Osobiście: Jak się podnieść po porażce. ROZCZAROWANIE, które dało mi kopa.

jak się podnieść po porażce

ROZCZAROWANIE, które dało mi kopa.

Brian Tracy tak fajnie kiedyś powiedział, że jedną z żelaznych zasad losu ludzkiego jest to, że w drodze do sukcesu trzeba doświadczyć – czasem bólu, zawsze – wysiłku, regularnie – rozczarowania.

Czasem wewnętrznie buntujemy się przeciwko takiemu biegowi wypadków. Dopiero z perspektywy czasu stwierdzamy, że w sumie …. tak było lepiej.

Może mam taką potrzebę podzielenia się. Ale też chciałabym pokazać na swoim przykładzie, że pewne rzeczy, które w danej chwili odbieramy jako rozczarowanie, czy wręcz porażkę, w perspektywie długofalowej mogą okazać się tym pozytywnym impulsem do zrobienia rzeczy, na zrobienie których inaczej byśmy się nie zdobyli…

I tak było u mnie….. Przeżyłam ostatnio swego rodzaju rozczarowanie, które okazało się swego rodzaju kopem, który popchnął mnie do przodu… A to było tak.

Nie dostałam dodatkowej pracy, którą co roku zawsze udawało mi się uzyskać w wakacje. A w tym roku – wyjątkowo nie.

To jest praca, w której niekoniecznie czuję się spełniona. Ale jestem emigrantką… Może w pewnym sensie sama stawiam sobie w głowie takie ograniczenia… Ale emigracja czasami wymaga spuszczenia po sobie głowy i brania tego, co dają…

Dlatego biorę prace, które ktoś chce mi powierzyć… I brnę w to dalej. Wcale nie z konsekwencji działania. Prawdopodobniej bardziej z przyzwyczajenia, czy z braku wiary w siebie, że mogłabym coś zrobić inaczej, że mogłabym spróbować swoich sił gdzie indziej.

Co wcale nie jest takie proste, jeżeli mamy odpowiedzialność za małe istotki, dla których jesteśmy całym światem i swoim przykładem wprowadzamy je w ten świat.

Rzucić to wszystko w diabły….Nie, na pewnym etapie życia po prostu tego nie można zrobić.

Co innego gdybym była sama, bez zobowiązań… Ale jestem na takim etapie życia, w którym ponoszę odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za inne osoby. Dlatego pewnych rzeczy po prostu nie mogę zrobić…. ot tak sobie.

Dlatego tkwię w pracy, w której z jednej strony coraz mniej widzę dla siebie perspektywę jakiegokolwiek wzrostu. W pracy, która wymaga predyspozycji, których ja akurat nie mam. Tzn staram się. Ale męczę się w tym swoim staraniu.

Wiecie, jak to jest, kiedy staracie się tak bardzo i robicie coś na siłę, a przed nosem co rusz migają Wam osoby, którym to przychodzi naturalnie…. A Wy w bólach nie możecie tego osiągnąć…

Coraz bardziej robicie to siłą przyzwyczajenia, coraz bardziej chcielibyście być gdzie indziej…. Powoli dopada Was zniechęcenie…

jak się podnieść po porażce

A kiedy jeszcze spada Wam na głowę ROZCZAROWANIE…

To może to jest właśnie ten kop, którego tak potrzebowaliście, by ruszyć do przodu…. Ale gdzie indziej…

Brian Tracy, tak uwielbiam Briana Tracy, pisał kiedyś o swojej pierwszej pracy, w której tak bardzo się starał, ale do której po prostu nie miał do niej predyspozycji. To nie było jego miejsce w życiu. On o tym wiedział – podświadomie. Wiedział to również jego szef.

I tak pewnego dnia ten szef wezwał go do siebie i oświadczył, że zamierza go uwolnić. Nie, nie zwolnić – choć w praktyce to właśnie to oznaczało.

Ale w przypadku Briana Tracy to było UWOLNIENIE. Bo zwolnienie z tej pierwszej, niedopasowanej do jego predyspozycji pracy – okazało się szansą.

Brian Tracy dopiero wtedy znalazł swoją drogę: znalazł się w innym zawodzie, bardziej odpowiadającym jego predyspozycjom. Teraz uczy innych. A ja uwielbiam Briana Tracy, ale w tym punkcie chyba się powtarzam. Ale…

Tak, też było z moją pracą i rozczarowaniem. Które choć boli, w pewnym sensie uwolniło mnie od robienia rzeczy, które były dla mnie stratą czasu (wymienialną co prawda za jakieś – co prawda – malutkie pieniądze).

To zmusiło mnie do przewartościowania pewnych spraw… To, co od lat brałam za pewnik (od lat wykonywałam tę samą dodatkową pracę w wakacje dla podreperowania domowego budżetu i zadawalałam się tym). Teraz wiem, że muszę o siebie i o swoją rodzinę zawalczyć inaczej…. Z jednej strony ROZCZAROWANIE, z drugiej – motywujący kop i wolność: nie mogę liczyć na innych, sama muszę stworzyć sobie warunki dla swojego rozwoju….

W pewnym sensie był to kop do wzięcia spraw w swoje ręce….

Bo z rozczarowania płynie pewna lekcja … życia. Z lekcji, jeżeli tylko potrafimy się zmotywować, wynosimy naukę….

Moja praca – trafiłam do niej przypadkiem. I tak już zostało. Z czegoś trzeba żyć.

Ale od czasu, kiedy odkryłam alternatywę w postaci budowania swojej marki w sieci – poczułam, że znalazłam wreszcie swoje miejsce.

Tak – jestem introwertykiem. Tak, praca w turystyce – wymaga ode mnie udawania, że jestem ekstrawertykiem. A ja przecież nie jestem.

Owszem lubię kontakty z ludźmi, a nawet czasami jestem całkiem gadatliwa… Ale mam problem z wychodzeniem do ludzi. To, z kolei, wygląda zupełnie inaczej, kiedy siedzimy po drugiej stronie ekranu….

Bo czasami bardzo długo w życiu szukamy miejsca dla siebie. I jest to tym trudniejsze, im mniej wierzymy w siebie.

Dzięki temu, że znalazłam wreszcie coś, w czym czuję się dobrze i w czym czuję się na swoim miejscu, zaczynam na nowo wierzyć w siebie.

Przekonałam się o tym nie raz: to działa niezmienie: jeżeli Ty w siebie nie uwierzysz, nikt w Ciebie nie uwierzy.

Ale tu w ten krajobraz splątanych myśli wpisało się jeszcze ROZCZAROWANIE.

I w sumie ta gorzka lekcja, okazała się dla mnie błogosławieństwem.

Owszem z początku podkopała moją upadającą miejscami wiarę w siebie. Ale też zmusiła do szukania innej (tzn bardziej mojej) drogi.

Przecież czymś muszę wypełnić ten czas, który zamiast tego miałam przeznaczyć na coś, co zupełnie mnie nie motywowało….

Tymbardziej, że jeżeli niczego z tym nie zrobię, będę czuć się z tym jeszcze gorzej.

Jak mogłabym wykorzystać ten czas inaczej? Tym razem nie pracując dla kogoś (bo liczenie na innych czasami zawodzi).

Licząc na siebie, czyli działając na własne konto. Bo wtedy mamy wpływ i kontrolę nad tym, co robimy i co dzieje się z naszym życiem.

Tymbardziej, że w głębi ducha i to od lat wiem, że praca dla siebie jest moim największym marzeniem.


jak się podnieść po porażce

Zaczęłam działać.

Najpierw wymyśliłam sobie nowy CEL: napisać ebooka o Paryżu. Potem zabrałam się do pracy.

Tak skutecznie, że na półmetku wakacji okazało się, że stworzyłam nie jeden, a 3 e-booki (weekendowy przewodnik po Paryżu, ebook o zastosowaniu glinki zielonej, ebook o darmowych narzędziach dla początkujących przedsiębiorców internetowych).

Bo kiedy zaczynamy działać z przekonaniem i determinacją. Rozczarowanie – potrafi być całkiem skutecznym motorem napędowym, który po drodze wymieniamy na bardziej pozytywną satysfakcję z samych siebie i własnych dokonań.

I tak w mojej głowie zrodził się szalony projekt napisania książki: o budowaniu swojej marki w sieci. I równolegle drugiej o sile nawyku (o tym, jak drobne nawyki, potrafią odmienić nasze życie).

Tymbardziej, że kiedy mamy bloga, on jest w pewnym sensie takim wielkim notatnikiem, z którego łatwo złożyć choćby całą książkę.

I tu uświadomiłam sobie, że ja od lat o tym piszę na moich 3 tematycznych i z pozoru odległych tematycznie blogach. Siła nawyku – to jest tą klamrą spinającą moje blogi i powoli, acz skutecznie odmieniającą moje życie. Budowanie swojej marki – to z tym, z czym zmagają się wszyscy blogerzy, próbując stać się bardziej widoczni i bardziej rozpoznawalni….

Jeżeli przez wiele lat byłam, czy raczej czułam się biedną emigrantką, pełną
kompleksów, która wiele lat pracowała tu na czarno, bez pracy dającej mi jakiekolwiek perspektyw rozwoju, bez karty pobytu (co niewątpliwie odcisnęło na mnie i na moim postrzeganiu samej siebie – swoje piętno).

Ale jakoś sobie tu radziłam. To z kolei daje siłę. Siłę nawyku.

Wszystko o czym piszę na blogach – sprowadza się właśnie do tej wszechmocnej rzeczy – siły nawyku, pielęgnowania w sobie dobrych nawyków, które docelowo odmieniają nasze życie od podstaw, z początku niezauważalnie, docelowo dogłębnie i coraz bardziej namacalnie.

Zdrowe nawyki, które pomogły mi odbudować moje mocno szwankujące zdrowie (przeszłam na dietę bezmleczną, dużo się ruszam, staram się myśleć pozytywnie). Blog MODA NA BIO

Nawyk pozytywnego myślenia, który pozwolił mi przetrwać w trudnych dla mnie
czasach, kiedy nie miałam tu środków do życia, ani pozwolenia na pracę. Za to miałam rodzinę i dzieci.

Praca od podstaw, jaką jest nauka języka, powtarzanie pewnych nawyków –
nawyk powtarzania słówek, a potem gotowych sformuowań, który z czasem przemienia się w płynność posługiwania się danym językiem. Blog BeataRed

Blogowanie jest takim maratonem drobnych nawyków, kwintesencją wytrwałości, stawiania przed sobą coraz to nowych wyzwań i niezmiennej wiary w siebie przy stojących w miejscu statystykach, wiary w to, że kiedyś odbiją się w górę.

I tak piszę dalej. Wcale nie przychodzi mi to łatwo. Nie jestem humanistką.
Moje teksty są wypracowane. Ale kocham to…

W tym kontekście ROZCZAROWANIE dało mi kopa: poczułam potrzebę rewanżu nad życiem. Nie chcę by dalej tak mną miotało to życie na emigracji….

Rozczarowanie popchnęło mnie do działania. W pewnym sensie w zastępstwie.

Nie udało już mi się znaleźć dodatkowej pracy w wakacje. Skoro tak – sama ją sobie stworzę i będę pracować na siebie….

Bo owszem – wygodnie jest pracować dla innych – jest stały dochód, ale czasami to się sypie…..

Najpierw znalazłam pierwszy cel: stworzenie ebooka.

Cel zmobilizował mnie do działania. Działanie doprowadziło do efektów. Czyli powstały e-booki.

Efekty, które w sumie mnie samą zaskoczyły i podbudowały moją wiarę w siebie.

Teraz sięgam wzrokiem dalej. Planuję napisać swoją pierwszą książkę.

Odważyłam się porwać na niewyobrażalne. Tzn wyobraziłam sobie, że napiszę książkę – o sile drobnych nawyków, które odmieniają życie i drugą o budowaniu swojej marki….

I tu po drodze spotkała mnie moja inspiracja, a właściwie 4 inspiracje:

Asia Kokoszkiewicz, która w 2 miesiące, pisząc po 3 godziny dziennie napisała swoją książę.

Aga z @agnes on the clouds, której książka właśnie wychodzi nakładem wydawnictwa Pascal.

I niezmiennie Ola Pani Swojego Czasu i Agnieszka To się opłaca

Gratulacje dziewczyny.

A ja pozdrawiam Was serdecznie

Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak zaistnieć w sieci. Blogerzy radzą.

Co jest kluczem do sukcesu? Tego blogowego i nie tylko? Mam dla...
Read More

4 komentarze

  • Mimo wszystko uważam, że to wielkie osiągnięcie dostać pracę dla ekstrowertyka będąc introwertykiem, że umiałaś świetnie zagrać, dostosoując się do oczekiwań firmy. Zwykle tak jest, że na rozmowie kwalifikacyjnej tak cię rozpracują, że odkryją jaka jest twoja prawdziwa osobowość a potem podejmą decyzję czy pasujesz z nią do firmy czy nie. Myślę, że u mnie, choćby nie wiem jak grała i obiecywała, że się w tej pracy odnajdę, to wciąż wychodzi, że jednak jestem introwertyczką i wolę pracować samemu niż w grupie – czyli przeciwieństwo tego co zwykle oczekują firmy.
    Powodzenia z książką i fajnie, że masz na nią pomysł. Postaraj się aby było to coś absolutnie nowego i oryginalnego, po prostu innego, o czym jeszcze, żadna wydająca książkę blogerka nie pisała. Trzymam kciuki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *