasach, że nie prowadzę siedzącego trybu życia w pracy, ale też jest męcząca, a wraz z upływem lat ciało się zużywa i jest mi coraz trudniej ją wykonywać.

Pracuję w tej samej firmie od 20 lat, więc widzę że mój organizm też się zestarzał i pewne zadania, które przychodziły mi łatwiej 20 lat wstecz dzisiaj natrafiają na opór organizmu, na opór każdego kolejnego mięśnia.

To jest główny powód, dla którego myślę, jak fajnie byłoby przygotować, czy rozwinąć plan B.

No i właśnie póki co ten plan B zakłada przede wszystkim doszkalanie się i druga rzecz: przygotowanie malutkich, równoległych strumyków dochodu, czyli budowa swojej marki w sieci po to, żeby może kiedyś móc odcinać od niej kupony.
Na razie rozwijam dwa kanały na youtubie, które póki co dają mi bardzo symboliczne przychody (na poziomie 20 € miesięcznie).

Niemniej to jest taki pierwszy krok – zachęta, żeby dalej iść w tym kierunku i próbować mimo wszystko odmienić swoje życie, próbować podejmować działania, które pozwolą mi inaczej wykorzystać chociażby te 20 € odłożone co miesiąc, zaoszczędzone, czy zainwestowane.

Traktuję to jako punkt wyjścia, czy pierwszy krok w kierunku tego, żeby odmienić swoje życie, żeby niezależnie od pracy etatowej rozwijać, czy budować swoją wolność i niezależność finansową.

Czy mi się to uda, czas pokaże. Czego również Wam serdecznie życzę i pozdrawiam cieplutko.

Beata Redzimska

CZY WARTO JESZCZE PISAĆ BLOGA? CO DALEJ Z VADEMECUM BLOGERA?

Na początku tego roku chciałam sobie postawić pytanie: Co dalej z VADEMECUM BLOGERA?

Vademecum blogera, czyli blog, który rozwijałam przez ostatnie 10 lat.

Przez wiele lat byłam tylko i wyłącznie blogerką piszącą. Blogi pisane miały wówczas jak najbardziej rację bytu. Niemniej czasy się zmieniły w związku z czym twórcy / blogerzy coraz częściej zadają sobie to (w konteksie lat spędzonych na pisaniu bloga) dramatyczne pytanie:

Czy ma jeszcze sens pisać bloga?

Czy czasem aktywność, którą kiedyś uprawiało się na blogach nie przeniosła się już zupełnie do mediów społecznościowych? Czy w ogóle jeszcze dzisiaj ma sens pisanie bloga?

Pamiętam takie czasy rok: 2013, 2014, 2015, 2016 …., kiedy zakładało się bloga na Bloggerze (czyli na blogspocie) i po prostu pisało się o tym, co się robiło w swoim życiu codziennym…

Ale na przestrzeni raptem kilku lat czasy diametralnie się zmieniły.

Dzisiaj mamy mega rozwiniętą wszechstronną platformę, jaką jest Instagram. W rezultacie czego między blogerskie życie towarzyskie przeniosło się na instagrama.

Pamiętam czasy, kiedy cała blogosfera (tu precyzuję pisząca na blogach) w wybrany dzień spotykała się na wyzwaniach, czy to lifestylowych, czy bardziej specyficznie: rękodzielniczych po to, by budować wzajemne relacje i przy okazji rozszerzać zasięgi.

Ale to nie były wyzwania organizowane na Instagramie. Tylko wyzwania międzyblogowe. Do uczestniczenia w nich niezbędny był blog.

I tak np Magda, pisząca pod pseudonimem Makneta organizowała co środę wyzwanie pod tytułem: Wspólne czytanie i dzierganie. W ramach którego każda z uczestniczek na swoim blogu publikowała wpis o tym, co przeczytała w danym tygodniu i nad jaką robótka właśnie pracuje.

A następnie linki do wpisów z bloga podczepiało się na blogu organizatorki wyzwania. A później kolędowało się, czyli chodziło się po blogach uczestniczek wyzwania i w ten sposób nawiązywało relacje i poszerzało zasięgi. Jednocześnie dopingując się wzajemnie do doczytania (nie zawszej strawnej) lektury, czy dorobienia do końca robótki, która może po drodze utknęła w martwym punkcie.

Sama przy tej okazji nauczyłam się podstaw szydełkowania. Dołączyłam do wspomnianego wyzwania jako blogerka pisząca bloga. Ale po kilku miesiącach dziewczyny tak skutecznie wciągnęły do grona uzależnionych od sznurków, anonimowych włóczkoholiczek…

No ale to tak na marginesie.

Dzisiaj pewnie kojarzycie podobne akcje, ale raczej jako wyzwania prowadzone na instagramie, za pomocą wybranego przez organizatorkę hasztagu, przy jednoczesnym otagowaniu tejże organizatorki, co fantastycznie działa na zasięgi.

Dzisiaj “siłą” jest właśnie Instagram, a blogi – pisane na tematy lifestylowo – życiowe poszły w odstawkę. Niektóre wiszą gdzieś w sieci, a inne już doszczętnie poznikały.

Funkcję tych wczesnych blogów (często pisanych na Bloggerze, z końcówką blogspot w adresie) prawie że niepodzielnie przejął Instagram (choć ja nieśmiało zerkam w stronę TikToka).

Instagram z kolei o tyle ułatwia nam jako twórcom działania, że już nie musimy się zastanawiać, jak dodać ten czy inny widget, albo jako okiełznać od bebechów własną stronę www, bo zamiast tego wsiadamy na gotową platformę, podsuwającą wszystkie najpotrzebniejsze funkcje w formie kilku przycisków do edytowania: treści, zdjęć, czy nawet wideo (muzyka, napisy, gify…).

Wszystko w jednym miejscu, a do tego skonfigurowane, jak dla małpy, której rola ogranicza się do przesuwania odpowiednich suwaków. Porównując to do siermiężnych blogów z początku lat 2010, jaki przeskok technologiczny…

A że człowiek intuicyjnie pragnie uprościć sobie życie, więc jak tu nie pójść w to jak w dym…

Dlatego blogi, których ogarnięcie, okiełznanie wymaga co nieco więcej wysiłku w zestawieniu z podsuwającym wszystko na tacy Instagramem idą w odstawke…

Tym bardziej, że coraz mniej czytamy, a raczej coraz trudniej jest nam usiąść i przeczytać tak uczciwie (bez pobieżnego scrollowania) dłuższy tekst.

Zamiast tego chcemy dostać pigułkę wiedzy, czy to złożoną z kilku przejrzystych slajdów w formie karuzeli z Instagrama (skondensowane treści w formie przewijajanych kolejno grafik), czy krótki filmik zaprawiony nutką humoru, który pomoże przełknąc najbardziej gorzka pigułkę wiedzy (w sam raz dla opornych).

No i kolejne platformy podchwyciły pomysły na bezbolesne podanie, czy konsumowanie pigułki wiedzy (albo rozrywki): krótkie wideo do 1 minuty (czy to na Instagramie – magiczne rolki, czy to na Youtube, jako nieodzowne shorty, czy to na Tik Toku, czy nawet na dopieszczonym wizualnie Pinterescie, jako przydatne Piny z Pomysłem, które potrafią zgarnąć tu całkiem przyzwoite, a przynajmniej mocno zachęcające zasięgi).

https://youtu.be/lqSXabEc6rA

 

Suma sumarum wielu z nas, weteranów blogowania zastanawia się, jaki ma dzisiaj sens pisanie bloga.

Sporo moich koleżanek blogerek (niekoniecznie starszej daty, raczej starszych blogerskim stażem), dały za wygraną, odpuściły sobie koszty hostingu, jak i techniczne trudności związane z opanowaniem, ujarzmieniem, okiełznaniem bloga od bebechów.

Mi samej żal tej pracy włożonej w bloga.

Póki mój blog cichutko wisi sobie w sieci, testuję różne miejsca, które mają dzisiaj tzw wiatr w żagle. Ten sam wiatr, który ostatnio zagnał mnie nawet na TikToka (uwielbiam to medium i zaśmiewam się w nim do łez).

Dlatego częściej ostatnio spotkacie mnie na YouTube, gdzie równolegle rozwijam 2 kanały (traktuję je jako poligon doświadczalny dla przetestowania pewnych rozwiązań, by podzielic się zdobytym w ten sposób doświadczeniem na blogu Vademecum Blogera). Który  powstał wlaśnie z taką myślą i misją, by stać się kompendium, czy pigułką wiedzy dla osób budujących swoja markę w sieci.

 

A tymczasem

pozdrawiam serdecznie

Beata Redzimska

Jak stworzyć swój preset do Lightroom? Jak mieć ładnego Instagrama. Preset beżowy.

Jak stworzyć swój preset do Lightroom? Jak mieć ładnego Instagrama. Preset beżowy.

A ja przychodzę dzisiaj z pomysłem na bardzo sympatyczny preset (czyli taką nakładkę kolorystyczną na zdjęcia, bardzo popularną na Instagramie), który bardzo prosto możesz skonfigurować samodzielnie na swoim telefonie (w darmowej na telefon aplikacji LIGHTROOM), albo raczej skopiować = przeklepać ręcznie jego ustawienia (i zapisać jako gotowy PRESET). A od tego momentu jednym kliknięciem nakładać go na swoje kolejne zdjęcia. Co jest fajną metodą okiełznania od strony wizualnej i ujednolicenia swojego instagramowego profilu.

Jest to preset, który sama wykorzystuję na moim profilu BeataRed.

Być może stwierdzisz, że po nałożeniu na Twoje zdjęcia będzie wymagał on pewnych poprawek, czy lekkiego dopasowania. Ale ponieważ proponuję Ci skopiować go ręcznie, przyklepując ustawienia kolejnych parametrów, tym łatwiej będzie Ci docelowo wprowadzić w nim dalsze modyfikacje. Ponieważ przeklepując poniższe parametry siłą rzeczy wgryziesz się w ustawienia tego presetu.

Osobiście bardzo lubię ten preset, z jednej strony dość klimatyczny i fajnie uspójniający sąsiednie zdjęcia, a jednocześnie podkręcajacy ich kolorystykę (kolory czerwony), co chciałam pokazać Ci na poniższych przykładach:

W drugiej kolumnie zdjęcie zmodyfikowane tym presetem:

APLIKACJA LIGHTROOM

Żeby skorzystać z tego PRESET – u potrzebna Ci będzie aplikacja LIGHTROOM (darmowa w wersji na telefon).

Po zainstalowaniu, otwórz te aplikację, wybierz dowolne zdjęcie i wejdź do jego edycji. Następnie suwakami zacznij ustawiać kolejne parametry:

Zakładka Light:

Exposure +0,23
Contrast +42
Highlights -61
Shadows +42
Whites -19
Blacks +22

Zakładka Color

Temp 0
Tint +9
Vibrance +7
Saturation 0Teraz, pozostając w zakładce Color, kliknij u góry po lewej stronie w kółko oznaczone jako Mix (Color Mix). Tutaj będziemy edytować kolorystykę naszego presetu, edytując dla każdego z kolejnych kolorów 3 parametry Hue – odcień, Saturation – nasycenie, Luminance.

Kolor Czerwony Red

Hue 0
Saturation 0
Luminance +17

Kolor Pomarańczowy Orange

Hue 0
Saturation 0
Luminance +20

Kolor Żółty Yellow

Hue -100
Saturation 0
Luminance -50

Kolor Zielony Green

Hue -5
Saturation -82
Luminance 0

Kolor Jasnoniebieski

Hue 0
Saturation 0
Luminance 0

Kolor Ciemnoniebieski Blue

Hue 0
Saturation 0
Luminance 0

Kolor Fioletowy

Hue 0
Saturation 0
Luminance 0

Kolor Jasnoróżowy

Hue 0
Saturation 0
Luminance 0

Zakładka Effects

Vignette -12
Midpoint 50
Feather 50

Zakładka Detail

Sharpening 35
Radius 1,0
Masking 82

Teraz po przeklepaniu tych parametrów, widzisz jak powoli zmienia się Twoje zdjęcie. Ale oczywiście, żeby nie powtarzać tej pracy (tego przeklepywania i przesuwania suwakami) za każdym razem, kliknij w 3 kropeczki … znajdujące się w lewym górnym rogu Twojego zdjęcia:

tutaj wybierz opcję: Create Preset i zapisz właśnie przyklepansą kombinację jako nowy preset w swoim Lightroomie.

Wybierając dla niego odpowiednio: Preset Name i przydzielając do odpowiedniej grupy presetów (Preset Group). Co jest szczególnie przydatne, jeśli nabierzesz ochoty na opracowywanie własnych presetów i zaczniesz ich mieć większe ilości.

Teraz:

Jak nałożyć taki preset na kolejne zdjęcie:

W tym celu wejdź do zakładki Presets i tutaj odnajdziesz ten dopiero co przygotowany preset w zapisanych, wystarczy, że tylko na niego klikniesz, a kolejne zdjęcie odmieni swoją kolorystykę.

W ten sposób możesz edytować hurtowo zdjęcia na swojego bloga, czy Instagrama, uzyskując jednocześnie bardziej spójny wizualnie profil, czy oznaczając kolejne swoje zdjęcia wybranym przez Ciebie presetem – niczym Twoim własnym odciskiem wizualnym.

Udanej zabawy

Pozdrawiam serdecznie

Beata Redzimska

Zapisz się na newsletter i zgarnij praktyczny ebook o Instagramie

X

Nowość - KURS - Twój pierwszy produkt online - 39,99 PLN + VAT Odrzuć

Exit mobile version