Czy warto oprzeć bloga na marce osobistej?

budowanie marki osobistej

Dlaczego warto zbudować silną markę osobistą?

Jeżeli jeszcze pamiętam czasy, kiedy wielu blogerów wahało się, czy pokazać swoje zdjęcie gdziekolwiek na blogu i w ten sposób pozbawić się dobrowolnie swojej prywatności – z całą kaskadą zgubnych dla tego konsekwencji – cała klatka schodowa będzie podśmiewać się za plecami, bo oto wchodzi BLOGER.

W większości przypadków okazywało się, że zamieszczenie zdjęcia profilowego na blogu w sumie niewiele zmieniało i nie działo się nic … zatrważającego. Z tej perspektywy najwyżej dochodziło blogerowi do grona stałych czytelników (z tych, czy innych pobudek) dwóch zaciekawionych sąsiadów.

Natomiast bloger stawał się bardziej namacalny, realny, a więc bardziej wiarygodny dla swoich czytelników.

To był etap, czy przełamywanie tego etapu bardziej rozgrywało się w głowie blogera.
Bo ponad to, czego tak bardzo baliśmy się – bilans zysków był raczej pozytywny: czytelnicy mieli do czego, a raczej do kogo odnieść się w wyobraźni…. bardziej utożsamiali się z danym autorem.

Choć jeszcze dziś są autorzy ukrywający się np za swoim (a może i nie swoim) nazwiskiem. Tak też można budować swoją markę, wokół takiego owiania tajemnicą (jak skutecznie, a może i strategicznie rozgrywa to pewien administrator popularnej grupy na FB).

Na tym przykładzie chciałam pokazać Wam, że czasami warto przełamywać swoje opory. Wchodzić na nowy grunt i oswajać się z nim…

Od tamtego momentu, o którym wspominam – minęło kilka lat, a jakby cała epoka, czy lata świetlne.

budowanie marki osobistej

Jak to wygląda dzisiaj?

Zdjęcie portu portretowe na blogu czy w profilu na Facebooku samo w sobie już nie wystarczy, żeby stworzyć wrażenie bliskości z czytelnikiem. Nie na taką skalę, jak to było kiedyś, kiedy w zasadzie nie było tylu innych form budowania relacji.

Dzisiaj w czasach, kiedy mamy FB live, webinary, insta stories…..

Jesteśmy o lata świetlne od tamtego momentu.

I tak zdjęcie portretowe, którego umieszczenie kilka lat temu wydawało się niektórym aktem heroicznym, prawie że dobrowolnym odarciem się z prywatności… już w zasadzie nie wystarczy, by stworzyć wrażenie bliskości z autorem.

Dzisiaj coraz bardziej liczy się bezpośredni kontakt w czasie realnym. To wszystko, co dzieje się w trakcie transmisji w czasie realnym: live, insta story. Bo to jest bez cięcia i bez filtra. To weryfikuje autora (jego temperament, charyzmę, wibracje, jakie tworzą się wokół niego i od niego emanują….).

To zdjęcie profilowe w panelu bocznym bloga było takim symbolicznym zaczątkiem długiego procesu – budowania swojej marki osobistej, który w sumie też można robić bez zdjęcia.

Czyli utrzymywać wokół tego, jak naprawdę wyglądamy swego rodzaju tajemnicę…. i wykorzystać tę tajemnicę jako świadomy element budowania swojej marki…. (przykład administratora popularnej grupy na FB, który nie chce się pokazać)….

I będzie dzisiaj o budowaniu marki osobistej: Dlaczego ma ona wartość?

Dlaczego marka osobista jest wartością sama w sobie?

Na jakie etapy rozbić, czy na jakich etapach oprzeć budowanie swojej marki?
Bo jeżeli już nawet takie małe zdjęcie profilowe stanowiło już pewną różnicę dla odbiorcy. Miał do czego, a raczej do kogo odnieść się w wyobraźni….

Autor bloga stawał się bardziej namacalny – czytelnik mógł go sobie do pewnego stopnia zwizualizować.

Pomyślcie tylko sobie, na ile dzisiaj pomocne mogą być w tym budowaniu marki osobistej nowe technologie, które choć na odległość – tworzą wrażenie bliskości z drugim człowiekiem: Fb live, podcast, insta stories…..

Tak, bo odkąd pojawiła się ta cała technologia live…., rzeczy galopująco się zmieniły.

I jakkolwiek, niezależnie od kontekstu technologicznego – pokazanie swojej twarzy, np swojego zdjęcia profilowego, umieszczenie go na blogu – nie wystarczy do zbudowania marki osobistej (nie wystarczało nawet w tych odległych czasach – technologicznie lata świetlne wstecz, chronologicznie raptem kilka lat temu).

Pokazanie swojej twarzy, to był dopiero początek długiego procesu budowania marki osobistej po to, by ugruntować i oprzeć na niej swojego bloga.

Budowanie marki osobistej to świadomy, zaplanowany proces realizowany strategicznie z premedytacją.

budowanie marki osobistej

To złożony proces wymagający: wizji, planu, strategii i konsekwentnej realizacji.

Bo marka osobista ma wartość.

Marka osobista przekłada się na większe wpływy, rozpoznawalność i mniejszą anonimowość, w czasach, kiedy wszyscy próbują się z czymś przebić, być wysłuchanym.

W sieci to najważniejszy kapitał….

Bloger, który stworzył rozpoznawalną, kojarzoną markę osobistą – taki bloger chociażby – może więcej zażądać, bo on firmuje wszystko to, o czym pisze swoją twarzą. A twarz ma jedną.

Z jednej strony to, o czym pisze – brzmi bardziej wiarygodnie (realnie, namacalnie) dla odbiorcy. Właśnie dlatego, że bloger, który zbudował swoją markę osobistą i wykorzystuje ją, by promować inne marki – po prostu ma więcej do stracenia (swoją twarz). Ale w tym kontekście jego słowo, jego polecenie ma większą wartość.

Budowanie marki wymaga konsekwencji, wiary i pomysłu na siebie.

Tu można zacząć od opowiedzenia swojej historii.

Okazuje się, że opowiadanie swojej historii jest drogą dochodzenia do niej, cyzelowania jej, odnajndywania w niej tych punktów, które są ważne z perspektywy odbiorcy i które pomagają budować w jego wyobraźni naszą markę osobistą.

Wierzę, że ta historia powinna być prawdziwa.

Coś, co naprawdę się nam przydarzyło…Mówimy tu o budowaniu swojej marki osobistej. A nie o pisaniu fikcji… Wtedy jak najbardziej można puścić wodze wyobraźni…

Na początek możemy mieć zarys swojej historii: co doprowadziło nas do miejsca, w którym jesteśmy. Dlaczego zaczęliśmy pisać o tym, o czym piszemy…

W miarę, jak opowiadamy ją, ludzie – odbiorcy – czytelnicy zwracają nam uwagę na pewne elementy – to do nich np odnoszą się w komentarzach, a wtedy my podświadomie dopowiadamy ją bardziej, bardziej rozwijając pewne jej elementy, jako ważne dla odbiorców i pomijając inne – te, które nie za bardzo oddziałują na wyobraźnię odbiorcy, które nie mają tej mocy.

budowanie marki osobistej

Dobrze opowiedziana historia osobista to początek, podwalina marki osobistej…

Przez wiele lat żyłam, zmagałam się z bólem, cierpiałam fizycznie i duchowo z powodu bólu. I to bólu jak najbardziej banalnego, przyziemnego, z pozoru niegroźnego, jakim był chroniczny, nieustający ból gardła.

Po ponad 10-letnich zmaganiach udało mi się tę walkę z bólem wygrać.

Nie za pomocą lekarzy. Dzięki gruntownej zmianie stylu życia.

Tej zmiany stylu życia – gruntownej i nieodzownej – nie przepisali mi leczący mnie specjaliści (laryngolodzy). Nawet specjalnie mi jej doradzali. To nie ich specjalność. Przepisywali mi kolejne mikstury, które łagodziły symptomy. Ale nie docierały do sedna – do przyczyny bólu. Tymczasem tu leżał KLUCZ. Znaleźć przyczynę bólu.

Problem z pozoru banalny – przyziemny, prozaiczny, choć nieznośnie chroniczny ból gardła. Jego przyczyna tkwiła głęboko i była mocno zakorzeniona w moich starych przyzwyczajeniach. Był nią zapuszczony, zakwaszony, przeciążony toksynami teren (tak nasz organizm traktują naturopaci – jako teren), czyli po prostu traktowany po macoszemu organizm.

Bo byłam wtedy bardzo młoda. A młody organizm wszystko wybacza – NIEPRAWDA.
Co zmieniło się w moim życiu?

Właściwie wszystko. Choć nie od razu. Tylko stopniowo.

Jeżeli piszę bloga o zdrowym stylu życia – MODA NA BIO – to dlatego, że siłę do uzdrowienia znalazłam w sobie… Czerpiąc z mocy swojego organizmu, z której często po prostu nie zdajemy sobie sprawy…

Jeżeli piszę bloga o blogowaniu to dlatego, że bardzo chciałam przekazać swoją prawdę, podzielić się swoim odkrycie siły, która tkwi w każdym z nas, dotrzeć z tym do ludzi….czego zupełnie nie potrafiłam zrobić…..

Dlatego zaczęłam szukać inforamcji o tym, jak skuteczniej promować bloga. Tak narodziło się VADEMECUM BLOGERA.

Taka jest moja historia i historia mojego blogowania.

Historia to bardzo ważny element marki osobistej….

Może jeszcze nie wystarczająco opowiadałam tę historię. Ona jeszcze wymaga doszlifowania…

Czeka mnie jeszcze docieranie tej historii po drodze i docieranie z nią do odbiorcy.
Co wyniosą z niej ludzie, jak ją streszczają. Te elementy należy wyłapać. To są te elementy, na które warto postawić nacisk, uwypuklić, rozwinąć. To one stanowią kanwę.

Kim jestem – czym jest moja marka?

I tu wydaje mi się, że punktem wyjścia powinna być historia osobista – dlaczego tu jestem, skąd się tu wziąłem, dlaczego o tym piszę, jakie mam ku temu podstawy, jakie jest moje doświadczenie z tym tematem.

Można zbudować swoją markę wokół swojej historii, potraktować ją jako punkt wyjścia.

Bo na początku było….

w moim przypadku – długie szukanie, jak znaleźć czytelników dla mojego bloga o zdrowym stylu życia.

I tu wcale nie chodzi o opowiedzenie historii całego swojego życia. Tylko tej historii, która doprowadziła nas do TEGO punktu.

Czy opowiedzenie o tych punktach zwrotnych, które doprowadziły nas, nawet nie tam gdzie dzisiaj jesteśmy, ale do pewnego przełomu. To, coś co było impulsem.

Pani Swojego Czasu zorganizowała swoje życie inaczej, kiedy zdiagnozowano u jej dziecka chorobę. Dowód, że można: można inaczej – i jeszcze żyć pełniej, żyć pasją, prowadzić prosperujący biznes on line i mieć czas na wyprawy rowerowe, malowarstwo….

I tu dochodzimy do tego SEDNA:

budowanie marki osobistej

Czym zajmuje się dana marka.

Pani Swojego Czasu – zarządzanie czasem….

Od czego jest ta osoba? Na czym się zna?

Nie ma marki od wszystkiego.

Żeby stać się rozpoznawalną marką trzeba się z czymś konkretnym kojarzyć: jedną, dwoma, trzema rzeczami… Na zasadzie skrótu myślowego. Czym się zajmuję. Z czym jestem kojarzony? W czym jestem dobry?

Silna marka osobista – to jest to, co ludzie zapamiętują.

Co przekłada się na bycie influencerem. A bycie influencerem przekłada się na na wpływy, a wpływy na pieniądze…..

Dlatego coraz więcej osób próbuje budować i oprzeć swoją obecność w sieci na marce osobistej…

I tu kluczowa rzecz, która jest tak ważna, oczywista, że w zasadzie nie powinnam o niej wspominać. A jednak – wspomnę: bo jak tu nie wspomnieć o najważniejszym:

Zbudowanie marki wymaga przekazywania wartości odbiorcy…

Tu leży ten największy kapitał – zaufanie, który zdobywamy – pomagając innym.

Jak znaleźć osoby, które potrzebują naszej pomocy, jak do nich dotrzeć?

Oczywiście poprzez bloga, fanpaga… Z czasem, tak ludzie najprawdopodobniej będą nas znajdywać.

Ale też wychodząc w teren, wychodząc do ludzi, którzy jeszcze nie trafili do nas na bloga, bo dopiero zaczynamy, a mają palące pytanie z naszej dziedziny: udzielanie się w grupach tematycznych na Facebooku. Jednym słowem: pomaganie innym…

Dostarczanie im gotowego rozwiązania problemu, z którym się zmagają.

Ale wróćmy do budowania marki osobistej od strony metody….

budowanie marki osobistej

W budowaniu marki osobistej coraz bardziej pomaga technologia…

Bo tu coraz bardziej chodzi o podtrzymanie tej rodzącej się więzi na żywo (bo na żywo – oznacza bez cięcia, bez ściemy, bez przekłamań, bez filtru): insta story, Facebook live, webinar.

Ale także podcast – podcast tworzy wspaniałą więź ze słuchającym.

Bo my niby tylko słuchamy czyjegoś głosu – wyprowadzając psa, czy wynosząc śmieci. Ale podświadomie coraz bardziej przywiązujemy się nie tylko do samego głosu, ale i do osoby.

A nawet te wszystkie formy realcji z odbiorcą w formie video, które u autorów tylko piszących mogą wywoływać pewne opory….

Boże, ile mi się za każdym razem dostaje za to, jak ja wyglądam… Kiedyś nauczę się tak grać oświetleniem, rozmieszczeniem, fryzurą i makijażem, by wyglądać lepiej – nawet jeżeli czas jest przeciwko mnie (bo nieuchronnie się starzeję). Ale próbuję.

Trzeba działać – próbować, by robić to coraz lepiej…

Tymbardziej, że w sumie (patrząc z perspektywy słuchacza) – tu wcale nie chodzi o to, jak ktoś wygląda (nawet, jeżeli zawsze znajdzie się ktoś, kto się do tego przyczepi – krytykować jest najprościej).

Tu jednak bardziej chodzi o całokształt i przede wszystkim o to, co ma do przekazania dana osoba, czyli czego jako odbiorca mogę się od niej dowiedzieć, (co mogę wyciągnąć dla siebie). Do wyglądu przyzwyczaimy się, on jest mniej ważny, jeżeli przychodzimy do danej osoby po treści…. A kiedy dostajemy treści, które pomagają nam w czymkolwiek w naszym życiu – tworzy się więź.

Tu w sumie bardziej od wyglądu – ważniejsza jest ta energia, przekonanie, którą prowadzący -potrafi przekazać, zachęcić, czy podziecić się z odbiorcą.

Dla odbiorcy ważniejsze jest to, czy ma tzw. feeling z prowadzącym i czy przede wszystkim dowiaduje się, czegoś dla czego warto było poświęcić ten czas na słuchanie, czy oglądanie.

Prowadzący, tu filmujący się, a szczególnie my – filmujące się kobietki – przejmujemy się, jak wyglądamy.

Ja po każdym live przeżywam załamkę…. Przejmuję się tym dużo bardziej niż merytoryką, a odbiorcy przede wszystkim zapamiętują merytorykę – po bo to tu są.

Grzywka, która krzywo mi stała i zadziornie wychodziła z kadru. Boże, jak ja wyglądam.

Nie jestem ładną kobietą (zdjecia, które widzicie tutaj są z filtrem), ale wydaje mi się, że odbiorca który przychodzi po treści jest w stanie się do czyjegoś wyglądu przyzwyczaić. Tak, że już mu to nie przeszkadza. Pod warunkiem, że wychodzi z czymś, co może zastosować w swoim życiu.

Odbiorca koncentruje się na treści, którą przekazujemy.

Jeżeli my prowadzący koncentrujemy się na wyglądzie – mamy blokadę, która przeszkadza nam przekazać dalej to, co mamy do przekazania i to najlepiej, jak nas na to stać: z przekonaniem, z wiarą w to, co mówimy i z wypływającej z tej wiary – energią. Bo to ta energia zaraża i udziela się odbiorcy.

O tę energię, wiarę i przekonanie w to, o czym mówimy chodzi dużo bardziej niż o wygląd.

Choć trudno o nim (o wyglądzie) nie myśleć. Niemniej odbiorca nie przychodzi i nie ogląda live dla naszego wyglądu (tzn tak robią tylko czepialscy, ale umówny się, że to nie jest nasza grupa docelowa). Jako odbiorcy przychodzimy do kogoś dla tego, co ma on do przekazania.

Problem z włosami (moje są z natury niepoukładane) jest w sumie detalem, który niestety potrafi prowadzącemu przesłonić to, co najważniejsze i zablokować przepływ pozytywnej energii.

W tym przekazywaniu też dużo ważniejszy jest dźwięk – jakość dźwięku, a dużo mniej obraz.

Ile razy sama słucham live, jako podcastu.

Słuchałam, bez patrzenia się w ekran, bo w tym samym czasie robię coś zupełnie innego, np prasuję ….

A wtedy dopiero ta energia, która płynie z przekazu czyni go bardziej przekonywującym i wiarygodnym.

Czy prowadzenie live -ów, robienie video jest koniecznością dla piszącego twórcy?

Nie. Zmuszanie się do rzeczy, które nam nie leżą – jest drogą na skróty do tego, by w ogóle odpuścić sobie blogowanie. Twórcy tworzenie musi po prostu sprawiać radość, by mógł podzielić się tą swoją radością tworzenia. A dopiero ta jest zaraźliwa.

Tak znęcam się sama nad sobą live- mi, bo uwielbiam prowadzić live.

Uwielbiam tę formę kontaktu – bezpośredniej rozmowy z odbiorcą. Gdybym tylko potrafiła zapomnieć o tym, jak źle wyglądam, albo zrobić z tego, coś ładniejszego…

Tego właśnie szukam. Ale ja lubię robić live. A wcale nie namawiam do tego kogoś, kto się w tym nie czuje.

Choć prawdą jest, że samo zdjęcie portu portretowe na blogu czy w profilu na Facebooku chyba nie wystarczy już, żeby stworzyć wrażenie bliskości i bliskiej więźi z czytelnikiem.

Nie na taką skalę, na jaką działo się to kiedyś, kiedy nie było jeszcze innych form kontaktu blogerów z publicznością.

Dzisiaj coraz bardziej liczy się bezpośredni kontakt w czasie realnym.

Tym, co weryfikuje autora (jego temperament, wysyłane przez niego wibracje, czyli charyzmę) i tworzy taką realną więź jest nie tylko to, co dzieje się w czasie transmisji w czasie realnym: live, insta story (bez cięcia i bez filtra), ale także PODCAST i mimo wszytko:

budowanie marki osobistej

Stare dobre zdjęcie prywatne na Facebooku – wciąż robi dobrze np. na zasięgi…

Jeżeli kiedyś denerwowało mnie u innych (te blogerki co co rusz wrzucają swoją focię – selfimaniaczaki – dzisiaj jestem jedną z nich – zaadaptowałam tę strategię, bo dobrze robi na zasięgi na FB.

Znajomi się zatrzymują, życzliwi ludzie lajkują, ciekawi przystopują scrolowanie….

Tymbardziej, że ciekawość jest czasami silniejsza od kontrolowanej świadomości – miga nam znajoma twarz w streamie, niby już nie chcemy na nią patrzeć – ZNOWU ONA – ale nieświadomie nabijamy zasięg, bo może jednak nieświadomie patrzymy…

Algorytm Facebooka jest czuły na takie nieświadome i często niekontrolowane przyhamowanie w przewijaniu streamu, bo chcemy lepiej się przyjrzeć, czemuś, co w zasadzie nas nie interesuje, a jednak ciekawi….Ciekawość. Ale algorytm to sobie notuje.

On już nas prześwietlił:

Sprawdzasz, nie udawaj, że Cię to nie interesuje. Zatrzymujesz się nad tym na ułamek sekundy dłużej niż nad czymś wartościowym, na co w ogóle nie patrzysz (sprawdzisz to sobie innym razem)…

A Facebook już dobrze wie, jak sprawić, byś zmarnował tu jeszcze więcej czasu:

kolejnym razem podsunie Ci to jeszcze raz… Dlatego, jeżeli jeszcze dziwicie się dlaczego w spersonalizowanym streamie na FB mijają Wam wciąż te same głowy – to tu leży rozwiązanie tej zagadki.

To nie jest cynizm z mojej strony.

Social media właśnie takie są. Wcale nie cyniczne, tylko pragmatyczne.

To sprawdza mi się na Facebooku: wrzucam kolejny raz swoje zdjęcie z fragmentem tekstu. Z początku wywoływało to reakcję odrzucenia. Z jednej strony robił mi się zasięg, ale z drugiej strony mocno ubywało obserwujących.

W końcu wszystko się ustatkowało. Widocznie tym, którym naprawdę to przeszkadzało – odeszli. A inni przyzwyczaili się. Ale wciąż zasięgi mam lepsze – puszczając takie prywatne treści, czyli próbując tu zaistnieć, jako marka osobista.

Ale to też może być i pułapka: łatwo przegiąć, jeszcze łatwiej narazić się na krytykę, która boli, bo trafia w nas osobiście (jeżeli świadomie budujemy swoją markę osobistą – taka jest jej cena). Trzeba mieć, albo twarde 4 litery, albo sporo zdrowego dystansu do siebie…. Bo nie raz zabolą Was osobiste komentarze, w miarę, jak będziecie stawać się coraz bardziej rozpoznawalną marką osobistą. Taka jest tego CENA.

I tu nie należy zapominać o najważniejszym – przekazie.

Bo czasami mamy tendencję, jako autorzy do koncentrowania się na sobie: co ja mam do przekazania, pokazania, te radosne focie z Instagrama… A czytelnikowi chodzi o to, do czego go to zainspiruje…..

I tak pokazywanie uczłowieczonego skrawka swojej codzienności czyni relację z czytelnikiem bardziej bezpośrednią – może mniej formalną, czy bardziej nieformalną.
Ale znowu nie chodzi o to, by rozproszyć się na drobiazgach, żeby w tym gonieniu za lajkami i dającym te wymarzone lajki -lajfstajlem -nie zgubić SEDNA.

Czym jest nasza marka? W czym może pomóc drugiemu człowiekowi?

Te drobiazgi mają dopełniać obrazu: smakowite kulisy behind the scenes, nawiązania do naszych codziennych przeżyć i ten towarzyszący im i uczłowieczający naszą markę posmak emocji…

Ale najważniejsze jest to, czym ma być – co ma dawać nasza marka – odbiorcy.
Ten skrót myślowy, z czym kojarzymy daną osobę:

Pani Swojego Czasu Ola Budzyńska – zarządzanie czasem.
Renata Zaniczka – walka o prawa osób niepełnosprawnych, czy zwrócenie uwagi na sytuację osób niepełnosprawnych.

To, z czym jesteśmy kojarzeni to podstawa. Reszta to dodatki.

Ale ważne, niezbędne, które w pewnym sensie dopełniają smaczku…

Budowanie marki osobistej poprzez social media.

Bo mamy różne social media, które służą przede wszystkim budowaniu naszej relacji z naszymi odbiorcami.

Tu sztuką jest tu kontrolowana komunikacja, która przybliża nas jako człowieka do naszego odbiorcy (czyli te wszystkie kulisy spoza oficjalnego kadru – jak najbardziej).

Ale też dużo mięsa – tego, co jest SEDNEM naszej marki: porady, hacki, gotowe rozwiązania….

Ale jak najbardziej z ludzką twarzą.

Nie raz usłyszycie to od coachów i mentorów, którzy mówią o biznesie ogólnie (i nie tylko biznesie online):

Taka jest sprawdzona prawda:

Kupujemy od tych, których znamy, lubimy i ufamy.

Dodatek lajfstajlowy, czyli pokazanie – wyrywkowe – swojego lifestylu: to, jak żyjemy (w kontrolowanych granicach) – pomaga w budowaniu wizerunku – uczłowiecza ten wizerunek -czyni go bardziej autentycznym.

Tworzy mocniejsze więzi, czyni bliższym człowieka jako autora i jaką markę osobistą.

budowanie marki osobistej

Dlaczego nie pokazać kulis swojej pracy?

Dlaczego nie uchylić tego rąbka tajemnicy, czy po prostu uchylić kawałka swoich drzwi? Albo pokazać szerszy kadr, wyjść poza to, co pokazujemy w nim zwyczajowo i oficjlalnie i pokazać ten bałagan, który jest obok.

Wtedy od razu posypie się dużo więcej lajków…i zgarniecie dużo lepsze zasięgi.
Tu chyba każdy wyznacza sobie pewne granice.

Trzeba to uszanować.

Niektórzy podejmują decyzję, by nie pokazywać swoich dzieci w mediach społecznościowych.

Nie włączać ich do budowania swojej marki osobistej. Szanuję ten wybór.
Jeżeli sama udostępniam zdjęcia swoich córek na Instagramie to bardziej z nadzieją, że w przyszłości te zdjęcia będą dla nich fajną formą odkrywania wspomnień.
I tak….

budowanie marki osobistej

Czy musisz być wszędzie i korzystać z każdej nowości:

FB live, webinar, podcast, e -mail marketing, Snaptchat, VERO….

Też tak się zastanawiam i mimo wszystko mam wrażenie, że popadam w tę pułapkę. Tyle tego…

Tu moim zdaniem najlepiej sprawdza się taka rada:

W tym kontekście –

  • dla jednego to będzie wideo, jeżeli kamera go lubi, a on czuje się przed nią dobrze,
  • dla innego to będzie podcast, jeżeli czuje, że potrafi stworzyć taką bliskością – wrażenie bliskości swoim głosem.

Nie czujmy się przytłoczeni natłokiem form. Potraktujmy to jako natłok możliwości.
A żeby w pełni z nich skorzystać musimy ustalić priorytety. Pod kątem własnych predyspozycji.

budowanie marki osobistej

PODSUMOWANIE

Jak zbudować silną markę osobistą w przetłoczonej sieci?

Zacząć od opowiedzenia swojej historii.

Skąd się tu wziąłem? Dlaczego jestem właśnie tu? Dlaczego właśnie tym się zająłem. Jak doszłem do tego miejsca, w którym dzisiaj jestem. Znaleźć te elementy, które są kluczowe.

Oprzeć swoją markę na swoich mocnych stronach, wykorzystać je i rozwijać.
Na tym, co pozwoli nam wyróżnić się z tłumu.

Znaleźć swoje formy przekazu, próbując różnych form.

Bo w ten sposób mamy możliwość dotarcia do osób, które inaczej nie odebrały naszego komunikatu. Ale też poszukujemy swojego głosu i swojej drogi.

Znaleźć kolor, wyraz, charakter swojej marki.

W zgodzie ze swoim temperamentem.

Np Pani Swojego Czasu, czyli Ola wybrała sobie za swój kolor przewodni – krwistą magentę – temperament poskromicielki, która nie odkłada swoich zadań – rzeczy do zrobienia na później. Tylko od razu je neutralizuje i realizuje.

Dla innego będzie to kolor mniej bojowy – w zależności od własnego temperamentu, charakteru i przesłania swojej marki.

Bo przecież mogą to być kolory bardziej pastelowe np. delikatny fiolet, czy błękit, czy zielony np Ewa z Zielony Zagonek.

BE EVERYWHERE.

Z jednej strony jest to nie do zrerealizowania, be everywhere, czyli bądź wszędzie. Ale… Może warto chociażby próbować dotrzeć ze swoim przekazem nawet tam, gdzie fizycznie nas nie ma, czyli automatyzacja tego, czego nie da się ogarnąć osobiście.

Ja w ten sposób jestem na Twitterze (konto @hardaska)…

Choć nie jest to metoda na zbudowanie zaangażowanej społeczności: lepszy rydz niż nic.

Zdaję sobie sprawę, że jednak nic nie zastąpi osobistej obecności, zangażowania się w wymianę z innymi użytkownikami danego social medium.

Szukanie formy przekazu, która najlepiej przekazuje naszą markę.

Znowu to kwestia temperamentu i predyspozycji. Jeden ma gadanego, inny lepiej sprawdza się w formie pisanej.

Np. Radzka Radzi – ten przekaz w formie pisanej nie miałby takiej mocy. Bo tu tym nośnikiem, czy ten przekaz jest niesiony temperamentem jego autorki. I ten temperament, a z nim ta moc w pełni udziela się dopiero w takim namacalnym kontakcie z odbiorcą, czyli video.

Maciej Wojtasem – nikt nigdy go nie widział, ani nie słyszał barwy jego głosu. Można mieć wątpliwości, czy w ogóle istnieje fizycznie. Ale taka forma, czy wybrór takiej formy obecności i utrzymywanie wokół tajemnicy też jest jakimś sposobem na budowanie swojej marki i intrygowania nią.

A skoro on sam najlepiej odnajduje się w formie pisanej. A tym swoim pisaniem powala z nóg i rozkłada na łopatki, z humorem. Jest to jakiś pomysł na siebie. Reszty, jak zawsze, dopełnia realizacja.

Jakkolwiek uważam, że pokazanie siebie pomaga w zbudowaniu bardziej bezpośredniej, a przez to bardziej wiarygodnej relacji z odbiorcą.

Ale takie niepokazywanie siebie, jeżeli będzie realizowane z taką żelazną konsekwencją, która pozwala podtrzymać klimat tajemnicy…

Prawda jest taka, że coś takiego udaje się tylko nielicznym.

Może to być forma świadomego budowania swojej marki. Z drugiej strony również może prowadzić może do niezdrowych spekulacji: czy ta osoba w ogóle istnieje, a jeżeli tak to, kto się za nią ukrywa.

Pokazanie siebie, bo jednak bardziej przywiązujmy do siebie osoby, które sobie nas unaoczniają…

Ale w tym nurcie – podcast też ma moc.

Kiedy Darren Rowse (Problogger) – australijski bloger i podcaster mówił, że często ludzie – słuchacze jego podcastu dzielą się z nim, że mają wrażenie, że bardzo dobrze go znają, choć znają go tylko z podcastu. Bo jego podcast towarzyszy ich w tylu różnych momentach ich życia: i potem mówią mu, że przecież ja z Tobą zawsze wyprowadzam psa, przecież Ty zawsze ze mną wynosisz śmieci, albo towarzyszysz mi, kiedy biegam…

I nawet kiedy oglądamy video, to tak naprawdę po to, by się czegoś dowiedzieć. I tak naprawdę przede wszystkim słuchamy…. Dlatego jako blogerzy w sumie nie powinniśmy aż tak bardzo przejmować się swoim wyglądem, a bardziej tym, co mamy do powiedzenia….

Bo przecież słuchamy – ludzi, dlatego, że chcemy się od nich czegoś dowiedzieć, czy pod ich wpływem do czegoś zmobilizować…..

I tu dochodzimy do sedna tego, czym powinna być marka osobista – punkt wyjścia i punkt, do którego to wszystko zmierza: czyli to treści przekazu: pomocych, użytecznych treści.

Treści, z których odbiorca skorzysta.

A ponieważ w jakiś tam sposób skorzysta, to i zapamięta markę, jako źródło informacji, które coś tam zmieniło w jego życiu.

A poza tym:

budowanie marki osobistej

Uwierz w siebie, żeby ludzie w Ciebie uwierzyli…

Sama mam z tym problem i przełamuję się. Ale w ten sposób siejemy ziarnko w głowach odbiorców…

To robię dobrze, w tym możesz mi zaufać, tu Ci doradzę. Tak, to taka forma sprzedawania siebie – a raczej swoich umiejętności.

Ale jeżeli sam się nie docenisz, nie licz, że doceni Cię ktoś za Ciebie….

W końcu zostaje to, co zostało o Tobie powiedziane, co Ty zacząłeś sam mówić o sobie, bo większości przypadków inni nie mają czasu, by to sprawdzić. Bo wszyscy jesteśmy w sieci przelotem, nawet jeżeli spędzamy tu całe dnie….

Budowanie marki osobistej, pokazywanie siebie, wychodzenie ze strefy komfortu.

Od czasów, kiedy wystarczyło zdjęcie profilowe na blogu – dzielą nas lata świetlne (a było to raptel kilka lat temu).

Dzisiaj na porządku dziennym jest wychodzenie ze strefy komfortu –
poprzeczka jest coraz wyżej i można ją osiągnąć tylko działaniem.

Powodzenia

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Co pić w upały?

Gdy Twój organizm domaga się wody, a Ty o tym nie wiesz....
Read More

8 komentarzy

  • Tak sobie myślę, że z marką osobistą trochę jest tak jak z budowaniem relacji. Nie da się zbudować relacji bez obecności drugiej osoby.
    I znowu okazuje się, że najważniejsza jest relacja 🙂 w sumie od tego są social media 🙂

  • Mimo, że strasznie długi wpis to warto było przeczytać. Utwierdziłam się w tym, że nie muszę robić wszystkiego żeby zbudować markę. Nie lubię video, nie ogladam podcastów i nie chcę tego robić. Teraz wiem, że tak też można.

  • Bardzo długi, obszerny, rzeczowy wpis.
    Wygląda jak rozdział książki. Zastanów się nad tym, czy nie wydać takowej na temat blogowania… I budowania własnej marki.
    Przeczytałam, powiem Ci, z wielkim zaciekawieniem. Urzekła mnie zwłaszcza Twoja historia. O bólu gardła… Obecnie przeżywam coś trochę podobnego i pewne rzeczy do mnie zaczynają docierać… Najważniejsze na koniec, taka prawda życiowa, to, byśmy sami w siebie wierzyli, bo inaczej nie przekonamy do siebie ludzi… To bardzo ważne. Dzięki, że mi o tym przypomniałaś.
    Ściskam serdecznie!

  • Ktoś napisał, że Twój artykuł brzmi jak rodział z książki…rzeczywiście 🙂 Wspominam o tym też dlatego, że mam wrażenie, że blogerzy, którzy piszą bardziej w formacie książkowym, mają trudniej w dobie krótkich zajawkowych informacji, czyli dobrze brzmi historia krzykliwa, bo taką widać i ma szanse się przebić przez jazgot, urywkowość i fragmentaryzację współczesnej kultury. U Ciebie jest narracja i to w wersji slow i właśnie ta forma tworzy autentyczność, a tym samym zawartość. Coś rzadkiego, cennego. Tylko właśnie patrzac na polską blogosferę, zadaję sobie pytanie: na ile w marce osobistej chodzi o autentyczność a na ile o charyzmę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *