Nie daj się zniechęcić porażkom.

MOTYWATORY lęk przed porażką

Czego nauczył mnie miniony rok?

Ten rok z pozoru był dla mnie mało owocny.

Przez długi czas nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że ten rok nic mi nie dał. Z pozoru. W rzeczywistości dużo się w tym czasie nauczyłam: o sobie i swoich ograniczenia. Jestem mądrzejsza o kolejny rok życiowych doświadczeń.

Miniony rok był dla mnie jedną wielką lekcją: pokory, cierpliwości, zaczynania od nowa, wracania do początków i do podstaw. Z nadzieją, że czas na namacalne, widoczne efekty przyjdzie w kolejnym roku.

Odnośnie blogowania, podobnie: Wiele pisałam, nagrywałam (filmy i podcasty), udzielałam się w mediach społecznościowych, wiele czasu poświęcałam na rozwój bloga i swoich umiejętności, a ten jakby stał w miejscu, a nawet cofał się….

Choć długo myślałam, że powinnam zamknąć ten rok w poczuciu niespełnienia, czy nawet porażki. Nie zamykam. To była bezcenna, choć bardzo bolesna lekcja życia i poszukiwania siebie.

Czego się nauczyłam?

Spisałam to w formie luźnych myśli i skojarzeń….

 

Warto zdać sobie sprawę z własnych ograniczeń i potraktować je jako drogowskaz.

Zamiast podświadomie buntować się i zżymać na ślepy los, czy zezowate szczęście. Zamiast bezproduktywnie gdybać: gdybym miał/a taką urodę, gdybym miał jej zdrowie. Skoro nie masz….
Nie masz, bo Twoja droga ma być inna. Dopasowana do tego kim jesteś i kim nigdy nie będziesz.

Czasami tak bardzo chcemy tego, czego tak naprawdę nie chcemy.

Zamiast wsłuchać się w siebie, idziemy za tym, co jest popularne, modne. Zamiast wziąć pod uwagę swoje predyspozycje i swoje ograniczenia. Jedno jest równie ważne, jak drugie. Obydwa wytyczają nam drogę.

Chciałam iść cudzą drogą. Te wszystkie babeczki, które rozwijają swój biznes, radzą jak przekształcić blogowanie w biznes? Jak to wszyscy dzisiaj w sieci chcą zrobić. i już nie mogą oderwać się od komputera.

Ale tu moje ograniczenia zdrowotne okazały się drogowskazem…. Może i chciałabym, by stało się inaczej. Ale może po prostu to nie byłaby moja droga….

To, co jest nam dane na starcie. Z pozoru to kwestia szczęścia, dobrych genów wygranych na loterii życiowej. Ale….

Jeżeli mamy pewne ograniczenia, są one wpisane w naszą drogę. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć i wcale nie o to chodzi, by je przeskakiwać. Tylko potraktować, jak na drogowskaz.

6 lat blogowania przypłaciłam permanentnym bólem głowy. Dlaczego? Dlatego, że robiłam coś, czego robić nie powinnam. Przekroczyłam pewne granice. Robiłam to wbrew sobie: za dużo czasu spędzanego przed ekranami, za dużo niedospanych, zarwanych na blogowanie nocy. Teraz to się na mnie mści.

Każdy ma swój czynnik ograniczający: coś czego nie przeskoczy ani nie rozciągnie, coś co wraca jak bumerang. Dla mnie czymś takim jest moje zdrowie.

MOTYWATORY lęk przed porażką

Bo czasami tak zainspiruje nas czyjś sukces, że zaczynamy iść cudzą drogą. Zamiast wsłuchać się w siebie.

Podążamy za przykładem innych i gubimy się na cudzej drodze. Czasami może to być inspirujące… Momentami i do czasu. Ale łatwo się zgubić… raz na zawsze.

Pewne rzeczy nie są dla mnie. A jednak….rozpędzam się, idę za przykładem innych osób. Chcę robić tyle samo. A nie jestem taka sama. Mam inne zdrowie. Co nie znaczy gorsze: ale wrażliwsze. A wtedy moje zdrowie przypomina mi, że nie tędy droga. To nie jest moja droga. I tu…

Moje zdrowie jest takim czynnikiem ograniczającym. Ale też drogowskazem.

Ile razy musiałam z czegoś zrezygnować, bo dochodziłam do tego kosztem zdrowia, zarwanych nocy, siedzenia przed komputerem. Chcąc przeskoczyć pewne ograniczenia (np czasowe) doprowadzałam swoje zdrowie do takiego stanu, w którym nie byłam w stanie dalej robić już NIC.

Ustal, co jest dla Ciebie ważne.

Robienie wielu rzeczy, po to by być zajętym jest osiąganiem udawanej, bezproduktywnej – produktywności. Jesteśmy zajęci, ale to donikąd nie prowadzi. A przynajmniej nie do tego, co jest dla nas ważne.

Co jest dla Ciebie ważne?

Ustaliłam swoje priorytety: rodzina, zdrowie, pisanie, czytanie, bieganie. Pod tym kątem będę analizować i oceniać swoją efektywność. A nie pod kątem tego ile robię. Bo można się zarobić i nie zrobić nic z tego, co ważne….

Jestem mistrzynią robienia tylu rzeczy, które tak naprawdę niczemu konkretnemu nie służą. Bo nawet nie wiem, do czego miałyby mnie doprowadzić. Robię je z przyzwyczajenia, po to, by trwać w złudnym poczuciu udawanej produktywności. Bo np: po co mi pisanie 3 blogów?

Ważne jest prawidłowe ustalenie hierarchii wartości, zgodnie z samym sobą, ze swoimi predyspozycjami i ograniczeniami.

Zajmij się tym, co ważne i tym, co naprawdę chcesz robić.

Ogranicz to, co odrywa Cię od tego, co ważne.

Ważne nie jest bezmyślne scrollowanie po Facebooku czy Instagramie, ważne jest nawiązywanie, budowanie, pielęgnowanie wartościowych relacji.

Media społecznościowe – największy współczesny złodziej czasu. Dlatego, że dajemy się wciągnąć w tę pułapkę, nawet jeżeli cały czas wydaje się nam, że wchodzimy w nią dobrowolnie, na własnych zasadach. O naiwności…..

Let it be. Niech tak będzie.

Czasami największą sztuką i najbardziej dalekowzrocznym wyborem jest zaakceptować to, że nasze życie potoczyło się tak, a nie inaczej. To, że znalezliśmy się w danym miejscu, obok tych, a nie innych ludzi. Zaakceptować to i czerpać z tego to, co najlepsze: radość życia, energię do działania.

Jesteśmy jak żeglarze, którzy muszą swój żaglowiec przebudować na otwartym morzu, a nie mogą go nigdy położyć w doku i zbudować od nowa z najlepszych części. Otto Neurath austriacki filozof, socjolog i ekonomista

Umiar jest tu kluczem.

Zdałam sobie sprawę, że życie jest takim nieustannym poszukiwaniem równowagi, dążeniem do umiaru, szukaniem tego mitycznego złotego środka.

Dopiero odnalezienie wewnętrznej równowagi daje nam wymarzone poczucie szczęścia.

Gdy cokolwiek zakłóca tę równowagę: kłótnia, konflikt, choroba, brak czasu, bo gonimy w piętkę – cała nasza uwaga skupia się na tym uwierającym nas ogniwie. Znika poczucie szczęścia.

Ból głowy jest w moim przypadku takim skutkiem utraty pewnej równowagi, skutkiem przesady, braku umiaru. Zbyt dużo czasu spędzanego przed ekranami…

To jest dowodem na to, że dużo łatwiej jest coś w życiu zburzyć niż odbudować. Bo albo przedobrzyliśmy, albo chcieliśmy (chcemy) za dużo. Zamiast cieszyć się tym, co mamy.

Nie wiem dlaczego, zawsze jak robię coś, na czym mi zależy – doprowadzam swoje zdrowie do stanu, w którym muszę z tego zrezygnować i zająć się tylko swoim zdrowiem Bo chcę za dużo, za szybko, od razu. Nie potrafię znaleźć tego złotego środka, umiaru.

To moja prywatana lekcja: Nie chcieć za dużo.

Zbyt wielkie oczekiwania – prowadzą do rozczarowania.

Względem życia, względem siebie. Bo cokolwiek dobrego nas spotyka, zawsze będzie to mniej, niż to czego pragnęliśmy. A to zostawia uczucie niedosytu. Zamiast cieszyć się tym, co już osiągnęliśmy, jesteśmy sfrustrowani. Tylko po co?

Nie porównuj się z innymi.

Bo zawsze tracisz na tym TY. Zawsze znajdzie się ktoś, który robi daną rzecz lepiej. Ale nikt nie ma takiej jak Ty, wybuchowej kombinacji mocnych stron i predyspozycji. Jesteś unikalny. Twoja droga jest jedyna.

Blogowanie uczy wszechstronności, ale wyróżnić się pozwala dopiero specjalizacja.

Tu użyłam słowa specjalizacja niekoniecznie w sensie: nisza do blogowania. Raczej Twoje mocne strony. Jeżeli dobrze piszesz, postaw właśnie na to. Na to, w czym jesteś dobry. To, w co wkładając jeszcze więcej wysiłku mógłbyś stać się jeszcze lepszy. Może nawet najlepszy… W swoim rodzaju.

Nie musisz znać się na wszystkim. Raczej znaleźć to, na czym chciałbyś znać się dobrze.

Praktyka czyni mistrza…

Z perspektywy kilku lat dość intensywnego blogowania i przy tej okazji doskonalenia się na różnych polach, wiem, że do pewnych rzeczy, umiejętności dochodzi się z czasem.

Nie ma, co frustrować się, czy wpadać w kompleksy, że to, co robię jest nie takie… Takie be. Tylko robić to… I od czasu do czasu spojrzeć wstecz.

Nie mogę patrzeć na swoje pierwsze fotki. Z niesmakiem czytam swoje pierwsze teksty (wydają mi się takie sztywne i takie nawine).

Gdybym nie próbowała tego robić dalej, cały czas dalej, nigdy nie dowiedziałabym się, że mogę więcej. Tymbardziej, że blogowanie skłania nas do wypróbowania siebie na różnych polach. W moim przypadku było to pisanie, fotografowanie, a ostatnio obróbka filmów.

I tak odnośnie fotografowania (bo na jakimś tam etapie marzyło mi się prowadzenie bloga kulinarnego).

MOTYWATORY lęk przed porażką

Dobra stylizacja kulinarna, jej przygotowywanie, wymyślanie, organizacja – wymaga czasu.

Lubię to robić, ale to nie jest moja droga.

Nie mogę patrzeć na moje pierwsze fotki kulinarne, ale ponieważ od samego początku zaczęłam od podglądania innych i pragnęłam dojść do takiego samego poziomu – w pewnym momencie zaczęłam na tym polu robić postępy. Tak, kopiowałam stylizacje które podobały mi się u innych….

Ale ponieważ i tak nie miałam takich samych elementów, czy biblelotów – wychodziły moje własne kompozycje. Aż wreszcie poczułam się w tym dość silna, by pójść swoją drogę i realizować swoje pomysły, bez oglądania się na innych.

Kopiowanie tego, co robią inni – owszem pomaga rozwijać nasze umiejętności. Ale nie jest drogą samo w sobie…

Tylko sposobem na docieranie do swojej drogi.

Kopiowanie jest jakim badaniem gruntu i testowaniem naszych chęci i predyspozycji.

Siłą rozpędu znajdujemy swoją drogę, albo stwierdzamy, że ta droga nie jest dla nas.

Feralny dla mnie Instagram, przez tyle miesięcy mordowałam się, by coś podobnego do tego, co podejrzałam u innych odtworzyć u siebie. Cholernie podobało mi się to u kogoś innego. Co z tego?

U siebie tego nie czułam. A ponieważ tego nie czułam, a mimo to robiłam dalej, ciągnęłam to w ten sposób na siłę, stawałam się coraz bardziej gościem na swoim Instagramie. W końcu wykasowałam kilka miesięcy prób ze swojego Instagrama i wróciłam na swoją drogę.

Im więcej wiesz, tym więcej widzisz….

Albo: zanim wyjmiesz, musisz włożyć.

Ryszard Kapuściński powiedział, że żeby napisać jedno własne zdanie, trzeba przeczytać tysiące cudzych.

Profesor Seignalet, propagator diety bezglutenowej i bezmlecznej, który która odmieniła życie wielu jego pacjentów -zawsze podkreślał, jak ważny w jego pracy był czas spędzany na czytaniu literatury naukowej.

Brian Tracy radzi: Czytaj literaturę dotyczącą dziedziny, jaką się zajmujesz przynajmniej przez godzinę dziennie.

Dobre pomysły nie spadają z nieba. One biorą się z tego, co już mamy w głowie.

Szukajcie a znajdziecie.

To nie jest tak, że powinniśmy czekać aż dojrzały pomysł wpadnie nam do głowy. Musimy go aktywnie szukać, próbować….

Francuzi tak obrazowo mówią: mettre la main à la pâte – włożyć rękę do ciasta, zacząć je ugniatać.

Może dlatego jestem taką niepoprawną miłośniczką idiomów… One są takim smaczkiem i poezją języka. Symfonią z pozoru niepowiązanych, absurdalnych, czy abstrakcyjnych, a jednak bardzo obrazowych skojarzeń. I tak właśnie obrazowo oddziałują na naszą wyobraźnię, że trafiają tam, gdzie trzeba… A czasami po prostu odcisnęła tu swoje piętno historia.

MOTYWATORY lęk przed porażką

Nie bój się odkładać na później, by nabrać do tego zdrowego dystansu.

Zamiast się zadręczać, że nie masz rozwiązania, odłóż to….

Odłożone wcale nie przepada w otchłani niepamięci.

Mój najlepszy tekst humorystycznym (stawiam pierwsze kroki w tym zakresie) z tego roku, czyli „Czy umysł ma płeć?” był efektem takiego odkładania w czasie. Wciąż wydawał mi się nie dość dobry.

Ale mój umysł w całej swojej podświadomości dalej nad nim pracował… Mimo, że leżał odłożony w tych moich pokrętych zwojach mózgowych.

Nie żałuj odłożonych na później pomysłów. Jeżeli jest im to pisane, kiedyś przyjdzie ich czas.

Moje najlepsze teksty to te, którym dałam czas dojrzeć.

W bieżącym roku chciałabym pisać mniej, ale za to pisać głębsze, dogłębniej przemyślane teksty. Taka chyba będzie tendencja w tym kolejnym 2018 roku.

Przecież my wszycy coraz bardziej, mniej lub bardziej podświadomie bronimy się przed zalewem treści. Ograniczamy się do czytania twórców, co do których wiemy, że za każdym razem znajdujemy u nich coś na prawdę wartościowego.

Dlatego chciałabym wygospodarować więcej czasu na przemyślenia… na z pozoru bezproduktywne bujanie w obłokach…

Znaleźć czas na kreatywne myślenie.

Ten czas jest bezcenny. To błąkanie się po bezdrożach wyobraźni, w przypadku twórców – nie jest marnotrawienie czasu, tylko odnajdywaniem siebie.

O ile w XX wieku motorem napędowym, paliwem gospodarki i rozwoju były surowce naturalne. Dzisiaj tym motorem są ludzie i ich kreatywność.

To jest ta przewaga, którą póki co mamy nad bezdusznymi maszynami.

MOTYWATORY lęk przed porażką

Lepszy jest chociażby najbardziej ogólnikowy plan działania niż deadline.

Deadline czasami pomaga spiąć się, sprężyć na ostatniej prostej. Ale w kwestiach większych, bardziej złożonych, wymagających dłuższego przygotowania – żaden deadline nie załatwi sprawy.

Plan działania to tylko plan działania…

To nie kajdanki, które ograniczają Twoje pole widzenia.

Dlatego lepsze jest robienie czegokolwiek w danym kierunku – długofalowo, niż czekanie aż wyklaruje nam się gotowy plan działania. Z czego? Z fusów?

Bo o tej porze roku mamy takie ambitne plany i tyle chcielibyśmy osiągnąć, tak ambitnie planujemy, a potem często już gdzieś na początku lutego te plany idą w zapomnienie?

4 osoby na 10 porzuca swoje noworoczne postanowienia z nastaniem lutego. Dlaczego? Bo chcemy za dużo… zmienić w swoim życiu na raz. Napisać je od nowa…. Taki czujemy przypływ pozytywnej energii. Przez krótką chwilę. Tymczasem zmiany wprowadza się długo falowo…. Ot taki dysonans.

MOTYWATORY lęk przed porażką

Jeżeli chcesz się zmienić …. na lepsze, nie chciej za dużo. Jedna zmiana na raz.

Dopiero kiedy ugruntujemy ją tak, że stanie się mimowolnym nawykiem, możemy ugryźć kolejną.
Drobne zmiany mają potężne skutki.

Przekonuję się o tym każdego dnia, kiedy powtarzam z pozoru mało ważne nawyki, np nawyk codziennego lub prawie codziennego biegania.

Bo są takie dni, kiedy po pracy padam na pysk. A wtedy nie ma sensu dokładać kolejnej porcji fizycznego zmęczenia. Moja praca i tak jest bardziej fizyczna niż umysłowa. I bardziej polega na interakcji z ludźmi.

Ale wyobraźmy sobie tylko, że jeden rok to 365 dni. Czyli tyle samo okazji do utrwalenie i do pielęgnowania danego nawyku. I z czasem okazuje się, że drobne zmiany prowadzą nas coraz to dalej.

Zaczynałam od kilkuminutowego biegania po domu. Na więcej nie pozwalała mi moja córeczka, która chciała mieć mamę dla siebie, a nie dla biegania. Albo przyłączała się do tego mojego podomowego cwałowania. Możecie wyobrazić sobie, jaki z tego robił się raban, że nie dało się dalej tego ciągnąć.

Ale nawet nie spostrzegłam się, że codziennie przedłużałam czas przeznaczony na bieganie. Aż utrwaliłam ten nawyk. Dzisiaj czuję potrzebę biegania. Jeżeli sobie choć trochę nie pobiegam, czegoś mi brakuje. Dzięki czemu – odpukać w niemalowane – jeszcze nie chorowałam tej zimy.

Nie wszystkie zmiany się przyjmą.

Może po prostu to nie była Twoja droga. To wcale nie jest porażka, tylko nowe doświadczenie.

Czasami trzeba dać sobie czas, by do danej rzeczy dojrzeć. Podjąć próbę kilkukrotnie.

Czasami najbardziej oczywiste i zarazem najważniejsze dla nas rzeczy są ukryte głęboko w nas.¨Przysypane tonami niesłusznie utrwalonych przekonań o sobie. Do czegoś nas ciągnie, ale bazując się na utartych przekonaniach o sobie, nawet nie próbujemy….

Każdy ma gdzieś tam w sobie zakodowane takie przekonania. Moje to: Nie umiem pisać.
Albo: Jestem nieśmiała, boję się wyjść do ludzi.

I tu znowu paradoksalnie życie, a może ja sama przez swoje wybory wystawiam się na próbę: od lat pracuję z ludźmi i ten aspekt swojej pracy lubię najbardziej. A teraz piszę bloga i wciąga mnie to coraz bardziej.

Bo po prostu spróbowałam, odważyłam się, nie dałam się zniechęcić początkowym trudnościom. Wytrwałam do momentu aż poczułam, że robię to coraz lepiej. Choć nie raz miałam poczucie porażki.

A jednak….

Nie bój się próbować. Nie bój się porażki.

Porażka, jest niczym więcej, jak kolejną próbą i szukaniem siebie….

Nic lepiej nie uczy, jak porażka.

Doceń swoje porażki i szansę, jaką Ci dają….

Każda porażka to bezcenna, choć bolesna lekcja.

Wiele się można z nich nauczyć.

Tak naprawdę ludzie, którym udało się odnieść sukces (jakikolwiek, z czysto ludzkiego punktu widzenia), długo przecierali swoje szlaki.

Bo życie to taka na swój sposób mieszanina: niespełnionych wysiłków, rozczarowań, bólu, porażek…. aż dochodzimy do takiego miejsca, w którym patrząc wstecz, zaczynamy rozumieć, że wszystko to, przez co przeszliśmy było potrzebne. Miało jakiś sens, głębszy sens.

Gdyby nie te wszystkie porażki, nie doszlibyśmy do tego, czym dzisiaj jesteśmy.

Sukcesy, które przychodzą bez bólu, bez porażki, bez zmagań, bo tak się nam udało od pierwszego razu (szczęście debiutanta) często są nietrwałe, niewiele wnoszą i stosunkowo szybko idą w niepamięć.

MOTYWATORY lęk przed porażką

Zaakceptować porażkę.

Z perspektywy czasu widzę moje problemy ze zdrowiem jako szansę. Szansę, by zmienić wszystko i zacząć od nowa: zmienić podstawy: zdrowy styl, życia zdrowe odżywianie to podstawy. I tak…

Oglądając się wstecz za siebie: z perspektywy minionych 20 kolejnych lat paradoksalnie, czuję się sprawniejsza niż 20 lat temu.

To właśnie porażki zaprowadziły mnie dalej niż jakikolwiek sukces. Bo tylko porażki potrafią wymusić niezbędne zmiany. Do których nie zmusi Cię żaden sukces. Tylko porażka…

Porażki zbudowały mnie na nowo, wyciągnęły na światło dzienne to, co we mnie najlepsze: charakter.

Trudne sytuacje budują silnych ludzi…

Nie żałuję, że nie raz było trudno… Owszem chciałabym czasami by było łatwiej. Ale czy to byłoby lepsze dla mojego rozwoju…..

Miniony rok z pozoru niczego nie wniósł do mojego życia i blogowania. Stoję w tym samym miejscu, co przed rokiem. Jestem tylko (aż) bogatsza o nowe doświadczenia. O wszystko to, co próbowałam robić. Co mi się nie udało. A jednak cieszę się, że spróbowałam.

Choćby i na darmo.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

NIE KAŻDY MOŻE ZOSTAĆ FREELANCEREM.

Bo wiecie co, gdzieś tam po zakamarkach moich namotanych zwojów mózgowych, tymi...
Read More

14 komentarzy

  • Śledzę Twojego bloga Beata od początku mojego blogowania. I bardzo osobiście dziękuję Ci za ten wpis. Jest drogowskazem i wyjaśnieniem paru moich zawahań. Mówią, nie ważne ile razy upadniesz. Ważne czy się podniesiesz. Miałam co do tego wątpliwości. Miałam dużo wątpliwości. Ale pewnie wszyscy szukamy całe życie i uczymy się na błędach. Pozdrawiam Cię serdecznie.

  • „Ciesz się z tego co masz, albo przynajmniej śmiej. Po co walić głową w mur, po co pić, wąchać klej. Nic nie zwalaj na los, on tu winien najmniej. Więc się ciesz z tego co masz, albo przynajmniej śmiej…” – i to są moje życzenia dla Ciebie na 2018 rok.
    Jesteś jedną z osób, które zainspirowały mnie do blogowania i świetnie bawię się swoją nową życiową pasją. Dziękuję Ci i pozdrawiam.

  • Twój tekst bardzo wpisuje się w to, co się dzieje u mnie. Najbardziej rezonuje ze mną „Czasami tak bardzo chcemy tego, czego tak naprawdę nie chcemy”. Czasem tak poddajemy się presji otoczenia, że zapominamy o swoich wartościach, predyspozycjach, preferencjach. Czasem pragniemy chwycić tak wiele srok za ogon, że w końcu wszystko nam się wymyka i kończymy z tym poczuciem porażki, frustracji, tymczasem zgadzam się z Tobą, że jedna zmiana, jeden krok na raz wystarczy. Sama w tym roku odpuszczam, bo życie ma dla mnie inny plan niż ten, który skrupulatnie, często ponad siły realizowałam 🙂

  • Bardzo insipirujący post! Najbardziej spodobało mi się to zdanie

    „Bo czasami tak zainspiruje nas czyjś sukces, że zaczynamy iść cudzą drogą. Zamiast wsłuchać się w siebie” – Bardzo prawdziwe! I jak na czasie. Czasami zapominamy o swoich talentach i do czego my jesteśmy przeznaczeni.

    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów!

  • Żyjemy w czasach, w których oczekujemy od życia efektów naszych działań na już na teraz, zaraz. Często zapominamy, że cierpliwość, kolejne schody do klucz do sukcesu. W kontekście Twojego postu przypomina mi się hasło Pani Swojego Czasu, że zrobione jest lepsze od doskonałego 🙂 Nie traćmy czasu na oglądanie się na innych, róbmy swoje i przybliżajmy się do realizacji własnych celów!

  • To jednak widać, że dla Ciebie był to bardzo ważny rok! Mój też, również wiele mnie nauczył. Między innymi pokazał mi kilka moich ogromnych wad, z którymi muszę zacząć walczyć. A także dał do myślenia w kontekście priorytetów. I pozwolił się zastanowić, czego tak na prawdę chcę. Choć nie wiem jeszcze, czy już mam tę ostateczną odpowiedź. Być może żadna nie będzie ostateczna…? 😉

  • W zasadzie mamy podobne przemyślenia. Dla mnie z nowym rokiem określenie priorytetów to cel numer jeden. Odpuszczenie działań tam, gdzie nie ma efektów, środków, sił i chęci. Przede wszystkim jedna rzecz na raz. Dziś wiem, że tylko w ten sposób udaje się osiągać konkretne cele. Jedyne przy czym zostaję z lat poprzednich to śmiałe cele mierzące w realizację marzeń. Akurat to napędza mnie bardzo. Z tym, że tym razem mocniej i lepiej je akcentuję.

    Doświadczenia, które wyniosłaś z poprzedniego roku są z pewnością jego wartością dodaną. To zostanie w Tobie po 2017. Pomyśl sobie, że często do tak dużej ilości wniosków ludzie dochodzą latami.

    Tylko co do jednego nie mogę się zgodzić. Nie tylko porażki potrafią zmobilizować do zmiany. Oczywiście, dla każdego będzie to co innego. Jestem przekonany, że w moim przypadku jedynie wewnętrzna determinacja i wypracowanie nowych lepszych nawyków może przynieść zamierzony efekt. Porażki raczej nie działają na mnie motywująco.

  • Czasami nic się nie zmienia tylko z pozoru, bo z każdym rokiem jesteśmy mądrzejsze, mamy większe doświadczenie życiowe, uczymy się na błędach, wyciagamy wnioski!!

  • Pod wpływem tego wszystkiego, co jest teraz modne i popularne bardzo łatwo jest zgubić siebie i zapomnieć, czego tak właściwie chcemy, dlaczego podjęliśmy daną aktywność. Internet potrafi całkowicie pochłonąć – czytamy kolejne blogi, w których każda rada wydaje nam się cenniejsza od poprzedniej i w efekcie tracimy czas i nie podejmujemy żadnych działań.
    Zdrowe podejście to podstawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *