Czy warto pisać bloga, jeżeli nie ma z tego kasy?

Czy warto pisać bloga, jeżeli nie ma z tego kasy?

Bo ja właśnie tak bloguję, czyli z pasji, dla przyjemności.

Prawda jest taka, że wiele osób, zanim zacznie dużo oczekuje od blogowania. Też taka byłam.

Tymczasem, nie ma tak, że założysz bloga i od razu staniesz się sławny. Albo założysz bloga i jednym mocnym wpisem podbijesz blogosferę i przebijesz się w tłumie.

Prawda jest taka, że wiele osób w to wierzy i zakłada bloga właśnie po to i tylko po to. Nie zdając sobie sprawy, że blogowanie to przede wszystkim pasja. Bez pasji nie da się poświęcać temu każdej wolnej chwili po to, by stawać się w tym coraz lepszym…..

I to nie jest tak, że założysz bloga i z miejsca posypią się propozycję współpracy… Co najwyżej malutki barterek. Ale i na to jest sporo chętnych, więc spora konkurencja….

Nie jest też tak, że z biegu stworzysz swój produkt. Nie każdy jest Panią Swojego Czasu. A choćby i sukces Oli wydawał się błyskawiczny, zauważcie, że ona pracowała na niego przez lata. Bo przez lata zdobywała i dzieliła się wiedzą (tyle że nie w sieci) o zarządzaniu czasem i sobą w czasie.

W blogosferze panuje straszny tłok. Jedni mówią, że blogerzy sami psują rynek, bo dużo robią w zamian za byle gratisek….

Ja myślę, że to bardziej złożona sytuacja, bo my w ogóle widzimy tylko wierzchołek góry lodowej, czyli tych – nielicznych blogerów, którzy trzepią grubą kasę….

A przecież są rzesze blogerów, którzy piszą bloga dla siebie, dla swojej przyjemności, dla swojego rozwoju….

Ale wchodzący do blogosfery widzą tych, którzy się przebili (dlatego, że się przebili). I dlatego, że się przebili – swoim sukcesem zachęcili rzesze innych… Temu winni są w pewnym sensie – oni, że namnożyło się blogów.

Bo blog – w samej teorii – to jeden z nielicznych biznesów, które można rozwinąć nie wkładając w niego, prawie nic prócz własnej (wytrwałej) pracy. Czyli to taki potencjalny biznes, w których w sumie niewiele mamy do stracenia na starcie…

Dlatego liczni startują i zniechęcają się z czasem. Bo jednak TO (hajs czy/i fejm) nie przychodzi tak szybko, albo w ogóle nie przychodzi, jeżeli nie ma się konkretnego pomysłu na siebie i strategii.

Tyle, że równolegle są rzesze blogerów, którzy piszą bloga dla siebie, dla swojej przyjemności, dla swojego rozwoju, dla pewnej formy życia towarzyskiego.

I ja jestem jedną z nich.

I może to pytanie powinnam postawić inaczej:

Co dało mi 6 lat logowania, skoro nie dało mi pieniędzy….

Bo to, że nie zarobiłam na tym nic, wcale nie znaczy, że to nic mi nie dało.

Tak się ostatnio nad tym zastanawiam. Tym bardziej, że o tej porze roku wielu moich znajomych z pracy dopada depresja.

Niektórzy jadą na prochach. Francuzi podobno są takim narodem, który łyka najwięcej takich pigułek rozweselających inaczej. Bo też sprzyjają temu warunki pogodowe: w Paryżu ciągle jest pochmurno, ciągle pada, aż Sekwana wylewa z brzegów i już na dobre siedzi w mojej piwnicy….

I też mogłabym tak czy inaczej zalewać robaka. A ja piszę bloga…

Owszem zdarzają mi się gorsze momenty, kiedy smutno mi na tej emigracji…, bo wracam do pustego mieszkania, bo odprowadziłam dzieci do szkoły i akurat nie pracuję (bo wiecie – ja w ogóle pracuję w takich dziwnych dniach i godzinach – praca w turystyce).

Ale wtedy wystarczy, że usiądę do pisania… Upomina się o mnie proces twórczy…

Proces twórczy ma coś takiego, że wciąga i zapominamy o Bożym świecie. Bo kiedy angażujemy się w coś całym sobą, kiedy odkrywamy w sobie pasję…

I tu blogowanie jest świetnym motorem napędowym pasji i wewnętrznej motywacji….

Blogowanie mnie osobiście motywuje do lepszego życia….

Bo blogowanie motywuje do życia zgodnie z tym, o czym piszemy. Bo blogowanie zobowiązuje. Bo jeżeli dajemy dobre rady innym – to po pierwsze skorzystamy z nich sami. Inaczej jak tu być wiarygodnym.

A jeszcze, wiecie jak to jest, jak tłumaczymy coś innym – Najlepszą metodą, by zrozumieć jest starać się wytłumaczyć to innym, którzy rozumieją jeszcze mniej….

I tak blogowanie straje się taką motywacją do tego, by żyć lepiej…

Blogowanie to nowe umiejętności, a wraz z nimi nowe horyzonty.

Blogowanie to reputacja, która w pewnym momencie staje się takim motywującym kopem do tego, by żyć zgodnie z nią – Tyle piszę o zdrowiu, że aż głupio mi żyć niezgodnie z tym, o czym piszę: więc codziennie biegam, robię sobie smoothie, ograniczam gluten w diecie, od lat unikam produktów mlecznych… I jak przez lata mocno chorowałam, tak odkąd bloguję – coraz rzadziej – będąc osobą chorowitą z natury – jestem chora.

Blogowanie to kontakty, które rozwijamy.

Blogowanie to taka terapia i sonda zapuszczona w głąb siebie, dowiadujemy się z niej rzeczy o sobie, które są dla nas odkryciem…..

Dlatego blogowanie uzależnia.

To tak tytułem przestrogi. Nie mówcie, że nie mówiłam.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Budowanie marki osobistej na przykładzie francuskich polityków.

Czego możemy nauczyć się od polityków o budowaniu własnej marki i wizerunku?...
Read More

7 komentarzy

  • Ja blogowanie zaczynałam dla czystej przyjemności pisania, robienia zdjęć i tworzenia treści bardziej dla samej siebie „na pamiątkę” niż Kogoś, kto ewentualnie by do mnie trafił. I… wtedy byłam najszczęśliwsza. Serio! Po jakimś czasie trafiłam na blog Uli i zapisałam się na jej kurs o blogowaniu i dla mnie niestety to był pierwszy rok do utraty tej przyjemności. Nagle się dowiedziałam, że mój blog nie wygląda tak jak powinien, że powinnam go promować, patrzeć na statystyki, dbać o jakieś tajemne słowa kluczowe. 😉 Im bardziej zgłębiałam temat, tym bardziej sobie uświadamiałam, że ja do blogowania się nie nadają. Przynajmniej do tego poważnie traktowanego. A ponieważ już od dawna nie jestem nastolatką, to nie wypada mi prowadzić pamiętniczka w sieci. Od tamtej pory strasznie się miotałam. Zakładałam i zamykałam blogi. Łączyłam je, rozdzielałam. Zmieniałam platformy, adresy, szablony i wszystko co możliwe. Aż w końcu prawie całkowicie przestałam blogować, bo nie miałam pomysłu na niszę, temat przewodni, ani obrazu swojego idealnego czytelnika. Teraz próbuję sobie wytłumaczyć, że jak chcę, to mogę mieć swój pamiętniczek w sieci. Nie każdy chyba musi być „poważnym blogerem” w sensie traktować to jako pracę zarobkową czy platformę do pokazania siebie jako specjalisty. Ja bardzo bym chciała poczuć tą radość, jaka mi towarzyszyła w pierwszym roku blogowania, gdy o technicznych stronach prowadzenia bloga nie miałam zielonego pojęcia.

    • Wiesz Iza – dobrze rozumiem o czym piszesz. Przeżywałam coś takiego w ubiegłym roku, kiedy też dopadła mnie ta presja, ze skoro poświęcam na to tyle czasu to powinnam zarabiać – a skoro zarabiać to muszę stworzyć swój kurs o czym kolwiek. Zupełnie straciłam przyjemność blogowania – aż dojrzałam do tego, ze ja wcale nie muszę iść cudzą droga i robić to co robią inni – odzyskałam wolność i przyjemność blogowania. Bloguje – bo blogowanie to dla mnie rozwój i poszukiwanie swoich mocnych stron – ale idę w tym swoją droga – nie cudzą. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • No właśnie odkąd bloguje czysto dla przyjemności i porzuciłam myśl o robieniu tego w celach zarobkowych – odzyskałam i taki wewnętrzny spokój i radość tworzenia. Pozdrawiam sedecznie Beata

  • Ja piszę, bo lubię i nigdy się nie zastanawiałam, co mi z tego będzie. A trochę jest, bo przede wszystkim nauczyło mnie to wewnętrznej dyscypliny, skłoniło – tak jak napisałaś – do lepszego życia, do doceniania tego, co się ma, rozwinęło moją wiedzę w wielu dziedzinach. I już tylko z tych powodów czuję się wygrana, nawet jeśli do tej pory pieniędzy z tego raczej nie było.

  • Myślę, że dużo zależy od tego, ile mamy czasu. Kiedy byłam studentką, mogłam blogować nic na tym nie zarabiając. Zresztą to były czasy (5-6 lat temu), gdy zarabianie na blogach nie było popularne. Kiedy jednak jesteś na etapie zakładania własnej rodziny, organizacji ślubu, budowy/kupna domu, starasz się, aby wolny czas zagospodarować tak, aby móc zrealizować plany i marzenia. I w wielu przypadkach do ich realizacji są potrzebne pieniądze. Moim zdaniem można blogować bez kasy, ale dla mnie byłoby to trudne, bo dzięki pieniądzom, które udaje się zarobić na blogu, mogę z czystym sumieniem kupić szablon, opłacić hosting, system mailowy i poświęcać czas na rozwijanie swojej pasji. W dodatku od kiedy zarabiam na blogu, jakość treści i zdjęć jest dużo lepsza. Póki nie zarabiałam, otoczenie nie akceptowało blogowania, ciągle słyszałam uwagi, że marnuję czas.
    Dla mnie blogowanie to składowa wielu czynników. Najważniejsza jest pasja, chęć rozwoju, zainteresowanie tematem. Bez tego nie byłabym w stanie tak długo wytrwać, niezależnie od tego, z jakimi pieniędzmi by się to wiązało. Pieniądze to dodatek, ale i pretekst do tego, żeby móc na spokojnie poświęcać czas swojej pasji. Jeżeli tylko masz czas, bloguj bez kasy 🙂 wychodzi Ci to świetnie. Nie każdy musi na tym zarabiać, ale każdy musi (a przynajmniej powinien) to lubić 🙂

  • Ja bloguję bo to lubię i przyznam, że się wciągnęłam.
    Ale wiem, że da się na tym zarabiać- trzeba włożyć sporo pracy ale wszystko jest do zrobienia i podziwiam tych którzy z pasji potrafią się utrzymać :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *