Czasami lepiej jest z czegoś zrezygnować, niż ciągnąć to za sobą na siłę.

Kiedy rezygnacja z czegoś wymaga odwagi.

Czasami lepiej jest z czegoś zrezygnować, niż ciągnąć to za sobą siłą przyzwyczajenia 😍😘😍

Kiedy rezygnacja z czegoś wymaga odwagi.

Czasami tym trudniej nam zrezygnować, im dłużej robimy to coś siłą przyzwyczajenia…..

Bo tak czasami trudno porzucić sprawy, którymi zajmujemy się od dawna, które wydawały nam się słuszne, ale które mimo usilnych starań do niczego nas nie doprowadziły. A jednak …. Ciągniemy je za sobą dalej…. Siłą nawyku.

Tu rezygnacja – wymaga odwagi.

Bo rezygnacja wymaga przekreślenia, spisania na straty jakiejś tam ilości czasu włożonego w to. Po to, by nie zmarnować tego czasu jeszcze więcej.

Taki paradoks: Ponieważ szkoda nam raz już zainwestowanego czasu, inwestujemy go jeszcze więcej…

W coś, co nie rokuje…

I tak…Są osoby, które podejmują studia i męczą się.

Męczą się, bo to nie jest ich droga. Niemniej – one chcą dotrwać do końca. A skoro dotrwają, szukają pracy w danym zawodzie. Cóż bardziej logicznego? A może nawet przepracują w danym zawodzie (ale nie w swoim powołaniu) całe życie.

Tylko po co?

Bo szkoda im już przebytej drogi. W sumie – drogi donikąd.

Bo one chcą być wierne podjętej kiedyś decyzji. W przeciwnym razie będą miały poczucie, że zawiodły same siebie czy zawiodły się na sobie.

Takie osoby potrafią narzucić sobie dyscyplinę, ale robią to kosztem… – kosztem samego siebie.

Z tym całkiem realnym ryzykiem, że na pewnym etapie je to przerośnie. Albo i tak będą musiały dać za wygraną. W rezultacie stracą dużo więcej. Dlatego że nie potrafiły odpuścić sobie tego w porę.

Albo na całe życie pogrążą się w sytuacji, do której wcale nie zmierzały. Wykonując pracę, która ich nie interesuje. W zawodzie, z którego szkoda im będzie zrezygnować, patrząc wstecz na wysiłek włożony w to, by się w nim znaleźć.

Kiedy rezygnacja z czegoś wymaga odwagi.

Bo kiedy nawyk staje się uzależnieniem….

Bo czasami wpadamy w spiralę nawyku. Robimy to siłą przyzwyczajenia, w przekonaniu, że to jest dla nas ważne.

Tymczasem po drodze – zmieniły się nasze priorytety.

Ale jesteśmy tak zajęci tym parciem przed siebie, że długo tego nie zauważamy….

Przez wiele lat pisałam takiego bloga – Moda na bio. Pisałam i owszem czegoś mnie to nauczyło. Ale w zasadzie nie doprowadziło donikąd.

Zbierałam na nim tylko spamowate komentarze od producentów pigułek na wypróżnianie się… No ale tu już jest inna bajka…

Tego bloga wciąż tak definitywnie nie zamknęłam. Raczej cały czas jestem w trakcie… Bo jakoś tak żal zostawić coś, w co zainwestowało się tyle czasu i pracy. Jakie to ludzkie.

Nawet jeżeli dawno w tym temacie, coś się we mnie wypaliło…W zasadzie przestałam interesować się tamtym blogiem. A jednak dalej dorzucałam do niego nowe treści…

Choć dzisiaj jest już tylko dziennikiem moich działań podjętych dla zdrowia. Niczego od tego projektu nie oczekuję.

Piszę na nim tylko wtedy, kiedy mam coś, o czym chcę napisać. Pal diabli regularność, czy systematyczność.

Bo czasami to jest ta pułapka – pułapka raz wyrobionego nawyku…

Bo można uzależnić się z założenia od dobrych rzeczy, od rzeczy, do których swego czasu zmierzaliśmy. Uparcie prąc naprzód można przegapić ten moment, kiedy coś się w nas zmieniło….

Kiedy te rzeczy nie są już naszym priorytetem, ani nawet celem.

Ale przyzwyczailiśmy się myśleć, że tak bardzo zależy nam na nich. Z tego przyzwyczajenia, czy siły nawyku stawiamy je na piedestale.

Bo szkoda raz już zainwestowanego w to czasu, dlatego inwestujemy go jeszcze więcej…

Kiedy rezygnacja z czegoś wymaga odwagi.

A tymczasem czasami po prostu trzeba umieć dać za wygraną.

Czasami nawet wymaga to jeszcze większej odwagi – odpuścić sobie, odżałować już stracony czas, by nie tracić tego czasu jeszcze więcej.

Owszem – Zmarnować coś, ale nie zmarnować całego życia.

Kiedy siła nawyku odbiera przyjemność – to jest ten znak…

Są osoby które kompulsywnie studiują, pogrążają się w pomyłkowo wybranych studiach czy przypadkowo zasugerowanych przez inne osoby. Zamiast szukać innej drogi niż ta, która skazuje je na cierpienie.

Nie, bo one chcą dowieść samym sobie i innym, że są wystarczająco silne. No dobra, jeżeli nawet dowiodą. To dokąd doprowadzi ich ta chwilowa satysfakcja?….

W nieprzerwane cierpienie?

Dobre nawyki, jak np. ten cierpliwego uczenia się – też czasami mogą uzależniać.

Jeżeli dotyczą rzeczy, które kiedyś chcieliśmy zrobić czy osiągnąć, ale które wypaliły się w nas po drodze.

Dlatego warto, jeżeli nie obejrzeć się za siebie, to zatrzymać i zweryfikować swoje priorytety.

Tymczasem wciąż są ludzie, którzy zadręczają się dla studiów, które kończą po to by nie dać za wygraną.

Czasami aktem największej odwagi jest danie sobie kolejnej szansy…

Czasami daniem sobie tej kolejnej szansy jest odpuszczenie czegoś, co po prostu nie działa.

Zamiast skazywać się na drogę, która donikąd nie prowadzi…

Czasami sam fakt, że potrafimy sobie coś odpuścić bardziej dowodzi charakteru i odwagi, niż to kiedy stale robimy to samo i tak samo…. Bo wtedy tylko bezpiecznie tkwimy w tzw strefie komfortu…

Czasami otwarcie się na nowe rzeczy, czy na nowe metody – nie oznacza rezygnacji z poprzednio włożonych wysiłków. Tylko jest ich uzupełnieniem, czy tym symbolicznym daniem sobie kolejnej szansy.

I tak – odstawiłam na bok bieżące prace na blogu. Dałam sobie czas na refleksję.

Muszę przyznać, że całościowo skorzystał na tym mój blog.

Dopiero z tej refleksji wyszło mi, że gdzieś po drodze rozmazał mi się kierunek, że szłam tak przed siebie, nie bardzo wiedząc dokąd i po co….

Bo kiedy jesteśmy w ferworze działania, trudniej o zdrowy dystans, czy o całościową wizję sytuacji.

Wtedy klapki na oczy i pchniemy do przodu. Czasami na ślepo. Dlatego uderzamy głową w kolejny mur. Tymczasem – to jest ten moment, by się zatrzymać i sprawdzić, czy wciąż zmierzamy we właściwym kierunku.

Tak, stwierdzam, że sama robiłam pewne rzeczy automatycznie.Tymczasem po drodze zmieniły się moje cele i priorytety… Podświadomie zaczelam odczuwać brak sensu… i frustrację.

Musiałam przystanąć, by wyprostować pewne rzeczy.

Dałam sobie czas na zastanowienie, co jest dla mnie ważne TERAZ, a co było tylko wynikiem wyrobionego nawyku, sposobu myślenia, do którego przyzwyczaiłam się, ale z czasem wyrosłam.

Czasami tak możemy zatopić się w działaniu, że tracimy z pola widzenia cel. A wtedy zarabiamy się po łokcie dla celu, który już nie jest naszym celem.

Tymczasem nie jest sztuką robić tyle, by się zarobić, czy urobić po łokcie. Sztuką jest robić tak, by zrobić to, co ma być zrobione i przejść na kolejny etap.

Choć prawdą jest, że czasami trzeba pobłądzić, chociażby po to, by w końcu docenić wartość spraw, do których dochodzimy po tak długim błądzeniu.

Ale jeszcze lepiej przystanąć i przemyśleć to sobie jeszcze raz….

Sama obserwuję osoby, które znikają z blogosfery na kilka tygodni, a potem wracają z ukończoną książką, gotowym kursem, czy innym produktem…

Bo czasami trzeba dokonać wyboru. Wysunąć jeden priorytet naprzód i skoncentrować się na jego realizacji.

U mnie po czasie zastanowienia pojawiły sie nowe projekty (książka o budowaniu swojej marki w sieci), nowa szata graficzna na blogu BeataRed i Moda na Bio, nowe pomysły, które wytyczają nowy kierunek….

Dlatego również Wam polecam tą metodę.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Kiedy rezygnacja z czegoś wymaga odwagi.

 

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Co dało mi blogowanie ?

Follow my blog with Bloglovin Co blogowanie zmieniło w moim życiu ? Nie,...
Read More

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *