Jak podejmować właściwe decyzje?

Jak podejmować właściwe decyzje

Proste zasady, które pomogą Ci dokonywać lepszych wyborów na codzień.

Jak podjąć dobrą decyzję?

  • Zmienić pracę, czy zostać w starej?
  • Zainwestować w kolejny kurs, czy wreszcie odważyć się wypuścić swój. Tzn uwierzyć w siebie i w to, że umiesz już dość, by pokazać to światu.
  • Porozmawiać z szefem, nawet jeżeli to może doprowadzić do zaognienia sytuacji. Ale też może posunąć pewne ważne, a może nawet nieodzowne dla mnie sprawy naprzód.
  • Czy może prozaicznie i banalnie: co dzisiaj ugotować na obiad?

Tu można słuchać intuicji. Ale intuicja może zawieść.

Nasze życie składa się z milionów decyzji. Podjęcie niektórych przychodzi nam łatwo. Choć może później nie zawsze czujemy się z nimi dobrze.

Sięgnięcie po słodkiego batonika, wciągnięcie go w siebie, pod wpływem impulsu chwili, szczególnie kiedy właśnie wczoraj podjąłem decyzję, że od dzisiaj jestem na diecie…

Gorzko opłacona decyzja. Tak decyzja. Owszem chwila słabości i wynikający z niej jakiś tam wybór – opłacony poczuciem winy, które nie tylko zatruwa, ale wpływa na przekonania o samym sobie. No a wtedy z takim właśnie przekonaniem (że zawiodłem samego siebie) będziesz podejmował kolejne decyzje.

Intuicja? Tak, można posłuchać intuicji. Ale intuicja też czasami zawodzi.

Szczególnie wtedy, kiedy – jak z tym ciastkiem – ściągasz ją na manowce, wpuszczasz ją w maliny. Czego może sami nie do końca świadomie chcesz. Kiedy chcesz podjąć pewną decyzję (niekoniecznie najlepszą, ale wygodniejszą) i szukasz dla niej uzasadnienia: w ten, czy inny sposób.

Owszem, są tacy, których ta intuicja nigdy nie zawodzi.

Ale oni prawdopodobnie potrafią zaakceptować swoją decyzję, jakiekolwiek by nie były jej skutki, biorąc za nie pełną odpowiedzialność. Zamiast dużo wygodniejszego zrzucania winy na innych. I to jest ta metoda, by posuwać się naprzód. Mimo wszystko.

Bo w momencie, kiedy zrzucasz tę odpowiedzialność na innych, zaczyna się stagnacja.

Za to ci, którzy idą naprzód – potrafią zaakceptować swoje decyzje, choćby te „złe”, wyciągnąć z nich wnioski i naukę na przyszłość. Mądrzejsi o nie idą naprzód.

Branie odpowiedzialności za swoje decyzje jest znakiem siły i wewnętrznej odwagi.

Iść naprzód, nie oglądając się stale za siebie: na to, czego już nie możemy zmienić.

Jest takie fajne powiedzenie (autorstwa Abrahama Lincolna):

Najlepsza decyzja to ta, która została podjęta.

Bo tutaj po prostu trzeba podjąć decyzję: tą czy inną. I oczywiście najlepiej by łoby podjąć decyzję, jak najbardziej optymalną.

Ale czasami wpuszczasz swoją intuicję w maliny. Z pewną taką nieświadomą premedytacją: skupiasz się na informacjach, które wskazują na konkretną decyzję, a przymykasz oko na to, że ta decyzja po prostu byłaby dla Ciebie wygodniejsza. Wybór pójścia po linii najmniejszego oporu. Decyzja, która nie zmusza Cię do sięgnięcia po Twoje zasoby – odwagi.

Bo wszystko, czego pragniesz, znajduje się po drugiej stronie strachu.

A strach jest na tyle silny, że nie raz paraliżuje przy podejmowaniu dobrych decyzji.

Jak podjąć najlepszą decyzję?

1. Czy wciąż chcesz dokonywać swoich wyborów według starych schematów myślowych, czy wreszcie dojrzałeś do zmiany?

Bo nasz mózg działa i podejmuje swoje decyzje w oparciu o minione doświadczenie.

Bo wybór nigdy nie jest obiektywny i w tym właściwie tkwi definicja wyboru. Dlatego czasem tak trudno go nam dokonać.

I właściwie każdy wybór, którego dokonujesz jest obarczony balastem minionych doświadczeń.

Jeżeli te były pozytywne, będziesz może bardziej odważny, ale też może bardziej – zbyt beztrosko dokonasz danego wyboru.

Jeżeli Twoim udziałem było więcej gorzkich doświadczeń, może będziesz ostrożniejszy w swoich wyborach, ale może też przez to zrezygnujesz i nie wykorzystasz pewnych szans.

Czasami rozwiązaniem może być przeanalizowanie wszystkich: za i przeciw. Czasami możesz chcieć zaufać swojej intuicji. Czasami coś sugeruje Ci Twój zdrowy rozsądek, a serce dla przekory rwie się do czegoś innego. I bądź tu mądry.

Czasami bagaż doświadczeń może mocno przygniatać. Szczególnie, kiedy pragniesz zmiany.

A tkwisz w sytuacji, która gruntownie Ci nie odpowiada. I może po prostu nie dajesz sobie szansy. Gdy tymczasem może właśnie tego Ci potrzeba.

Co zrobić? Postawić się w pozycji jak najbardziej neutralnej. Tylko jak?

Natknęłam się ostatnio na taką bardzo fajną metodę, proponowaną przez pewnego coacha:

Polega ona na tym, by przeanalizować i sklasyfikować wszystkie podjęte ostatnio decyzje np. te podjęte danego dnia.

A podejmujemy ich bardzo dużo.

Większość z nich wcale nie jest takimi rozdzierającymi dylematami. Po prostu czasami podejmujemy je mechanicznie, według pewnych schematów.

Jak podejmować właściwe decyzje

Pomyśl o swoim dniu, o wszystkich wyborach, których w nim dokonałeś. Teraz podziel je na cztery grupy.

Pierwsza grupa to te, które zaspokajają twoje najbardziej prymitywne potrzeby.

I tu patrząc na nie – będziesz mógł stwierdzić:

Na ile moje życie zaspokaja, czy sprowadza się do zaspokajania najbardziej prymitywnych potrzeb? Czy jest w nim coś ponad to?

Druga grupa – te decyzje, do których w pewnym sensie zostałeś zmuszony, zostały ci narzucone. Wynikają z zewnętrznych przesłanek.

Np. musisz wstać o tej i o tej godzinie, musisz robić to i tamto, niezależnie, czy się w tym spełniasz, czy czujesz się w tym stłamszony.

Czyli na ile dopasowujesz się do okoliczności i jesteś w pewnym sensie – biernym graczem.

Trzeci punkt: decyzje, które powinieneś podjąć, ale od których w ten czy inny sposób starasz się uciec, wymigać się, odsunąć je na dalszy plan, na później.

Np. u mnie decyzje dotyczące odważniejszego promowania bloga i stworzenia swojego produktu. I te decyzje, niestety nie podjęte – budzą w Tobie poczucie winy i podkopują poczucie własnej wartości.

Punkt czwarty: decyzje, które wynikały z chęci osiągnięcia określonego pożądanego rezultatu.

Np. chciałam stworzyć coś więcej niż kolejny wpis na bloga i stworzyłam swój pierwszy e-book, a potem kilka kolejnych. Czyli decyzje, które pozwalają wznieść się na wyższy, czy choćby odrobinę wyższy poziom.

I teraz do czego powinien skłonić Cię ten eksperyment?

Wypisz wszystkie decyzje, które podjąłeś ostatnio i przydziel je do odpowiednich kategorii.

A potem z tej perspektywy spójrz bardziej całościowo na swoje życie.

Czym są uwarunkowane w nim Twoje wybory? Czy chcesz dalej tak żyć?

Czy tak chcesz podejmować swoje decyzje? Czy może chciałbyś to zmienić?

Ta metoda z jednej strony pomaga nabrać dystansu. Kiedy to jest tak chłodno spisane na kartce papieru, widzisz to wiele wyjaśnia.

Demaskujesz sam przed sobą mechanizmy podejmowania swoich decyzji.

I teraz do czego to prowadzi?

Generalnie wybory z kategorii pierwszej są nieodzowne. Ale teraz jeżeli Twoje życie sprowadzałoby się tylko do nich…

Decyzje z kategorii drugiej, narzucone, wynikające z niezależnych od Ciebie przeszłanek. No cóż życie wymaga kompromisów i dopasowania się – czasami, ale nikt nie chce by jego własne życie stało się czyjąś pańszczyzną.

Wybory z kategorii czwartej – te, których dokonałeś może i w poczuciu strachu, ale po to, by wznieść się wyżej. One służą podbudowaniu wiary w siebie.

A ta jest tym MOTOREM napędowym skłaniającym do podejmowania kolejnych decyzji z tej kategorii, czyli zmierzających do osiągnięcia określonego – pożądanego rezultatu i zmiany Twojego życia w tym kierunku, którego chcesz.

Decyzje z kategorii trzeciej, czyli te które powinieneś podjąć, ale się wycofujesz – i najchętniej wycofałbyś się z nich jak najbardziej cichaczem, a ja tu każę Ci je sobie wynotować….

Te świadczą o słabości… do pójścia po najmniejszej linii oporu, która rykoszetem podkopuje w Tobie wiarę w siebie i co gorsza: zdolność do podejmowania decyzji, które pomogą Ci posuwać się naprzód

Wtedy Piramida Masłowa ludzkich uwarunkowań zobowiązuje – można sobie to tak fajnie wytłumaczyć przed samym sobą: że to jest dla mnie dobre. Choć obiektywnie: niekoniecznie.

Metoda uników przed braniem odpowiedzialności za swoje życie. Ale ona ma krótkie nóżki i de facto prowadzi donikąd.

Przygłuszyć w sobie poczucie winy, zwalając swoją decyzję na „intuicję”.

Ale tu chodzi o to, żeby wsłuchać się w siebie, ale tak żeby usłyszeć to, co jest dla Ciebie ważne.

Dlatego podjęcie naprawdę dobrej decyzji – to jest proces: uczenia się siebie.

Tu chodzi o podjęcie decyzji, która będzie współgrać z Tobą, a nie z Twoim chwilowym pragnieniem.

Wybory z kategorii pierwszej: Bo można bardzo mocno czegoś chcieć. I to pragnienie może wynikać z bardzo prymitywnych instynktów: np nie przymierzając: sięgnięcie po kolejne ciastko.

I możesz patrzeć na to tak krótkowzrocznie. I może nawet wydać Ci się, że skłoniła Cię do tego Twoja intuicja… Ale to było tylko chwilowe pragnienie, które zamanipulowało Twoją intuicją.

Gdyby oprzeć się tylko na racjonalnych przesłankach, a zagłuszyć w sobie ten cichy głosik, który coś Ci tam podpowiada od serca, ale niezgodnie z głosem rozsądku.

Dokonać rozsądnego, dalekowzrocznego wyboru. Czy naprawdę?

Bo ta decyzja może być teoretycznie dobra, ale niekoniecznie okaże się dobra w Twoim konkretnym przypadku czy konkretnie dla Ciebie (choć generalnie, dla innych – to byłaby dobra decyzja).

Ale Ciebie nie doprowadzi do niczego dobrego. Jeżeli owszem podejmujesz ją – na racjonalnych przesłankach, ale w konflikcie z samym sobą.

Studia medyczne są „mądrym” wyborem. Ale dla kogoś, kto nie ma ku temu powołania będą udręką. Podobnie, jak praca w tym zawodzie.

Kiedy wbrew samemu sobie, popychasz siebie w kierunku, który nie jest twoim.

Wsłuchaj się w swoje serce i swoją intuicję, one już najlepiej wiedzą, dokąd tak naprawdę chcesz dojść. Steve Jobs

Nawet jeżeli pozornie najbardziej racjonalne decyzje są najpewniejsze… Ale czy potrafisz tak racjonalnie przewidzieć i wziąć pod uwagę wszystkie elementy?

Jak ta decyzja wpisze się w przyszłość? Czy możesz mieć do dyspozycji wszystkie racjonalne dane i przesłanki, pozwalające podjąć bezbłędną decyzję.

Bo w każdej decyzji jest spora część niewiadomej. Ryzyko i wygrana. Albo poobijane boki.

Nieomylność nie istnieje.

Ale nawet zła decyzja, może okazać się przynajmniej ubogacającą decyzją i w tym sensie – jeżeli czegoś Cię nauczy – decyzją, którą warto było podjąć.

Intuicja jest ważna, dlatego że ona stanowi bezcenną motywację do daleszego realizowania podjętej pod jej wpływem decyzji. Wyrażają się przez nią Twoje wewnętrzne pragnienia.

Ale ona też czasami jest obarczona balastem minionych doświadczeń, które mogą Cię ograniczać. A może właśnie, z których przytłaczającego ciężaru próbujesz się wyrwać. Ale ten bagaż doświadczeń – nie do końca przetrawiony, ciągnie Cię w dół:

Nie, to nie dla mnie. Nie, ja nie dam rady.

To może skłaniać Cię do podjęcia decyzji na podstawie dobrze znanego Ci schematu. Przyzwyczajenia są drugą naturą: to i tak mi się nie uda.

Nie będę po raz kolejny wchodzić do tej samej rzeki, w której zawsze to się źle kończy.

Dlatego tak ważne jest nabrać dystansu. Spojrzeć na to racjonalnie, ale znowu….

2. Dotrzeć do sedna problemu.

Bo czasami możesz zastanawiać się nad wyborem między dwoma opcjami, tymczasem rzeczywista decyzja leży gdzie indziej.

Czyli nie mylić wyborów, których dokonujesz z decyzją, która leży u ich zarania i która jest do podjęcia.

Bo np jeżeli planujesz zmienić miejsce zamieszkania: przeprowadzić się: to może np stawiasz sobie pytanie: wieś, czy miasto.

Ale może prawdziwa decyzja – jej sedno – fundament – leży w tym, że chcesz zmieć coś w swoim życiu, chociażby w tym miejscu, w którym jesteś.

A to wymaga przede wszystkim gruntownej i odważnej zmiany tego, jak i co o sobie myślisz. Zebrać się na odwagę, podjąć pewne działania, zamiast uciekać w inne miejsce, by mieć iluzję zmiany.

Owszem rozpoczęcie nowego życia gdzie indziej ze starym sobą – płynie z tego świeża energia, ale czy na pewnym etapie nie dojdziesz do tego samego punktu zastoju?

Bo może to będzie tylko ucieczka przed samym sobą w nowe okoliczności.

Jak podejmować właściwe decyzje

Nie dokonasz gruntownej zmiany w swoim życiu, nie dokonując jej w samym sobie. Tu leży punkt wyjścia.

Może tym razem powinieneś to rozkopać głębiej, by dotrzeć do sedna ukrytej motywacji.

Bo w przeciwnym razie żadna decyzja nie będzie tak naprawdę dobra, jeżeli nie dotrzesz do tego, o co ci naprawdę chodzi.

Czy rzeczywiście nosisz w sobie pragnienie zmiany?

  • Czy wyjazd na wieś jest pragnieniem Twojego życia. A wtedy, jeżeli nie spróbujesz, będziesz żałował.
  • Czy tylko ucieczką przed samym sobą – takim, którego nie chcesz w coś zupełnie nowego.

3. Zrób bilans wszystkich za i przeciw.

Dlatego zakopujemy się w projektach, które na początku rozpalały w nas żywe emocje, a których potem końca ich nie widać się. A na to nie byliśmy przygotowani.

Dlaczego? Bo jest coś takiego, jak entuzjazm debiutanta, który jeszcze nie połamał sobie zębów na pierwszej lepszej przeszkodzie i który sięga wzrokiem daleko (nie do końca świadomy) i tylko widzi siebie w aureoli chwały.

Bo czasami tak się rozpalamy do pewnych projektów – nieświadomi przeszkód i trudności. O naiwności.

Czasami może nawet to dobrze. Bo w przeciwnym razie nie ruszylibyśmy z miejsca.

Bo ile z tej naiwności płynie zapału. Bo kiedy nie wiesz, że zaboli, kiedy nie zdajesz sobie sprawy, że będzie ciężko – bierzesz się za to i podnosisz to.

Tymczasem gdybyś wiedział to, czego szczęśliwie nie wiesz, nie podjąłbyś się i nigdy byś tego nie podniósł. O błoga naiwności. Która czasami okazuje się być motorem postępu.

Bo entuzjazm to potężny kop napędowy. Płynąca z niego motywacja jest nieoceniona.

Ale co zostanie, kiedy opadnie euforia?

Jeżeli to ona przesłania Ci zdrową ocenę sytuacji. Jeżeli nie bierzesz pod uwagę wyrzeczeń, pracy, wysiłku, czyli tego wszystkiego, czego ten projekt będzie od Ciebie wymagał. A potem zakopiesz się w nim na AMEN.

I dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę, że nie będzie ani tak prosto, ani tak jednotorowo.

Ale skoro już się w nim zagrzebałeś, brniesz w to dalej. Ale, żeby dobić do mety…

Nie, nie chodzi o to, żeby nie dać się ponieść entuzjazmowi debiutanta… na ślepo, na wariata. Bo tak możesz sobie tylko boleśnie poobijać bufory.

Spisanie wszystkich potencjalnych za i przeciw pozwoli Ci lepiej przeanalizować dany projekt, zanim zakopiesz się w coś, czego w zasadzie nie chcesz robić.

Bo może tylko Twoje rozochocone „ego” sprowadza Cię na manowce.

Bo ono – oczami wyobraźni widzi Cię tam, gdzie spijasz piankę zasłużonych sukcesów. Po długich miesiącach, czy latach.

Tylko, czy Twój entuzjazm wytrwa te lata, czy chociażby te miesiące?
To jest do rozważenia.

Bo z kolei, jeżeli dany projekt nie przetrwa próby czasu?

Jeżeli przerośnie Cię, dlatego, że nie wziąłeś pod uwagę czekających Cię wyrzeczeń. Odbierzesz to jako porażkę. A ta porażka położy się cieniem na tym, co dalej będziesz chciał przedsięwziąć. Błędne koło….

Dlatego warto nabrać zdrowego dystansu i na chłodno sobie to przekalkulować: czy ta gra jest warta świeczki.

Zrobić bilans ZA I PRZECIW.

Na chłodno to przeanalizować. Przygotować sobie listę: za i przeciw. Już chociażby samo jej przygotowanie – trochę Ci rozjaśni.

Starałam się wykorzystać tę metodę „w rozjaśnieniu” tego, nad czym obecnie pracuję.

Czy powinnam przygotować kurs języka francuskiego?

Bo taki właśnie mam dylemat? Staram się właśniepodjąć najlpszą z możliwych decyzję.

Mój bilans za i przeciw.

ZA: Czy powinnam przygotować kurs języka francuskiego?

  1. Mam ku temu kompetencje. Długo pracowałam na znajomość tego języka. Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji
  2. Dotychczas brakowało mi produktu, który mogłabym zaoferować zbudowanej wokół bloga i fanpaga społeczności.
    Nawet jeżeli na poczatku to był temat, który traktowałam z doskoku. Pisałam hobbystycznie. Po 7 latach regularnego pisania o języka francuskim, stwierdzam, że jeżeli ten temat jeszcze mnie nie znudził po 7 latach pisania, to jest szansa, że nie znudzi mnie i przez kolejne lata.
  3. Tworząc kurs francuskiego miałabym pragmatyczne wykorzystanie dla mojej pasji.
    Bo skoro dalej będę drążyć ten temat języka francuskiego na blogu i na fanpage…
  4. Dodatkowo ten temat daje możliwość rozszerzenia działalności o produkty fizyczne, czyli np. fiszki do nauki języka, produkty fizyczne z napisami, koszulki i kubki.
  5. Wszystko, czego się nauczę przy tworzeniu takiego produktu, doświadczenie, które przy tej okazji zdobędę – oczywiście później mogę przełożyć i wykorzystać do czegoś innego.

Ale tu pojawiają się wątpliwości:

Bo już nie za bardzo wiem, jak to zrobić. Nigdy czegoś takiego nie robiłam.

Jedno – wiem – jeżeli się na to zdecyduję, zajmie to dużo czasu… Ale czy ta gra byłaby warta tej świeczki.

I tu dochodzimy do przeciw.

Lista PRZECIW

  1. No i oczywiście kontra -argumentem jest niewielka grupa docelowa.
    Kiedy potrzeba dużo czasu na dopracowanie takiego kursu. Prostsze byłoby przygotowanie rozmówek francusko-polskich z dogranym do nich głosem francuskiego lektora.
    Chociażby dla sprawdzenia rynku – zapotrzebowania na takie produkty. Dla sprawdzenia, jak zareaguje moja społeczność.
    Przetestować rynek, właśnie za pomocą krótszego w przygotowaniu produktu.
  2. Duża konkurencja w porównaniu do rozmiarów tej niszy.
    Bo wiele osób uczy innych języków obcych, nawet takich czysto hobbystycznych jak język francuski.
  3. Niepewny wynik. To tyczy się chyba każdego startującego biznesu…

No i salomonowe rozwiązanie:

Wiedząc, że stworzenie kursu językowego wymaga bardzo dużo czasu. A ponieważ zależy mi na szybkim stworzenie produktu. Zacząć od czegoś mniejszego, by przetestować teren.

Może mini rozmówki polsko – francuskie dla turystów przed wakacjami.

Jak podejmować właściwe decyzje

4. Dotrzeć do sedna swojej ukrytej motywacji.

Dlatego chciałbym podjąć taką decyzję?

Tu warto poszperać w najciemniejszych zakamarkach swojej duszy.

  • Może jest to pójście po linii najmniejszego oporu.
  • Może robię to pod wpływem instynktu chwili.

Tzn. słucham swojej intuicji. Ale ta może być sumą przeżytych doświadczeń.

I dlatego jest obarczona błędem poznawczym i balastem – może właśnie tym balastem negatywnych doświadczeń, od którego chcesz się uwolnić.

A wtedy nie tędy droga. Nie słuchając intuicji, która za każdym razem sparzyła się i podpowiada ostrożność. Kiedy to najwyraźniej powinienneś urgyźć inaczej. Tak, jak jeszcze dotąd nie próbowałeś (skoro nigdy jeszcze tego nie osiągnąłeś).

Bo jeżeli Twoje doświadczenia w danej dziedzinie nie były dobre, a Ty jednak tak bardzo chciałbyś…

To w sumie dlaczego nie miałbyś dać sobie kolejnej szansy?

Tylko robiąc to inaczej niż dotychczas.

Bo intuicja w pewnym sensie może być wypaczona.

Zauważ, jak komuś przekonanemu o tym, że nic mu się w życiu nie udaje trudno jest uwierzyć w siebie. Wyrwać się z zaklętego kręgu negatywnych przekonań o samym sobie.

Tymczasem, żeby posunąć się naprzód, musisz dać sobie kolejną szansę.

Ale nie tak – dla spokoju sumienia… Tylko z rozmachem. I to może nawet grając va bank.

Tymczasem intuicja, sparzona na minionych doświadczeniach (jeżeli te były negatywne) będzie podpowiadać ostrożność.

A wtedy składasz na karb intuicji (a ta ma opinię wiarygodnej i niezawodnnej), więc …

Składasz na karb intuicji to, co podpowiada Ci wyuczona ostrożność, czy wręcz wyuczona bezsilność.

Nie, bo to nie jest dla mnie….

Ale nadmierna ostrożność, powodowana, albo złym doświadczeniem, albo brakiem doświadczenia w danej dziedzinie będzie skłaniać Cię do wyboru najbezpieczniej opcji, czyli: nic nie robienia.

Nie, bo to nie dla mnie.

Ale to raczej nie sprawi, że posuniesz się naprzód.

Bo kiedy wreszcie dojrzałeś do tego, by coś zmienić, strach i przyzwyczajenie (do uzyskiwania pewnych rezultatów) nie są dobrym doradcą.

I tutaj, żeby dokonać najlepszego wyboru musisz dotrzeć do sedna swojej ukrytej motywacji:

Czego tak naprawdę chcesz?

5. Zasięgnij opinii innych.

To pozwoli Ci skonfrontować Twoją wizję, która może być spaczona – czy obciążona Twoim dotychczasowym błędem poznawczym, czyli bagażem doświadczeń, z których może chcesz się wyrwać.

Zapytanie o zdanie innych. W pewnym sensie pozwoli Ci wziąć pod uwagę to, jaki wpływ Twoja decyzja może mieć na innych.

Tym bardziej, jeżeli chcesz, by bliscy wspierali Cię w twoim wyborze, warto włączyć ich do procesu podejmowania decyzji.

W ten sposób otworzyć się na innych. Co pozwoli Ci spojrzeć na swój wybór z innego punktu widzenia. Skonfrontować swoją wizję z „terenem”. Skonfrontować ją z tym, jak to widzą inni.

Czyli w pewnym – takie „zalążkowe” badanie rynku, czy pierwszy krok w kierunku badania rynku.

To pozwoli zmniejszyć w tym sensie ciężar intuicji, która zawsze jest obarczona błędem poznawczym.

6. Wziąć pod uwagę wszystkie elementy, spojrzeć szerzej i w kontekście.

Na Twój wybór bezpośrednio i namacalnie wpływają lęki, wewnętrzne opory, wynikające z przebytych doświadczeń. Co z tego, że chciałbyś odmienić swoje życie.

To, co już przeżyłeś – może być największym hamulcem, bo przecież: choćbym nie wiem, jak ciężko próbował, jestem głąb.

Tu też jakimś elementem ograniczającym jest spojrzenie innych.

Tak, jak sobie je wyobrażamy, przeczuwamy, że będą gadali. A ludzie gadają jedno, jak ktoś próbuje i mu nie idzie, a inne jak długo próbował i wreszcie zadziałało….

Niemniej te elementy niekoniecznie przyczyniają się do podjęcia najlepszej dla Ciebie decyzji.

Dlatego chodzi o to, by wznieść się ponad to. By spojrzeć szerzej… Tzn wziąć pod uwagę wszystkie elementy tego równania:

Swoją obecną sytuację.
Swoje uzasadnione i nieusazadnione strachy, opory, lęki i obawy. Bój się i rób.

Co z tego, że chciałbyś sięgać wzrokiem daleko. Trzeba zacząć od rzeczy przyziemnych i oprzeć się na tym, co już masz, co masz w danym momencie.

Wziąć pod uwagę wszystkie za i przeciw.

Wyobrazić sobie siebie, kiedy dojdziesz tam, gdzie chcesz i obejrzysz się wstecz za siebie: czy było warto?

Mieć wątpliwości. Czasem to jest ten męczący, ale docelowo korzystny etap podejmowania decyzji. Bo pozwala wyklarować się projektowi w jego najlepszej wersji.

Jak podejmować właściwe decyzje

7. Prokrastynacja. Bo tu czasami właśnie pomaga ociąganie się z dokonaniem wyboru.

Bo pod wpływem emocji podejmujemy decyzje, których bez tych emocji byśmy nie podjęli.

Jak dobrze to wiedzą i eksploatują wszelkiej maści specjaliści od marketingu.

Stawiają mam deadline – tylko do północy, tylko dziś, wyjątkowa oferta, która już się nie powtórzy. Podkręcają tym napięcie. No i łykamy tę rybkę pod wpływem emocji.

Podejmujemy decyzję o zakupie, której na chłodno prawdopodobnie byśmy nie podjęli.

Przeciążeni pracą, dajemy sobie wcisnąć kolejną, albo produkt – cud, który zrobi to wszystko za nas. Gdyby to tak było. Ucieczka z jednego problemu w drugi…

STOP. To nie są optymalne warunki do podejmowania decyzji.

Bo już np po dobrze przespanej nocy nasze połączenia nerwowe funkcjonują inaczej i na wszystko patrzymy z zupełnie innej perspektywy.

Bo jak to mówią Francuzi: la nuit porte conseil – noc niesie radę.

Dlatego czasami dobrze dać sobie czas do namysłu, czy nawet świadomie odsunąć podjęcie ważnej decyzji do czasu, aż sama się wyklaruje.

  • Bo potrzeba czasu na rozważeniu wszystkich opcji, by wybrać tą najlepszą z możliwych decyzję.
  • Potrzeba czasu na oddzielenie chwilowych emocji od tych, które długofalowo wywowłuje dana decyzja.
  • Potrzeba czasu, żeby to wszystko przetrawić i oddzielić to, co ważne od tego, co powierzchowne.

Jak podejmować właściwe decyzje

8. Wsłuchać się w siebie.

Ale tym razem nie w swoją intuicję. Tylko wsłuchaj się w siebie.

Bo odczuwamy pewne fizyczne symptomy, jako bezpośrednie konsekwencje, czy reakcje na podjęcie danej decyzji.

Jeżeli po podjęciu danej decyzji, czujesz się wewnętrznie wypompowany i bez celu….

Masz wrażenie wewnętrznej pustki, jakby wyczerpała się w Tobie energia życiowa, czujesz zmęczenie, jakby coś Cię przygniotło, przytłoczył ciężar bezsilności…

To prawdopodobnie nie była najlepsza decyzja.

Nawet jeżeli podjąłeś decyzję słuszną z punktu widzenia innych, czy jak najbardziej poprawną politycznie. Coś tu nie gra.

Jeżeli ta decyzja podcięła Ci nogi i skrzydła…

Nawet jeżeli przy jej podejmowaniu wziąłeś pod uwagę wszystkie możliwe parametry i opinie innych, a jednak – idąc za tymi wskazówkami i podejmując taką decyzję, czujesz się nie tak. Coś jest nie tak.

Powinieneś lepiej wsłuchać się w siebie. To jest Twoja decyzja i powinna współgrać z Tobą i z tym, czego tak naprawdę chcesz. To jest Twoja siła napędowa.

Decyzja, która wypompowuje z Ciebie energię…

Co z tego, że jest słuszna z punktu widzenia innych osób. Skoro Ciebie dobija.

Wsłuchać się w siebie – to jest nieomylny znak.

Bo teraz: robiąc coś wbrew sobie, nie zmobilizujesz tyle energii, by doprowadzić to do końca. Albo jeżeli doczołgasz się tam, to bez najmniejszej satysfakcji.

Żeby podjąć dobrą decyzję, musisz dotrzeć do tego czego, chcesz naprawdę.

Do tego i tak podświadomie zmierzasz i będziesz zmierzać przez całe życie. Do tego będzie pchać Cię Twoja wewnętrzna energia.

Decyzja, która w jakimś stopniu się z tym kłóci, odbierając ci radość życia, będzie uszczuplać Twoją energię witalną.

Czasami do pewnych rzeczy nie potrafimy przyznać się przed samym sobą.

Ale decyzje, które podjąłeś zgodne z Twoim wewnętrznym pragnieniem, one po prostu będą robić Ci dobrze. To takie perpetum mobile. Robisz to, dążysz do tego, choćbyś fizycznie nie miał już sił.

Jak rozeznać: Czy dana decyzja pompuje z Ciebie energię, czy ją wzmacnia.

Czasami zaślepia nas strach przed zrobieniem czegoś. I wtedy uciekamy. Ten strach można zdemaskować i obnarzyć…

Bo owszem, kiedy idziesz za strachem, kiedy uciekasz, by się przed nim schować, by nie stawić czoła temu wyzwaniu.

Owszem masz chwilowe poczucie ulgi, bo wymigałeś się. Ulżyło Ci.

Ale zaraz po tym poczujesz spadek energii życiowej. Im usilniej będziesz tłumaczył to przed samym sobą, wciąż czując się tak samo źle… (Bo jesteś do niczego, bo zawiodłeś sam siebie, a przecież tego właśnie chcesz). To jest ten znak.

Kiedy staniesz oko w oko z własnym strachem, kiedy on stoi na drodze do czegoś, co jest warte przezwyciężenia go. To owszem będzie wymagało to trudnej i odważnej decyzji.

Ale kiedy wewnętrznie podejmujesz decyzję, by zmierzyć się ze swoim strachem, poczujesz, jak wzrasta w Tobie siła.

Wtedy powinieneś postawić pierwszy krok, by tę siłę jeszcze ugruntować.

9. Rozważyć to z różnych punktów widzenia, wcielając się w różne osobowości.

Ile razy mówisz sobie: takiemu to łatwo.

Wcielając się w skórę tej innej osoby, którą podświadomie chciałbyś być: Jaką ona podjęłaby decyzję?

W ten sposób, starając się myśleć tak, jakby myślał ktoś inny, komu się udało, zaczynasz dostrzegać inne opcje, których może nie podsunie Ci Twoja własna intuicja.

Bo jeszcze nigdy tego nie robiłeś. Nie masz odpowiedniego bagażu doświadczeń.

Pozbądź się swoich ograniczeń, często wynikających z niskiej samooceny, braku wiary w siebie.

Pomyśl, co w danej sytuacji zrobiłaby osoba, którą podziwiasz, która Cię inspiruje i zrób to.

Łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Ale jeżeli to zrobisz i poczujesz się z tym lepiej. Twoje poczucie własnej wartości przejdzie na na wyższy poziom.

I druga osoba, w którą możesz w takim momencie trudnego wyboru się wcielić:

Co w danej sytuacji, jaką decyzję podjęłaby lepsza wersja mnie samego. Ta, do której aspirujesz i zmierzasz.

  • Ty za kilka lat, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Albo zgodnie z marzeniami i jeszcze luźnymi planami.
  • Ty – w innej sytuacji życiowej, realizujący swoje pragnienia, czerpiący z tego pewność siebie, której może dzisiaj Ci brakuje.

Wejdź w bardziej pozytywną wersję samego siebie. Podejmij swoją decyzję z pozycji osoby, którą chcesz się stać.

Z punktu widzenia osoby: bardziej optymistycznej, bardziej przedsiębiorczej, osiągającej to, o czym marzysz. Z punktu widzenia lepszej wersji samego siebie.

10. Wyobraź sobie najgorsze i najlepsze.

Wiele osób uciekając przed obawą i niepewnością nieznanego, akceptuje czy trwa w sytuacji, która jej nie odpowiada.

Marzysz o zmianie, ale ….. co ja mogę zrobić, kiedy: okoliczności, ludzie…. Przecież świata nie zmienisz.

Ale możesz zacząć od zmienienia samego siebie. I znowu: nie od razu. Tylko krok po kroku.

To jest taki paradoks, jak wiele osób prędziej zaakceptuje rzeczywistość, na którą od lat narzekają prędziej niż niepewność zmiany.

Tak, dlatego mamy tylu narzekających. Tymczasem narzekanie jest formą zdjęcia odpowiedzialności z samego siebie i przerzucenia jej na innych. Bo ludzie, system. Uwzięli się. Wobec tego ja nic sam nie mogę zrobić. Więc niech będzie, jak jest. A ja narzekam.

Zmiana to wyzwanie, ale też niewiadoma.

Dlatego mimo wszystko wygodniej jest tkwić w danej sytuacji i narzekać. To z pozoru jest najmniej bolesny wybór. Bo zmiana, stawienie czoła nowej sytuacji wymaga – odwagi i wysiłku.

Dlatego wiele osób będzie wolało dokonać złego wyboru, który już w punkcie startu nie daje im poczucia satysfakcji: np. decyzja dotycząca zmiany pracy, tzn trwania w starym, które może i nie satysfakcjonuje, ale kiedy im dłużej tkwimy w starych przyzwyczajeniach, tym trudniej dać sobie kolejną szansę…

A przecież nie trzeba od razu wywracać wszystko do góry nogami. Wystarczy małymi kroczkami posuwać się naprzód.

Nie czujesz satysfakcji z obecnej sytuacji / pracy. Ale nie narzekaj, że nic się nie zmienia. Jeżeli sam boisz się zmian.

Posuwając się małymi kroczkami, też możesz zapracować sobie na zmianę w dobrym kierunku.

A jeżeli boisz się, by nie wpaść z deszczu pod rynnę, wyobraź sobie – na chłodno – nie, wcale nie będziesz musiał tego robić – jakie mogą być najgorsze konsekwencje danej decyzji.

Jeżeli jesteś w stanie je sobie wyobrazić, może łatwiej będzie Ci stawić im czoła – najpierw – oczami wyobraźni.

Bardziej przeraża to, czego podświadomie nawet nie chcemy zobaczyć. Może póki nie wymieniłeś ich, przerażały Cię dużo bardziej, niż kiedy konkretnie wiesz, czego się boisz.

Bo czasami chodzi właśnie o dotarcie do tego. I teraz….

Jakie jest tego prawdopodobieństwo?

Jakie jest prawdopodobieństwo najbardziej czarnego scenariusza?

Najgorsze, co może Ci się w nim przydarzyć? Czy mógłbyś to znieść?
Czy warto podjąć ryzyko? W perspektywie ewentualnego sukcesu, spełnienia – realizacji siebie.

Czy to ryzyko jest warte podjęcia tego ryzyka?

Bo niektórzy podążają niczym nitka za kłębkiem za najgorszym z możliwych scenariuszy, który najprawdopodobniej nigdy się nie zdarzy… I dlatego nie robią nic.

Zacznę pokazywać się na Instagramie, dowie się o tym mój szef, stracę pracę.

Bardzo długi proces myślowy, ale u niektórych uruchamia się błyskawicznie i prowadzi do bezpośredniej konkluzji i zaniechania jeszcze nie podjętych działań.

Ale jeżeli za tym idzie: poczucie rezygnacji…..

Czy to była dobra decyzja? Czy rzeczywiście była uzasadniona pragmatycznymi przesłankami, czy raczej takim skrótem myślowym, który się zagalopował w najgorszy z możliwych scenariuszy.

Który ma niewielką rację bytu i niewielkie prawdopodobienstwo….

I tutaj – w nabraniu pewnego dystansu pomaga technika 10/10/10.

Technika 10 / 10 / 10.

Jeżeli podejmiesz daną decyzję, wyobraź sobie: co będziesz o niej myśleł w 10 min po, po 10 miesiącach i po 10 latach.

Co pozwoli Ci sięgnąć wzrokiem w przyszłość.

To metoda, w której oddalasz się od bieżącego stresu, co pozwala podjąć decyzję bardziej obiektywnie, w odcięciu od emocji, które mogą burzyć w Tobie obiektywny osąd sytuacji.

11. Metoda 6 kapeluszy.

Metodę sześciu kapeluszy wyobraził sobie Edward de Bono – słynny psycholog, lekarz i specjalista, jeszcze w latach 60 -tych. Polega ona na tym, by wyjść z siebie, stanąć obok i kolejno przymierzać – oczywiście „wirtualnie” kolejne kapelusze.

I dopiero po przymierzeniu ich wszystkich pomyśleć nad daną decyzją.

Czyli postaw się w 6- ciu różnych punktach widzenia, by jak najbardziej „wszechstronnie” ocenić daną sytuację.

Czyli symbolicznie wyobraź sobie 6 kapeluszy, w 6 – ciu odmiennych kolorach. Każdy kolor kapelusza oznacza inny kolor Twoich myśli, inny sposób myślenia, inne podejście do analizy danej decyzji.

Zdejmujesz jeden kapelusz, nakładasz kolejny. I przez nową głowę, w nowym kapeluszu przepuszczasz decyzję, którą masz do podjęcia:

  • Biały kapelusz – oznacza informacje, czyli dane, cyfry.
  • Czerwony kapelusz – oznacza emocje, intuicję, przeczucia.
  • Czarny kapelusz – symbolizuje negatywne myśli, krytycyzm.
  • Żółty kapelusz – marzenia, ideał, szalone pomysły, puszczanie wodzów wyobraźni, rozmarzenie się. Wyobrażenie sobie, że wszystko jest możliwe, że wszystko, co sobie wymarzysz jest możliwe. Niepohamowany optymizm.
  • Zielony kapelusz – oznacza kreatywność i prowokację. Jakbyś był Donaldem Trumpem to, co byś wybrał?
  • Niebieski – to ten, który rozdaje karty i przydziela inne kapelusze.

Metoda pozwala ocenić efekty danej decyzji z różnych punktów widzenia i spojrzeć na dany problem bardziej kreatywnie, poszerzając horyzonty.

Czyli zamiast grupowego brainstormingu – rozpędzić huragan własnych myśli.

Skutecznego podejmowania decyzji.

Odwagi.

Powodzenia.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak stworzyć bloga? Darmowy kurs blogowania. odc. 1

Kurs: Podstawy blogowania. W tym kursie poprowadzę Was przez kolejne etapy tworzenia,...
Read More

9 komentarzy

  • W tej dziedzinie polecam „Paradoks Wyboru”. Okazuje się, że im więcej mamy wyboru, tym jesteśmy nieszczęśliwsi i gorzej się decydujemy. Co więcej właśnie im dłużej coś roztrząsamy, im dłużej szukamy odpowiedzi tym gorzej jest nam podjąć tą decyzję i wybrać.
    Dlatego błahe decyzje najlepiej podejmować „z szablonu”, a do tych ważnych życiowych dopiero dobierać Twoje rady. Choć ja jednak jestem z tych, którzy od samego początku będą czuli, że jedna opcja bardziej przemawia.

  • W tej dziedzinie polecam „Paradoks Wyboru”. Okazuje się, że im więcej mamy wyboru, tym jesteśmy nieszczęśliwsi i gorzej się decydujemy. Ci co wybierają szybciej i są usatysfakcjonowani z założeń, jakie przyjeli, a nie z najlepszej opcji są dużo szczęśliwsi. Co więcej właśnie im dłużej coś roztrząsamy, im dłużej szukamy odpowiedzi tym gorzej jest nam podjąć tą decyzję i wybrać.
    Dlatego błahe decyzje najlepiej podejmować „z szablonu”, a do tych ważnych życiowych dopiero dobierać Twoje rady. Choć ja jednak jestem z tych, którzy od samego początku będą czuli, że jedna opcja bardziej przemawia.

  • Niestety często kierujemy się intuicją, która może zawodzić. W poważnych wyborach warto przeanalizować wszystkie aspekty.
    PS. Masz bardzo przyjemny głos, można słuchać i słuchać 😉

  • Bardzo szcZegółowo rozpisalas temat. Podoba mi sie spojerzenie na pewne sprawy. Gdy zrobo sie taki porządny bilans to czesto okazuje sie ze jestemu nie w miejscu w którym byśmy chcieli byc

  • Bardzo ciekawe wskazówki 🙂 6 kapeluszy poznałam na studiach 🙂 Fajna metoda. Wszelkie wypisywanie „za i przeciw”, najlepszych i najgorszych możliwych opcji jest bardzo pomocne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *