Postanowiłam pracować wydajniej. Podsumowanie roku i plany na kolejny.

jak pracować wydajniej, Postanowiłam pracować wydajniej.

Postanowiłam pracować wydajniej.

1. Przeraziła mnie ilość czasu, który spędzam w social mediach.

Telefon skrupulatnie to podlicza. 2h46 średnio dziennie.

Przeczuwałam to, ale teraz mam to czarno – na – białym podliczone, bardzo skrupulatnie…

Tak, spędzam tyle czasu nad swoim telefonem (a telefon wykorzystuję do tworzenia publikacji i do bycia w social mediach. Nie, ja już dawno z niego nie dzwonię, ta funkcja telefonu to dla mnie jest przeżytek).

Spędzam tu (tzw w social mediach) dużo czasu, nawet jeżeli staram się skrupulatnie trzymać się zasady:

Twórz, zanim skonsumujesz…

– a to jednak dużo czasu na np dopieszczanie treści pod różne social media.

2. Skoncentruj się na priorytetach.

Wykład JasonHunta ugruntował we mnie to przekonanie, do którego sama zaczęłam powoli dochodzić po latach blogowania: najpierw

Zastanów się jak mógłbyś monetyzować swojego bloga.

A potem dopiero, pisz na niego treści.

Czyli po prostu, zanim zaczniesz pisać bloga – pomyśl, jak = na czym chcesz na nim zarabiać.

A zanim napiszesz kolejny tekst na bloga, czy do social mediów – pomyśl:

  • czy służy on budowaniu Twojej marki w sieci,
  • czy w tym kontekście bardziej będzie oznaczał stratę czasu?

Pomyśl o tym, czym ma być, o czym ma opowiadać, w czym ma się specjalizować Twoja marka…

Nie pisać o wszystkim.

Nie robić na blogu grochu z kapustą.

Bo coraz wyraźniejsze jest odchodzenie od blogów lajfstajlowych w kierunku bycia ekspertem w danej dziedzinie.

Ekspert jest dużo bardziej wiarygodny.

Jego słowo ma dużo większą wartość, także w przeliczeniu na brzęczące monety. Do tego pisanie na niszowy, a więc konkretnie identyfikowalny temat pozwala szybciej być kojarzonym z czymś konkretnym, a więc i zapamiętanym.

Czyli położyć nacisk na to, co:

  • pomaga Ci budować Twoją markę.
  • W czym jesteś ekspertem,
  • z czym chcesz być kojarzony…

No dobra – Nic samo nie spadnie z nieba. To wymaga czasu.

Ale chodzi o to, by robić rzeczy, które rzeczywiście doprowadzą Cię tam, dokąd zmierzasz.

I tu w sumie z czasem stwierdzam, że pisanie na 3 różne tematy na 3 różnych blogach tematycznych ma swoje dobre strony.

W momencie, kiedy chciałabym stworzyć pomoc do nauki języka francuskiego – mam do tego podstawy w postaci poświęconego tylko temu miejsca w sieci i zadedykowanego fanpaga PARYZ Nieznany.

Ale generalnie najważniejszy wniosek z kilku lat blogowania:

Musisz wiedzieć dokąd idziesz i po co to robisz. Żeby rzeczywiście kiedyś tam dojść.

3. Postanowiłam pielęgnować relacje, które są tego warte, które coś wnoszą, motywują mnie.

I to na nich się skupić – zamiast scrolować – scrolować i scrolować.

Bo scrolować można bez końca, w coraz bardziej narastającym poczuciu frustracji i traconego bezpowrotnie czasu.

Co innego, scrolować, a raczej nie scrolować, tylko z założenia: zaglądać, i zatrzymywać się u konkretnych osób, celem budowania z nimi trwałych i wartościowych kontaktów.

Kontakty są ważne.

  • One są właściwie podstawą do tego, by zaistnieć w sieci.
  • One motywują do dalszej pracy, nadają jej sens, szczególnie w momentach, kiedy dopada zwątpienie.

4. Social media – tworzenie tu efemerycznych treści jest czasochłonne.

Więcej wnoszą bardziej konsekwentne – większe projekty, czyli budowanie solidnych podstaw dla swojej marki.

Treści w social mediach nie mają długiego życia.

A niestety, u mnie – ich pisanie – to studnia bez dna.

Owszem, jest reakcja. Ale ta reakcja jest chwilowa – jednorazowa.

Teksty obliczone na wywołanie reakcji w social mediach, a więc napisane tak, by rozpalić dyskusję, ale znowu nie zbyt długie, niekoniecznie są tymi, które dobrze pozycjonują się – długofalowo – na blogu.

Bo tu lepiej sprawdzają się dłuższe teksty, które przynoszą rozwiązanie jakiegoś konkretnego problemu, zamiast (obliczonej na reakcję) kontrowersji.

Dlatego, zamiast jednorazowych strzałów w krótkie teksty pod social media – coraz bardziej koncentruję się na większych projektach –  np przygotowuję kolejny eBook: o budowaniu swojej marki w sieci. Poza tym, w ramach moich 2 innych marek, w tym roku opracowałam przewodnik po Paryżu (blog Beata Red) i poradnik stosowania glinki zielonej (blog Moda na Bio).

Bo jak każdemu, kto działa w sieci chodzi mi o oparcie swojej marki na solidnych podstawach.

Facebook – owszem, coraz bardziej udaje mi się tu wywoływać chwilowe zaangażowanie i mam całkiem dobre zasięgi – organicznie, bez płacenia.

Tym lepsze, im prowadzę bardzo niszowy fanpage. I tak np na takim niszowym fanpagu o Paryżu – na 2000 obserwujących Fb przyznaje mi zasięgi średnio rzędu 1200 – 1400 osób. Co procentowo oznacza jakieś 70 %.

Docieram organicznie (średnio, jeżeli wyjdzie mi dana notka) do 70% osób, które zaobserwowały tego fanpaga. Kochany Fejsbuczek. Ale ja też poświęcam mu sporo (jednak za dużo) czasu.

No właśnie: i co z tego, skoro zjada to cały mój czas, który mogłabym poświęcić na rozwijanie swojej marki w sieci. Np wreszcie na przygotowanie swojego produktu.

Skoro ja cały czas piszę notki, które mają rozbawić moją społeczność na paryskim fb (obliczone na dość ograniczoną grupę odbiorców).

Jedyny plus, nie będąc humanistką, coraz łatwiej przychodzi mi pisanie….

Owszem, nawet jeżeli te notki – pisane wyjściowo pod fejsa, potem opublikuję na blogu (blog jest takim zrzutem, przechowalnią treści wyjściowo pisanych pod Facebooka).

Ale nie raz zastanawiam się, czy to moje blogowanie nie idzie prosto w mur. Dlatego, że piekielnie szkoda mi podpłacić Facebookowi i kupić sobie wygodny zasięg za brzęczące monety.

Więc zabijam się, by wydębnić od Facebooka ten zasięg organicznie….

Ale to jest dość czasochłonne. Owszem można – tak, wciąż można mieć dobre zasięgi organicznie (tj bez płacenia) na Facebooku.

To nie jest nawet specjalnie trudne. Tylko czasochłonne.

Wystarczy pisać zaczepne treści, odpowiadać na komentarze (reakcja – zwiększa zasięg) i odwiedzać osoby, które wiesz, że zwrotnie przyjdą do Ciebie i  skomentują.

Ten ostatni punkt – chcę podtrzymać, bo to jest dobra metoda na rozwijanie relacji (patrz punkt 3). Ale….

Kiedy Facebook jest jak ta – auotostrada 250 km/h – lecisz przez nią przelotem i tyle tu przeczytasz…

Spodobała mi się ta metafora. Bo ona oddaje charakter – „przelotowy” tutejszych publikacji.

Z drugiej strony kiedy uświadamiasz sobie, że ludzie są tu przelotem, pomaga Ci to lepiej zrozumieć – dlaczego pewne treści się tutaj sprawdzają, a inne przepadają w bezkresie….

Szybki, „zaczepny” slogan lepiej tu chwyci niż dogłębna notka.

Bo, kto pędząc po Fb zatrzyma się, by przeczytać. I w sumie po co piszę tu długie notki. Tzn po to, by potem opublikować je jako kolejny wpis na blogu. Ale to nie koniecznie jest najszęśliwsza strategia. Bo notka pisana pod fb, niekoczniecznie sprawdzi się na blogu. Dlatego myślę o rozdzieleniu tych dwóch rzeczy.

Bo z drugiej strony napisanie szybkiego sloganu na fejsa to chwila – i masz więcej czasu na tworzenie równolegle solidnych podstaw dla swojej marki: tworzenie produktów – ebooków – pomocy, które rzeczywiście wnoszą wartość dla Twojego odbiorcy (a nie tylko zatrzymają go na przelotowej autostradzie, jaką jest Facebook).

I z jednej strony to, że przyjęłam tę zasadę, że treści, które już stworzyłam do social mediów – wykorzystuję, rozwijam dalej, łączę kilka w jeden dłuższy wpis na bloga – jest dobra.

Bo treść opublikowana na własnej stronie ma dużo większą długość życia. A czas włożony w tworzenie treści nie zostaje w bezpowrotnie zmarnowany po jednym, choćby i celnym strzale na Fb.

Z drugiej strony, ja wciąż jednak za dużo piszę. Piszę i tracę za dużo czasu pisząc notki obliczone na szybką reakcję na fb, czy Instagramie, kiedy:

  • Powinnam mocniej się promować.
  • I przede wszystkim tym, co piszę – pomagać innym.

To jest ten sekret: bycie potrzebnym, bycie niezastąpionym, bycie poszukiwanym….

5. Newsletter.

Ja wciąż za rzadko go piszę.

Mam ponad 800 osób na swojej liście mailingowej.

Więc z jednej strony jeszcze nie muszę przejmować się kosztami utrzymania newslettera (mam go w Mailchimpie, gdzie mamy prawo do 2000 darmowych subskrybentów).

Z drugiej strony zdecydowanie za rzadko go piszę, co przekłada się na otwieralność raptem w granicach 30 procent. Bo ludzie, którzy kiedyś się na niego zapisali, kiedy napiszę do nich po latach już mnie nie pamiętają.

A tutaj przecież teoretycznie wpadam do ich skrzynki mailowej bez żadnych pośredników, bez łaski algorytmu.

A jednak piszę chętniej na Facebooku, gdzie owszem niby docieram do 2000 osób (z 5000 obserwujących fanpaga Vademecum Blogera).

Ale docieram tu przecież dużo bardziej pobieżnie.

Za to – to pisanie – w ostatecznym rozrachunku raczej pobieżnych treści jest czasochłonne.

A telefon podlicza, ile to wszystko zabiera mi czasu: 2 – 3 godziny dziennie, tylko na social media.

Zamiast budować swoją markę na solidnych podstawach. Bo to dopiero pomaga wzrastać.

Budowanie rozpoznawalnej marki pomaga wzrastać i zakorzenić się z nią w świadomości ludzi.

jak pracować wydajniej, Postanowiłam pracować wydajniej.

Podsumowanie Roku:

Mea culpa.

Wyszło takie spontaniczne podsumowanie kończącego się roku.

  • Zbytnio goniłam za reakcją i zasięgiem w social mediach.
  • Nie dość zaangażowałam się w budowanie swojej marki na solidnych podstawach.

Choć położyłam pod nie pewne kroki milowe:

Tu w kontekście równoległego budowania 3 marek: określiłam, czym ma być każda z moich marek:

Beata Red – pomoc w nauce francuskiego,

ModanaBio – pomoc, dla osób, które podobnie jak ja próbują przejść na dietę bezglutonowo – bezmleczną i wytrwać w zdrowych nawykach.

Vademecum Blogera – no cóż, szeroki temat budowania swojej marki w sieci: narzędzia, hacki, ale też motywacja, szczególnie motywacja do konsekwentnego działania, wytrwania w pewnych nawykach i podejmowania wyzwań.

Stworzyłam darmowe ebooki – pokazujące, czym jest każda z tworzonych przeze mnie marek:

BeataRed – Paryż Nieznany:

Moda na Bio:

Vademecum Blogera:

Stawiam sobie wyzwania i staram się przekraczać granice.

W ubiegłym roku było to nagrywanie podcastów.

W tym roku – stanięcie przed kamerą.

A przecież mam swoje lata na karku (46 lat, co jest dla mnie w tym kontekście największym hamulcem).

Dlatego póki co You Tube mi raczkuje: mam tu 2 kanały:

Ale choć na You Tubie mam pod górkę, nie poddaję się i równolegle wrzucam szybkie filmiki na Instagramie (Ig Tv) i FB.

jak pracować wydajniej, Postanowiłam pracować wydajniej.(1)

Postanowienia na kolejny rok.

Przede wszystkim – to, czego od zawsze mi brakuje – nie odwagi, bo na tę potrafię się zdobyć.

Ale pewności siebie, by nawet nie pewniej wyjść do ludzi, tylko z pełnym przekonaniem powiedzieć sobie, że to, co robię może mieć dla nich wartość.

Brak mi – chorobliwie pewności siebie i to jest największym hamulcem we wszystkim, co robię: zawodowo i blogowo.

Nad tym muszę w pierwszej kolejności popracować.

Kolejny krok na kolejny rok – stworzenie własnego produktu:

  • Myślę o mini rozmówkach polsko – francuskich i
  • o napisaniu książki o sile nawyku – bo to jest moja tajemna siła.

No, ale zaproponowanie swojej społeczności płatnego produktu, to wymaga przede wszystkim przełamanie niewiary w siebie.

Czy uda mi się to zrealizować?

A piszę ten tekst, by móc wrócić do niego za rok i ocenić to, co z niego zrealizowałam.

Pozdrawiam serdecznie. Beata

PS. Jakie są Wasze plany, czy udało się Wam zrealizować te sprzed roku?

Image may contain: 1 person, sitting and indoor
Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Mama bloguje. Karmię piersią i kocham to.

Kilka dni temu byłam z moją prawie dwuletnią córeczką w szpitalu dla...
Read More

14 komentarzy

  • Hmmm, tak czytając to, co napisałaś dochodzę do jednego, podstawowego wniosku. Zresztą ten wniosek już dawno został sprawdzony, przetestowany i potwierdzony… Mniej telefonu na rzecz komputera, bądź laptopa. Większe możliwości techniczne to oczywista, oczywistość. Ale przede wszystkim tempo pracy i pisania nieporównywalnie większe. A przez to wzrasta i wydajność. Spróbuj koniecznie. Zwłaszcza, że telefon naprawdę służy do dzwonienia. A to, że spece od marketingu sprzedają go nam jako centrum wszechświata, bez którego nie możemy się obejść, to nie zmienia faktu, że to dalej telefon. Z paroma dodatkowymi funkcjami, które mogą nas uratować, jak padnie bateria w laptopie. I chyba tylko w takim przypadku. Przynajmniej w moim odczuciu.

  • Beata, dla mnie przede wszystkim jesteś tytanem pracy. Nie mam pojęcia, jak można ogarniać tyle miejsc. Ja też prowadzę trzy serwisy, ale jestem w stanie dobrze skupić się na jednym, reszta drepcze w miejscu. Nie daję rady zrobić jeszcze podcastów i nagrywać filmów. Próbowałem – poległem – odpuściłem.
    Z twoimi tezami częściowo się zgadzam, a częściowo nie. Zgadzam się, że dobrze jest być fachowcem, ale tego fachowca warto trochę z lifsytlem wymieszać, wtedy stajesz się bardziej ludzkim fachowcem. Nie zgadzam się z tym monetyzowniem bloga. W każdym razie z moją naturą to nie gra. Największy kryzys blogowy miałem wtedy, gdy bardzo chciałem zmonetyzować bloga. Teraz piszę to co lubię i na czym się znam, nie przejmując się zbytnio kwestią zarobkową. I muszę przyznać, że przynosi to efekty – nie mam żadnych współprac, ale ludzie czytający bloga polecają mnie jako fachowca od zdjęć lub od pisania.
    W social media też za dużo jestem i nie mam pomysłu, jak to ograniczyć. Na mojego bloga mają one niewielki wpływ (80% ruch organiczny)
    Co do planów i ich realizacji nie wypowiem się. Ten rok tak przemeblował moje życie, że z ostrożności planuję najwyżej miesiąc do przodu…
    Tobie życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i zrealizowania planów 🙂

  • Ojej, to w czym ja będę ekspertem, sądzę że jedynie w sprawach duszy i psychiki mogę się specjalizować bo robię to przez większość życia fascynując się ludźmi i energią.

    A tak, social media to straszne pożeracze czasu i nie wiadomo kiedy godziny znikają. Dlatego ja ogarniam albo jak dziecko jest w szkole, albo wieczorami, albo na raty przez telefon, albo zapowiadam w domu, że jutro mama siada do kompa i jej nie ma bo chce się poudzielać tu i tam.

    Jeżeli chodzi o pisanie tekstów to jest to dla mnie tak naturalne jak oddychanie i czynię kiedy czuję potrzebę, czyli często w okolicznościach kiedy mam coś innego do zrobienia pojawia się wena i muszę to szybko porzucić na jakiś czas. Wczoraj np. sałatkę grecką robiłam z 3 godziny bo literki mnie wzywały i nie mogłam jej dokończyć haha Dopiero wieczorem się udało :)) Ale mogłabym pisać na zawołanie bo przez kilka lat pracowałam w gazetach i umiem pisać teksty np. na zamówienie jednak nie widzę sensu zmuszać się do czegoś bo teraz to jest moja tylko i wyłącznie pasja :))

    Ważna jest równowaga, a jeżeli czujemy, że jest zakłócona to warto się na trochę wyłączyć z sieci, świat się nie zawali. Ściskam Cię Beatko i cieszę, że jesteś w moim pisarskim świecie <3

  • Ja nigdy nie robię konkretnych planów i podsumowań. Różne rzeczy i projekty chodzą mi po głowie, ale zwyczajnie brak mi czasu żeby dłużej się na tym skupić. Ale wierzę, że kiedyś to się uda Poza tym swojego bloga stworzyłam z chęci pisania. Nie skupiałam się na zysku, bo myślę, że szybko bym przepadła. Tobie życzę wytrwałości i realizacji zamierzonych planów!

  • Ja też spędzam za dużo czasu w social media, chociaż żadnej z aplikacji nie mam zainstalowanej w telefonie, bo bym zwariowała. Widzę dużo zbieżności, również brak mi pewności siebie i to chyba jest błąd, bo żeby coś osiągnąć, trzeba się promować, gdzie się da, a ja tego nie potrafię. Fp mam niszowy, i owszem, i choć zaangażowanie spore, to nic mi to nie daje, oprócz satysfakcji. W ubiegłym roku podobna ilość lajków pod postami dawała mi dwa razy więcej wejść na bloga, dzisiaj zaś fejs tak tnie zasięgi, że zastanawiam się, co z tym fantem zrobić. Ogólnie jak zwykle z nadejściem nowego roku planuję rozwój, ale jak to będzie w praktyce, tego nie wiem. Na razie jeszcze bloguję, aczkolwiek z coraz mniejszym entuzjazmem. Pozdrawiam!

  • naprawdę podziwiam za ogrom pracy, którą wkładasz w dopieszczanie swoich miejsc w sieci…i to, że nawet swoje podsumowanie roku piszesz tak inspirująco, że każdy może wynieść jakąś naukę dla siebie 🙂

  • Swieta prawda..sama troszke zapatrzylam sie w zasięgi i pobrnelam w kierunku tego, co ma większe zasiegi i reakcje…ale tym samym to odchodzi troszke od tego, co dyktuje sercw, czy wiec ma to sens?nie..bede szla za sercem…

  • Az boje sie ile czasu sama spedzam w social mediach kazdego dnia…podziwiam za podsumowanie i zawarte w nim tresci, masa wykonanych rzeczy! Dzis mnie czeka maly rachunek sumienia, zobaczymy co z tego wyjdzie…szczesliwego nowego roku!

  • To ja chyba jestem jakimś dinozaurem. Nie mam FB w telefonie. Messengera też. Ani What’s upa. Maila nawet. Mimo że prowadzę bloga. Po prostu z założenia nie chcę mieć. Bo inaczej się nie uwolnię. Już komputer i tablet zabierają mi zbyt dużo czasu na rzeczy zbędne. A Twój tekst zachowuję w zakładce blog, żeby go sobie dokładniej przeanalizować pod swoim kontem. Też zakładałam bloga, żeby na nim zarabiać i nie ukrywam tego.

  • Ja w tamtym roku z końcem stycznia postanowiłam, że będę publikować wpisy codziennie + sm raz dziennie i udało się! Efekty też wyszły fajne więc polecam planowanie i trzymanie się planu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *