Czytam z dzieckiem.

co czytać dzieciom w przedszkolu

Przyznam się, że biblioteki i panie bibliotekarki przez wiele lat napełnialy mnie pewną taką nieśmiałością…

Pamiętam moje pierwsze doświadczenie z biblioteką szkolną, jeszcze za czasów głębokiej komuny. Rządkiem, całą klasą, niczym ten łańcuch skazańców, każdy z przydzieloną książką w rękach i ze spuszczoną głową, czekaliśmy na swoją kolej, na publiczną spowiedź przed panią bibliotekarką z przeczytanej lektury.

Intencja była dobra: Niech dzieci czytają.

Krążąca książka, przydzielona jak popadnie, na chybi utrafił – czasy masówki – dorośli mieli inne problemy – przecież wszystko było na kartki.

Ale żeby dzieci naprawdę czytały, rutynowo maglowano je z tego, co przeczytały.

I wyglądało to jak publiczna spowiedź.

Bylam w tamtych czasach chorobliwie nieśmiała. Mogłam przeczytać książkę, ale zżerał i paraliżował mnie strach tak, że gubiłam się w faktach i miotałam.

Bo najbardziej przejmowałam się tym, co pomyślą o mnie rówieśnicy (że ja tej książki nie przeczytam!!!).

Pani bibliotekarka nie przekonana co do jakości mojej lektury, w końcu brała ode mnie książkę, odfajkowała i przydzielała kolejną.

Do dzisiaj mam przed oczami ten obraz i czuję mimowolne ściskanie w żołądku.

Dużo czasu zajęło mi polubienie czytania.

Może nie chcąc przedobrzyć, powoli odkrywam uroki biblioteki, z zupełnie innej epoki, bo bardziej przyjaznej dziecku i uroki samodzielnego czytania przed moimi córkami.

Chciałabym by obyło się to bez zbędnych dysonansów.

Francuskie miejskie biblioteki publiczne są rzeczywiście bardzo przyjazne i bardzo dobrze wyposażone. Przynajmniej ta w moim miasteczku, co wygląda mniej więcej tak.

co czytać dzieciom w przedszkolu

Może nie chcąc obrzydzić czytania, nie zniechęć do niego, nie przymuszać do tego moich synów (dziś nastoletnich), nie naciskałam na czytanie.

Oczywiście robiła to za mnie szkoła. Ale wiecie, jak to jest, kiedy jesteście dziećmi, czytacie to, co musicie. A wtedy jeszcze przed otworzeniem książki macie wyrobioną o niej opinnię, na zasadzie: nie chcę, ale muszę.

Potrzeba naprawdę niesamowitego talentu literackiego i angażującej fabuły, by tę zaistniałą w takich okolicznościach i całkowicie jednostroną opinię – zmienić.

Przyznam się, że czytając lektury szkolne mojego nastoletniego syna, który w ten sposób potrzebuje moralnego wsparcia, ja sama pokochałam Balzacka, którego mój syn póki co nie trawi…

Nie mają łatwego życia (po śmierci) nasi klasycy…

Mój nastoletni syn, podobnie, chyba jak większość młodych ludzi w tym szczególnym wieku – czyta to, co musi.

Ale jak to mówią – czyta ciałem, a nie duchem.

Siedzi nad książką, mocno, tzn boleśnie ją przeżywa, ten przymus czytania go przytłacza. Skrupulatnie odlicza kartki do końca.

Pracowicie spina się cały w tym nadludzkim wysiłku – dobrnąć do końca zadanej lektury. Ciężko sapie, przeżywa fizycznie i moralnie – męki. Aż po czubki nozdrzy słychać to ociężałe sapanie. Mozolnie przebiega wzrokiem kolejne linijki tekstu.

Po czym z uczuciem ulgi zamyka przeczytaną na wyznaczony przez nauczyciela termin książkę w przekonaniu: przeczytałem, nic nie rozumiem. Jeszcze mniej pamiętam…

Klasyk nie z tej epoki stał się w tej epoce – niezrozumiałym klasykiem.

Do wszystkiego trzeba dorosnąć.

Ciało po tym wyczerpującym wysiłku fizycznym wreszcie zaznało moralnego spokoju, ale w głowie czarna dziura…

Dlatego czytamy lektury razem, żebyśmy razem mogli o nich porozmawiać.

To też jest jakaś forma odkrywania literatury. Może dopiero później (nie pod przymusem) moje dziecko odkryje samo z siebie radość czytania.

W sumie jest to dla mnie okazja, aby zapoznać się z francuską literaturą (jako że mieszkamy we Francji).

Nauczona tym doświadczeniem, moim kilkuletnim córkom staram się wszczepiać już od teraz dobre skojarzenia z książką.

Kilka miesięcy temu sama zapisałam się do publicznej biblioteki.

Zachęcona przykładem koleżanek z pracy, które w ten sposób spędzały znaczącą część wolnego czasu. Tak, że narobiły mi w ten sposób apetytu.

Gdy trochę obeznałam się z tym, jak działa biblioteka i przekonam się, że rzeczywiście można w niej znaleźć wiele ciekawych w pozycji, wciągnęłam się w czytanie, zabrałam do biblioteki moje kilkulatki.

Ta biblioteka nie ma nic wspólnego z tą niedostępna biblioteką szkolną z czasów mojego dzieciństwa, z epoki głębokiej komuny, wspomnienie której wyzwala się we mnie charakterystyczne ściskanie w żołądku.

Biblioteka bardzo przyjazna dla dziecka.

We Francji panuje zwyczaj rodzinnego spędzania czasu w bibliotece.

Znajomi w ten sposób spędzają rodzinnie piątkowe popołudnia.

Ja też chciałbym ustalić taki rytuał cotygodniowych wypadów do biblioteki. Oczywiście póki co – jest to tylko założenie.

co czytać dzieciom w przedszkolu

Co mnie zdziwiło: moja 7- io latka (pierwszoklasistka) wsiąkła w książki. Dosiadła się do jednego z kartonów i zaczęła czytać. I tak wciągnęło ją czytanie, że zapomniała o Bożym świecie.

Wypożyczyliśmy kilka książeczek, a ona dalej przez cały wieczór, już w domu nie przestawała czytać: sobie i swojej pięcioletniej siostrze, która jeszcze nie opanowała tej umiejętności.

A która też w bibliotece, z nieprzerwanym entuzjazmem buszowała po skrzyniach, wyciągając co rusz to nową książkę, przeglądając obrazki… No i oczywiście wybierając kolejną książkę po okładce.

co czytać dzieciom w przedszkolu

Dlatego chciałabym zrobić takie zestawienie przeczytanych lektur.

Kto wie, może moje córki po latach wrócą do tego z przyjemnością.

co czytać dzieciom w przedszkolu

To kot (C’est le chat). Davide Cali, Magali Clavelet

Po pierwsze książka z morałem: historia kryminalna, której przesłaniem jest to, co jest w sumie jest taką lekcją mądrości i życia w kryminałach dla dorosłych:

Nie dać się zwieść pozorom.

Nie zawsze winnym jest ten, kogo o to podejrzewamy.

Ta książka otrzymała najlepszą ocenę ze strony mojej siedmiolatki.

co czytać dzieciom w przedszkolu

Niezłomny inspektor Mike, z gatunku polna myszka musi zmierzyć się z siłą stereotypu. On jednak docieklie szuka prawdy.

Śledztwo pełne zawirowań, mrocznych domysłów i świadectw świadków, którzy nie  widzieli, a jednak się wypowiadają. Ale te ich wypowiedzi są w dużym stopniu obarczone siłą stereotypu.

I tak inspektor Mike (myszka polna) prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa innej myszki, który leży jakby trupem. Kiedy potencjalni świadkowie domagają się, by zamknąć do więzienia idealnego podejrzanego, czyli KOTA.

co czytać dzieciom w przedszkolu

Ale zaletą inspektora Mika jest nie-uleganie oczywistym poszlakom i szukanie odpowiedzi, która w kontekście oczywistych domysłów i skojarzeń wcale nie jest oczywista.

Nieugięty, niepoddający się sile stereotypów i domysłów, które wszystkim innym poza nim cisną się na usta….

Kryminał z happy endem, kiedy trup ożywa i…..

co czytać dzieciom w przedszkolu

Kolacja (Le dîner) Michel Van Zeveren

Kiedy mały zajączek nie słucha mamy i pakuje się w tarapaty.

Jeśli tylko będzie potrafił wyciągnąć z tego lekcję….

Atutem tej książki są dowcipne rysunki.

Szczególnie, kiedy zajączek alias obiad ucieka.

Ta lektura najbardziej spodobała się mojej pięciolatce.

co czytać dzieciom w przedszkolu

Trafione rysunki, pomagające dziecku w zrozumieniu w tej historii z przesłaniem. Bije od nich takie sympatyczne poczucie humoru, dla którego ta książka sama w sobie chociażby jest warta oglądania.
co czytać dzieciom w przedszkolu

Moje życie w piżamie (Ma vie en pyjama) Pauline Martin, Eric Veillé

A gdyby było możliwe zrealizowanie dziecięcego (i to nie tylko dziecięcego marzenia): spędzić całe życie w piżamie, jedząc chipsy i cukierki, nie chodząc do szkoły….

Czyż to nie jest takim współczesnym marzeniem – wyobrażeniem przedsiębiorcy internetowego, wygodnie zgarniającego pasywny dochód. Wielu osobom marzyłoby się…

Teoretycznie: książka z przesłaniem i rysunkami w tle.

co czytać dzieciom w przedszkolu

Przeczytana bez entuzjazmu, nie za bardzo przekonała moje dziewczynki…

Natomiast, jak pewnie domyślacie się: idealny w swoich założeniach plan na idealne życie nie zawsze przebiega zgodnie z planem.

No i …

co czytać dzieciom w przedszkolu
Mikołajek – Le petit Nicolas Les petits rebelles folio cadet – według René Goscinny i Jean – Jacques Sempé

Jedna z serii książek napisanych przez René Goscinny’ego i zilustrowanych przez Jean-Jacques’a Sempé… Której jestem wielką fanką.

W bibliotece wytropiła go moja pięciolatka, na zasadzie wybieram książkę po okładce.

Właśnie z racji okładki… czy znanej sobie z popularnej we Francji kreskówki postaci Mikołajka i jego towarzyszy zabawy…

co czytać dzieciom w przedszkolu

To z kolei moja ulubiona książeczka, przyniesiona z tej wyprawy do biblioteki. Do której od zawsze, jak sięgam pamięcią – sięgam z sentymentem.

Nie tylko dlatego, że mogłabym na okrągło oglądać kolejne odcinki Mikołajka. Ale pamiętam, jak rozkoszowałam się tą historią, kiedy udawało się dorwać kolejny odcinek Mikołajka w czasach mojego dzieciństwa…

Kurczę, moje dzieciństwo upłynęło za czasów komuny, smętne lata osiemdziesiąte.

Kto tego na sobie nie doświadczył, temu chyba trudno sobie to dzisiaj wyobrazić.

Dla nas dzisiaj przyzwyczajonych do życia w dobrobycie, to totalna sci-fi.

Wtedy upolowanie takiej książki było rarytasem i wymagało szeroko rozwiniętej i zaangażowanej w to polowanie – sieci kontaktów towarzyskich….

To była podstawa przeżycia w tamtych czasach. Weźcie sobie to do serca. Bo, jak świat światem, nie liczy się, co umiesz, ale przede wszystkim: kogo znasz.

Ale raz rozpalona miłość do tej lektury trwa. Do dzisiaj jestem fanką małego Mikołajka.

Zresztą to jest taka lektura ponadpokoleniowa i ponadczasowa.

Chociaż akcja tej książki rozgrywa się bodajże w latach pięćdziesiątych. Tam nie ma nawet mowy o telewizji (tata Mikołajka przysłuchuje się transmisjom z meczów nadawanym w radiu i to wszystko na żywo widzi…. tak)….

No ale….

Książki – przenoszą w inną rzeczywistość, poszerzają wiedzę, ale przede wszystkim są fajną formą spędzania wolnego czasu….

Do następnego wypadu do biblioteki.

A ja tymczasem pozdrawiam Was serdecznie

Beata

co czytać dzieciom w przedszkolu

co czytać dzieciom w przedszkolu

co czytać dzieciom w przedszkolu

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Kiedy kobieta musi się zwierzyć, bo jest zakochana.

Ostatnio koleżanka z pracy 50+, energicznie łapie mnie pod ramię i z...
Read More

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *