Jak rozwijać w sobie kreatywność?

Jak rozwijać w sobie kreatywność?

Kreatywność. Każdy ją ma w sobie, nie każdy korzysta.

Tutułem anegdotki. Mam takiego kolegę….

Tzn. czasami poznajecie swoich przyjaciół, kiedy w najmniej spodziewanych sytuacjach zdradzają Wam najmniej spodziewane pomysły, jakie chodzą im po głowie.

I tak mój kolega – tak właśnie puścił parę. Przechodziliśmy obok takiej rozkosznie malowniczej zagrody z baranami. I on tak zaczął opowiadać, że z chęcią by się podkradł tutaj w nocy z paczką farb w różnych kolorach i przemalował kolejno te wszystkie barany, jak jeden mąż, tzn jeden po drugim na wszystkie kolory tęczy po kolei. Tzn jednego barana na żółto, drugiego na niebiesko….

I tutaj dopiero dochodzimy do tego, co stanowi gwóźdź programu: po co?

Po to, by następnego dnia rano podkraść się ukradkiem i popatrzeć, jak będą baranieli ludzie, patrząc na barany przerobione na wszystkie kolory tęczy.

Kolega jest Francuzem – ale tu nie uogólniałabym – takie pomysły chodzą ludziom po głowach niezależnie od narodowości…

Teraz pozostaje uściślić czy głupie pomysły są przejawem kreatywności?

Jeżeli tak – to kolega – systematycznie daje tej swojej kreatywności po łapach.

Zaznaczam przy tym, że w równoległym życiu kolega jest szacownym profesorem filozofii, dobijającym do pięćdziesiątki.

Problem w tym, że u niektórych tak niewyrażona kreatywność wychodzi dopiero po pijaku….

Nie chcę, żeby tutaj naskoczyli na mnie obrońcy zwierząt

Ale gdyby pójść dalej tym tokiem…

  • Może myśli wychodzące poza nazwijmy to …. utarte ścieżki są przejawem uwalniającej się i zaraz zaduszanej kreatywności.
  • Może ta jego niewykorzystana kreatywność aż prosi się o wykorzystanie….
  • Może chodzi mu po głowie jakiś happening.
  • Może czuje potrzebę większej ilości koloru w życiu.

Ile razy sama dawałam po łapach zawczasu tej swojej nie przebudzonej kreatywności.

Tymczasem takie ziarenko kreatywności, które zaczyna kiełkować – z jednej strony trzeba drążyć, z drugiej podlewać, by coś sensownego z niego się wykluło.

Ile razy zrobiłam coś głupiego, co wydało mi się dobrym pomysłem.

Ale nie dałam mu czasu, by w pełni wykiełkowało. Wrzucałam na żywioł.

A potem okazywało się, że tracę obserwujących.

Może sam w sobie pomysł z przemalowaniem baranów jest głupim pomysłem, z gatunku do realizacji po pijaku.

Ale gdyby spojrzeć na niego jako przejaw kreatywności… Który notabene dostarczył sporo radości – przysłuchującym mu się z boku.

———————

Jak rozwijać w sobie kreatywność?

I może to jest metoda na kreatywność.

Bo ona – kreatywność przychodzi, kiedy najmniej się tego spodziewasz.

Włóczysz się tak z przyjaciółmi po takim polu z baranami i nachodzi Cię.

Coś się uwalnia. Kiedy umysł przestaje tak kurczowo i rzeczowo trzymać się przyziemnych spraw i rozliczeń. A zaczyna błąkać się po bezdrożach. Wychodzi na manowce utartych ścieżek…

A wtedy spada jak grom z jasnego nieba – ten pomysł. Do sprawdzenia w praktyce, na ile jest dobry. Bo może po prostu jest zbyt fantastyczny, albo idiotyczny….

Może od razu nie zaczynać od przemalowywania baranów 🐑🐑🐑.

Ale może być zapowiedzią czegoś większego.

Kreatywność. Nigdy nie podejrzewałam siebie o pokłady kreatywności, zanim nie zaczęłam blogować.

Bo kreatywność to jest to coś, co się w sobie ćwiczy.

Bo ja bezpiecznie czułam się w twardo stąpających po ziemi cyferkach.

Uwielbiam matematykę. Wszystko jest tu takie proste, logiczne i bezpieczne. W pewnym sensie ucieczka od kreatywności.

Ale… mam męża matematyka. Podzielam z nim miłość do cyferek.

Tyle, że on ma talent do matematyki i upraszcza. Ja rozkoszuję się w długich słupkach i mozolnym obliczaniu.

Moja kreatywność uwalnia się na innym polu. Mój umysł nie jest wystarczająco odkrywczy matematycznie… Wolę pisać….

Ale matematyka też (nawet) wymaga kreatywności. I tu też trzeba się na tę kreatywność odważyć.

Ale niezależnie od dziedziny – na kreatywność trzeba dać sobie pozwolenie, trzeba się odważyć, a potem trzeba ją w sobie pielęgnować.

Po ponad sześciu latach blogowania dopiero czuję, jak narasta we mnie przebudzony potencjał kreatywności, którego wcześniej nie wykorzystywałam.

Bo czasami kreatywność przychodzi, kiedy najmniej się tego spodziewasz.

Włóczysz się tak z przyjaciółmi po takim polu z baranami… i uwalnia się z Ciebie.

Kiedy umysł przestaje tak kurczowo i rzeczowo trzymać się przyziemnych spraw i rozliczeń.

A bardziej swobodnie zaczyna błąkać się po bezdrożach, schodzi z utartych ścieżek na manowce… .

A wtedy spada jak grom z jasnego nieba – ten pomysł. Do sprawdzenia w praktyce, na ile jest dobry. Bo może po prostu jest jeszcze do „oszliwofania”…

Może od razu nie zaczynać od przemalowywania baranów – aluzja do mojego kolegi….🐑🐑🐑. Dlatego…

Jakie mam sprawdzone metody na kreatywność?

Czynności, które odłączają mózg i przełączają go na tryb: puszczam wodze wyobraźni, wypuszczam z siebie parę i głęboko oddycham.

Napoleon podobno spacerował w kółko opracowując kolejne plany bitewne.
Podobnie robi Mark Zuckerberg, szef Facebooka i Facebook od lat jest na fali.

U mnie świetnie sprawdzają się czynności manualne i bieganie (też w kółko).

Czynności manualne -Tu mycie garów to moja świątynia dumania.

Ale dla innego będzie to patrzenie na zachód słońca. Nic-nie-robienie. Relaks – takie po prostu nic -nie-robiące dłubanie palcem w piasku na plaży. Siedzenie pod gruszą, albo jabłonią aż spadnie na głowę: Eureka.

Ważne jest też zadbanie o pożywkę dla kreatywności.

Żeby coś wyjąć, najpierw trzeba coś włożyć.

Spotkania z przyjaciółmi. I generalnie posiadanie przyjaciół z różnych kręgów kulturowych.

Czytanie książek, gazet, wpisów na blogu.

W jednej gazecie można znaleźć wiele inspiracji i takich ziarenek do zasianinia pod kolejne wpisy.

Kreatywność wymaga z jednej strony – pielęgnowania, podlewania jej w sobie, zasiania ziarnka. Z drugiej strony drążenia tematu.

Inspiracja istnieje, ale musi zastać Cię przy pracy. Pablo Picasso.

Nie da się edytować pustej kartki papieru, czy pustej strony w Wordzie.

Czyli po prostu: nie raz trzeba do niej usiąść i wyciskać z siebie, jak cytrynę.
Jak malarz, który najpierw zrobił ileś tam szkiców, w miarę których ewoluuje jego wizja. A dopiero kolejne malowane obrazy.

Odkrywanie nowych rzeczy, nowych miejsce, które są pożywką dla kreatywności. Choćby takie pole z baranami.

Z drugiej strony kreatywność jest jak wentylator – przewietrza myśli, te głęboko ukryte wyciąga na powierzchnię. Dać się im wyżyć i nie robić ich po pijaku.

Tu kreatywność jest takim wentylem bezpieczeństwa.

No i oczywiście uchwycić ten moment, kiedy uwalniania się w nas kreatywność i zapisać go. Tak, bo dobre pomysły trzeba zapisywać. Dlatego, by się nie marnowały – w kawiarniach mamy dodatkowe papierowe serwetki. Ale też profilaktycznie warto nosić przy sobie jakiś podręczny notes, czy choćby skrawek papieru, albo zawsze mieć naładowany telefon….

A Wy jakie macie sposoby na kreatywność?

Jak rozwijać w sobie kreatywność?
Pole z baranami….
Jak rozwijać w sobie kreatywność?
Pole bez baranów. To samo…

Jak rozwijać w sobie kreatywność?Jak rozwijać w sobie kreatywność?Jak rozwijać w sobie kreatywność?Jak rozwijać w sobie kreatywność?Jak rozwijać w sobie kreatywność?

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

To był rok w Paryżu. Podsumowanie.

To był trudny rok dla paryżan, którzy wkroczyli w niego w stanie...
Read More

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *