Jak pokochałam jesień, której wcześniej zupełnie nie kochałam.

sposoby na jesienną chandrę, depresja jesienna

Jak pokochać jesień?

Bo jesień była jeszcze do niedawna mocno przeze mnie nie kochaną porą roku.

Plucha. Te szwędające się wszędzie rozmoczone liście, na których tak łatwo się pośliznąć. To charakterystyczne drapanie w gardle. A dla ostatecznego podłamania człowieka, tzn kobiety na duchu – te pochlapane spodnie. No dobra, chodzę, jak ta kaczka. Ale w słoneczną, bezchmurną letnią pogodę – nie mam z tym żadnego problemu.

Bo wszystko zaczyna się w głowie. Bo można powiedzieć sobie, że jesień to tylko ta chlupiąca woda w butach (i pochlapane spodnie, bo mnie to po prostu prześladuje), przemarznięte na kość – ciało, zmasakrowana fryzura (bo znowu pada), drapanie w gardle. Francuzi tak rozkosznie i zarazem tak namacalnie nazywają to kotem buszującym w gardle. Jakoby ten tymi pazurkami… tak nam je rozdrapywał… – avoir le chat dans la gorge.

Ale skoro wszystko zaczyna się w głowie, można na to spojrzeć INACZEJ.

1. Drapanie w gardle.

Jestem weteranką walki z bólem gardła. Dobrze znam intruza. Tyle że dzisiaj reaguję na niego konstruktywnie.

To dla mnie najlepszy kop, by wziąć swoją formę (fizyczną) w swoje ręce: by wreszcie odkleić się od tej rozkosznie kuszącej bombonierki z czekoladkami, wziąć się za siebie, zacząć się ruszać, wypacać z siebie toksyny. Po to, by przygotować teren (tzn swój organizm) na nadchodzącą zimę.

2. Plucha – to wspaniałe antidotum na nasz współczesny tryb życia tak naładowany jonami dodatnimi.

Bo te wszystkie urządzenia elektryczne, do których non stop, przez cały dzień jesteśmy tak rozkosznie przyklejeni – telefon, komputer, kuchenka elektryczna – emitują właśnie tylko jony dodatnie. Ale te jony wcale nie służą naszemu zdrowiu.

Za to, co jest dla niego (tzn dla nas) dobre – to jony ujemne. Tych można do woli złapać pod jesienną mżawką.

Ale kiedyś, kiedy stałam sobie pod tą jesienną mżawką, czekając aż podjedzie ten niepodjeżdżający autobus. A jak podjechał, to jeszcze jednym machnięciem koła w kałuży, tak ochlapał, że przerobił od stóp do głów w dalmatyńczyka. Człowiek cały – jeszcze przed chwilą odświętnie ubrany, a teraz już tylko przemalowany w kropki.

A jeszcze kiedyś, jak stałam tak sobie pod tą jesienną mżawką, czułam, że łapie mnie jakieś choróbsko. I siłą perswazji – rzeczywiście łapało. Aż końcówki palców zaczęły mi przymarzać do skarpetek.

Ale…

Dzisiaj myślę INACZEJ. Coś zmieniło się w mojej głowie. Zmieniło się moje podejście. Zmieniłam się ja. Zaczęłam się regularnie ruszać. Wzmocniłam swój organizm.

Teraz lubię stać z głową w jesiennej mżawce. Co tam sama głowa, ja cała.

Już nie czuję, że ładuje się we mnie choróbsko. Czuję jak ładuję się cała, tymi dobrymi dla zdrowia ujemnymi jonami, których jak na lekarstwo. A ja pośrodku tej mżawki niczym samozwańcza elektrownia atomowa. Chłonę ten deszcz.

A wkoło ludzie przyklejeni do swoich telefonów ładują powietrze na odwrót: jonami dodatnimi. Wystarczy rozejrzeć się wkoło…

Stoję w kolejce, facet obok mnie niby z kimś rozmawia, coś tam gestykuluje. Ale to dla niepoznaki…. Bo on mózg ma schowany do telefonu. Wydaje się to dopiero, kiedy przychodzi do płacenia. Wkłada kartę bankową…. i gdzie szuka kodu do niej? No przecież że w telefonie.

I niby rozumiem, bo też jestem uzależniona. Ale już wiem, że można INACZEJ. I że to inaczej robi mi dobrze.

3. Zimno… Chłód….

Już więcej nie boję się chłodu. Bo jak prześledzimy bieg historii, okazuje się, że chłód jest motorem postępu.

Bo jak człowiek nic nie musi robić, to nie robi nic. Ale jak musi się dopasować do niezbyt łaskawych warunków klimatycznych to od razu wymyśla coś, co zrobi to za niego. Ogrzewanie, metro…

Gdyby było mu wystarczająco ciepło, nawet palcem w bucie by nie kiwnął, po to by się ogrzać.

Zresztą w jakim bucie. Po co mu wtedy byłyby buty? Nie było by butów…

Bo to chłód sprzyja rozwojowi myśli technicznej.

Prześledźmy bieg historii. Paradoksalnie miasta usytuowane na północy rozwijały się skuteczniej: handel, przemysł…. Podczas, gdy te na południu – po prostu miały rolnictwo. I starczało im…

Ale życie na północy było tym wyzwaniem, które dopiero wyzwalało z człowieka nieodkryty potencjał.

Jako że sama patrzę na życie przez pryzmat reakcji chemicznych chemicznej. Takie skrzywienie poznawcze. Jestem chemikiem. Dopóki współczynniki się zgadzają jest to niegroźne.

Ale dla mnie każdy jest jedną taką mobilną reakcją chemiczną. Te humory od skoku hormonów. Nie raz doświadczamy empirycznie, zupełnie nieświadomi zataczającej wielkie koło reakcji łańcuchowej.

Najwięczka bolączka jesieni i zimy? Przemarzające nam w skarpetkach końcówki palców…

Dlaczego? Dlaczego w tych niezmienionych skarpetkach przymarzają nam palce? Bo stopa się poci. Nawet w takie zimno. A jak się poci, wydziela się wilgoć. Aż ta wilgoć zaczyna nam ziębic palce. A wtedy zostaje zmienić skarpetkę. I to działa. Taki prosty hack: Noście w mrozy zapasowe skarpetki.

uśmiechnij się, sposoby na jesienną chandrę, depresja jesienna

4. Jesień też może być pozytywna.

Bo niby dlaczego, kiedy zaczyna się jesienna plucha i szarzyzna zaraz siada nam nastrój?

A zapominamy o tych długich jesiennych wieczorach, które samoistnie dają nam rozgrzeszenie, a nawet nie tylko rozgrzeszenie, ale i błogosławieństwo, by zaszyć się z dobrą książką pod przytulną kołderką, zaczytać się, zapomnieć o Bożym świecie.

Czy po prostu by bez wyrzutów sumienia pooglądać jakieś fajne kreskówki. Razem z dziećmi. Bo przecież w taką pogodę nie będziemy ciągnąć ich do parku, by się wyszalały. Trzeba zająć je i siebie przy okazji – INACZEJ.

A i politycy przychodzą nam tu z pomocą. I to nie tylko ten pan z lwią grzywą, który gdyby nie miał w zasięgu ręki guzika atomowego byłby jedną z najzabawniejszych osób na świecie.

Ale np taki pan Sarkozy, przyjmował swego czasu w Paryżu panią Angelę Merkel. W taką jesienną pogodę. Bo o tej porze roku w Paryżu ciągle pada. A że chciał błysnąć przed swoją rozmówczynią i oczarować ją swoją nieskazitelną angielszczyzną, chlapnął:

Sorry for the time.

Chcąc przeprosić za kiepską pogodę. Ale przetłumaczył to dosłownie. Bo po francusku słowa czas i pogoda – to jedno i to samo, czyli le temps. Ale w języku angielskim – przydarzyła się tu subtelna różnica: jest słowo time (czas) i słowo – weather (pogoda).

Ale znowu: gdyby nie jesienna plucha, ta anegdotka nigdy by się po prostu nie zdarzyła….

Bo jesień – jest nie tylko szara i monotonna, jesienią nasz organizm fajnie się hartuje. Jesień to długie jesienne wieczory, który – i tu paradoks natury ludzkiej – z takim rozrzewnieniem wspominamy latem. Kiedy jest nam zbyt gorąco…. Bo człowiekowi nigdy nie dogodzisz.

A my w naszej strefie klimatycznej mamy to szczęście, że mamy to wszystko: i jesień, i zimę, i lato, i wiosnę z całym dobrodziejstwem inwentarza (i płynących z niego dla nas dobrych rzeczy) i całym bogactwem kolorów.

I znowu nie mogę się oprzeć, by nie powiedzieć: Alleluja. I dobrze, że mamy jesień…

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

Related posts

  • Ja coraz bardziej lubie chlod… po kilku paryskich latach znienawidzilam upaly, szczegolnie polaczone z wilgotnym powietrzem. Z radoscia chlone w pluca zimne powietrze, a jak marzne to robie pajacyki, albo owijam sie kocem. A jezeli chodzi o walke z drapiacym gardlem, to polecam picie siemienia lnianego – nawilza; koi i jest zdrowe. Chrypka przechodzi jak reka odjal.

  • Ja jesień kocham od dziecka, ale zawsze byłam trochę dziwna 😉 Nigdy wtedy nie musiałam szukać wymówki dlaczego nie mam ochoty wyjśc na podwórko tylko wolę siedzieć wieczorami z książka pod kocykiem 😉

  • Ja też uważam, że jesień może być przyjemna i tak naprawdę dużo zależy od naszego nastawienia 🙂 Zresztą ostatnimi czasy próbuję ją odczarować u siebie na blogu. Ciekawe stwierdzenie, że zimno jest motorem postępu, w sumie masz rację – jak jest ciepło, miło i przyjemnie, to nikt by się nie fatygował, żeby wynaleźć ogień. Pozdrawiam!

  • Koniuu

    Fajne podejście i ciekawe rady jak zaprzyjaźnić się z jesienią 🙂

  • Ja lubię jesień, ale tylko wtedy, gdy jest piękna, kolorowa i słoneczna 😉 Są pewne plusy, ale jednak wstawanie w ciemnościach i powrót z pracy też już w ciemnościach to nic przyjemnego 😉