Siedź cicho w kącie, nikt cię tu nie znajdzie.

kobieta robi karierę - szklany sufit

Jak przebić ten cholerny szklany sufit?

Impulsem do rozważań była książka Sheryl Sandberg: Włącz się do gry, z której pozwoliłam sobie zacytować kilka symptomatycznych historyjek.

Zołzy nie są urocze.

Bo to, że mężczyzna jest ambitny i przebojowy, jak najbardziej, spotyka się ze społecznym zrozumieniem i akceptacją. Jak miałoby być inaczej?

Jeżeli jest inaczej, to tu jest właśnie problem: niezaradny życiowo, facet – dupa, nie facet.

Jeżeli kobieta jest przebojowa i ambitna, to już na pewno nie ma serca. Jak nie ma serca, to nie ma skrupułów. Czyli wdepcze każdego w ziemię.

Facet, który twierdzi, że zna się na tym, czy na tamtym – on zna swoją wartość.

Kobieta, która wie, że jest dobra w dane klocki – ona chyba wszystkie rozumy pozjadała.

Kobieta lider – ile ona musi się nawalczyć, by przebić się do tej roli.

Bo jak wygląda piramida władzy? Bardzo prosto, wręcz linearnie i przejrzyście. Im wyżej, tym mniej kobiet. A te które tam są – same zołzy.

Facetowi społeczeństwo przyzna jak najbardziej naturalnie rolę lidera – przywódcy. Należy mu się. On ma, a przynajmniej powinien mieć ku temu predyspozycje. Dobrze by było, gdyby je miał…

Gdy takie naturalne predyspozycje przywódcze ma ona – budzi to raczej antypatię. I tu impulsem do napisania tego wpisu była książka szefowej Facebooka – Sheryl Sandberg.

I ta kobieta: przebojowa, raczej z natury dominująca i moja pierwsza rekacja – potrzebowałam dogłębniej ją poznać i dopiero po kilkudziesięciu stronach tej książki pierwotną antypatię zastąpiły bardziej przyjazne uczucia.

Co jest tylko kolejnym dowodem na to….

Jak ten podział ról jest mocno zakorzeniony w naszej podświadomości.

Zołza to kobieta, która idzie przez życie przebojem, zna swoją wartość, potrafi się wycenić, nie ma przy tym skrupułów, ani niepotrzebnych kompleksów. Czy to coś złego? Nie, a jednak tak…..

I właśnie dlatego – my babeczki na wszelki wypadek nie chwalimy się na wyrost.. A jeszcze „profilkatycznie” zaniżamy swoją wartość i znaczenie swoich sukcesów. Taki instynkt samozachowawczy.

A tu Sheryl Sandberg mówi o podziale obowiązków.

Bo jeżeli mężczyzna odnosi sukcesy, spotyka się to ze społecznym zrozumieniem.

kobieta robi karierę - szklany sufit

Kobieta, która odnosi sukces – robi to kosztem pewnych obowiązków, z których się nie wywiązała.

Co z tego, że ona sobie to inaczej zorganizowała. Ale to nie ona – osobiście upiekła to ciasto – ma od tego panią do ogarnięcia domu – Bój się Boga….

To, że mężczyzna w życiu zawodowym pracuje na siebie, przyjmuje się z jak największym zrozumieniem… Na swój awans, swoją karierę…. Dlatego naturalnie stawia się go na czele ekipy.

Kobieta tak samo naturalnie powinna pracować na dobro ekipy.

Być tym takim małym, zawsze dyspozycyjnym, niezawodnym trybikiem od mrówczej czarnej roboty, który nigdy nie zawodzi i nigdy niczego w zamian się nie domaga…. A zawsze usłużnie pozostaje w cieniu.

Kobieta, która chce pracować na siebie, na swoją karierę – czy widzieliście kiedyś istotę bardziej aspołeczną i demoniczną?

Taka kobieta nie będzie dobrym elementem ekipy. Tu ta subtelna różnica: umiejętność pracy w ekipie – jest inaczej postrzegana, odnośnie kobiet i mężczyzn.

Ambitny pracownik, który chce wspinać się po szczeblach kariery i dlatego pracuje na siebie: cóż bardziej normalnego, kiedy tym pracownikiem jest mężczyzna. Ale kobieta? Aspołeczna pirania.

Kto wtedy odwali czarną robotę: niewdzięczną, pracochłonną, rzetelną, ale bez oklasków?

Jesteśmy tego świadomi – podświadomi naturalnie.

Dlatego my babeczki – zapobiegawczo minimalizujemy, lekceważymy, umniejszamy swoje osiągnięcia, żeby nie wzbudzać społecznej kontrowersji……

A w naszych głowach już miksuje się ten koktajl wybuchowy, urocza i skądinąd mająca ten zwiewny posmak kobiecości – mieszanka obezwładniająca nasze życie zawodowe – siłą utartych stereotypów i swego rodzaju wypracowanej bezbronności.

Nie, bo my nie wydzieramy pazurami tego, na co sobie zasłużyłyśmy z racji posiadanych umiejętności i kompetencji. Przyznają nam to – to dobrze. Więc czekamy, aż ktoś życzliwie podsunie nam to na tacy: awans, podwyżkę. Co często nie następuje NIGDY.

Ale przecież kobiecie nie wypada się o to dopraszać. Facet to robi bez zahamowań i często udaje mu się osiągnąć upragniony efekt.

kobieta robi karierę - szklany sufit

Co z tego, że kobieta wiele potrafi. Skoro nie potrafi wystarczająco głośno się z tym przebić.

💐🌷🌸🌹🌹 Tak, kobieta wiele potrafi.

Nie tylko zaleźć za skórę (jak twierdzą złośliwi).

Kobieta potrafi zrobić i osiągnąć wiele, dużo więcej, niż jest w stanie sobie wyobrazić i w to uwierzyć.
I w tym leży cały problem, że kobieta sama w siebie nie wierzy.

Sama sobie ustawia nad głową szklany sufit, o który stale się uderza.

Na tym szklanym suficie sama sobie wypisała wołami: jestem nie wystarczająco dobra. I to jest to, co najbardziej ją – blokuje.

Dlatego odkłada pewne rzeczy, pewne wyzwania na później, dlatego nie przepycha się łokciami.

Prędzej ustąpi miejsca tym, którzy mniej wiedzą i mniej umieją, za to energiczniej się przepychają.

Bo kobieta potrafi …. wiele. Tyle, ze na codzień o tym zapomina. ⠀

I jakoś tak bezszelestnie robi swoje… Tylko ta niezachwiana wiara, że kiedyś wreszcie ktoś to doceni. I ta towarzysząca tej wierze frustracja.

Bo jakoś tak nie do końca świadomie podkrada się i bezszelestnie wkomponowuje w kobiecy charakter: niewiara. Ten smaczek, który dodaje kobiecości tego niewinnego uroku i bezbronności…..
I ten szklany sufit….

Jestem nie wystarczająco dobra.

Jeszcze, póki co, nie dziś….

Tymczasem…

Czemu ktokolwiek miałby w ciebie uwierzyć, skoro Ty sama w siebie nie wierzysz?

To jest punktem wyjścia, ale my niestety go pomijamy. Wydaje nam się to mało ważne. Tymczasem jest najważniejsze.

Co z tego, że my kobietki wiele potrafimy, zasuwamy na 10 – ciu równoległych etatach i taczkami odwalamy czarną robotę. A czasami jeszcze nam mało.

Tyle potrafimy. Tyle, że na codzień o tym zapominamy.

Jesteśmy tak zajęte czarną robotą, że nie mamy czasu udowodnić tego innym. W końcu sami to zobaczą….

Bo czy kobiecie wypada się chwalić i na chama wyskakiwać z każdej lodówki?

Dlatego kobieta na wszelki wypadek się kryguje, a facet po prostu wie ile jest wart.

I tak …

Dajemy przyzwolenie dla męskiej przebojowości, podczas gdy wciąż ograniczamy kobiety. 😍😍😍

Podczas gdy świadoma swojej wartości kobieta – aż chciałoby się to powiedzieć – społeczne tabu. Jędza, zołza, manipulatorka, wszystkie rozumy pozjadała.

Do czego to prowadzi? Do tego, że mężczyźnie przychodzi bardziej naturalnie zabrać głos, przebić się przez tłum np ze swoją propozycją, projektem czy chociażby ze swoim zapytaniem.

kobieta robi karierę - szklany sufit

Siedź cicho w kącie, nikt cię tu nie znajdzie.

I tu taka symptomatyczna historyjka opowiedziana przez Sheryl Sandberg – szefową Facebooka we wcześniej wspomnianej książce, która w ogóle była dla mnie impulsem do napisania tych rozważań.

W trakcie jednej z prezentacji na jednym z amerykańskich uniwersytetów – Sheryl Sandberg zapowiedziała, że nie będzie mogła odpowiedzieć na wszystkie zadane pytania.

Instynktownie większość kobiet, które podniosły rękę w górę, by zasygnalizować chęć zadania pytania na tę druzgoczącą wiadomość – opuściła ręce w dół w poczuciu rezygnacji.

Jedynie obecni na sali mężczyźni – utrzymali swoje ręce wniesione w górę. Cóż bardziej naturalnego…

Jeżeli prowadzący spotkanie odpowie na wybrane pytania, to dlaczego nie miałby odpowiedzieć właśnie na MOJE.

Symptomatyczne. Większość kobiet tak nie pomyślała. Za to tak pomyślała większość mężczyzn.

Ostatecznie okazało się, że Sheryl Sandberg jako prowadząca spotkanie odpowiedziała na wszystkie zadane pytania. 😘😘😘😘

Co z tego, że krótkie, z pozoru niewinne, nieznaczące zdanie, że nie będzie w stanie odpowiedzieć na wszystkie zadane jej pytania przeprowadziło druzgoczącą wstępną selekcję.

Na zasadzie, kto ma dość wiary w siebie, by uwierzyć, że zostanie dostrzeżony, że to, o co chce zapytać może mieć wartość dla pozostałych uczestników ….

Po spotkaniu jedna z uczestniczek, która w momencie, kiedy Sheryl Sandberg z żalem zapowiedziała, że nie odpowie na wszystkie pytania – opuściła rękę, zrezygnowała, wyrzekła się swojego prawa do głosu, siła wyższa – jestem kobietą – po spotkaniu zebrała się na odwagę i podeszła do Sheryl Sandberg i podzieliła się tym, że tego dnia nauczyła się jednego:

Nauczyłam się trzymać rękę podniesioną w górę.

Bo my kobiety boimy się pokazać siebie.😍😍😍😍

Ile okazji tak przeszło mi obok nosa. Bo zabrakło wiary w siebie.

Dlatego… my babeczki nie realizujemy siebie, tak jakbyśmy tego chciały, tak jak na to zasługujemy.
Bo zawsze gdzieś po drodze zatrzymuje nas ten szklany sufit, który siedzi w naszych głowach.

Bo jakże często zupełnie niepotrzebnie mamy skrupuły. I to jakie skrupuły….

kobieta robi karierę - szklany sufit

Bo np.

Dlaczego np kobiecie jest dużo trudniej wystawić fakturę?

Dlaczego kobieta bardziej przy jej wystawianiu bije się z myślami?

Kobiety będą instynktownie zaniżały wartość swojej pracy, swojej usługi, a przez to swoich umiejętności.

I tu kolejna bardzo symptomatyczna historyjka z książki Sheryl Sandberg, która z jednej strony mnie rozśmieszyła, z drugiej dała do myślenia.

Oto jak pewien jej znajomy w ten oto sposób definiuje różnicę między kobietą a mężczyzną.

Mężczyźni wykonujące wolne zawody (bez skrupułów) doliczają do faktury każdą chwilkę poświęconą na refleksję nad problemem danego klienta.

Także ten – skądinąd bardzo twórczy czas spędzony pod prysznicem. Tu bez oporów natury moralnej.

Tu kobiety mają skrupuły.😍😍😍😍

Bo czy możecie wyobrazić sobie kobietę, doliczającą klientowi do faktury: czas spędzony na myciu garów?

Nawet jeżeli właśnie w tym bardzo kreatywnym skądinąd momencie naszło ją olśnienie.

Niezmącenie wierzę w mycie garów, czy inne temu podobne, tzn podobnie produktywne twórczo chwile.

Ale doliczyć to do faktury? Tylko po prostu się nie robi. Tzn tego nie robi kobieta.

To byłoby nieuczciwe. Tak, to byłoby nieuczciwe względem samej siebie: 😍😘😘😘😘
nie docenić swojego czasu, nie docenić swoich umiejętności.

No bo dlaczego adwokat wystawia wyższy rachunek od sprzątaczki? Bo na pewne umiejętności po prostu dłużej się pracuje i to też jest wliczone w cenę.

Dlatego….

Dobre dziewczynki idą do Nieba, niegrzeczne – tam gdzie chcą. Mae West 😍😍😍😍

Dlatego kilka praktycznych porad:

Bo jeżeli każda z nas ma nad głową ten szklany sufit, to niektórym z nas udaje się przez ten szklany sufit przebić. A inne biernie się na niego godzą i po cichu robią swoje.

Te, którym ten szklany sufit udało się przebić nauczyły się wymagającej systematyczności, ale też w pewnych sytuacjach samonakręcającej się – sztuki podsycania wiary w siebie.

To jest podstawa. Od tego wszystko się zaczyna.

Uwierzyć – znaczy zacząć. Zacząć – znaczy dać sobie szansę, by przejść na kolejny etap, na wyższy level, ponad ten szklany sufit.

kobieta robi karierę - szklany sufit

Dlatego ….

Co mogłabym zrobić na codzień, żeby przebić ten szklany sufit.

1. Wiara w siebie – To coś, nad czym się pracuje.

To wymaga troski.

Wiarę w siebie po prostu się w sobie pielęgnuje, jak tę złotą rybkę w akwarium, czy pelargonie na balkonie. Podlewa się, dopieszcza….

Ale my babeczki – zamiast pielęgnować wiarę w siebie, instynktownie pielęgnujemy ten cichutki głosik, który sieje w nas zamieszanie: syndrom oszusta:

Nie jestem wystarczająco dobra. Nie należy mi się ta promocja. Ale ich wszystkich nabrałam. Przecież nie jestem dość kompetentna.

Statystyki są nieubłagalne:

Kiedy chodzi np o awans: kobieta waha się zgłosić swoją kandydaturę na dane stanowisko, jeżeli ma TYLKO (podkreślam tylko) 80% wymaganych kompetencji czy umiejętności.

Mężczyzna w swojej niezmąconej wierze w siebie bez większych zahamowań, a już na pewno bez takich babskich ogródek zgłosi swoją kandydaturę, kiedy ma aż (i znowu podkreślam aż) 40% wymaganych kompetencji.

Bo, my kobiety i mężczyźni inaczej rozumiemy matematykę i kwestie prawdopodobieństwa.
Ale odstawmy na bok matematykę – wróćmy do ogrodnictwa.

Bo tę wiarę w siebie trzeba codziennie pielęgnować.

Są takie okresy w życiu, kiedy nic nie idzie. Ostanio przez coś takiego przechodzę…

Ale zamiast mówić sobie: jestem do niczego, mówię sobie po prostu: to nie dla mnie.

Bo życie jest zbyt krótkie, by marnować je na zajęcia za którymi się nie przepada.

Tu nie ma co mamić się i oszukiwać, tylko postawić na konkrety: Jakie są Twoje mocne strony?

2. Czy wiesz, w czym jesteś dobra?

Każdy ma coś, co go wyróżnia. Bo każdy z nas jest niepowtarzalny….

I to jest to podstawowe pytanie, które kontrolnie warto od czasu do czasu sobie zadać: Czy jestem na właściwym miejscu?

Znajdź dla siebie właściwe miejsce. Bo łatwo pobłądzić, będąc na niewłaściwej drodze. A to jest strata czasu.

Jesteś jedyna i niepowtarzalna. Tylko, czy potrafisz to dostrzec i wsłuchać się w siebie?

A jeszcze ….

3. Czy doceniasz swoje osiągnięcia?

Bo to jest to, co pomaga i podbudowuje wiarę w siebie.

Liczą się najdrobniejsze osiągnięcia i satysfakcje z tego, co udało nam się zrobić. Choćby wbrew wewnętrznym oporom, czy własnemu lenistwu.

Pochwal siebie za coś – od czasu do czasu. A jeszcze lepiej codziennie. No w sumie co Ci szkodzi?

Doceń swoje osiągnięcia. To puszyście wypieczone ciasto, które wyrosło Ci jak na drożdżach jak najbardziej jest jednym z nich.

A potem pokaż je swiatu.

4. Nie siedź cicho w kącie, bo nikt Cię tu nie znajdzie.

W praktyce wygląda to tak, że np blogerki które zgarniają fajne kampanie reklamowe to te, które wychodzą z fajnymi propozycjami do marek.

A nie te, które cicho siedzą w kącie i czekają aż coś spadnie na nie z nieba….

Tak – w pewnym senise żeby się przebić, trzeba się przemóc i nauczyć się wyskakiwać z każdej lodówki. Wyskakiwać, choćby na chama, ale z taktem. Ale to już osobny temat.

Sama tworzysz sprzyjające okoliczności dla swojego rozwoju …

  • Jedną z takich okoliczności jest jest zdobywanie dodatkowych kompetencji.
  • Ale drugą (równie ważna, a może jeszcze ważniejszą) jest poinformowanie o tym całego świata.

Kompetencje zdobyte w blogowaniu mogą być pomocne w życiu zawodowym. Może warto „uzmysłowić je” np. twojemu szefowi. Może szefowej.

Boże czemu ja piszę tak tendencyjnie. A może Ty sama jesteś sobie szefową albo wkrótce nią będziesz?

Mówienie dobrze o sobie – o swoich umiejętnościach, o wizji ewolucji zawodowej – pozwala zasiać to ziarnko.

W praktyce często wygląta to tak, że kobieta czeka aż ktoś powierzy jej odpowiedzialną funkcję. Podczas gdy mężczyzna o to zabiega, zgłasza swoją kandydaturę. A nawet uparcie się jej dopomina. I często to właśnie on dopina swego. Kiedy kobietę od środka zżera ten „syndrom oszusta”.

Dlatego….

Nie ma lepszego antidotum na brak wiary w siebie jak działanie.

Każdego dnia, zrób jedną rzecz, która cię przeraża. Eleanor Roosevelt

Choćby podsuń szefowi sugestywną myśl, by powierzył Ci bardziej odpowiedzialne zadania….

Pozdrawiam serdecznie

Beata

PS.

Ale czy w ogóle wiecie, skąd wzięło się to wyrażenie: szklany sufit – glass ceiling?

Pochodzi ono z Ameryki lat siedemdziesiątych i symbolizuje te wszystkie niewidoczne hamulce, które stoją na drodze awansu, czy ewolucji zawodowej kobiety.

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak dbać o bezpieczeństwo bloga? Dlaczego na moim blogu pojawiała się informacja o złośliwym oprogramowaniu?

Zaczęło się od tego, że kilka życzliwych osób poinformowało mnie, że przy...
Read More