Jestem na diecie plus LINKI TYGODNIA

jestem na diecie i jestem głodna, jak schudnąć,

No dobra, po dodaniu takiego zdjęcia trudno będzie mi kogokolwiek przekonać, że ten post jest na poważnie. NIE JEST.

ALE

Nawet najmniej poważne treści mogą nieść w sobie jak najbardziej poważne przesłanie. I tak jest i tym razem. Mówiąc nieskromnie.

Przesłanie jest takie:

Jesteśmy tym, co jemy.

Ja np jestem na diecie. Na zdrowej diecie. I to wcale nie jest dieta – tylko styl życia.

Ale wiecie, jak to jest kiedy jesteśmy na diecie, to stale myślimy o żarciu.

Ale czasami wychodzi z nas nasza druga natura. Ja np ….

Jestem pytonem.

Tak, to ja… Widzicie tę rozdziawioną paszczę tego pytona. To byłam ja. Taki pyton na słodycze. Kiedy w polu widzenia pojawiało się pudełko czekoladek.

Nawet się nie nie nie zaczaiłam. Samo wpadło mi w ręce. Ktoś przyniósł. Tak bez okazji. No to jest świetna okazja, by je opędzlować. Tzn posmakować. Ale dobrze wiecie, jak to się w takich sytuacjach kończy.

Wyciągnęłam w całości. Jak ten pyton – antylopę z kopytami. Jak się do tego pudełka przyssałam, w pień wycięło wszystkie czekoladki.

Bo ja, jak ten pyton, co to przydusza swoją ofiarę, zanim w całości ją wciągnie. Tak, ja przyduszałam w sobie ochotę na słodycze. Czekoladka za czekoladką. Aż mi obrzydło. Aż już więcej nie mogłam na nie patrzeć. Do następnego razu.

Tak się obżarłam. Teraz jak ten pyton trawiący tę antylopę z kopytami, rozwaliłam się na kanapie. I cierpię.

A pyton, jak przydusza swoją ofiarę, to słucha takim wewnętrznym uchem, czy jeszcze bije jej puls. Tak, bo ja oglądam dużo filmów o zwierzętach. Taki znaleźliśmy z mężem kompromis odnośnie pilota od telewizora. I ten pyton, to ma takie uszy wewnątrz.

No bo czy widzieliście kiedyś pytona z odstającymi uszami? To ja, jak nasłuchuję, czy ktoś mnie nie nakryje. Bo jak wtedy będę mogła zgonić na te ufoludki.

Bo jak przyssałam się do bombonierki to jak ten pyton. A on ma taką rozciągliwą szczękę, że niejedno w siebie potrafi wciągnąć. Aż można by się zastanawiać, gdzie było na to miejsce…

Ale to było kiedyś. Zanim przestały nęcić mnie słodycze.

Jak przestałam jeść słodycze.

Ostatecznie poskromiłam w sobie tego wewnętrznego pytona. Nie ciągnie mnie do słodyczy.

Nie sama go w sobie poskromiłam. Miałam sojuszników. 100000 miliardów sojuszników.

Tak, tyle w naszym organizmie żyje malutkich stworzonek. W zgodnej symbiozie: dobre bakterie, które żywią się w jelitach tym, czym my się żywimy. Może stąd mamy takie rozdwojenie jaźni?

Ale w praktyce wygląda to tak, że: masz taką florę bakteryjną, jaką sobie wychowasz. A to jaką ją sobie wychowasz, zależy od tego, co jesz. Wystarczająco długo.

Dlatego ja od dłuższego czasu przestawiam się na raw food, np #smoothie.

Smoothie, czyli jak nie podjadać pracując przed komputerem.

I tak poskromiłam w sobie tego wewnętrznego pytona na słodycze.

Teraz jestem jak to gigantyczne safari. Jak zresztą każdy z nas.

Tylko to moje safari, moja flora bakteryjna chce ode mnie coraz więcej RAW FOOD. Dlatego już nie ciągnie mnie do słodyczy. Alleluja.

Niemniej, czasami dopada mnie taki wewnętrzny niepokój…. Bo wiecie, jak to jest….

 

Dlaczego kiedy jesteśmy na diecie, mamy hopla na punkcie jedzenia. Czyli po prostu żarcia. Bo widzicie, idziemy sobie ostatnio ulicą i mija nas taka rozkoszna pies – parówka. Tak moja córeczka pieszczotliwie nazywa każdego spotkanego jamnika, którego z tej okazji musi wytulić. Czy wytarmosić za uszy. Ale ja jestem gorsza. Ostatnio jestem ja zdrowej diecie, plus jeszcze to wypłacanie z siebie tłuszczyku przez codzienny przynajmniej pół godzinny jogging. I w takim kontekście na horyzoncie pojawia się pies – parkówka. Tak dynamicznie przebierający tymi swoimi króciusienkimi nóżkami. Jakby chciał nimi zawojować pół świata. Poddając w wątpliwość wszelkie naukowo udokumentowane prawa fizyki. Jak on na tych króciutkich łapeczkach, tak zadziornie posuwa się naprzód. I to zasuwa jak cholera. Taka parówka na 4 łapkach. Ja też …. parówka. Nie, nie parówka. Bo moja linia zewnętrznego kontaktu z otoczeniem, linia zderzakowa – nie jest wystarczająco opływowa… By tak mnie nazwać. Ale jak to mówią Francuzi jestem: un estomac sur pates. Żołądek na nogach. Taka ze mnie bestia. Jak zaczynam myśleć o jedzeniu, to ponosi mnie wyobraźnia… I tak przechodzi obok mnie ten pies – parówka. A ja oczami wyobraźni – ubijam psa. W dużym skrócie myślowym. Nawet nie wiem kiedy i jak tak pogalopowała ta moja wyobraźnia. Pokroiłam tę parówkę, tak smakowicie ociekającą tłuszczykiem w plasterki, rozłożyłam na kromce wiejskiego chleba i zajadam się. Oczami wyobraźni. Morał: Popuścić jej wodze, to wyjdzie szydło z worka. Żołądek na kółkach #HUMOR #lol #dog #instamatki #instamama #instadzieci #instadziecko #fitness #fitmotivation #motivate #animal #streetfashion #streetphoto #streetphotography

Une publication partagée par Vademecum Blogera (@vademecumblogera) le

 

Dlaczego kiedy jesteśmy na diecie, mamy hopla na punkcie jedzenia.

Czyli po prostu żarcia. Czyli, jak to mówią:

Bo widzicie, idziemy sobie ostatnio ulicą i mija nas taka rozkoszna pies – parówka. Tak moja córeczka pieszczotliwie nazywa każdego spotkanego jamnika, którego z tej okazji musi wytulić. Czy wytarmosić za uszy.

Ale dopiero co ja z nim robię w mojej nieposkromionej wyobraźni….

Bo ja jestem na zdrowej diecie. Plus jeszcze to wypłacanie z siebie tłuszczyku przez codzienny przynajmniej pół godzinny jogging.

I wyobraźcie sobie, że w tym kontekście na horyzoncie pojawia się pies – parkówka.

Tak dynamicznie przebierający swoimi króciusienkimi nóżkami. Jakby chciał nimi zawojować pół świata. Poddając w wątpliwość wszelkie naukowo udokumentowane prawa fizyki.

Jak on na tych króciutkich łapeczkach szybciutko zaiwania do przodu. Jak zasuwa ta parówka na 4 łapkach.

I ja też jestem…. Nie, nie parówka. To było kiedyś. Bo teraz jestem na diecie. I moja linia zderzakowa (tzn ta linia zewnętrznego kontaktu z otoczeniem) – już dawno straciła formę parówki.

Za to jestem, jak to mówią Francuzi: un estomac sur pates. Żołądek na nogach.

Jak zaczynam myśleć o jedzeniu, to ponosi mnie wyobraźnia…

I w tym miejscu mija mnie pies parówka. A we mnie się gotuje. Tzn już gotuje się ta parówka.

Oczami wyobraźni – ubiłam psa. W dużym skrócie myślowym. Nawet nie wiem kiedy i jak tak pogalopowała ta moja wyobraźnia. Pokroiłam tę parówkę, tak smakowicie ociekającą tłuszczykiem w plasterki, rozłożyłam na kromce wiejskiego chleba i zajadam się. Oczami wyobraźni. Popuścić jej wodze, to wyjdzie szydło z worka. Żołądek na kółkach

Nie mniej kiedy poskromię w sobie dawnego pytona i kiedy oczami wyobraźni już nie przerabiam każdego napotkanego psa – w parówkę. Odżywiam się ZDROWO.

A teraz już możemy przejść do gwoździa programu, czyli do polecanych linków z minionego tygodnia.

LINKI TYGODNIA

 

jestem na diecie i jestem głodna, jak schudnąć, jestem na diecie i jestem głodna, jak schudnąć,

Czyli jeż promuje produkty….

jestem na diecie i jestem głodna, jak schudnąć,

Bo nic tak nie odpręża, jak ugniatanie ciasta drożdżowego po pełnym emocji wieczorze, godnym serialu kryminalnego. Nie tylko macie przepis, ale też możecie się pośmiać….

Mądry post o szczęściu…

Potrzebowałam solidnego otrzeźwienia, by dostrzec, że na moim podwórku trawa jest równie zielona, jak u sąsiada.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

Related posts

  • Bardzo mi miło, że mój „jesienny” post się spodobał 🙂 Dziękuję za wyróżnienie 🙂

  • Beatko, ale rozumiem, że ta dieta dla zdrowia? Bo odchudzać to Ty się nie masz przecież z czego – taka kruszynka z Ciebie 🙂

  • Oj ja też jestem pyton na słodycze 😉 Spróbuję konieczne przepisu na te drożdżowe rogaliki, bo u mnie z drożdżowym zawsze jakiś problem. Chociaż drożdżówki ostatnio wyrosły niesamowicie ku memu zaskoczeniu. Może i tym razem się uda z rogalikami 🙂

    Jeszcze raz dziękuję za polecenie 🙂 Pozdrawiam!

  • Michał Woroniecki

    Ja zwyczajnie odzwyczaiłem się od słodyczy, kiedy przeszedłem na dietę redukcyjną. Nie jestem fanem diety bezglutenowej czy bezmlecznej, gdyż wszystko jest dla ludzi. Wyjątkiem są alergie pokarmowe na co niestety, poniekąd nie mamy wpływu:)

  • Wiem, że to może wydać się podejrzane, wzbudzić ogólną niechęć, a nawet odrazę, ale muszę przyznać, że nie lubię słodyczy. Żeby nie było, że dzięki temu mam figurę Natalie Portman, bo nie mam. Nadrabiam fascynacją serem żółtym oraz wszystkim, co słone i bułkowe.

  • A ja bez mleka i glutenu tak całkiem nie umiałabym- także podziwiam.
    Az tą dietą nie przesadzaj Beata- bo akurat Tobie przydałoby się troszkę nabrać ciała Szczupaku 🙂

  • naczytane.blogspot.com

    Słodyczy nie jadam, ale ostatnio i u siebie zauważyłam coś jakby pytonowy brzuch 🙂 będę musiała trochę się przepościć 🙂

  • Bardzo obrazowo to napisałaś. Niestety też mam problem ze słodyczami. Coś czuję, że naprawdę będzie trzeba z tym skończyć