Mrożąca krew w żyłach ETYMOLOGIA. Czyli skąd pochodzi to wyrażenie?

Skąd pochodzi wyrażenie NAUKA FRANCUSKIEGO PARIS

Skąd pochodzi wyrażenie NAUKA FRANCUSKIEGO PARIS

Jak to kiedyś bywało?

Co nie znaczy, że chcę tu napisać, że kiedyś było lepiej…..

W pewnym sensie TAK. W innym zupełnie NIE.

Bo owszem ludzie rozmawiali ze sobą twarzą w twarz. Zamiast siedząc obok siebie, rozmawiać ze sobą za pośrednictwem telefonu.

Ale obok tego….

Jeżeli porównamy to, co mamy dzisiaj z tym, co było kiedyś:

Życie dzisiaj (w porównaniu) to taka bułka z masłem.

Nawet jeżeli dzisiaj, przyzwyczajeni do naszego komfortu, i tak znajdujemy tyle dobrych powodów, by sobie ponarzekać….

A kiedyś ludzie, mimo licznych zawirowań i bolesnych doświadczeń, jakim poddawało ich życie, i tak znajdowali powody, by się nim cieszyć.

Bo taka wspaniała, czasami paradoksalna, ale zawsze podnosząca się i prąca do przodu jest ta nasza natura ludzka.

A kiedyś po prostu życie, codzienne, potoczne było na prawdę ostrą jazdą bez trzymanki po najróżniejszych wybojach losu i historii…. Ludziom wcale nie było łatwiej żyć….

O czym świadczą wyrażenia, które przetrwały do naszych czasów i do dziś funkcjonują w codziennym języku.

Mimo, że już zupełnie nie pamiętamy, ani nawet nie podejrzewamy ich genezy…

Takie było kiedyś życie: bezwzględne, surowe i wymagające. Wojny, fale głodu, niszczycielskie pożary…

Od powietrza, głodu, ognia i wojny, uchowaj nas Panie…

Te słowa codziennej modlitwy dzisiaj wydają się nam prawie abstrakcją. Kiedyś po prostu były dla wielu ludzi codziennością….

Tak, było kiedyś….

Lubię wygrzebywać takie ciekawostki lingwistyczne, które są świadectwem minionych czasów i tego, jak kiedyś żyli ludzie.

Skąd pochodzi wyrażenie NAUKA FRANCUSKIEGO PARIS

Skąd pochodzi wyrażenie: Kłamać jak wyrywacz zębów.

Bo Francuzi mają takie wyrażenie:

U nas bardziej funkcjonuje ono w wersji: kłamać jak z nut.

Niemniej….

Kilka wieków wstecz dentysta (skądinąd taki bardzo fizyczny fach) uprawiał swój (aż chciałoby się powiedzieć mroczny) proceder uwalniania pacjenta (albo bardziej nieszczęślwca lub cierpiętnika) od bolącego zębu w miejscach publicznych. Na placach publicznych, takich jak ten w pobliżu paryskiej Katedry Notre-Dame, czy na uczęszczanych jarmarkach.

Dokonywał tego w dość prowizorycznych warunkach, przy użyciu dość siermiężnego sprzętu i siejących grozę narzędzi. Jeżeli tylko odważymy się puścić wodze fantazji i zapuścić w myślach do tamtych czasów…. Aż włos jeży się na głowie.

Ale taki jarmarczny dentysta, czy objazdowy wyrywacz zębów miał w zanadrzu jeszcze jedno niezawodne narzędzie:

Po prostu łgał jak wyrywacz zębów.

Stąd to wyrażenie, które przypomina nam, jak to kiedyś bywało….

Kłamał jak z nut, że nie będzie bolało, że pójdzie jak z płatka, szybko, bezboleśnie….

A jak popatrzeć na stare ryciny, czy płótna z tamtych czasów, upamiętniające tego typu scenki rodzajowe, nie trzeba być żadnym Sherlokiem Holmesem, żeby wyczytać z miny delikwenta na fotelu stomatologicznym, że było zupłnie odwrotnie…. Mina delikwenta (od wyrywanego zęba) mówi sama za siebie: Nie było ani szybko, a już zupełnie nie bezboleśnie….

Szczęśliwie czasy się zmieniły. Wyrwanie zęba już nie boli…. Przechodziłam przez jakiś czas temu: krzyworosnący ząb mądrości, który w swojej domniemanej mądrości uciskał na inne zęby i był przyczyną nieustannego bólu głowy.

Dużo strachu, to fakt. Ale pacjent przed wyrwaniem zęba jest tak nafaszerowany środkami znieczulającymi, że to naprawdę nic nie boli.

Ale ja się dopiero rozkręcam w opowiadaniu makabrycznych historii z cyklu, jak to kiedyś bywało. A kiedyś wcale nie znacza tak dawno.

Skąd pochodzi wyrażenie NAUKA FRANCUSKIEGO PARIS

Skąd pochodzi kolor MAGENTA?

Weźmy np kolor MAGENTA, ulubiony kolor Pani Swojego Czasu…. Czyli instensywnie różowy kolor, wpadający we fiolet.

Taka ciekawostka historyczna, opracowany przez francuskiego chemika Francois-Emmanuela Verguin w 1859 roku.

ALE…. Do nadania mu nazwy MAGENTA (która przeszła do języka potocznego) zainspirowało go krawe zwycięstwo armii francuskiej Napoleona III (z tegoż samego roku 1859) nad armią austriacką. Która to broniła swoich pozycji w mieście o nazwie Magenta w okolicach Mediolanu.

Nawet jeżeli Francuzi ostatecznie wygrali tę bitwę, zginęło tam kilka tysięcy żołnierzy. A chodziły słuchy, że pole bitewne można było rozpoznać z daleka dzięki charakterystycznej barwie purpury od przelanej na miejscu krwi….

Bo jeszcze 100 lat temu, to były inne czasy i inna granica bólu… ludzkiego…

Spójrzcie na dowolny rynek miejski w dowolnym miasteczku i spróbujcie wyobrazić sobie, co działo się na nim kilka wieków wstecz….

A że się działo…. eufemistycznie powiem inaczej niż dziś….

Skąd pochodzi wyrażenie NAUKA FRANCUSKIEGO PARIS

Co działo się przed ratuszem miejskim w Paryżu, że aż włos jeżył się na głowie.

Np taki stateczny rynek przed ratuszem miejskim w Paryżu (czyli przed Hotel de Ville), który zwyczajowo był i jest bardzo tłocznym i gwarnym miejscem. To się wcale nie zmieniło….

Choć dzisiaj trudno wyobrazić sobie te wszystkie makabryczne historie, których był świadkiem i niemym uczestnikiem. Owszem odbywały się tu radosne i gwarne festyny ludowe. Np puszczano tutaj ognie w noc świętego Jana.

Ale na codzień przychodzili tutaj każdego dnia rano bezrobotni robotnicy i rzemieślnicy w nadziei znalezienia jakiegokolwiek zajęcia na kolejny dzień, które pozwoliłoby im nakarmić swoje rodziny.

A oprócz tego, ten rynek był miejscem swoistej rozrywki, ku uciesze spragnionej pewnej odmiany gawiedzi:

Rynek przed Ratuszem Miejskim w Paryżu (Place de l’Hotel de Ville)…

A łatwo wyobrazić sobie, że tak działo się w każdym większym mieście. Ten rynek był miejscem egzekucji i mrożących nam dzisiaj krew w żyłach tortur (które były upragnioną rozrywką gawiedzi i ciekawskiego jak zawsze tłumu). To działo się gdzieś między rokiem 1310 a 1832. A ten rynek nosił wtedy nazwę Place de Grève.

I tak dla przykładu, żeby podziałało Wam to na wyobraźnię, jakiego typu były to rozrywki na żywo, nie wystylizowane przy użyciu efektów specjalnych. Ale to działo się naprawdę: Na tym gwarnych i ludnym placu miejskim przed Ratuszem w Paryżu:

  • W 1610 r rozerwano konmi niejakiego Ravaillaca – zabójcę króla Henryka IV.
  • 15 lipca 1676r ścięto tu głowę, a następnie spalono słynną trucicielkę (podejrzewaną o czary) markizę de Brinvilliers.
  • A w 1757 r niejaki Francois Damiens (oskarżony o próbę zabójstwa króla Ludwika XV) był torturowany bagatelka przez kilka godzin, a następnie rozerwany końmi.

Dlaczego gilotyna była rozczarowaniem?

A następnie wprowadzono gilotynę. I tu podobno…. ciekawski tłum był mocno rozczarowany, kiedy okazało się, że ścinanie komuś głowy gilotyną trwa nieporównywalnie krótko i nie oferuje zwyczajowego (często wielogodzinnego) spektaktu. A pierwsza publiczna egzekucja gilotyną miała miejsce w 1792 roku.

A skoro jesteśmy w klimacie takich makabrycznych historii,

Skąd pochodzi wyrażenie NAUKA FRANCUSKIEGO PARIS

Historia gospody, z której nikt nie wychodził żywy.

Skąd wzięło się stosowane do dziś francuskie wyrażenie: Jeszcze nie wyszliśmy z gospody.

Z tej gospody nie ujdziesz z życiem.

Bo wyobraźcie sobie tylko początek XIX wieku, mroczny, trudno dostępny odcinek górskiej drogi, na samym krańcu Francji, w regionie który nazywa się Ardèche. Stała tam przytulna gospoda. W tej gospodzie żył i gospodarzył poczciwy oberżysta z żoną. Oboje słynęli z nieskazitelnej uczciwości i troskliwej gościnności …. w tych trudnych czasach.

I tak gospodarzyli sobie w tej gospodzie przez lata aż cień podejrzenia spadł na poczciwego oberżystę i jego równie zacną małżonkę….

Bo tak dziwinie się składało, że ten, kto zajechał do owej gospory, nigdy z niej nie wracał i wszelki ślad po nim ginął. Przepadał, jak ten kamień w wodę.

To była afera kryminalna, która wstrząsnęła ówczesną Francją.

Tajemnica została rozwiązana dopiero po prawie 20 latach. Tajemnica niecnego procederu uprawianego przez zacnego oberżystę z małżonką.

Bo ci owszem z otwartymi ramionami przyjmowali u siebie przejeżdżających…. Ale tylko po to, ograbić ich i zdematerializować ich ciało, przywłaszczając sobie cały dobytek przejezdnych… Wszysto to, co zabrali ze sobą w podróż. Podróż bez powrotu….

Aż ukuło się z tego, popularne do dziś, powiedzenie:

Bo nigdy nie wiadomo, kim okaże się oberżysta. Przyzwoitym człowiekiem, czy bezwzględnym mordercą w przebraniu przyjaznego barmana.

Co oznacza, sytuację z której trudno będzie znaleźć bezbolesne rozwiązanie.

Moglibyście odnieść wrażenie, że po prostu lubię opowiadać takie makabryczne historie…. Ale takie po prostu było kiedyś codziennie życie.

I taką genezę ma wiele współcześnie przez nas stosowanych wyrażeń. Bo taka też była historia ludzkości: wojny, gwałty, rozboje, konflikty polityczne…

Komukolwiek zachciałoby się narzekać… Bo niby mamy ciężkie czasy. Ale w porównaniu z tym, co było kiedyś, to pikuś.

Skąd pochodzi wyrażenie NAUKA FRANCUSKIEGO PARIS

Pomyślcie tylko o tych nieszczęśliwcach, których wrzucano do podziemnych lochów…

Więziono gdzieś w posępnych klatkach wśród rozjuszonego stada zgłodniałych szczurów grasujących wkoło…. Delikwentów, o których po prostu raz wrzuconych do takich lochów, zapominano raz na zawsze. Tak że wszelki ślad po nich ginął.

I też jest na to odpowiednie (funkcjonujące do dzisiaj) wyrażenie:

Wrzuceni do lochów na wieczne zapomnienie.

Bo w lochach (cachots) były jeszcze tzw oubliettes, czyli zapomniane miejsca.

Szczególnie w fortecach datujących się jeszcze z czasów feudalnych. Były takie pomysłowe rozwiązania, które czekały na przyjęcie niewygodnych dla władzy skazańców. Których chciano w ten „humanitarny” sposób pozbyć się raz na zawsze. Nie zabijać (tzn zabić, ale tak na małym ogniu, że to niby sam z siebie umarł).

Po prostu dlatego, że w czymś przeszkadzali władzy. A władza ma zawsze rację. Nawet jak jej nie ma. Dlatego wrzucano ich do takich lochów (les ouvbliettes). A potem celowo o nich zapominano. Czyli de facto pozwalano im tam umrzeć z głodu.

Oubliettes (od czasownika oublier – zapomnieć) najczęściej były to po prostu posępne piwnice, silosy. Może z wyjątkiem wysoko wyspecjalizowanych więzień, jak Mont-Saint-Michel.

Szczególnie czasy Rewolucji Francuskiej obfitowały w takie makabryczne historie losów ludzkich. Wtedy np skazańcy byli umieszczani w specjalnych klatkach; obmyślonych przez niejakiego la Balue, które zaczynały się huśtać przy najmniejszym ruchu. Co w końcu doprowadzało skazańca do obłędu.

Ale znowu wyrażenie: jeter aux oubliettes, choć w bardziej metaforycznym znaczeniu funkcjonuje do dziś. Tyle, że dziś oznacza bycie zapomnianym, odstawionym na boczny tor. Bardziej dotyczy artystów, aktorów, którym nikt już nie proponuje kolejnych ról, bo po prostu wyszli z mody. A świat o nich zapominiał.

Los wielu byłych popularnych blogerów. Bo wejść na szczyt to jedno, a się na nim utrzymać to drugie.

Paryska Consiergerie.

A pozostając w mrocznym temacie na zakończenie tego odcinka Jak to kiedyś bywało (bo będzie kontynuacja, ale dotycząca bardziej radosnych sfrer życia) – wybrałam dla Was szczególnie mroczne miejsce Paryża, czyli Consiergerie.

Consiergerie to pozostałość po dawnych fortyfikacjach obronnych miasta. Tu znajdowała się niegdyś kolebka starego Paryża i pierwotna siedziba królów Francji.

Sama zaś Consiergerie, ciągnąca się wzdłuż brzegów Sekwany okazała się najtrwalszą pozostałością po fortyfikacjach obronnych wokół dawnego pałacu.

Nazwa wywodzi się od słowa consierge. Nawet jeżeli dzisiaj oznacza to pospolicie dozorcę. Kiedyś ten zaszczytny wówczas tytuł nosił najwyższy szambelan królewski, który zarządzał całym dworem.
I tak od końca XIV wieku Consiergerie stała się … więzieniem.

Złote jej lata …. terroru (o ile tak to można nazwać) przypadły na czasy Rewolucji Francuskiej. Tu swoje wyroki wydawał nieprzejednany Trybunał Rewolucyjny. Przez ten budynek przeszli wszyscy więźniowie skazani w ramach rewolucyjnego terroru.

Przebywali tu m.in. Maria Antonina, poeta A. Chenier, chemik A. Lavoisier. W szczytowym czasie liczba więźniów przebywających w tutejszych lochach dochodziła do 1200.

A ponieważ Rewolucja Francuska, jak każda inna rewolucja, po drodze pozjadała swoje dzieci. Pod nóż gilotyny poszli najpierw żyrnodyści (skazani przez Daltona). A jakiś czas później sam Dalton z towarzyszami. Ostatecznie ten sam los spotkał Robespierra i jego współpracowników.

I tak wreszcie skończyła się tamta rewolucja. A Consiergerie istnieje do dziś.

Skąd pochodzi wyrażenie NAUKA FRANCUSKIEGO PARIS

A ja pozdrawiam Was serdecznie

Beata

Jeżeli mielibyście razem ze mną zwiedzać Paryż i poznawać uroki francuskiej lingwistyki, zapraszam na mojego fanpaga

 

 

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak przygotować ebook w Power Poincie krok po kroku?

EBOOK W POWER POINCIE? Z jednej strony to więcej dłubania, z drugiej...
Read More

9 komentarzy

  • O mój Boże, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, z jakich makabrycznych sytuacji wywodzą się na pozór normalne powiedzenia. Zawsze zastanawiałam się, co miał na myśli twórca danego zdania i teraz dochodzę do wniosku, że czasami lepiej nie wiedzieć. 🙂

  • Ale świetny artykuł! Bardzo mi się spodobał, szczególnie historia z oberżystą… Aż mi się przypomniało, jak niedawno z mężem wędrowaliśmy po Beskidach i po całodziennym marszu doszliśmy do małego schroniska. Nikogo, oprócz nas i prowadzących schronisko tam nie było, a sam budynek też sprawiał dość upiorne wrażenie… Gdybym wtedy znała tą historię, na pewno nie spędziłabym tam nocy 🙂

  • Kłamać jak wyrywacz żebów? O matko jakie to straszne 😛 Bardzo ciekawy artykuł, dużo się dowiedziałam. Ah jak ja uwielbiam tą sferę blogerów, zawsze coś nowego!

  • Ciekawy tekst. Etymologia jest interesującą i, jak widać, zaskakującą dziedziną. 🙂 Czasem aż dziw bierze, jak się człowiek dowie, skąd pochodzą wyrażenia, przysłowia czy pojedyncze wyrazy.

  • Bardzo ciekawe etymologie (ja uwielbiam etymologie). Oczywiście karczma najciekawsza (no, może nie dla gości). Tak sobie czasem myślę, że człowiek jest wszędzie podobny. Józef Hen mówił, że tamta nieludzka ziemia nie odbiega tak bardzo od naszej. I wszędzie człowiek jakoś się musi odnaleźć. Ciekawe, co o naszych czasach będą mówić przyszłe pokolenia. 🙂
    Jak zwykle czytałam z przyjemnością i oglądałam z przyjemnością zdjęcia. Pozdrawiam serdecznie!

  • Niezwykle interesujące perełki językowe dla nas wyciągnęłaś, Beata 🙂 Też lubię poznawać takie ciekawostki, ale liczę na mniej mroczne następnym razem 🙂 Z tego tekstu, chyba najbardziej zapamiętam to „wieczne zapomnienie” …

  • No! To się nazywa porządny wpis motywacyjny! Nie dość, że dostałam kopa w dupę i porządną dawkę pokory, to jeszcze się wielu rzeczy, od strony językoznawczej douczyłam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *