Nie dajmy sobą manipulować.

 

Tak wygląda MANIPULACJA.

Dla marketingowców, którzy dobrze wyczuli i prześwietlili na wskroś naturę ludzką – nerwem wojny podjazdowej jest granie na naszych emocjach.

Oni dobrze wiedzą jak to rozegrać:

Wystarczy otworzyć skrzynkę mialową, przejrzeć tytuły maili:

Ostatnia szansa … Tylko do północy….

Tylko dla Ciebie i tylko teraz.

Jeżeli nie kupisz, nie będziesz szczęśliwy, nie przejdziesz na wyższy level.

Jesteśmy osaczeni. Kiedy decyzja zakupowa staje się swego rodzaju stresem: kiedy ktoś z premedytacją nakłada nam presję czasową:

Ostatnia szansa, Oferta ważna do północy…

Bijemy się z myślami. Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy…. Które wcale nie zmienią za nas naszego życia. Ani nie uczynią nas szczęśliwszymi…

To jest swego rodzaju manipulacja. Ale istnieje na nią społeczne przyzwolenie, bo każdy żyje ze sprzedawania czegoś.

Szczęśliwie – wszyscy tak robią i nadużywają tej taktyki…

Dlatego, tak jak kilka lat temu wyłączyliśmy reklamy na komputerze. Tak, jak nasi przodkowie wymownie wychodzili do kuchni podczas reklam w telewizji. Tak dzisiaj…. stajemy się coraz bardziej nieczuli na presję czasową, malowniczo oddziałująych na naszą wyobraźnię – ofert.

Owszem organizujemy swoje życie i plany zakupowe w rytmie kolejnych wyprzedaży. Ale nie dajemy sobie wciskać KITU.

Ale natura wyposażyła nas w najcenniejsze: zdrowy rozsądek.

Tymbardziej, że w sieci aż roi się od wciskaczy kitu i wyciskaczy łez tymi swoimi malowniczo kreślonymi ofertami:

Jeżeli tego nie kupisz, do końca życia będziesz NIKIM.

Przyznaję się, że przechodziłam przez różne etapy, często ulegałam malowniczej sugestii słowa.

Dręczyło mnie poczucie, że tracę okazję swojego życia, że wystarczyło kupić to, czy tamto, by stać się kimś zupełnie innym.

Zmądrzałam z wiekiem. Uodporniłam się: za dużo tego trafia do mojej skrzynki mailowej, bym mogła w to tak dobrodusznie wierzyć.

I tak ze zdziwieniem zdałam sobie sprawę, że kupuję coraz mniej. I paradoksalnie (a może i nie) jestem coraz bardziej szczęśliwsza.

Nie czuję potrzeby posiadania coraz to nowych rzeczy. Po co? Nasza przestrzeń zapełnia się przedmiotami, dającymi chwilowe poczucie szczęścia, które docelowo zagracają nasz horyzont.

Odzyskałam poczucie wolności…..

Odebrałam za dużą dawkę tego intensywnego marketingu w swojej skrzynce mailowej i teraz jestem uodporniona. To podziałało na mnie, jak szczepionka.

PS 1.

Błogosławieni niech będą marketingowcy, którzy swoją namolnością – nauczyli mnie dystansu do posiadania. W czasach przesytu.

PS 2.

Największym współczesnym źródłem stresu jest PRZESYT: rzeczy, informacji (to FOMO – fear of missing out), ambicji.

Wreszcie zrozumiałam, że oszukuję samą siebie, wierząc, że kolejna, nowa torebka uporządkuje za mnie moje życie. Albo, że nowe buty poniosą mnie pewniej przez życie….

W sumie nie widzę nic złego w takiej iluzji, jeżeli ta chwilowo poprawia mi samopoczucie. Jest fajnie, a może nawet chwilowo będzie miało sprawczą moc.

Ale jeżeli przez taką iluzję wpadasz w uzależnienie, czy zakupowy haul…. To może jest to warte zastanowienia się????????????

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak przygotować ebook w Google Docs i jak udostępnić go na stronie?

Odkąd zaczęłam rozpracowywać i zagłębiać się w temat przygotowania ebooka, przekonałam się,...
Read More

9 komentarzy

  • To jeszcze nic. Czasem nawet posuwają się do oszustwa: ktoś wysłał ci prezent, kliknij w link; odbierz przesyłkę, kliknij w odnośnik poniżej. W sumie ciężko stwierdzić, czy to jeszcze marketing czy już nieuczciwość.

  • Ja nie daję się łapać na marketingowe chwyty – być może dlatego, że nie mam telewizji, a wraz z nią reklam?;)
    Wiem, czego mi potrzeba, wiem, jak chcę kupować – staram się być świadomym konsumentem – stąd chyba tak ławo przychodzi mi odmawianie wszystkim „niezbędnym” rzeczom 😉

  • Osobiście najbardziej lubię jak dzwonią do mnie z sieci telefonii komórkowej i po przedstawieniu pada pytanie -To rozumiem, że mogę przygotować ofertę
    -Nie nie może pan- odpowiadam
    -Tutaj pada litania dodatkowych argumentów i plusów oferty i ponowienie pytania „To rozumiem, że mogę przygotować ofertę”.
    I to jest moment w którym zaczynam się denerwować. Bo nie trawię takich form nacisku od sprzedawców.

  • Ja też kupuję coraz mniej, bo dziś mniej znaczy więcej. Myślę, czy tego potrzebuję i co z tym zrobię itp. Reklamy wyłączam lub wyciszam, lub w ich trakcie załatwiam, co tam mam do załatwienia 😉 Jedynym wyjątkiem w kwestii kupowania jest dla mnie rozwój osobisty i budowanie nowych możliwości w życiu – we wrześniu 2017 zainwestowałam w nowe studia i faktycznie, są dla mnie źródłem ogromnej radości! 🙂 Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *