Jeżeli Twoje dorastające dziecko garbi się, nie pomożesz mu mówiąc: trzymaj się prosto…

Jeżeli Twoje dorastające dziecko garbi się, nie pomożesz mu mówiąc: trzymaj się prosto…

Do dzisiaj mam zgarbione plecy.

Kiedyś to była moja obsesja, przemykałam się między ścianami w poczuciu, że jestem gorsza, nieudolna, nieatrakcyjna….

Co z tego, że kiedy byłam nastolatką, dorośli powtarzali mi: Trzymaj się prosto.

Boże, jak te 3 słowa zatruły moje życie….

I do niczego nie zmobilizowały. Nie zmieniły we mnie tego przekonania, że ja i tak nie mogę, bo taka już jestem. Raczej powoli utwierdzały mnie w nim.

Kiedy ktoś po raz kolejny powtarzał mi: trzymaj się prosto. Ostentacyjnie udawałam, że to robię. Robiłam to najlepiej jak mogłam. Robiłam na siłę.

Dobrze pamiętam, co wtedy czułam: przestawałam oddychać, spinałam się cała w sobie, by zadowolić tę drugą osobę.

A wtedy ta mówiła mi, że wyglądam nienaturalnie. Po co ja tak podciągam barki do góry?

Już nie miałam sił tłumaczyć, że inaczej nie potrafię.

Bo rzeczywiście nie potrafiłam. Bo problem leżał gdzie indziej…

Wtedy jak najszybciej oddalałam się, czy to ukradkiem wychodziłam z pokoju, by móc się rozluźnić tzn przygarbić się znowu. Bo po prostu tak było mi wygodniej.

Bo to nie była ta droga. Bo ani ja, ani moje otoczenie nie rozumieliśmy, że problem leży gdzie indziej.

Dlatego dzisiaj staram się uczulić na to wszystkich wkoło.

Kiedy dziecko się garbi

Jeżeli masz dorastające dzieci, przeczytaj to.

W pewnym momencie zgarbione plecy stały się obsesją i paraliżującym kompleksem. Utknęłam w martwym punkcie. W przekonaniu, że już nic z tym nie zrobię, bo tak zostałam „zafiksowana”.

Mój kręgosłup jest już ukształtowany, a ja garbię się brzydko. Jestem brzydka….

Kiedy zdałam sobie sprawę, że mam kompleks na punkcie moich zgarbionych pleców, pogrążałam się w nim coraz bardziej, szukając niczego nierozwiązujących trików, jak to zamaskować, jak ukryć się, jak przemykać się między ścianami tak, by nie zwracać na siebie uwagi.

Dopiero po latach, zrozumiałam, że tu nie chodzi o to, by trzymać się prosto. Tzn. nawet jeżeli o to chodzi, to nie tędy droga.

Tu przede wszystkim chodzi o to, by wzmocnić pewne partie mięśni grzbietu i mięśnie brzucha, które będą ciągnęły kręgosłup w górę. Bez pamiętania i bez przypominania.

Niby to samo – inaczej powiedziane, ale to zupełnie nie jest to samo.

Doszłam do tego po latach, kiedy mój mąż namówił mnie, bym spróbowała robić pompki.

Ja i pompki? Jeżeli jest coś na ziemi, czego najbardziej nienawidziłam – to właśnie to były – POMPKI.

Dzisiaj uwielbiam je. Wiem, ile im zawdzięczam – ja i moje skrzywione plecy.

Bo kiedy kobieta spotyka swojego mężczyznę i okazuje się, że jemu jednak się podoba. To dodaje pewności siebie… Pewność siebie dodaje motywacji do robienia rzeczy z pozoru niemożliwych. Istne szaleństwo: ja i pompki??? Jedzie mi tu tramwaj?

Przy pierwszym podejściu do pierwszej pompki rozpłaszczałam się niemiłosiernie. Podobnie było przy kolejnych próbach. Tak było nawet przez kolejne miesiące. Niezmiennie.

Tylko ja nie dałam za wygraną. Po kilku miesiącach popisowego rozpłaszczania się na glebę w każdym kolejnym podejściu, bez wyjątku -zrobiłam swoją pierwszą pompkę. A po niej kolejne.

Wtedy okazało się, że to, do czego namawiano mnie przez lata – trzymaj się prosto… – przed czym podświadomie uciekałam, czego bałam się jak ognia: zaczęło przychodzić mi coraz naturalniej.

Jakby jakaś tajemnicza siła ciągnęła mnie do pionu – siła wypracowanych mięśni.

Dzięki nim mam poczucie, że coraz bardziej naturalnie, spontanicznie, bez kontrolowania siebie – chodzę z podniesioną głową i wyprostowanymi plecami – mimo zgarbionych pleców.

Dlatego że zawalczyłam o siebie. Dlatego, że uwierzyłam, że jestem w stanie zawalczyć o siebie.

Mimo, że pewnych rzeczy nie zmienię – mój kręgosłup jest źle ukształtowany. Ale wzmacniając pewne partie mięśni grzbietu, chyba nawet te wcześniej nieistniejące. Włożyłam w to dużo wysiłku, ale to też daje dużo satysfakcji. A teraz to one ciągną mnie w górę.

I wtedy okazało się, że moi nastoletni synowie mają ten sam problem – zaczynają się garbić. Diagnoza lekarza – to jest uwarunkowane genetyczne.

Po prostu – mamy zapisane w genach słabsze mięśnie w tej partii pleców.

Ale to też wynika ze stylu życia. Kiedy ulubioną formą spędzania wolnego czasu jest czas spędzony przed komputerem. Co nie pomaga pracować nad tymi partiami mięśni grzbietu i mięśni brzucha, które są odpowiedzialne za to byśmy trzymali się prosto.

Rzeczywiście mój tata ma w podobny sposób zgarbione plecy. Ale mimo wieku – u niego tego prawie nie widać – bo w czasach kiedy przypadało jego dzieciństwo (II wojna światowa) – nie przesiedział ani jednego dnia na szkolnej ławce, za to przebiegał je wszystkie po dworze, pracując w polu.

A ja byłam kujonem, siedziałam w książkach i nienawidziłam wf -u (oprócz biegania).

A dzisiaj…

Czasami też chciałabym namolnie powtarzać moim synom: siedź prosto. Oj jak mnie to kusi. Jak zaczynam rozumieć tych, którzy mi to mówili dla mojego dobra.

Wirtulanie daję sobie po łapach. To jest ten moment, kiedy trzeba odpuścić i ugryźć to inaczej.

Problem leży gdzie indziej. Co z tego, że mój syn wyprostuje się na 2 sekundy (na pokaz) i zakoduje sobie to jako bezwarunkowy odruch obronny. To problemu nie rozwiąże.

Jaki sens ma karcić dziecko, albo namolnie powtarzać mu: trzymaj się prosto – wyprostuj się. Skoro w głębi ducha wiem, że to niczego nie rozwiązuje.

Póki ono samo nie zachce i nie wzmocni odpowiednich partii mięśni….
Tego trzeba chcieć. Bo to wymaga wysiłku i przezwyciężenia na poczatku swojej niewiary. To jest tu ten najważniejszy problem.

Nauczona swoim doświadczeniem…

Nie, ja nie jestem tu dobrym przykładem, bo przegapiłam ten kluczowy moment, kiedy dorastałam.

Ale z drugiej strony – jestem dobrym przykładem: znam ten ból po latach, teraz to nadrabiam – ale to już nie jest to samo. Dzisiaj stale się ruszam. Lubię czuć swoje mięśnie. Jestem maniaczką ćwiczeń. Mimo zgarbionych pleców.

I właśnie dlatego w pewnym sensie: jestem dobrym przykładem, by dzięki mojemu przykładowi – moje dziecko nie popełniło tego samego błędu.

I widzę, że to działa.

Kiedy dziecko się garbi

Kiedy mówię mu:

Nie zmuszę Ciebie, jeżeli sam nie będziesz chciał o siebie zawalczyć.

Tymczasem, jeżeli każdego dnia będziesz pamiętał o tym, by przez kilka minut wzmacniać swoje mięśnie (POMPKI), poczujesz odmianę, a z nią poczujesz satysfakcję.

I zaczniesz trzymać się prosto bez przypominania….

Wtedy mój syn wstaje od komputera i ćwiczy.

Czasami tak mamy w życiu: odpuszczamy sobie tam, gdzie należałoby o siebie zawalczyć.

Walczymy, użeramy się z innymi, albo z samym sobą na tych polach, na których należałoby sobie odpuścić i ugryźć to od innej strony.

Czyli z jednej strony wpadamy w schemat ofiary. Wcale tego nie chcemy, ale wydaje czy mamy inne wyjście, skoro uwziął się na nas system. Taka już jestem i nie będę inna.

A z drugiej strony potrafimy zawziąć się na rzeczy, które donikąd nie prowadzą. Tylko do wewnętrznej frustracji.

Po co powtarzać dziecku: trzymaj się prosto. Najlepiej zachęcić go przykładem. I podbudować w nim przekonanie, że jednak może, ale że to bedzie wymagało sporo wysiłku.

Powodzenia.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Kiedy dziecko się garbi

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Jak dodać Instagrama na bloga, czyli jak stworzyć i dodać na bloga galerię zdjęć z Instagramu?

Zasada 2 minut.  Słyszeliście o zasadzie 2 minut (tzw Two Minute Rule);...
Read More

5 komentarzy

  • Beato, jak ja to doskonale rozumiem! Przyznam się, zaczęłam się garbić w szkole bo byłam najwyższą dziewczyną w klasie. Jak garbiłam się, to automatycznie odejmowałam sobie ok 3 cm! – tak, to była fobia, ja to wszystko nawet wyliczyłam. Tym sposobem stojąc z koleżankami w grupie na przerwie, aż tak bardzo( w mojej głupiej opinii) nie odbiegałam od reszty. Niestety, nawyk ten pozostał ze mną na długie, o wiele za długie, lata…Zawsze towarzyszył mi sport, grałam bardzo długo w drużynie siatkarskiej, zresztą z sukcesami. I tam, wśród wysokich dziewczyn czułam się jak wśród swoich, jednak wracając do szkoły problem powracał. Dziś wiem, że na siłę chciałam się dopasować do reszty, marnując swoją indywidualność. Dziś, jako dorosła kobieta, jestem dumna ze swoich 175 cm, tak jak Ty, wplątałam w codzienność sport, narazie domowe ćwiczenia i ukochany skalpel Chodakowskiej…Ostatnio mój mąż powiedział, ale ty jesteś wyprostowana i wiesz co? To był chyba, biorąc pod uwagę mój młodzieńczy kompleks, najpiękniejszy komplement jaki usłyszałam…Pozdrawiam!

  • Pięknie napisane.
    Moim zdaniem jeśli nie ma się wsparcia w szczególności ze strony rodziców tym bardziej dziecku – później dorosłej osobie trudniej jest zawalczyć o siebie.
    Ja jestem na etapie walki o samą siebie i nie masz pojęcia jak ten tekst mi pomógł.
    Już nie tylko w kwestii prostych pleców 😉

  • Całe życie się garbię i też mam okropne kompleksy z tego powodu 🙂 wpis jakby o mnie. Chodziłam kiedyś na zajęcia zdrowy kręgosłup, bardzo to pomagalo. Nikt mi jednak nie powiedział, że pompki to też dobre ćwiczenie, aby trzymać się prosto. Spróbuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *