Zaakcetpuj to, czego nie możesz zmienić. Moje wyznanie.

jak pogodzić macierzyństwo z pracą,

Zaakcetpuj to, czego nie możesz zmienić. Moje wyznanie.

Przypomniało mi się jak kilka lat temu, kiedy moje dzieci były bardzo, ale to bardzo małe, a ja z taką ślepą, czy zaślepiona naiwnością i entuzjazmem debiutanta (pulsująca mieszanka wybuchowa, która momentami pozbawia krzty zdrowego rozsądku). Więc ja w tamtej sytuacji za wszelką cenę chciałam rozkręcić swojego bloga.

Nie dość, że robiłam to nie oglądając się na moje zdrowie. To jeszcze porównywałam się do innych osób – oczywiście tych bardzo widocznych, które nie były, ani w mojej sytuacji życiowej, ani na moim etapie rozwoju, umiejętności…

Porównywanie nie pomaga.

Tzn pomaga wcześniej dać za wygraną, albo bez poczucia umiaru chcieć więcej. Czując się sfrustrowanym niezależnie od czynionych postępów i nazwałabym to „niepocieszenie” sfrustrowanym.

Ale to nigdy nie jest optymalna droga i raczej nigdy nie prowadzi do dobrych rezlutatów.

Właściwie rezultat był jeden: przewidywalny i demotywujący – zazdrościłam innym, czułam się sfrustrowana, czułam się gorsza. A ja chciałam góry przenosić.

Tyle, że do każdej góry trzeba wiedzieć, jak się zabrać. I przede wszystkim zrobić to z pokorą.

Ale nie, to nie było moim stanem ducha na tamtym etapie mojego życia….🐥🐥🐥

Czego efektem było wiecznie niezaspokojone poczucie frustracji i chroniczne zmęczenie.

I tak, żeby dać upust tej narastającej we mnie frustracji, przemieszanej z poczuciem niespełnienia…

Wiecie, a może i nie, jeżeli nie przechodziliście przez macierzyństwo,

Macierzyństwo to piękny okres w życiu kobiety, ale momentami frustrująco – wykańczający:

niedospane noce, kapryszące dziecko, poczucie, że to co robisz kobieto nie wnosi zbyt wielkiej wartości dla świata.

A Ty przecież oczami wyobraźni, tzn wtedy, kiedy chodziłaś z wielkim brzuchem, widziałaś ten okres zupełnie inaczej. Wtedy miałaś takie ambinte plany, by nadrobić wszystkie intelektualne zaległości, zbudować swój biznes, co tam biznes – biznesowe imperium.

A tu prozaicznie – banalnie -przyziemnie padasz na pysk… Ale nie dajesz za wygraną.

Pisałam nocami, nie dosypiałam, nie czułam satysfakcji, nie widziałem efektów, wieczne zagonienie i frustracja…

Czego ja chcę od życia?

No, przecież że wszystkiego: być mamą – cierpliwą, wyrozumiałą i niezawodnie dyspozycyjną, rozhulać bloga, podbić social media, trafić na listę Kominka, przekształcić bloga w biznes, wypuścić swój produkt, a potem tylko go skalować, skalować i skalować… i tak bez końca.

Najlepszy plan – w oderwaniu od rzeczywistości, który nie bierze pod uwagi tego, na jakim etapie życia jesteśmy w danym momencie – stanie się źródłem frustracji. I nic nie da. Tzn nic dobrego nie da…

Dobrze, jeżeli z czasem okaże się – choćby i bolesną lekcją pokory. Kiedy wreszcie to wszystko sobie przemyślimy i przetrawimy…

Ale zanim to się stanie…

Tak, bo tak się łatwo mówi, by sięgać wzrokiem daleko, ponad swoje ograniczenia. Albo takie tam: „Jeżeli Twoje marzenia Cię nie przerażają….”

Ale uwaga, bo w pewnym momencie te przerośnięte marzenia w oderwaniu od rzeczywistości boleśnie mogą ściągnąć na ziemię.

Dotknęłam dna: fizycznie, a potem psychicznie….

Wiecznie znerwicowana. Chcąca wiele. Za wiele. Nie tylko za wiele – ale chcą wszystkiego:

  • Jednym okiem podglądam dzieci, a drugą ręką skrobałam kolejny wpis na bloga.
  • Nocami rozgryzałam problemy techniczne związane z blogiem.
  • A kiedy nastawała błogosławiona – niech-będzie-sjesta – zaczynał się istny wyścig z czasem: siadałam do komputera, odurzona tym, że mam dla siebie – taki luksus wolną godzinkę.

I wiecie co – ta perspektywa rodziła podświadomy stres, bo chciałam jak najlepiej ją wykorzystać – zrobić wszystko. Tyle, że nie wiedziałam za co się chwicić. Chwytałam się wszystkiego na raz… I ta chwila wolności – okazywała się najbardziej stresującym momentem dnia.

Jakby przerastał mnie ten nadmiar czasu do dyspozycji – godzinka sjesty – czas dla mamy – tyle czasu…. Jeszcze więcej rzeczy do zrobienia.

Ale nie, to nie nadmiar czasu mnie przerastał. Tylko przerastał mnie nadmiar ambicji – zupełnie niedopasowany do etapu swojego życia, na którym byłam w danym momencie.

Aż posypało się moje zdrowie fizyczne…. Skumulowane zmęczenie, czas spędzany późną nocą przed komputerem, już nieopuszczający mnie ból głowy, brak sił fizycznych….

Po raz kolejny – moje zdrowie okazało się moim czynnikiem ograniczającym. Musiałam zweryfikować i przeorganizować moje priorytety…

Zrozumiałam, dzięki tej bolesnej lekcji, że podstawą tego, by zadbać o innych, jest to by poczuć się dobrze z samym sobą.

jak pogodzić macierzyństwo z pracą,

Dobra mama to szczęśliwa mama.

Sfrustrowana kobieta, wykończona fizycznie, która nie czerpie satysfakcji ze swojego życia, nawet jeżeli będzie bardzo mocno się starała robić wszystko dla swoich dzieci – równolegle przekaże im tę niekontrolowaną (choćby najmocniej tłumioną w sobie) frustrację na dalszą drogę ich życia (jako w pewnym sensie taką obowiązującą wizję życia i świata). A tego przecież żadna z nas nie chce.

Dlatego punktem wyjścia do tego, by być dobrą mamą jest to, by zadbać o siebie, po to, by móc dać z siebie to, co najlepsze – innym.

jak pogodzić macierzyństwo z pracą,

Zdrowy egoizm jest podstawą do tego, by być dobrym człowiekiem.

Ale, nie ja nie chcę przez to powiedzieć, czy odradzić pisanie bloga młodym mamom.

Wiem z własnego doświadczenia, że to przynosi swego rodzaju poczucie spełnienia. Bo wiele kobiet na tym etapie życia pragnie czegoś więcej niż zagrzebanie się w pieluchach po sam czubek nosa.

Bo to też może doprowadzić do frustracji. Jeszcze większej.

Wtedy pisanie bloga jest taką odskocznią, od tej rodzącej się czy czającej się gdzieś się w pobliżu frustracji. Byle nie przedobrzyć. Byle się nie rozpędzić z tą wizją, która na pewnym etapie zacznie nas przygniatać.

Jeżeli tylko potrafimy zaakceptować ograniczenia wynikające z sytuacji i doposować się do niej.

Młodość, ma to do siebie, że nie chcemy sobie stawiać granic, czy ograniczeń. A czasami właśnie trzeba je sobie postawić.

Bo jeżeli uwierzycie tym pseudo – mentorom, których w sieci i poza nią na pęczki, tym nawiedzonym (raczej wizją szybkiego zarobku) cołczom, czy innym naprawiaczom ludzi i świata, z których jeden kopiuje od drugiego, jeden przez drugiego radzi to samo:

By sięgać dalej…. Choćby po własnym trupie.

Ale nie biorąc pod uwagę swojej indywidualnej sytuacji – daleko nie sięgiecie. Co najwyżej sięgniecie dna własnej bezsilności…

Przyznaję się: ja nie zawsze potrafiłam zachować umiar… Chciałam więcej i więcej.

Jest w sieci tyle „chorej” motywacji, która nie bierze pod uwagę indywidualnych ograniczeń.

Ze skutkiem takim, że – no bo, jaki może być w takich sytuacjach skutek – uboczny – kiedy chcemy za dużo, oczekujemy za dużo, nie potrafimy zaakceptować, że na pewnych etapach życia nie da się wszystkiego równocześnie – mieć.

Wieczne rozdarcie, zaganianie i frustracja.

Bo pewnych rzeczy, pewnych ambicji nie da się pogodzić. Tylko trzeba dokonać wyborów. Ustalić priorytety.

jak pogodzić macierzyństwo z pracą,

Dać sobie czas, zamiast gonić w piętkę…

Dzisiaj z perspektywy czasu owszem zdaję sobie sprawę, że zawsze łatwiej jest radzić innym, kiedy już sami nie jesteśmy w tamtej sytuacji życiowej, udzielać dobrych rad, do których sami nie potrafliliśmy się zastosować.

A prawda jest taka, którą niezmiennie powtarzały mi życzliwe osoby z mojego otoczenia:

Zobaczysz, jak dzieci szybko rosną.

Święta prawda – i dzisiaj znowu z perspektywy czasu – tak to widzę:

  • kiedy one tak urosły?,
  • kiedy to przeleciało?

Ale ten moment, który tak się dłuży…

Szczególnie kiedy dziecko przechodzi przez skądinąd rozkoszny z perspektywy czasu bunt 3 latka…

Nie ja nie mam małego charakterku – powiedział mój syn – wyzywająco patrząc w oczy starszej pani, która w ten sposób chciała pomóc mi rozładować narastające napięcie i zadziornie przy tym tupiąc nóżkami.

Z jakim sentymentem przechowuję w pamięci ten obraz i wdzięczność dla tej pani, która w danej chwili uspokoiła wzmagający niczym huragan kryzys 2 – latka…

…Ale to w sumie szybko mija.

Po prostu trzeba dopasować do etapu, na którym jesteśmy w danej chwili w swoim życiu i robić to, co mamy do zrobienia, to, co chcemy zrobić. Ale biorąc pod uwagę swoje ograniczenia. W danym momencie.

A nie próbując za wszelką cenę je pokonać. Bo to akurat nie ma większego sensu.
To prowadzi do niepotrzebnego stresu, frustracji i podkopuje docelowo zdrowie.

Jestem osobą, którą bardzo mocno w wielu sytuacjach ograniczało czy wręcz powstrzymywało szwankujące zdrowie.

Ono zawsze okazywało się takim elementem decyzyjnym i ograniczającym.
I musiałam oddać mu rację.

Bo po notorycznym zarywaniu nocy i spędzaniu ich przed komputerem, w końcu dopadł mnie chronicznie notorycznie ból głowy. I potrzebowałam kilku lat żeby się go pozbyć. I jeżeli miałabym dać komuś radę:

Jeżeli jesteś młodą mamą, która równolegle ma ambicje stworzenia bloga, albo rozwinięcia biznesu w sieci, zaakceptuj swoje ograniczenia.

Zaakceptuj to, czego nie możesz zmienić….

Nie chciej wszystkiego – bo nie można mieć wszystkiego, tym bardziej kosztem zdrowia i odpoczynku.

Nie zapominaj o wypoczynku.

Jeżeli zmęczenie jednorazowo można przezwyciężyć. A nawet można przyzwyczaić się do niego i pracować, będąc notorycznie i chronicznie zmęczonym. To zmęczenie, odłożone na później, kumuluje się w organizmie.

Nie ma sensu zarywać nocy, bo wtedy akurat dziecko śpi. Kiedyś się to zemści.

Tym bardziej, że czasami chwila relaksu, potrafi tak naładować akumulatory i to właśnie wtedy przychodzi najbardziej wartościowa INSPIRACJA.

Korzystaj z życia. Nie daj wmówić sobie, że powinnaś robić wszystko, sięgać po wszystko i być wszystkim dla wszystkich.

Po prostu bądź sobą. To i tak dużo. To wystarczy Ci do szczęścia.

Pozdrawiam serdecznie
Beata

Z mojego sekretnego Instagrama:

 

 

 

Voir cette publication sur Instagram

 

Czasami trudno nie przeszkadzać własnemu dziecku w rozwinięciu skrzydeł. Moja kilkulatka rozłożyła mnie na łopatki – po tym, jak najpierw sama kilka razy z rzędu rozłożyła się na kolana, w efekcie czego ma kolana pozdzierane, pokryte strupami, a ponieważ jest nieprzejednaną miłośniczka spódniczek – usilnie namawiam ją, by tym razem nałożyła spodnie, by osłonić te odrapane kolana. I wtedy moje dziecko – z właściwym sobie wyczuciem stylu i umiłowaniem do mody – mówi mi: „Mamo, ale jaka szkoda, taki cudowny podkoszulek i do tego spodnie”… Koniec cytatu. Podkoszulek i spodnie w zestawieniu razem na zdjęciu. Czy jest coś ohydniejszego dla małej fashionistki niż spodnie, kiedy ona tak bardzo kocha spódniczki? Proza życia – na którą tak nalega mama, chcąca oszczędzić swojemu dziecku zadrapań i poranien, które nieuchronnie zdarzają się po drodze nazywanej życiem. Siła rodzicielskiej perswazji – stanęło na spodniach – I wyszła całkiem Fajna Kreacja.

Une publication partagée par BEATA REDZIMSKA (@beataredzimska) le

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak wykorzystać media społecznościowe w promocji bloga i biznesu? W cyklu blogerzy radzą..

Jak zbudować zaangażowanie w mediach społecznościowych… Bez zbędnych wstępów – 2 osoby...
Read More

13 komentarzy

  • O tym aby się nie porownywać i by nie ulegać motywacyjnej propagandzie wiedziałam już zanim zostałam mamą, gdyż zaczęlam blogować kilka lat przed. Jedyne ograniczenie to mniejsza ilość czasu co skutkuje wiekszą niereglarnością. Pomysły są, tylko kwestia kiedy je zrealizować. Owszem, czas jest ale w pierwszej kolejności chcę wykorzystać go na zadania priorytetowe życia codziennego oraz sport a nawet odpoczynek. Też siedzialam po nocach choć teraz robię to już rzadziej. Zaakceptowałam też fakt, że w blogosferze raczej się nie wybije tak jak… Ty 😉 (pisze na serio). Jestem też w 100% sobą bo piszę o rzeczach niepoprawnych politycznie, kompletnie nie pod publikę i niemozliwych do skomercializowania. Inaczej nie potrafię. Nie potrafię kogoś udawać. Piszę przede wszystkim o akceptacji ograniczeń i tego na co nie ma wpływu oraz skupianiu się na tym na co mamy wpływ i jakoś sobie z tym poradzimy. Więc nie ma problemu jeśli od czasu do czasu jak cos w duszy zagra, natknie wena, coś stworzę i napiszę. Jednak pozazdrościć Twojej cierpliwości i tego, ze masz czas pisać prawie codziennie. Choć mam nadzieję, że nie dzieje się to już kosztem zdrowia i odpoczynku tylko lepszej organizacji. Pozdrawiam :+

  • Beatko, dobrze że o tym napisałaś.
    Mnie na szczęście ominęło coś takiego ale ja od razu założyłam, że dopóki karmię piersią wyłączam się ze świata publicznego i skupiam na synku i domu. Trwało to cudowne 3 lata.
    Od dawna dawna już też nie porównuję się z innymi bo zawsze byłam inna dlatego mój blog również nie będzie blogiem sztampowym i podobnym do wielu, a kontrowersyjny styl pisania nie przebije się nie wiadomo jak. Dlatego taka frustracja mnie nie dopadła. Ale rozumiem doskonale tą chęć ogarnięcia zbyt wielu rzeczy na raz i rozwijania pasji. Ogólnie znam ten stan. Na szczęście w porę przerywany. Bo kobieta musi też mieć swoje życie jednak czasem lepiej zrobić to powoli jak już gdzieś je zatraci 🙂 Pozdrawiam ciepło

  • Tak, ja tez jest zdania, ze jak się ma niemowlaka, szarpane noce, to nie ma co pracowac tymi nocami. Wiesz, chyba tak jak piszesz. Jest czas na odchow dzieci i jest czas na rozwój własnej działalności. Jestem świeżo po konferencji u Moniki Górskiej. Ona ruszyła z biznesem grubo po 40-stce, była matką samotnie wychowująca dziecko i tylko pasja pchała ja do przodu. Przydarzył jej się ciężki wypadek samochodowy, który przewartościował totalnie jej życie. Trzymam kciuki Beatka za Ciebie

  • Wpis bardzo ważny, dla każdej mamy, która właśnie wkroczyła na ścieżkę bycia mamą – przynajmniej tak mi się wydaje, z mojej męskiej perspektywy. Bardzo często wymagamy od siebie zbyt dużo i uważamy, że „damy radę wszystkim i wszystkiemu”. Bardzo dobrze, że znalazłaś sposób na to, by ogarnąć swój mózg i zwolnić obroty. Zgadzam się, że dobry sen i przespana noc są tym, co potrafi nie tylko nieźle zainspirować, ale dać też potężnego kopa do działania.

  • Fajne, mnie czas na odchowanie zacznie się za 3 miesiące, nie wiem co w tym czasie z blogiem, pracą na etacie, konsultacjami jako trener i lataniem dronem. Albo będę musiał dokonać poważnych wyborów, czym chcę się zajmować i jakie pieniądze zarabiać – albo rzucę wszelkie dodatkowe zajęcia na bardzo długo 😉

    Pozdrawiam
    Kamil Sander

  • Dobrze napisane. Sama prowadzić bloga zaczęłam krótko po urodzeniu synka. Na początku chciałam być regularna, obecna na wszystkich sm i tak dalej. Szybko życie zweryfikowało, że jak wyskrobię godzinę dziennie tylko na bloga to jest dobrze. No chyba, że zrezygnuje ze spania, a tak się nie da.

  • Dziękuję Ci Beatko, że jesteś jak przyjaciółka, która pospieszy z zawsze z dobrą radą… Dziękuję Ci, że byłaś na tyle mądra, by pozostać sobą. Nie wiem, czy bym aż tak Cię lubiła, gdybyś była na liście Kominka? 😉 Obawiam się, że nie znam blogerów z tej listy. Cenię sobie w Tobie dystans, ciepło, życzliwość… a Twój styl pisania jest jak pogawędka z dawno niewidzianą koleżanką. Kurcze, mam wrażenie, że tak świetnie się znamy. Dziękuję Ci, że jesteś jaka jesteś 🙂

  • Jestem typem który nocy nie zarwie, bo serio nie umiem kłaść się nad ranem więc nigdy tak nie funkcjonowałam. Ale ważne jest też poznać siebie i swoje możliwości a czasami uczymy się tego na błędach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *