Blogowanie to lekcja pokory, cierpliwości i zaczynania wszystkiego jeszcze raz od nowa.

cierpliwość popłaca

Blogowanie to lekcja pokory, cierpliwości i zaczynania wszystkiego jeszcze raz od nowa.

Czyli

PRZEKLEŃSTWO BYCIA BLOGEREM.

To właściwie miała być taka króciutka notka – anegdotka na fejsa. Nieznacząco banalna historia, która przydarzyła mi się naprawdę. A która w pewnym sensie wydała mi się taką metaforą mojego blogowania… Bo….

Blogowanie to lekcja pokory i ciągłego zaczynania od nowa….

W swoim blogowaniu doświadczam tego codziennie….

Nie ma, że zasiedzisz się w miejscu na jakimś znanym Ci peronie, a właściwy pociąg Cię tu znajdzie. Nie znajdzie. To Ty musisz go odnaleźć… Czyli

Rozwijaj się, ucz się, wymyślaj siebie na nowo, albo przepadnij.

Tu nic nie jest dane raz na zawsze. Obserwujący przychodzą i odchodzą. Pewne rzeczy chwytają …

Ale tylko na krótką chwilę. I już trzeba iść dalej. Coraz wyżej stawiać sobie poprzeczkę. A i tak ten pociąg zwany blogowaniem znowu gdzieś nam ucieka…. coraz dalej… Podcast, live, webinar….

Lekcja pokory i ciągłego rozwoju…

Historia nieznacząco banalna o tym, jak goniłam w piętkę….

Ta historia może nawet byłaby śmieszna, gdyby nie to, że przytrafiła mi się naprawdę.

W pewnym sensie to wyrażenie: kto nie ma w głowie, ten ma w nogach jest kwintesencją mądrości. Ile w nim bolesnej prawdy dla stóp, przekonuję się za każdym razem, kiedy muszę nadrabiać nogami.

Bo wiecie: są takie dni, kiedy wszystko sypie się niczym klocki domino, poukładane zbyt blisko siebie. Wcale nie ten czarny kot. On w tym swojej łapy nie maczał.

Wracam z pracy. Na rzęsach. Nóg już pod sobą nie czuję. A tu komunikacja miejsca robi psikusa: wymyśla objazd, celem ułatwienia życia podróżującym.

No to trzeba zrobić objazd. I tak…

Wsiadam do właściwego metra, które wysadza mnie na niewłaściwej stacji. Nadrabiam nogami.

Gubię się w tym niekończącym się labiryncie bezkresnych korytarzy…

Cudownym zrządzeniem losu, mój nieposkromiony, nawet w tych pokrętnych okolicznościach, instynkt samozachowawczy naprowadza mnie na ruchome schody. Które wyprowadzają mnie zupełnie nie tam, dokąd zmierzam.

Teraz przynajmniej będzie z górki. Zjeżdżam tymi schodami w dół. Znowu zaczyna się zabawa w kotka i myszkę z tymi wijącymi się w tę i we wtę bez końca – korytarzami.

Szczęśliwie, wszystko jest tu przejrzyście oznaczone. Trzeba chcieć, żeby się tu zgubić. Nie chcę, a jednak się gubię….

Wreszcie wsiadam do właściwego pociągu. Teraz wystarczy tylko wysiąść na właściwej stacji.

Wtedy na swoje nieszczęście….Przypominam sobie, że jestem blogerę… Hę. A bloger nieprzerwanie musi tworzyć: pisać (doskonalić warsztat), obserwować rzeczywistość (w poszukiwaniu inspiracji). Więc robię: jedno, i drugie.

Przenikliwie obserwuję otaczającą mnie rzeczywistość i na samym końcu wagonu – wyłapuję ostatnie wolne miejsce. Jestem przy nim pierwsza. Ha ha…

Ale zaraz potem: padam. Teraz powinnam pisać. Ale – czuwa nade mną nieposkromiona gotowość blogerska – do obserwowania rzeczywistości.

Kątem oka wyłapuję zakochaną parę. On i ona. Klasyka gatunku. Niby nic nie powinno dziwić. A jednak: ona mogłaby być jego mamą, a całuje go w usta. Ostatnio modny we Francji fenomen: cougar.

Trochę żałuję, że nie mam lepszego punktu widokowego…

Jestem blogerę – hę?

Nastawiam uszy niczym wentylatory i wachluję w swoją stronę nieśmiałe decybele płomiennych wyznań miłosnych.

Niestety: To nie mój dzień…. ON i ONA wysiadają, zanim zdążę podłapać cokolwiek… smakowitego.

Wracam do pisania. Co można napisać w przeładowanym metrze? Notki w stylu: #piszęgłupotyitracęobserwujących… Tak, ale przynajmniej wiem, że ktoś na to reaguje.

A jednak zatracam się w pisaniu. Jestem blogerę – hę. I przejeżdżam swoją stację.

Znowu trzeba będzie wszystko zacząć od początku i nadrabiać nogami…

Morał: Właściwie dwa morały:

1. Morał pierwszy: blogowanie to niesamowita lekcja pokory i cierpliwości.

Nie raz trzeba będzie zaczynać wszystko jeszcze raz i na nowo odnajdywać swoją drogę.

Tu nigdy nie można zatrzymać się w rozwoju. Już wydaje Ci się, że masz perfekcyjnie opanowaną jakąś ścieżkę. W porę nie zorientowałeś się, że teraz wszyscy robią objazd. Zostałeś na bocznym torze…

Albo gonisz w piętkę, zanim znajdziesz właściwą ścieżkę…. Wreszcie znajdujesz. Ale to też nie jest taka bułka z masłem. Też swoje musisz na niej pobłądzić. Nie, żeby było za prosto…

Ale żeby nie było tak deprymująco….

2. Morał drugi: Wszystko jest trudne, zanim stanie się proste.

Po kilku dniach chaotycznego biegania po pokrętnych korytarzach nieznanej mi jeszcze stacji metra, w końcu wyczaiłam, o co tam biega.

Teraz już wiem, gdzie mam czekać na właściwy pociąg…. Ale znowu to CZEKANIE….

Bo czekanie, czy umiejętność czekania sama w sobie jest przejawem inteligencji.

Ale za to czekanie w nieskończoność aż samo się stanie, jest już tylko przejawem braku odwagi.

Nic nie dzieje się samo. Ani nic samo nie spada z nieba

Dlatego blogujesz, nastaw się na czekanie.

  • Zanim Ci się blog rozkręci…
  • Zanim to co robisz, zacznie chwytać…
  • Ale nie czekaj bezczynnie.
  • Nie czekaj biernie.
  • Analizuj, co działa i co nie działa.

Blogowanie to przekleństwo i błogosławieństwo zarazem.

Potrafi wykrzesać z nas dość sił i wiary, by za każdym razem zaczynać od nowa. Z wiarą, że tym razem nam się uda i ten pomysł chwyci.

Ale to przede wszystkim pasja, która dodaje skrzydeł przy padniętych nogach.

Tymbardziej, że w blogowaniu nic nie jest dane raz na zawsze. Wszystko się zmienia. Trzeba podejmować coraz to nowe wyzwania, by nie wypaść z obiegu.

Tak: Osobiście, życiowo i ogólnorozwojowo.

Blogowanie to ciągłe wzrastanie i szukanie.

A kiedy mówimy: szukanie, w praktyce nie raz oznacza to zaczynanie od nowa. Czyli blogowanie jako lekcja pokory…

Dużo ostatnio w ramach mojej grupy GRUPA WZAJEMNEJ PROMOCJI DLA BLOGERÓW  chodzę po innych blogach. I za każdym razem doświadczam tej samej LEKCJI POKORY.

Bo kiedy zaczynasz chodzić po innych blogach, zdajesz sobie sprawę że w sieci jest pełno wartościowych, utalentowanych twórców, którzy bezskutecznie próbują się przebić. To jest to wielka lekcja pokory i wytrwałości. Czy jak w mojej opowiastce wytrwałego nadrabiania nogami…..

Ale czasami to nadrabianie nogami jest dobre, nie tylko dla naszych nóg.

Czasami właśnie tak przychodzą do nas dobre rzeczy. Bo zmuszają nas do wysiłku. A wysiłek w końcu prowadzi do efektów.

Powodzenia.

No i jeszcze

LINKI TYGODNIA

Jacek Kłosiński Nie zakochuj się w szczegółach

Post, który mocno dał mi do myślenia.

SławekGdaq, seo guru – Kanibalizacja słów kluczowych – 5 sposobów na rozwiązanie problemu 

Bo np mój blog jest ofiarą takiej kanibalizacji… 

Jest to zjawisko z którego możesz nawet nie zdawać sobie zupełnie sprawy, a może być bardzo niekorzystne dla Twojej strony. Kanibalizacja słów kluczowych polega na tym, że co najmniej 2 strony (z Twojej strony) próbują pojawić się w Google na 1 konkretną tę samą frazę kluczową.

Taka sytuacja może zdarzać się często w przypadku stron często publikujących treści w wąskiej tematyce jak np. blogi gdzie wielokrotnie jest poruszany 1 temat, albo też po jakimś czasie powstaje nowy artykuł na ten sam temat, bo w danym temacie trochę się zmieniło i trzeba go opisać od nowa.

Bardziej luźno. Motywacja i nie tylko

Brzydkie kaczątko wersja współczesna, czyli o tym jak zostałam judoczką

U Pawła – Ania z Nieidealna Anna opowiada swoją niesamowitą historię o tym, jak samą tylko wytrwałością, wbrew doszła do Mistrzostwa Polski w judo. Jeżeli zaczynacie wątpić w siebie na koniecznie musicie to przeczytać….

Jesteś cienka jak zupa więzienna

To chyba jedno z najczęstszych epitetów, którymi określał mnie Trener. Kilka pierwszych lat zawodów, przegrywałam wszystko jak leciało….

Chodziłam 4, 5 razy w tygodniu na wieczorne treningi. Byłam najgorsza w sekcji, ale z naszego 150 osobowego naboru do końca wytrwałam tylko ja.

Moje dziecko urodziła inna kobieta

Tekst Karoliny z bloga Nasze Bąbelkowo

I jeszcze

Zabobony i przesądy, które pomagają zajść w ciążę

Krew wytoczona z rogacza, czyli absurdy z Google

A ja pozdrawiam Was serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

Related posts

  • Błądzenie tymi korytarzami metra, to dla mnie świetna metafora blogowania. dokładnie tak to wygląda 🙂

  • Świetny tekst. Blogowanie to ciężki kawałek chleba. Rzadko się zdarza, żeby było inaczej. Życzę wytrwałości 😉

    Pozdrawiam. i zapraszam do mnie 🙂
    Kasia
    http://misskatherinesblog.blogspot.com
    IG @misskatherinesblog (https://www.instagram.com/misskatherinesblog/)

  • „Przekleństwo i błogosławieństwo zarazem” – sama prawda! 🙂

  • Wydaje mi się, że z blogowaniem jest jak z nauką nowych umiejętności. Najpierw jest ciężko, potem zdarzy się jedna/dwa wpadki, ale za to na końcu jest już tylko dobrze 🙂 I ta satysfakcja…dla niej warto czasem pocierpieć, prawda? 😉

  • Masz rację, Beatko. Z blogowaniem jak z błądzeniem. Miejmy nadzieję, że z tego pierwszego też znajdziemy dobrą drogę.

  • Kasia Torz

    Właśnie padł mi dysk, na którym miałam pomysły na posty, zdjęcia, mnóstwo zdjęć, linków do fajnych stron gdzie zbierałam pomysły. W jednej sekundzie stałam się „goła”.Bloga mam od maja br i to mi się przydarzyło. Efektem tego jest moj zastój na blogu, nie potrafię znów podnieść sie i zacząć biec. Zniechęciłam sie ale tez myślę o tym momencie, ze może on mi sie zdarzył ku przestrodze…a może on zweryfikuje mnie o czym chce pisać, bo ostatnio naprawdę „zgapialam” tematyke pisząc na swoj sposób. Dzięki Beata za ten post, dal mi kopa.

  • Dokładnie tak. Blogowanie to z jednej strony działanie, ale z drugiej strony czekanie i duża lekcja pokory i cierpliwości. Blogowanie zajmuje mnóstwo czasu i pochłania sporo energii. Nie zawsze udaje się osiągnąć to, co by się chciało. Jednak nawet jeśli blog wcale nie jest super popularny, to autor i tak zawsze zyskuje – zyskuje nowe umiejętności, uczy się lepszej organizacji czasu, a przede wszystkim wykonuje ogromną pracę nad sobą, bo blogowanie wymaga pokonywania słabości i pozwala zdobyć większą wiarę w siebie.

  • Jestem dopiero od niedawna w świecie blogosfery i to dla mnie istna sinusoida nastrojów z tym związanych. Od przeświadczenia, że jak będę konsekwentna to się uda, do poczucia, że pisze sobie tak o, sztuka dla sztuki. Nie wiem czy błądze korytarzami metra, a nawet jeśli, boje się, że nikogo nie znajde kto mnie z nich wyciągnie 😉 Pozdrawiam