Dlaczego w życiu musisz o siebie zawalczyć?

jak wziąć życie w swoje ręce

jak wziąć życie w swoje ręce

Dlaczego w życiu musisz o siebie zawalczyć?

Z wiekiem doceniam moc słów, które wypowiadam w skrytości swojej duszy i które albo mnie motywują, albo których nie powinnam sobie mówić.

Zamiast powtarzać sobie rzeczy, które podcinają mi skrzydła do lotu – powinnam powiedzieć sobie – zasługuję, – mogę.

Jeżeli jeszcze tego nie potrafię, mogę się tego nauczyć.
Jeżeli jeszcze nie robię tego dobrze, mogę się w tym rozwinąć.
Jeżeli inni mówią – chwileczkę – to nie dla Ciebie …
Dlaczego moją prawdą o mnie – miałoby być to, co mówią mi inni ludzie.
A nie to, co ja mówię sama sobie. To, kim chciałabym się stać.

Powtarzając sobie uparcie pewne rzeczy w skrytości swojej duszy – walczę o siebie….

Tak, powinnam o siebie zawalczyć.

Bo w życiu nie raz musimy o siebie zawalczyć. Wcale nie idąc po trupach, ale biorąc swoje sprawy, swoje życie w swoje ręce.

Ale tu zaczynają się schody. A schody wymagają od nas wysiłku.

Mam taką koleżankę – dobiła do 40 i osiadła na laurach nadprogramowych kilogramów. Teraz już nie chce jej się z nich nigdzie ruszyć – nawet tego nie próbuje – nie robi nic – nawet malutkim kroczkami, dla własnego samopoczucia.

NIE, bo genetyka, bo zadyszka przy wchodzeniu po schodach, bo od czego jest winda.
Samo życie.

jak wziąć życie w swoje ręce

Tymczasem w życiu najwięcej dają nam schody.

Po których wchodzimy sumiennie, choćby malutkimi kroczkami, w swoim rytmie. Wcale nie mówię tutaj o szarżowaniu.

Nawet niekoniecznie wtedy, kiedy winda nie działa.

Wariat – truchcikiem po schodach zaiwania na 5 piętro. Po….. go (i tu wykropkowuję, by nie dostać bana). A winda…

A winda – nie zawsze działa. Czasami stanie w miejscu. Nie do końca mamy nad tym kontrolę. I co? To nie znaczy, że mamy usiąść, zapłakać i przeczekać noc na wycieraczce, aż zadziała winda.

Taka sytuacja zmusza nas do wysiłku. A włożony wysiłek w przekraczanie siebie – dostarcza satysfakcji.

Schody – są nieuniknionym elementem życia.

Można starać się je ominąć (po to wymyślono windę), ale można wykorzystać po to, by się wzmocnić.

Tak, jak wzmacniasz się za każdym razem, kiedy podnosisz głowę, otrzepujesz kolana i idziesz do przodu.

Wysiłek powtarzany regularnie – wyrabia dobre nawyki. Z czasem dobre nawyki stają się stylem życia.

Pielęgnowanie w sobie dobrych nawyków jest formą walki o siebie.

Wypracowywanie nawyków (nawet jeżeli z początku idzie opornie). Ale idzie przed siebie – zamiast zdawania się na bieg wypadków, kiedy najczęściej idzie w niewiadomym kierunku.

Kiedyś miałam taką dyskusję ideologiczną. Wrzuciłam w social media cytat, że
Optymiści wierzą, że sami decydują o swojej przyszłości.

I posypało się, jakie to takie bezbożne.

Tymczasem ten cytat pochodzi z jak najbardziej katolickiej książki z przesłaniem, że człowiek ma wolną wolę i jest odpowiedzialny za swoje życie.

Zamiast zwalać ją na Pana Boga. Ten wszechświat ma na głowie. Więc pewnie też ma swoje priorytety. A my do niego po prośbie, bo sąsiadka krzywo spojrzała.

Albo Panie Boże nie udała Ci się starość… A ona jest pewnym etapem życia, przygotowaniem by przejść gdzie indziej…

jak wziąć życie w swoje ręce

 


 

Dopiero kiedy zaczynasz walczyć o siebie, przekonujesz się, że jesteś zdolny do rzeczy, których jeszcze nie umiesz, których jeszcze o sobie nie wiesz, do których dopiero – w miarę tego walczenia o siebie – dorastasz…

Może nawet z pewnym takim zdziwieniem i nieśmiałością orientujesz się, że masz wpływ na sprawy, które dotychczas zostawiałeś w rękach innych ludzi, czy okoliczności.

„Bo to mnie przerasta. Bo ludzie, bo system, bo ja nic nie mogę…. z tym zrobić”.

Więc narzekam. Nie daję sobie tej szansy.

Nie mam na to wpływu, więc nawet nie próbuję.

Tu jest taka ogromna pokusa – wpadasz w schemat ofiary. To zdejmuje z Ciebie całą odpowiedzialność. Ale też rykoszetem odbiera Ci wolę walki.

Ty wcale tego nie chcesz. Ale czy masz inne wyjście? Tak automatycznie na przestrzeni lat ukierunkował się tok Twojego myślenia. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz: bo ci ludzie, ten system.

Jestem w tym pierwsza i najbardziej piję tu do siebie. Bo to ślepy zaułek. Dopiero uczę się z niego wychodzić, albo raczej przezornie omijać go szerokim łukiem.

———————————-

Narzekanie jest formą rezygnacji.

Czasami jest po prostu próbą przerzucenia odpowiedzialności i winy na innych, na cokolwiek.

Narzekanie wcale nie rozgrzesza. Jeżeli przynosi ulgę to krótkotrwałą, a długofalowo zatruwa od środka.

Za to kiedy bierzesz odpowiedzialność za to, co Cię spotyka – bierzesz swoje sprawy w swoje ręce, prowadzisz je tak, jak chciałbyś, żeby zostały poprowadzone i przy pewnej dawce wysiłku – doprowadzasz tam, gdzie chcesz.

Narzekanie prócz chwilowego wrażenia ulgi, niczego nie wnosi, niczego za Ciebie nie zrobi.

Pozornie zajmujemy ciężar ze swoich barków, przekładając go na barki innych. Ale to jeszcze bardziej gnębi od środka.

 


 

A gdyby tak przerwać to i zacząć działać.

  • Nie możesz tego zrobić od razu. Rozłóż na drobne etapy.
  • Nie możesz tego zrobić w tym momencie, zastanów się, co w tym momencie możesz zrobić.
  • I zrób to.
  • Rób to, co słuszne, nawet jeżeli nie widzisz natychmiastowych korzyści.

Natychmiastowo poczujesz zadowolenie. Które jest tym, nad czym warto na chwilę się zatrzymać, by przez tę chwilę docenić siebie.

A potem ruszyć w dalszą drogę.

Nie dostaniesz tego, o co się nie starasz.

Przepis na sukces jest prosty: rób rzeczy, które zbliżają Cię do Twojego celu.

Jeżeli coś jest trudne, wcale nie oznacza, że jest niewykonalne i niemożliwe.
Nawet jeżeli wielu tak myślało, dopóki nie przyszedł ten ktoś, kto udowodnił, że jak najbardziej da się to zrobić.

Nigdy nie pożałujesz, że próbowałeś spełnić swoje marzenia.

Warto próbować. Bo próbowanie oznacza podjęcie działania.

Lepiej, kiedy jesteś bardzo zajęty, niż bardzo znudzony.

Szybko zauważysz, że coś się że los sprzyja zuchwałym, którzy potrafią odwalić kawał dobrej roboty.

A jeżeli…

Jeżeli coś się nie sprawdza, a Ty wciąż się tego trzymasz, na chwilę zostaw to i zajmij się czymś innym.

To nie jest rezygnacja, raczej otwarcie się na nowe możliwości i nabranie dystansu.
Rób to, co powinno być zrobione… Rozsmakuj się w drodze.
Bo kiedy zaczyna się myśleć o mecie, wtedy traci się całą zabawę … po drodze.

jak wziąć życie w swoje ręce

PODSUMOWANIE

I może rzeczywiście momentami pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Ale znowu można o nie zawalczyć.

Tu nie chodzi o to, by słuchać nawiedzonych hurraoptymistów: że wszystko możesz, potrafisz – zostaniesz mistrzem świata w czymkolwiek, w czym tylko zechcesz. Nasze ograniczenia są w pewnym sensie naszymi drogowskazami.

Nie wszystko jest dla każdego, ale każdy może zawalczyć o siebie.

Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.
——————— 

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *