Dlaczego innym się udaje, a mnie nie…

dlaczego innym się udaje mnie nie

dlaczego innym się udaje mnie nie

A może po prostu sabotujesz siebie?

Jeszcze do niedawna nie zdawałam sobie sprawy, że rzeczy, które mówiłam sobie, żeby uspokoić swoje sumienie, żeby poczuć się lepiej z samą sobą były sabotowaniem siebie…

„Ona to zrobiła. Ona jest młodsza. Ona jest ładniejsza. Ona ma za sobą cały zespół.
Dlatego jej się to udaje”.

A mi nie. – Nie, tego nawet nie musiałam sobie dopowiadać.

Podświadomie czułam w sobie tę niemoc. Po co próbować?

I tak przelewałam w sobie czarę goryczy. Jak to mówią Francuzi – obracając nóż w otwartej ranie.

I sączyłam w sobie jeszcze więcej tego jadu.

Z pozoru znalazłam logicznie wytłumaczenie i swoje miejsce w szeregu. W rzeczywistości pogrążałam się jeszcze bardziej: Poczucie frustracji, niespełnienia, niemożności….

„Bo ona jest lepsza, młodsza, ładniejsza. Dlatego wszystko jej się udaje”….

To wcale nie jest pogodzeniem się z losem. Raczej stawianie sprawy na ostrzu noża i wbijanie go sobie w gardło, podcinanie sobie nim skrzydeł, spychanie się do kąta niemożności.

Jeżeli bałam się spróbować, teraz boję się jeszcze bardziej.

Jeżeli chciałam pójść czyjąś drogę. Teraz już tylko zazdroszczę w obsesyjnym poczuciu niemocy.

W rezultacie: jestem coraz bardziej sfrustrowana, wierzę w siebie coraz mniej, chce mi się coraz mniej, mogę coraz mniej…

Wszystko, o czym marzyłam sypie się niczym poustawiane obok siebie klocki domino.

„Ona jest w miejscu, w którym chciałabym być. Ale nigdy nie będę. Właśnie dlatego”.

Nie, wcale nie dlatego. Tylko dlatego, że tak myśląc – sabotuję siebie.

Ale to tak zgrabnie składa mi się w logiczną całość. I chwilowo uwalnia od wzięcia odpowiedzialności za siebie.

Jeżeli moją wszechobecną logiką jest strach.

Boję się i nie robię…. Chciałbym, ale nie mogę.

Tzn. już nawet nie chcę. Bo po co? Odpuściłam sobie jeszcze przed startem. A jeżeli nie przed startem, to już drugi raz nie spróbuję.

Tak się skutecznie zaszufladkowałam. Siedzę w tej szufladzie, nigdzie się z niej nie ruszam. Sączę zabójczy dla siebie JAD.

Przekonałam samą siebie – dlaczego inni mogą, a ja nie. Sabotuję sama siebie….
Zamiast….

Bój się i rób. To jest ta droga.

W takich chwilach uświadamiam sobie, jak silny jest we mnie ten głos. Jak mocno zakorzeniony. Wewnętrznie nazywam to zdrowym rozsądkiem. Ale mam co do tego coraz więcej wątpliwości.

Ten schemat powraca w wielu sytuacjach życiowych. Może odnajdziesz go u siebie.
Warto go zidentyfikować i przełamać, zanim wpadniesz w niego na amen…

Chciałabym napisać książkę (o budowaniu swojej marki w sieci, a potem drugą o sile nawyku i motwacji).

Tak, istne szaleństwo. Bo ja nawet nie jestem humanistką.

Chciałabym, ale dobrze wiem, że inni są dużo lepsi ode mnie w te klocki. Przez wiele lat to wystarczało, żeby mnie zablokować:

Nigdy nikomu o tym nie mówiłam. Chciałam, ale tylko w głębi ducha i zaraz wewnętrznie dawałam sobie po łapach.

No jak to?

„Przecież ona pisze dużo lepiej. On ma dużo więcej do powiedzenia”.

A ja po prostu bardzo chcę.

dlaczego innym się udaje mnie nie

Tymczasem coraz bardziej uświadamiam sobie, że to ostatnie jest najważniejsze:

Jak bardzo chcesz tego, do czego zmierzasz.

Jak usilnie będziesz próbował. Jak skutecznie będziesz odpychał od siebie ten wewnętrzny głos.

Każdy go ma.

A może zamiast – uwierzysz w coś – absurdalnego (?) – uwierzysz w siebie.

Przecież ona pisze dużo lepiej ode mnie. On ma dużo więcej do powiedzenia. Kim ja jestem … w porównaniu?

Te myśli są tylko sabotowaniem samego siebie.

Co z tego, że ona pisze dużo lepiej, skoro nigdy nie napisze książki. Nigdy nie miała tego w swoich planach. Jej to nawet nie jest potrzebne do szczęścia.

A ja bardzo tego chcę. – I to stanowi fundamentalną różnicę.

Bo skoro tak bardzo chcesz – po co stawiasz sobie te wszystkie ograniczenia?

Może nikt nigdy nie będzie chciał wydać moje książki. Ale przynajmniej ją napiszę.
A kiedy napiszę – mogę wydać ją sama. Choćby w formie ebooka….
Nawet jeżeli nic na tym nie zarobię, nic na tym nie stracę. Z pozoru.

Bo w rzeczywistości wiele zyskam.

  • Zrobię coś, w co nie wierzyłam, że mogłabym….
  • Zrobię coś, co od zawsze chciałam zrobić, ale nigdy nie wierzyłam, że kiedykolwiek … mi się to uda. I jeszcze w to nie wierzę. Tzn, nie do końca.
  • Zrobię coś, co pomoże mi budować moją markę.

O ile zrobię.

Bo póki co jeszcze zastanawiam się, co miałabym ciekawszego do powiedzenia od innych…. Skoro inni ….

Czemu ja myślę o innych w tym kontekście. A nie w kontekście tego, co mogę im dać?


Bo ona zrobi to dużo lepiej. Gdzie ja?

Porównywanie się z innymi, de facto porównywanie tego, co nieporównywalne….

Wymówki, które Cię dołują – są sabotowaniem siebie.

„Ona jest w tym lepsza, ładniejsza, mądrzejsza i młodsza…. Gdzie ja?”

Wydaje Ci się, że w ten sposób bezboleśnie usprawiedliwiasz swoje wybory. Ale Ty tylko usprawiedliwiasz przed samym sobą swój nieuświadomiony strach. Pogrążasz się w nim jeszcze bardziej. Barykadujesz w miejscu, z którego całym sobą chcesz ruszyć.
To boli jeszcze bardziej. Ale

„Bo ona….”

No i co Ci po tym? Wcale nie czujesz się z tym lepiej. Tylko gorzej.

Zajmij się swoimi sprawami, weź je w swoje ręce. Zamiast wewnętrznie sabotować się, zwalając winę na innych.

Przecież dobrze wiesz, że to tylko przykrywka…. Sabotowanie samego siebie.

Tak, tylko z pozoru jest wygodnej, łatwiej, przyjemniej…

Ten wewnętrzny głos jest tylko przyczyną frustracji.

Czasami podświadomie zakodowany.

Bo kiedyś w konfrontancji z rodzicami przynosił wewnętrzną ulgę. Bo ona jest zdolniejsza… Ja tylko mogę chcieć. Tzn już nawet mi się nie chce. Przestało mi się chcieć. FRUSTRACJA.

Tymczasem może ten głos jest motorem Twoich działań, tzn Twojego niedziałania… i powiązanej z nim frustracji.

Rzeczy nie dzieją się, kiedy nie działasz.

A skoro nie dzieją się, szukasz przyczyny w innych.

Tymczasem – jedyne, co trzeba to:

  • Wziąć odpowiedzialność za samego siebie.
  • Przestać się sabotować.
  • Uwierzyć w swoją siłę.
  • Dać sobie kolejną szansę.

Nie dając jej sobie już na starcie stoisz na straconej pozycji…

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Budowanie marki … po francusku plus porcja humoru na lato

Jak nauczyć się francuskiego? Kiedy byłam małą dziewczynką i mieszkałam za nieprzestępną...
Read More

5 komentarzy

  • Chyba większość ambitnych osób zna doskonale ten stan. Porównywanie siebie do innych jest swego rodzaju ludzkim odruchem. Ciężko jest się go pozbyć, zwłaszcza, gdy dotyczy bardziej istotnych aspektów naszego życia. Też się z tym borykam i nadal tkwię w takim punkcie, który nazywam „pomiędzy pierwszym krokiem a drugim”. Chodzi o vlogowanie. Zrobiłam triler do mojego kanału na YT, opublikowałam i teraz… zwlekam z wrzuceniem pierwszego filmu. I prawdę mówiąc nie wiem, dlaczego 🙂 Niby wciąż nie mam czasu, żeby go dokończyć i eksportować. Ale w głębi duszy wydaje mi się, że boję się jak będzie odebrany. W obliczu obecnych amatorskich produkcji… nie wiem jak moją nazwać.
    Ale wiesz… Zmotywowałaś mnie trochę.

  • Uważam, że porównywanie się z innymi nie służy nam ani w biznesie, ani w życiu prywatnym. Bywa usprawiedliwianiem się, bywa też największym demotywatorem. Oduczyłam się tego. Nie porównuję się z innymi. Inspiruję się tymi, którzy doszli tam, gdzie zmierzam i stawiam sobie indywidualne wyzwania. Dzięki temu rozwinęłam swoją firmę, zbudowałam własną markę, eksperymentuję z wideo i jestem z siebie bardzo dumna! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *