Dlaczego nie realizujesz swoich celów?

 

jak realizować cele

Dlaczego nie realizujesz swoich celów?

Bo może właśnie znalezienie odpowiedzi na to pytanie: dlaczego nie udaje / nie udało Ci się ich zrealizować Twoich celów powinno stać się punktem wyjścia i kluczem do ich realizacji. To tu leży rozwiązanie problemu.

Zrozumieć dlaczego to, co robisz (albo udajesz, że robisz) nie zadziałało w przeszłości. Po to by zadziałało w przyszłości.

Przełom grudnia i stycznia to wysyp postów o robieniu bilansów i planowaniu.

Robienie takich bilansów służy dwóm rzeczom i jest pomocne z dwóch powodów:

  • Analizujesz i zaczynasz rozumieć, że pewne rzeczy mogłeś zrobić inaczej.

  • Uświadamiasz sobie i doceniasz to, co jednak zrobilłeś.

Po zrobieniu takiego bilansu (jeżeli robiłeś go uczciwie, a nie tendencyjnie): zaczynasz myśleć, że mimo wszystko miniony rok czegoś Ciebie nauczył, do czegoś doprowadził, do czegoś się przydał.

Czyli jednym słowem nie był taki zły, jak może z pozoru myślałeś.

Przynajmniej mnie moje bilanse doprowadziły do takiej konkluzji.

A jednocześnie jeżeli zdecydujesz się na uczciwą rozmowę z samym sobą (bez znieczulenia, bez mydlenia sobie oczu i na takie dogłębne wsłuchanie się w siebie) – być może uda Ci się zrozumieć dlaczego nie zrobilłeś pewnych rzeczy, dlaczego nie doprowadziłeś ich do końca, a może nawet nie zacząłeś…. ich realizować.

To jest ten ból, a może i swego rodzaju oczyszczenie – katharsis.

Bo pewnych celów nie chcemy realizować – nawet jeżeli całemu światu – wszem i wobec głosimy, że jednak chcemy…..

Wtedy postawić sprawę uczciwie – to zdjąć sobie kamień z serca i przerzucić całą energię na inny obszar, gdzie może lepiej uda się ją nam wykrzystać.

Kiedy patrzę wstecz, na cele których nie zrealizowałam w minionym roku (podobnie, jak i w poprzednich latach), widzę dużo podobieństw i te same prawidłowości.

Niektóre cele tak mi się rozjechały, tak skutecznie przekonywałam się, że jeszcze nie jestem gotowa do ich realizacji, tak przewidująco odkładałam w czasie na później po to, by ich nie realizować….
że doszłam do wniosku, że nie ma co oszukiwać samej siebie – postawić sprawę uczciwie – zrobić realistyczny (może i miejscami bolesny) bilans, wyciągnąć z niego odpowiednie konkluzje i to, co motywujące…

I dalej ruszyć w drogę. Bez zbędnego balastu celów, których nie chcemy realizować, a które zatruwają nam świadomość.

Moje wnioski. Dlaczego nie zrealizowałam swoich celów? I może dlaczego TY też ich nie realizujesz..

Dlaczego nie realizujesz swoich celów?

Nie jesteś przekonany do ich realizacji.

Fajnie by było.

Ale samo: Fajnie by było, nie wystarczy, by ruszyć cztery litery. Bo to samo w sobie jest dużo mniej fajne.

I ten „niedobór fajności” kładzie się cieniem na naszym planowaniu. I tak planowanie zatrzymuje się na etapie tego niezobowiązującego: Fajnie by było.

Mam taki jeden cel na celowniku od lat: na zasadzie: Fajnie by było….

Fajnie by było … nauczyć się hiszpańskiego. No fajnie byłoby.

Pracuję w turystyce, wreszcie ręce przestałyby mnie boleć od tego migania po hiszpańsku rękoma i nogami i strzelaniu głupich min, powtarzaniu z uporem maniaka:

Sorry, non hablo espagnol….

Nie mam zielonego pojęcia, jak się to pisze, ale mniejsza o to, jak się to pisze, to działa… A moi koledzy z pracy po prostu pękają ze śmiechu i co rusz:

Beata, to są Hiszpanie. Czemu Ty do nich mówisz po włosku?

Bo nie umiem po hiszpańsku. A po włosku jakoś się dogadamy… Przy odrobinie dobrej woli popartej ruchami rąk i nóg….

Ale w sumie prócz tego, że byłoby fajnie – nic innego mnie do tego nie motywuje.

Bo to ani nie popchnie mojej „kariery”, ani nie powiększy moich dochodów…

A jeszcze samo miganie po hiszpańsku (rękoma i nogami) samo w sobie jest całkiem sympatycznym wyzwaniem.

Więc zostaje takie: fajnie by było i hiszpański czeka na lepsze czasy. Bo póki co…

Nie wierzyłam, nie próbowałam, jakoś nie chciało się zrobić…

jak realizować cele

Nie realizujesz swoich celów, bo masz ich za dużo.

Miotasz się między nimi, zamiast je realizować. To znaczy wydaje ci się, że je realizujesz i to wszystkie na raz. Ale tak naprawdę nie realizujesz żadnego. Tu coś skubniesz, tam coś skubniesz….

I znowu: wiem po sobie.

3 blogi systematycznie, metodycznie rozgrzebane…. Marzy mi się jakiś kurs: może social media dla blogerów, a może kurs francuskiego, a może coś o zdrowym odżywianiu się…

Do czego to prowadzi? W końcym efekcie mam poczucie, że robię tyle, ale niczego tak naprawdę nie realizuję.

To do niczego nie prowadzi. Może nie powinnam tego mówić, ani się do tego przyznawać: po 6 latach intensywnego blogowania, jako osoba której najpoczytniejszym blogiem stał się właśnie blog o blogowaniu, nie zarobiłam na tym zajęciu ani jednej złotówki. Ani grosika.

Dlaczego? Bo rozpraszam się na zbyt wielu rzeczach i nie mam czasu na dokończenie jednej: np przygotowanie jakiegoś konkretnego kursu… Choćby po to, żeby spróbować, jak to jest monetyzować swoją obecność w sieci.

Robota głupiego? Tak.

Rozproszenie się na zbyt wielu celach równocześnie? Jak najbardziej.

Blogowanie jest moim hobby. Ale włożyłam w to tyle czasu i tyle siebie, że chciałabym kiedyś w przyszłości doczekać się z tego jakiegoś malutkiego zwrotu, czy chociażby po to, by mieć dalsze usprawiedliwienie, by to dalej robić…. Bo jestem uzależniona…

A z drugiej strony to rozdwojenie, czy wręcz roztrojenie jaźni jest największą przeszkodą w rozwoju mojego bloga.

Bo ja nie nie mam tylko jednego bloga. Tylko 3 blogi. Podobnie 3 fanpejdże. I nie zgadniecie: podobnie 3 Instagramy.

Bo ktoś to tak fajnie powiedział:

jak realizować cele

Nie realizujesz swoich celów, bo sam dobrze nie wiesz, czego chcesz.

To jakby kontynuacja poprzedniego punktu…

I znowu mea culpa…

Bo jasno nie wiem czego chcę: czy chcę, by blogowanie zostało tylko moim hobby, czy chciałabym pójść dalej…

Ale znowu pójście dalej zoobowiązuje. A ja w sumie lubię takie niezobowiązujące pisanie sobie…

Jasno sprecyzowany cel (w liczbie pojedynczej) jest po prostu zbawienny dla realizacji celów.

Nie miotanie się między celami i żonglowanie nimi. Bo żonglowanie to żadna realizacja.

Wykreśl ze swojej listy celów te które nie są ważne, skoncentruj się na tych, które są ważne.

Zobaczysz, że od razu ruszysz do przodu.

Najlepszym rokiem dla mojego bloga był ten, w którym skoncentrowałam się tylko na nim – na tym jednym blogu, porzucając inne rozpraszacze….

Niestety ciągnie wilka do lasu, a chomika do chomikowania. Trzeba umieć dać sobie po łapach i trzymać się jednego, jasno wytyczonego celu….

jak realizować cele

Uciekasz przed realizacją swojego celu w inne zadania.

Wcale nie to, że Ty tyle pracujesz i już po prostu nie masz na to czasu….

Po prostu boisz się. Masz cykora. Nie masz dość wiary w siebie….

Nie jestem wystarczająco dobra, by zarabiać na tym, co robię.

Jak trudno jest przyciągnąć czytelników, cały czas dostarczając przydatne, ale darmowe treści… A jeszcze żeby chcieli coś ode mnie kupić….

Ale jest na to antidotum. Na ten brak pewności… Jak go sobie tak umiejętnie osłodzić?

Po prostu stale robić coś: cokolwiek, byle mieć wrażenie, że jestem zbyt zajęta, by zacząć robić to, co tak naprawdę chciałabym robić.

Chciałabym (przemienić pasję w pracę). Ale się boję. Nie pracy. Nieznanego…..

I tak ten strach przed nieznanym zręcznie maskuję tym kojącym poczuciem, że jestem taka zaganiana.

Chcesz realizować cele. Nie 10, ale 1 – 2. Skreśl ze swojej listy pozostałe 8 i zobaczysz, jak od razu posuniesz się na przód.

Dlaczego?

Dlatego, że to taka zasłona dymna przed samym sobą:

Stale jesteś zajęty, stale coś robisz, ale jednak nie to do czego zmierzasz….

Tak to wygląda u mnie:

Moje blogowanie – uwielbiam to – chciałabym przekłuć je w biznes… Choćby taki maciupeńki. Ale…

Ale się samo nie zrobi. Ale ja wolę tłumaczyć sobie, że zrobi się później. Najpierw muszę przerobić wystarczającą ilość kursów, napisać kolejne 100 000 postów, zanim spróbuję, zanim poczuję się gotowa, by stworzyć własny produkt….

Nigdy nie będę gotowa. Nigdy nie będę gotowa … od samego czekania z założonymi rękoma.

Ale czasami trzeba – tak sobie to otwarcie powiedzieć. Walnąć gołą prawdę prosto między oczy….

Nie bierzcie tego osobiście. To jest do mnie… Rozmowa z samą sobą bez znieczulenia, bez tej zasłony dymnej, którą zwyczajowo przed sobą roztaczam.

jak realizować cele

Ustaliłeś cel, ale nie podjąłeś decyzji o jego realizacji.

Decyzji o tym, że rzeczywiście będziesz go realizować.

Owszem o jego realizacji możesz trąbić wszem i wobec. Co najwyżej potem będziesz wycofać się z tego trąbienia po cichu.

Miałam napisać kurs o blogowaniu. Czy ten kurs kiedyś zobaczy światło dzienne? Wątpię. Mogę trąbić o tym wszem i wobec. Co mnie to kosztuje.

Ale usiąść do pracy nad czymś – w co sama nie wierzę….

Do czego nie jestem przekonana….

Co z tego, że siadam… Tak, siadam do pisania i znowu piszę o czymś innym. Odkładam na później, sabotuję.

Bo ja nawet nie podjęłam decyzji, że ja chcę to robić. Ja po prostu udaję, że mam zamiar robić to, co inni…. Ale wcale nie mam zamiaru tego robić. Bo mam przeczucie, że to nie moja droga….

Tylko po co ja się tym nie moim celem tak torturuję?

Moja diagnoza:

Ustaliłeś cel, ale nie jesteś przekonany do jego realizacji – zamiast go realizować, będziesz go sabotował. Równolegle.

Jeden krok w przód, dwa kroki w tył… I w sumie wychodzi na to, że jest to cofanie się.

A nawet jeżeli nie będziesz go sabotował, to przynajmniej będziesz odkładał na lepsze czasy, na później.

Nie jesteś uczciwy względem samego siebie. Popadasz frustrację, bo nie realizujesz celu, którego nie chcesz realizować.

A jednak to pozostawia za sobą posmak niespełnienia, uczucie porażki. I to Cię dołuje.

A to wcale nie jest porażka. To Twój (podświadomy) wybór. Ty (w swojej podświadomości, którą może zagłuszasz) – dobrze o tym wiesz. Tylko nie jesteś uczciwy względem siebie.

A może wystarczyłoby uczciwie postawić sprawę:

Ty i tak nie chcesz realizować tego celu.

Bo ten cel jest modny? Może przekonuje Cię do jego realizacji Twoje otoczenie. Ale to nie jest Twój cel. Więc Ty go nie realizujesz (tzn niby realizujesz, ale…). Tylko po co się tak szarpać?

Co z tego masz? Poczucie winy i niespełnienia. I tyle.

Nie oszukuj sam siebie. Zagraj z samym sobą w otwarte karty. Postaw uczciwie sprawę. Daj sobie rozgrzeszenie.

Jaka ulga. Nagle uwalnia się w Tobie tyle pozytywnej energii do realizacji celów, które tym razem chcesz realizować.

jak realizować cele

Nie realizujesz swoich celów, bo brakuje Ci pewności siebie.

Kontynuacja…

Czy wracamy do punktu wyjścia: żeby zrealizować swój cel: musisz w niego uwierzyć, ale przede wszystkim musisz uwierzyć w siebie….

Co ma pewność siebie do realizacji celów?

Bo to takie błędne i samonapędzające się koło. Wystarczy, że zaczniesz realizować dany cel.

Wystarczy, że zaczniesz coś robić w danym kierunku. Wystarczy najmniejszy, maciupeńki sukces, czy chociażby pierwszy krok postawiony na danej drodze. Jaki to potężny kop dla poczucia własnej wartości. A ta, tak podbudowana popchnie Cię dalej … po tej drodze.

Problem w tym, że odkładasz to w czasie. Brakuje ci pewności siebie, bo ta popchnęła cię naprzód. Więc wszystko stoi w miejscu. Cały czas brak tego pozytywnego impulsu. Błędne koło, a Ty nie masz odwagi go przerwać.

Tu wraca mój kurs i w ogóle pomysł przemienienia pasji, jaką jest blogowanie w pracę.

Nie wierzę, że mam jakąkolwiek smykałkę do zarabiania pieniędzy. Dlaczego nie próbuję ich zarabiać. Bo nigdy nie musiałam tego robić. Możecie powiedzieć: szczęściara. Ale nigdy nie wiadomo, co dalej będzie. Jak to mi się dalej w życiu potoczy…

Ja jestem z tych, co boją się na zapas i odkładają w nieskończoność (to, co wydaje się im nieznane).

Nie realizujesz swojego celu, bo nie potrafisz zwizualizować drogi do jego osiągnięcia.

Masz ustalony cel: fajnie by było, chciałbyś – tak sam z siebie, a jednak w niego nie wierzysz.

Nie wierzysz, bo nie potrafisz wyobrazić sobie drogi do tego celu: jak do niego dojść?

Kiedy zaczynałam pisać bloga, zaczęłam to robić tak naprawdę dlatego, że chciałam zostać przedsiębiorcą internetowym…Tyle, że nie miałam na to: żadnego pomysłu i już zupełnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać.

Nie mogąc wyobrazić sobie drogi, którą powinnam obrać – chodziłam w kółko, zaczęłam pisać bloga i po 6 latach blogowania jestem w tym samym miejscu, co na samym początku.

Tzn niby wiem dużo więcej, ale wciąż nie wiem, jak to wykorzystać. Wciąż nie potrafię zwizualizować swojej drogi…

Jason Hunt powiedziałby tu: zrób sobie mapę myśli (tak przerabiam ten kurs). I może w końcu to zrobię.

A póki co: ustalam sobie pośrednie cele:

np stworzyć materiały do nauki francuskiego i poszukać ku temu odpowiednich narzędzi…. Ale wszystko w swoim czasie….

Pisałam, że mój francuski przyjaciel rozkręca swojego start upa – zaczynam obracać się w środowisku start up owców… Szukam… Wciąż mam nadzieję, że kiedyś zarysuje się przede mną ta moja droga…

Nie widząc całej drogi, robię coś, trochę po omacku, a jednak – rozwijam się….

Morał:

Ustal mniejszy cel, taki co do którego zobaczysz choćby początek drogi.

Prawda jest taka, że nigdy nie zobaczysz całej drogi. Ale w miarę, jak posuwasz się naprzód, będę odsłaniały się przed Tobą kolejne jej etapy…

Czyli będziesz sięgał wzrokiem coraz dalej… i dalej….

jak realizować cele

Nie realizujesz celu, bo nie wpisałeś go w codzienną rutynę.

Tu powrót do hiszpańskiego… Bo ja tak sobie planowałam, że wezmę – kiedyś, później, byle nie dziś – szkolny zeszyt mojego syna, przepiszę sobie z niego porcję hiszpańskich słówek i będę je sobie codziennie zakuwać…

Intencja sama w sobie nie głupia – ale jeszcze raz potwierdza słuszność starego powiedzenia, że dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane.

Gdybym to zrobiła… Gdybym codziennie przez kilka minut dziennie powtarzała sobie hiszpańskie słówka o ile słówek byłabym mądrzejsza.

A tak, jak to obrazowo mówią DUPA: machanie rękoma i wciskanie Hiszpanom – włoskiego, bo to jedyny południowy język który znam (poza francuskim oczywiście, ale ten z Hiszpanami nie działa).

Dlatego…

Bo fajnie sobie coś planować poza czasem. Ale jeżeli nie zmieścisz się w czasie, to takie planowanie jest sztuką dla sztuki.

Zaplanować poza czasem? To zaplanować coś, czego nigdy nie będziesz realizować.

Wpisz to w codzienną rutynę:

Chcę nauczyć się języka hiszpańskiego.

Wpisz to sobie w codzienną rutynę: że codziennie rano albo wieczorem przez pięć – dziesięć – piętnaście minut uczysz się nowych słówek.

Na początku uczysz się 5 minut. Kiedy widzisz pierwsze efekty, masz ochotę poświęcić na to coraz więcej czasu….

Cel, którego nie wpisałeś codzienną rutynę stoi w miejscu. Stoi w miejscu i staje się taką martwą literą.

Nie posuwa się naprzód. Więc nie masz tego motywującego kopa, by chcieć jeszcze bardziej. I tak wciąż nie masz dobrego powodu, by realizować Twój cel.

Nie realizujesz swojego celu, bo masz dużo, za dużo lepszych powodów, by go nie realizować.

I tu masz dwie opcje:

  • Albo wymyśleć, wymarzyć ten jeden jedyny dobry powód, dla którego jednak chcesz realizować dany cel, albo….
  • Może to jest ten dobry powód, dla którego powinieneś wykreślić ten cel z listy celów do zrobienia.

Bo TY nie chcesz go realizować…

Jezuita, ojciec Powell powiedział kiedyś (i to jego zdanie bardzo mi się spodobało), że:

Czyli albo masz ten dobry powód, albo go nie masz.

I tu przykład. Nie mój…

Moja koleżanka z pracy: w 8 miesięcy schudła 20 kg. Tak, serio, potwierdzam na własne oczy. Schudła po tym jak zdiagnozowano u niej cukrzycę typu 2.

Jest młodą osobą, jeszcze przed trzydziestką. Wcześniej bezskutecznie próbowała schudnąć. Imała się kolejnej diety cud i niezmiennie odbijała się o efekt jojo.

To nie jest kwestia diety cud. Tylko wystarczającej motywacji, by w niej wytrwać: mieć ten naprawdę dobry powód.

Nie wyciągasz pozytywnych wniosków z tego, co już udało Ci się zrobić.

Bo czasami minimalizujemy swoje sukcesy, bo tak nas nauczono: skromność. A tymczasem to one są kluczem do jeszcze większego sukcesu.

Jak to zrobiłeś, że Ci się udało? Co czułeś, myślałeś sobie – robiąc to, co ostatecznie Ci się udało.
Bo sukces nas upija… Przepełnia szczęściem…

Ale spokojnie. Jak się nim nacieszysz – nie przeocz tego etapu – bo ON MA MOC – rozłóż swój sukces na czynniki pierwsze.

Co zadziałało? Co jest takiego w Tobie (w połączeniu z danym celem), że tym razem zrobiłeś TO.

A może zrobisz to jeszcze raz. Przeniesiesz to na inny teren…

Bo po to są te wszystkie bilanse, by przekonać się, że jednak coś się nam udało… I czerpać z tego tego motywującego kopa.

Ale nie…

Porównujesz się do innych…

Porównujesz to, co nieporównywalne.

Zamiast jako punkt odniesienia do tego, co robisz – przyjąć samego siebie.

Masz małe dziecko i piszesz bloga po nocach…

I jeszcze nie masz 150 000 fanów na Facebooku….

Pogrążasz się, zamiast docenić siebie…

I dokąd to Cię prowadzi? Zaczynasz mieć wątpliwości, przechodzisz przez moment zwątpienia, rzucasz to w diabły, bo licho Cię podkusiło, by porównywać się do innych.

A Ty masz swoją drogę… i swój punkt odniesienia.

To do niego powinieneś odnieść cele, które chcesz realizować: w zgodzie z samym sobą….

Wsłuchaj się w swoje serce i w swoją intuicję. One już dobrze wiedzą dokąd Ty tak naprawdę chcesz dojść. Steve Jobs

I jak tu nie kochać Iphona… Zmagam się z moim i kiedyś w końcu ujeżdżę.

Choć póki co jest pod górkę.

I tak jest z celami: jak masz zasuwać, zasuwaj pod właściwą górkę, albo upewnij się, czy drabina po której się wspinasz jest oparta o właściwy budynek. I nie przejmuj się, że ktoś macha Ci z sąsiedniej, wspartej o inny budynek, a stoi stopień wyżej.

Ty jesteś sobą i masz swoją drogę.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Za co kocham Paryż?

Po niezbyt optymistycznym i pochlebnym poście „Co zdziwi Was w Paryżu?”(no wiecie:...
Read More

7 komentarzy

  • U mnie właśnie zazwyczaj brakuje pewności siebie lub planuję za dużo i po prostu się nie wyrabiam :p Dlatego ostatnio staram się podchodzić do planów z większą rezerwą. Wyciągnęłam wnioski z poprzedniego roku i z dużą motywacją ruszam do przodu 🙂

  • Beatko, dużo mądrych rzeczy napisałaś i masz rację, w pewnych rzeczach musimy sobie odpuścić, a w innych pogonić. U mnie sprawdza się metoda małych kroków, które prowadzą do tych większych 🙂 Wiesz? Noga za nogą, ale najważniejsze, że w dobrym kierunku 🙂

  • Według mnie najważniejsze jest pozytywne nastawienie i samozaparcie, a jak jeszcze mamy obok siebie dodatkowego motywatora, to wtedy jesteśmy w stanie nawet góry przenosić. Bardzo interesujący i mega wyczerpujący wpis oraz sam postcast. Super!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *