Jak mądrze zautomatyzować swoje działania w social mediach?

automatyzacja marketingu narzędzia social media marketingu zarządzanie social media narzędzie do zarządzania social media

automatyzacja marketingu narzędzia social media marketingu zarządzanie social media narzędzie do zarządzania social media

Dzisiaj z perspektywy czasu i doświadczenia (człowiek najlepiej uczy się niestety na swoich błędach) wiem, że trzeba to robić mądrze.

Ale zacznijmy od tego, czym w ogóle jest automatyzacja w social mediach?

Bo pewne działania w social mediach można sobie tak sprytnie zautomatyzować i w ten sposób odciążyć się od nadmiaru pracy.

Właściwie to większość publikacji w mediach społecznościowych można sobie zaplanować, korzystając z treści, które już wcześniej opublikowaliśmy na blogu.

  • Czyli mamy tu nie tylko oszczędność czasu (bo tworzymy treści do social mediów na zasadzie: kopiuj i wklej).
  • Ale też recykling treści, dajemy tym treściom – może już zapomnianym – kolejną szansę, by zaistnieć, tzw drugie życie.

WIN WIN.

Ale to działa tak fajnie tylko wtedy, gdy nie zapominamy o tym, że w tym wszystkim, we wszystkich social mediach najważniejszy jest drugi człowiek.

Interakcja z drugim człowiekiem. Bo zaangażowanie w tą interakcę wraca. I dostarczanie odbiorcy treści, które go zainteresują.

W przeciwnym razie automatyzacja wszystkiego, co się da może okazać się pułapką….

Tu przyznaję się: w pewnym momencie bardzo mocno zaufałam, czy nawet całkowicie zdałam się na automatyzację.

Dzisiaj wiem, że popełniłam tu ogromny błąd.

Byłam w mediach społecznościowych, nie będąc w nich, nie budując relacji, nie reagując na to, co publikują tu inni, ani nawet na to, co inni odpisywali mi w komentarzach… I to po prostu absolutnie nie działało.

Dlatego z perspektywy czasu i minionych błędów wyjaśniam:

  • Dlaczego to u mnie nie zadziałało?
  • Jak to dzisiaj robię mądrzej?
  • Jakie narzędzia polecam do automatyzacji?

Kiedy po raz pierwszy odkryłam automatyzację….  Doszłam do wniosku, że jak sobie raz to tak przemyślnie ustawię, to zwolni mnie to od jakiegokolwiek pracy.

Przestałam bywać w pewnych mediach społecznościowych. A Ameryki tu nie odkryję: tak nie da się zbudować zaangażowanej społeczności gdziekolwiek.

Automatyzacja może być szansą i metodą na zaoszczędzenie czasu. Ale też może być pułapką.

Kiedy zdajesz się całkowicie tylko na nią. Podobnie, jak pułapką są media społecznościowe, kiedy tracisz poczucie i kontrolę nad czasem, który w nich spędzasz.

Jak sobie wykombinowałam, tak zrobiłam. A jak raz sobie to ustawiłam, potem działało to już beze mnie.

Tylko dlaczego nie zadziałało?

Dopiero teraz, kiedy angażuję się w bycie i budowanie realcji w social mediach zaczynam czuć, że moje kolejne notki wywołują tu jakiś odźwięk. Wcześniej (przy zdaniu się na automatyzację) to była głucha cisza….

I znowu nie odkryję tu Ameryki….

Jak długo pamiętasz, by pielęgnować relację z drugim człowiekiem – ma to sens.

Bo to ta relacja z drugim człowiekiem w ostatecznym rozrachunku jest najważniejsza. Bo to ludzie polecają innych ludzi (twórców) dalej.

Na budowanie relacji…. Na zaagnażowanie. Bo zaangażowanie wraca.

Automatyzacja ma sens…

To oszczędność czasu.

Jeżeli uwalania Cię od monotonnych, czasochłonnych, pracochłonnych czynności, jak chociażby prozaicznie pracowite wystukiwanie kolejnych hasztagów na Instagramie…

To świetna metoda na recykling treści.

Automatyzacja ma sens: jeżeli pozwala Ci na recykling, czyli powtórne użycie treści, czy fragmentów treści z bloga.

Może po lekkim liftingu (bo dla wszystkich, paradoksalnie także dla słowa pisanego, czas jest nieubłagalny). Podobnie może po lekkim dopasowaniu tej treści (z bloga) do formatu danego medium społecznościowego – np Instagram (kwadratowa fotkia), Twitter (kompresja do 280 znaków, za to fotka – pozioma, rozciągnięta, jak rasowy jamnik).

Automatyzacja to szansa na podsunięcie jeszcze raz tego, co może przy pierwszym podejściu nie chwyciło, a Ty czujesz, że to ma potencjał.

Bo może tym razem będzie to podsunięcie zupełnie nowym, a więc pierwszy raz stykającym się z tą treścią czytelnikom Twojego bloga, czy potencjalnym czytelnikom Twojego bloga, a póki co obserwującym Cię w social mediach.

Może te same treści, dopiero podane po raz kolejny chwycą… Wywołają ten efekt śnieżnej kuli, o którym wszyscy tak marzymy.

  • Czyli kiedy nie zapominasz o tym, że osobiście powinieneś pielęgnować relacje międzyludzkie.
  • Czyli wtedy kiedy automatyzacja nie przysłania Ci tego, że pewnych rzeczy po prostu nie można zautomatyzować.

Dlaczego to u mnie nie zadziałało?

Bo ja zupełnie zdałam się na automatyzację. I w ogóle zatraciłam się i całkowicie zapomniałam o tym, gdzie i po co publikuję.

Tytułem anegdotki. Miałam kiedyś to tak sprytnie ustawione, że wszystko, co publikowałam ręcznie na Google Plus, automatycznie publikowało się dalej: na Linked In (przynajmniej święcie w to wierzyłam), na Twitterze i Bóg jeden wie, gdzie jeszcze indziej. Jednym słowem, wszędzie tam, gdzie się dawało….

Pełna automatyzacja.

To jak Ci, którzy szczycą się tym, że mają tysiące obserwujących na Instagramie, a jak przyjdzie co do czego, jak dogłębiej się temu przyjrzeć, to z tych tysięcy obserwujących nikt nie reaguje. Dziwne, prawda? Same roboty.

Ale zatrzymajmy się na tym LinkedIn. Bo to strategiczne i do tego dynamicznie rosnące w siłę medium społecznościowe. Na pewno warto tu być.

Teoretycznie byłam. Publikowało mi się tam samo. A sama na profil na LinkedIn nawet nie zaglądałam. Po co? Automatyzacja…

Kiedy zajrzałam po czasie… W tym wypadku po czasie oznacza: po ładnych kilku miesiącach: okazało się, że moje połączenie między Google Plus a LinkedIn dawno temu się rozłączyło. A na LinkedIn od długich miesięcy nie publikowałam już nic. Będąc przekonana, że cały czas regularnie tu coś publikuję.

A nawet gdyby się to nie rozłączyło?

Na ile zdało by się takie puszczanie w przestrzeń, w bezkresy social mediów czegokolwiek:

  • bez wizji,
  • ale przede wszystkim bez budowania jakichkolwiek relacji.

Kiedy jeszcze nie masz wyrobionej swojej marki. Kiedy nikt Cię nie zna. Wtedy….

Po prostu: powiedzmy sobie uczciwie: jesteś spamerem. Kolejnym. Dlatego podobnie jak inni spamujący, przepadniesz w tej bezkresnej masie….

Byłam spamerem. Spamowanie może i krótkofalowo daje nam poczucie, że jesteśmy tacy …. zaradni, tak to sobie przemyślnie obmyśleliśmy. Ale spamowanie ma krótkie nóżki.

Dlatego….

Jeżeli planujesz automatyczne publikacje

dowolnych treści w social mediach, a potem w ogóle nie śledzisz tego, co dalej się z tym dzieje… np nawet nie sprawdzasz, czy ludzie to komentują, to

  1. Po pierwsze – jesteś spamerem. Tak – jesteś botem.
  2. Po drugie – i to jest jeszcze ważniejsze – tracisz – bezpowrotnie – szansę, by podjąć dyskusję. Nie podejmujesz wyciągniętej w Twoją stronę wędki…

Tymczasem Twoja odpowiedź na czyjś komentarz, może wywołać zwrotny komentarz, który rozpocznie dłuższą dyskusję… Albo sprowokuje inne komentarze i poszerzy zasięg.

Tu w zasadzie wielkiej filozofii nie ma.

Bo wszystkie te algorytmy – czy to na Instagramie, Facebooku, czy nawet na Twitterze – działają na jedno kopyto: jest interakcja, ludzie to kupują, to przyznają większy zasięg.

Takie proste, a takie trudne…

Dlatego….

  • Automatyzacja ma sens, jeżeli uwalnia Cię od monotonnych, mało twórczych zadań, które zabierają Ci dużo czasu. Np banalne przeklepywanie hasztagów.
  • Automatyzacja ma sens, kiedy pozwala Ci wykorzystać ten czas inaczej….

Tam, gdzie roboty nie są w stanie Cię zastąpić. Owszem w kreowaniu treści, ale czasami my blogerzy piszący od lat mamy po prostu niewykorzystane zasoby treści, które aż się proszą o kolejną szansą.

Boty nie są w stanie zastąpić nas w budowaniu interakcji.

Boty nie piszą rozwiniętych komentarzy na temat…. Obok tematu tak. Dlatego czujemy, że to są boty. A my chcielibyśmy interakcji z drugim człowiekiem.

Dlatego:

Automatyzacja czemu i nie. Ale warto to rozegrać mądrzej.

Jak dzisiaj robię to mądrzej?

Automatyzuję tylko pewne publikacje.

Tam, gdzie i tak nie byłabym w stanie ogarnąć tego osobiście… tak – spamuję.

Głównie dotyczy to Twittera.

Na Twitterze mam kilka kont tematycznych i zawsze kilka wejść na bloga z tego mi skapnie.

Korzystam z takiej wtyczki ROP Revive Old Posts, za pomocą której codziennie puszczam po jednym tweecie z linkiem na bloga na kilku tematycznych kontach na Twitterze. Na których prowadzenie i tak nie miałabym czasu.

Więc mam na Twitterze konta, na których spamuję samymi linkami. Nie żebym była z tego dumna. Po prostu w przeciwnym razie nie robiłabym tu nic…

Za to twitterowe konto, które troskliwie pielęgnuję i gdzie buduje relację @vademecumbloga – rozkręcam i obsługuję ręcznie.

Inaczej na Instagramie.

Korzystam tutaj z narzędzi do planowania publikacji. W ten sposób jeszcze raz publikuję co lepsze fragmenty moich starszych wpisów.

Ale też lubię pisać tu spontanicznie, czyli tylko przygotowuję sobie uprzednio fotkę z hasztagami, a potem na gorąco dopisuję to, co mi w duszy gra w danym momencie.

A z drugiej stony, zaoszczędzony w ten sposób czas – inwestuję (tak, bo to jest swego rodzaju – inwestowanie), więc inwestuję ten czas w budowanie realcji. Bo wierzę, że zaangażowanie wraca.

Teraz kilka narzędzi, które można wykorzystać do automatyzacji publikacji w mediach społecznościowych.

1. Buffer.

Obsługuje różne media społecznościowe np Twitter, Instagram, czy Facebook. Możemy tutaj zaplanować sobie nasze publikacje z wyprzedzeniem… i zdać się na maszynę. Choć żeby kiedyś w przyszłości móc od tego odcinać kupony, warto zainwestować w budowanie realcji.

2. IFTTT.

Można tu sobie skonfigurować tyle różnych połączeń na zasadzie, jeżeli publikuję tu, to niech opublikuje mi się jeszcze i tam….

Tutaj bardziej szczegółowo, jak działa Buffer pokazuję w tym filmiku.

automatyzacja marketingu narzędzia social media marketingu zarządzanie social media narzędzie do zarządzania social media

3. Revive Old Posts.

Wtyczka na wordpressa.

Jestem namiętnym użytkownikiem. Mam ją na każdym swoim blogu. Ta wtyczka losowo wybiera i tweetuje linki do wpisów na blogu. Ustalamy sobie tylko z jaką częstotliwością ma to robić. I czy ewentualnie nie wykluczymy wpisów z pewnych kategorii np wpisów okolicznościowych. Po to, by uniknąć dysonansów w stylu – przyznaję już mi się to przytrafiło – w środku lata wyskakują Wam na Twitterze życzenia noworoczne….

Tu rzeczywiście zdałam się w 100 % na automatyzację. Ale ta dotyczy tematycznych kont na Twitterze, na których prowadzanie w przeciwnym razie i tak nie miałabym czasu. Więc – tak – spamuję. Za to nie korzystam z takich rozwiązań na swoim koncie na Twitterze wokół którego chciałabym zbudować zaangażowaną społeczność….

automatyzacja marketingu narzędzia social media marketingu zarządzanie social media narzędzie do zarządzania social media

4. Later.

To moje ulubione rozwiązanie do planowania publikacji na Instagramie. Z wyprzedzeniem. Pozwala mi na recykling fragmentów teksów wcześniej opublikowanych na blogu. Czyli daje im drugie, a nawet i trzecie życie. Tymbardziej, że często to, co sprawdziło się na Instagramie – notki, które na Instagramie wywołały większe zaangażowanie – przerzucam jeszcze na Facebooka…

To z kolei jest świetny hack na wzbudzanie większego zaangażowania na Facebooku. Jeżeli widzisz, że ludzie na coś reagują mocniej w innych mediach społecznościowych – pewne publikacje, czy tematy – wykorzystaj to i wrzuć na Facebooka. Bo tu najbardziej toczy się ta bezpardonowa walka o zasięgi.

Later jest bezpłatny do 30 zdjęć – notek na Insta – miesięcznie. Więc warto brać go w ciemno.

5. Planoly.

Kolejna aplikacja do planowania publikacji na Instagramie. Działa podobnie jak Later, czy Buffer.

I podobnie, jak tamte aplikacje, żeby nie łamać regulaminu Instagrama, nasze notki możemy przygotować sobie na komputerze. Ale ostatecznie będzie to wymagać zainstalowania odpowiedniej apki na telefonie (bezpłatnej zresztą) i przesłania tego z poziomu telefonu. Co ma tę zaletę, że naszą notkę przygotowujemy sobie z wyprzedzeniem. Ale możemy skorzystać z narzędzi do edycji zdjęć, które oferuje nam Instagram. Dla mnie to relacja WIN WIN.

automatyzacja marketingu narzędzia social media marketingu zarządzanie social media narzędzie do zarządzania social media

6. Friends and Me

Korzystam z niego do automatycznego przerzucania tego, co publikuję na Google Plus na jedno z moich kont na Twitterze…

Tu przy pisaniu notki na Google Plus warto pamiętać, że skoro dalej pójdzie ona jeszcze na Twittera, by jak najwięcej ważnych, czy soczystych informacji zawszeć w pierwszych 280 znakach. Bo taki jest obecny limit na Twitterze….

automatyzacja marketingu narzędzia social media marketingu zarządzanie social media narzędzie do zarządzania social media

7. Missinglettr.

To narzędzie jest od niedawna płatne. Jakkolwiek istnieje bezpłatny okres próbny.  Tzn istnieje minimalistyczna (coraz bardziej minimalistyczna) wersja bezpłatna, oferująca przeprowadzenie 2 kampanii w miesiącu w jednym wybranym medium społecznościowym…..

Uwielbiam je do przygotowywania kampanii promocyjnych pod kolejne wpisy z bloga na Twitterze…
Zastanawiam się nad skorzystaniem z jego wersji płatnej.

Bo rzeczywiście:

Missingletttr bierze wpis z bloga i przerabia go na serie tweetów, które następnie rozplanuje i rozłoży w czasie.

To narzędzie przez długi czas było darmowe. I tu też taki fajny hack: korzystać z takich dobrych narzędzi, póki jeszcze nie mają zbudowanej społeczności i w pewnym sensie testują się na darmowych użytkownikach….

W nadziei, że ci z czasem wykupią sobie jego płaną wersję. Ale to też metoda, by póki dane narzędzia są darmowe – wykorzystać ich bardzo przydatne opcje.

I to by było na tyle.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Czego nauczyło mnie 5 lat blogowania?

To jeszcze nie pora, by zdmuchnąć te symboliczne 5 świeczek na torcie....
Read More
  • Potwierdzasz tylko moje spostrzezenia dotyczace automatyzacji. Tzn. ja jestem na poczatku blogowania i szczerze mowiac automatyzacja wyrzadzila mi tez troche szkod. Wrzucalam jak leci zdjecia na FB, instagrama i brakowalo w tym… duszy. Nie budowalam kontaktow – dokladnie tak, jak piszesz. Czulam, ze cos mi nie gra, zaczelam tez wylapywac „automatyczne” tresci u innych ludzi i mnie od nich odrzucalo. A pozniej posluchalam podcastu Pani Swojego Czasu, ktora wlasnie mowila, ze ona na FB wrzuca teksty naturalnie, bez automatu i jej spolecznosc to wyczuwa (i lubi). Teraz na instagramie wrzucam zdjecia „naturalnie”, ale mam baze hashtagow, bo przeciez ile mozna przepisywac te literki 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  • Częściowa automatyzacja się przydaje, ale potem trzeba ją dopieszczać. Zazwyczaj mam wcześniej przygotowane posty na FB, ale potem biorę udział w dyskusji. Mam problem z Instagramem, którego w pełni nie czuję. Może któreś z narzędzi mi przypasuje, bo przepisywanie tych hasztagów dobija mnie okrutnie…

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Muszę przyznać, że to temat w który okropnie trudno mi się zagłębić. Wszystko tworzę zaraz przed dodaniem i pracuję nad wcześniejszym planowaniem i większą organizacją ale różnie idzie 😉

  • Jeszcze nie korzystałam z automatyzacji, no może kilka postów opublikowałam o godzinie, którą sobie wyznaczyłam. 🙂 Dziękuję za wpis, jeszcze sobie posłucham i poczytam 🙂

  • Weronika Bogusia Ossowska

    A co powiesz na temat Hootsuite? Nie widziałam go w zestawieniu, jednak wydaje się być wartym uwagi narzędziem. 🙂

  • Nie korzystałam jeszcze z żadnego z powyższych narzędzi do automatyzacji, a widzę, że mogłyby nieco pomóc:)

  • Ola Bednarek

    Świetnie, że zebrałaś wszystko w jednym miejscu. Bardzo przydatny narzędziownik. 🙂

  • Patrycja Czubak

    Najważniejsza jest autentyczność i właśnie kontakt z odbiorcą. Żadne aplikacje tego nie zastąpią.

  • Automatyzacja jest ważna, ale właśnie o relacje chodzi. Ja dzięki mediom społecznościowym mam znajomych w całej Polsce, z którymi tworzę wspólne projekty, spotykam się na branżowych imprezach i dzięki, którym się ciągle rozwijam.

  • A nie obawiasz, że ludzie, którzy śledzą Cię w więcej niż 1 miejscu np. na Instagramie i na Facebooku po prostu poczują się zmęczeni jak tego samego dnia będą widzieć ten sam wpis repostowany w różnych mediach?
    Co z zasadą, że treści powinny być w miarę unikalne?

    A jeśli chodzi o planowanie postów to od siebie mogę dorzucić polecenie aplikacji Preview („szalenie” oryginalna nazwa, więc podpowiem, że w logo ma taką kolorową kratkę), można tam nie tylko planować posty ale też widać jak będzie wyglądał feed Instagrama jak się do niego doda konkretne zdjęcie. Przydatne zwłaszcza jak się chce na Instagramie układać wzorki ze zdjęć 🙂

  • Czasami i wrzucając treści ręcznie można zapomnieć, że trzeba zbudować społeczność. Ja to sobie dopiero niedawno uświadomiłam. 😀
    A planowaniem postów muszę się niedługo zająć. Zabieram się do tego jak pies do jeża, bo każda nowa rzecz wydaje mi się straszna i skomplikowana. Ale wiem, że za jakiś czas będę miała bardzo mało czasu i im więcej uda mi się go zaoszczędzić, tym lepiej.