Jak wykorzystać social media w blogowaniu i biznesie online.

media społecznościowe w marketingu

Zbuduj swoją markę w sieci i wykorzystaj do tego do Social media.

Jak zbudować swoją markę w sieci?

Od czego tutaj należałoby zacząć? Po prostu musisz być, bywać w mediach społecznościowych. Możesz tu bywać, choćby i z doskoku, parosekundowego, co przerwę w pracy.

1. Musisz być w social mediach.

Tylko ważne jest jak to robisz. Bo w mediach społecznościowych jako bloger, albo przedsiębiorca internetwy możesz bywać na 2 sposoby:

  • fizycznie: działać, wchodzić tu osobiście, wchodzić w interakcje z innymi użytkownikami,
  • zautomatyzować to, czyli oddelegować, powierzyć swoje bycie tu narzędziom do programowania kolejnych publikacji. Typu: Hootsuite, Buffer, IFTTT….

Osobiście polecam tę pierwszą metodę. Bo o ile druga, czyli automatyzacja pozwala na sporą oszczędność czasu. A nawet przy małym wysiłku i małym nakładem czasu może to przełożyć się/ zaowocować pojedynczymi wejściami na bloga. To nie zbudujemy w ten sposób zaangażowanej społeczności. Nigdzie.

Dlatego pierwsza rada: Niezależnie od ograniczeń czasowych, w które musimy się wpasować: po prostu bądź (choćby przelotem) w social mediach.

Otwórz dane medium społecznościowe, Twittera, Facebooka czy Instagrama, choćby na kilka minut … dziennie. Choćby na telefonie. Ale zrób to osobiście. Nie deleguj tego narzędziom do programowania. Dlaczego?

2. Musisz starać się zrozumieć specyfikę danego medium społecznościowego, po to by działać tu coraz to skuteczniej.

Po pierwsze dlatego, by zrozumieć specyfikę danego medium. Posmakować, rozsmakować się w nim. I przy okazji budować tu kontakty.

I tak np ostatnio po raz kolejny odkrywam Twittera. Social medium, które przez lata skazywałam / oddelegowałam w odstawkę. Bo w pewnym momencie po prostu uwierzyłam, że Twitter się skończył. Że Twitter jest has been. Nie jest. Nie skończył się.

Jeżeli nie przekonam Was do tego swoim przykładem (niestabilnym, bo wracam i odchodzę z Twiitera, choć tym razem wróciłam tu na dobre jako @vademecumbloga).

Ale niech tam. Niech przekona Was do tego niewysondowane przez wszystkich sondujących i przez osoby teoretycznie trzymające rękę na pulsie – zwycięstwo Donalda Trumpa.

media społecznościowe w marketingu

On to zawdzięcza właśnie Twitterowi. Albo inaczej: Jesteśmy skazani na niego właśnie przez Twittera.

Tego co nieco narwanego pana z lwią grzywą, co to co rusz wystukuje jakieś złote myśli na Twitterze.

A to komuś wirtualnie przyłoży. Jak to ostanio przyłożył siarczystym humorem ukochanemu przywódcy Korei Północnej, którego pieszczotliwie w kolejnym tweecie nazwał – mały Rocket Man.

Lepiej wyżywać się tak… na Twitterze, niż impulsywnie naciskając na guzik nuklearny.

Poznaj specyfikę danego medium społecznościowego.

Właśnie dlatego musisz tam wpadać osobiście przynajmniej od czasu do czasu.

Jak mógłbyś najlepiej go dla siebie, dla swoich celów wykorzystać?

Musisz dać sobie czas i przyzwolenie na popełnianie błędów, na błądzenie, odkrywanie, uczelnie się…. Po to, by jak najlepiej wpasować się w dane social medium i zaadoptować je do siebie i swoich potrzeb.

Ja np długo docierałam się z Instagramem. Marzył mi się tu takie subtelny – wystudiowany – minimalistyczny profil, które tutaj rozbijają bank.

Zajęło mi sporo czasu zrozumienie, że wbrew własnej naturze się nie da. Także i na Instagramie.

Można coś wystylizować raz, drugi, trzeci… Ale żebym z moją bałaganiarską naturą miała prowadzić sterylny profil na Instagramie… To jak przerobić wilka na Czerwonego Kapturka…

Prawdziwa natura, prędzej czy późnie wyjdzie. Moje przywiązanie do kreatywnego chaosu… Ta moja prawdziwa natura chaotycznie chlapiącą tu i ówdzie coś niepasującego ….

Wmyśliłam sobie taki sterylny profil na Instagramie… Zgodny z panującą tu modą, ale nie z tym, co siedzi we mnie w środku. Włóżcie to między bajki. Para poszła w gwizdek i profil mi zdechł.

Nie tędy droga. Nie wbrew sobie…

W zgodzie z samym sobą i swoimi predyspozycjami. Z konsekwencją.

Bo marki (w sieci i nie tylko) buduje się konsekwencją. A ta konsekwencja właśnie zaczyna się od konsekwentnego przeorania wybranego medium społecznościowego.

Chociażby po to, by przekonać się czy ono nam leży.

Np mi bardzo długo nie leżał twitterowy limit 140 znaków. Dopóki go na sobie nie spróbowałam. Mieszczę się w nim bez problemu. I jeszcze nie pozwala mi chlapnąć za dużo. Co czasami ma bolesne konsekwencje dla mojego licznika obserwujących na Facebooku.

Tak, trzeba worać się (żeby zaorać od czasownika: orać) w dane medium społecznościowe. Po to, by metodą prób i błędów, im więcej błędów, tym bliższe to światełko w tunelu, zrozumieć, dojść do tego, co tu najlepiej działa. Co chwyta, wywołuje reakcję i dostarczać ludziom tego, jak najwięcej.

Takie proste, a takie trudne. Właśnie dlatego potrzeba na to czasu i zakasania rękawów. Na to przeorywanie.

3. Wykorzystuj media społecznościowe, tak żeby Ci służyły.

Jason Hunt tak fajnie to ujął w swojej książce…

Odbiorcy myślą schematycznie. Ty nie musisz.

Nie dawaj sobie wmówić, że w określonym serwisie masz zachowywać się według przyjętych norm

Dlaczego mielibyśmy wykorzystywać social media tak, jak wszyscy. Skoro możemy to zrobić na swój sposób. Ja np….

Piszę elaboraty na Instagramie… W odcinkach.

Tak, bo w pewnym sensie na Instagramie postawiłam krzyżyk. Uwolniłam się od tego kieratu perfekcyjności. Teraz po prostu: jestem tu i dobrze się bawię.

Wykorzystuję Instagrama zupełnie inaczej. I dobrze mi z tym…

media społecznościowe w marketingu

Dlaczego postawiłam krzyżyk na Instagramie rozumianym w taki tradycyjny sposób.

Bo nie mam cierpliwości do przeklikiwania i lajkowania, jak popadnie tysięcy fotek oznaczonych hasztagiem, pod którym sama też publikuję. Teoretycznie zwracającym się do mojej grupy docelowej.

Owszem, przeglądam tu wybrane profile, odpowiadam na komentarze. Staram się odwiedzić z rewizytą komentujące u mnie osoby. I starczy. Nie zbuduję tu imperium.

Wykorzystuję Instagrama inaczej.

Piszę tu kolejne posty na bloga w odcinkach. Kiedy mam przerwę w pracy, albo kiedy moje dzieci zgodnie bawią się w piaskownicy. Wygrzebuję fotkę ze starych zapasów. Nazbierało się, bo ja generalnie za dużo fotografuję….. A wtedy po prostu piszę coś na temat tego wpisu, który właśnie chodzi mi po głowie…

A jednocześnie Instagram jest dla mnie taką przechowalnią notek do przesłania w przyszłości na Facebooka.

Te notki z Instagrama albo przesyłam na fejsa za pomocą opcji udostępnij na powiązanym fanpagu. Albo po prostu kopiuję cały tekst, który w przyszłości dużo łatwiej będzie mi znaleźć na przejrzyście uporządkowanym Instagramie. Wklejam go, jako nową notkę na Facebooka. Bo choć Instagram to dziecko Facebooka, ten ostatni jednak przyznaje (stwierdzam z obserwacji) lekko większy zasięg temu, co bezpośrednio się tutaj publikuje. Bez przechodzenia przez Instagrama.

4. Analizuj i wyciągaj wnioski.

Analizuj: Co działa? Co chwyta? Po jakich słowach kluczowych daliśmy czy dajemy się znaleźć w sieci.

Facebook.

Ma swoje statystyki, możemy nawet tutaj porównywać pokrewne profile. Jeżeli chcielibyśmy zainspirować się ich strategią.

media społecznościowe w marketingu

A niech tam, pokażę Wam moje.

Instagram.

W momencie, kiedy przełączymy swoje konto na konto firmowe, mamy do nich dostęp. Rzecz wysoko pożądana przez reklamodawców (posiadanie konta firmowego, które nic nie kosztuje, a właśnie daje wgląd w tutejsze statystyki).

Twitter ma swoje statystyki. TUTAJ. Możesz sprawdzić swoje statystyki na Twitterze TUTAJ.

media społecznościowe w marketingu

Moje statystyki na Twitterze w tym tygodniu np wyglądają tak.

Google Analytics i Google Search Console.

media społecznościowe w marketingu

GOOGLE SEARCH CONSOLE. Tu np możesz sprawdzić po jakich słowach, frazach czytelnicy trafiają na Twojego bloga.

media społecznościowe w marketingu

Tak to wygląda na moim blogu MODA NA BIO.

Bit.ly

Z narzędzi do skracania linków, za pomocą którego możemy dowiedzieć się ile dany link (udostępniony w mediach społecznościowych) wygenerował nam wejść na bloga.

Wyciągaj wnioski ze swoich błędów.

Nie bój się ich popełniać. Bo paradoksalnie dzięki nim uczymy się najszybciej i zapamiętujemy najlepiej.

Moje błędy…

Tu tytułem przykładu, czy podsunięcia Wam przydatnego hacku – typowe błędy, które swego czasu popełniałam w kilku mediach społecznościowych. Zanim zrozumiałam, o co w nich na prawdę chodzi…

media społecznościowe w marketingu

TO obok TEGO

Pinterest.

Mój notoryczny błąd na Pintereście. Pinowałam tu, czyli przypinałam poziome, rozciągnięte niczym jamnik fotki.

Format, który świetnie sprawdza się na Twitterze (w przeciwnym razie Twitter to przytnie do jednie poprawnego tu politycznie formatu – w wersji na telefon). Ale ten format zupełnie ginie w Pinterestowym streamie. Bo tu najlepiej sprawdzają się wyciągnięte w pionie fotki, najlepiej w proporcjach 1 : 3. Jedna szerokość w podstawie, 3 takie szerokości wzwyż.

Twitter.

Z kolei na Twitterze zapakowałam moje konto automatycznie oddelegowanymi tu linkiami do kolejnych wpisów. Nic tylko same linki. Nie na tym polega tweetowanie.

Bo tu wcale nie chodzi o to, żeby wyprowadzić ludzi z danego medium na swoją stronę. Tylko by właśnie tutaj budować kontakty, relacje. Linki owszem, swoją drogą i z wyczuciem. Nie same linki.

Jeżeli chcemy zbudować na Twitterze zaangażowaną społeczność, która reaguje to nie tymi linkami i nie tym spamowaniem.

5. Czego nie robić w mediach społecznościowych.

To temat na osobny wpis, a nawet całą serię wpisów….

Ale generalnie: nie ograniczać się do tego, by wrzucić link (do siebie) i uciekać. Być. Przeznaczyć na to bycie, interakcję, budowanie kontaktów chciażby kilka minut dziennie… Najlepiej codziennie….

Jak?

Przyjrzyjmy się im po kolei.

Instagram.

Nawet jeżeli sama odnośnie Instagrama nie przejawiam już żadnych ambicji. Dałam za wygraną. To jednak lubię tu bywać… Komentarze, reakcja, interakcja z reguły tu wracają. To świetne miejsce do budowania realcji na takim nieocenzurowanym luzie. Może u niektórych i pozowanym… Ale to zawsze luz śniadaniowo – lajfstajlowy… Tymbardziej, że tak łatwo tu do kogokolwiek zagadać….

Google Plus.

Trochę traktowany przez nas blogerów po macoszemu. A przecież to nieodrodne dziecko Google. Z punktu widzenia pozycjonowania tego, co tu puszczamy to świetna inwestycja czasu. Czas poświęcany na budowanie kontaktów i interakcję – zwraca się z nawiązką.

Mój najpopularniejszy wpis na moim blogu o blogowaniu, czyli …. tak ironia losu …. wpis o tym, co można zrobić z pomidorów, który po prostu rozszedł mi się bardzo mocno na Google Plus (ponad 300 polubień)… To było swego czasu, w czasach, kiedy na Google Plus bywałam częściej.

Niemniej: to proste, wrzucasz kolejny link na Google Plus? Nie uciekaj. Nie od razu. Polajkuj, skomentuj coś u kogoś. Powinno Ci się to zwrócić prędzej czy później. Wielki Brat Google to wszystko dobrze widzi i sobie wynotowuje.

LinkedIn

Tu też nie chodzi o to, by wrzucić link i zaraz stamtąd uciec. Skoro już tu weszliśmy, może warto uzupełnić coś w swoim profilu, zajrzeć do innych osób (2 – 3 osoby dziennie), poszerzyć sieć swoich kontaktów (LinkedIn podsuwa nam tu propozycje osób – profili osób, które np z racji użytych słów kluczowych mogą nas zainteresować). Potwierdzić tu czyjeś kwalifikacje… Jak to fajnie pomaga w budowaniu relacji. Więcej o LinkedIn w tym wpisie

media społecznościowe w marketingu

U mnie to jeszcze wygląda słabiutko, za mało się tu udzielam

Bo najpierw trzeba coś dać, zanim otrzymamy.

Zaangażowanie to taka dwutorowa ulica. Akcja, reakcja i w odpowiedzi interakcja….

Trzeba zasiać ziarno i czekać…..

6. Daj się polubić. Ale najpierw: daj się znaleźć…

Czytelnikom swojego bloga. Bo czasami warto przypominieć Często zdarza mi się stwierdzić, że czytam czyjegoś bloga, a nawet nie polubiłam danej osoby na Facebooku, Twitterze, czy gdzie indziej.

Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny. Nie zawsze zaglądamy do panelu bocznego czyjegoś bloga, gdzie to wszystko prawdopodobnie jest….

Co innego, jeżeli jakaś fajna notka – tweet – fotka z danego medium społecznościowego, zostanie nam podsunięta w treści czytanego przez nas wpisu. Nic nie gwarantuje, że to zadziała. Ale jest to kolejna cegiełka dokładana do tego pomagania temu nieprzewidywalnemu łutowi szczęścia.

Jak to zrobić? Jak udostępnić swoją (czy cudzą) publikację z wybranego medium społecznościowego u siebie na blogu? Nic prostszego.

media społecznościowe w marketingu

 

media społecznościowe w marketingu

Najeżdżamy na nią w danym social medium, na 3 zwyczajowe kropeczki i odnajdujemy odpowiednią opcję:

na Twitterze będzie to Zamieść tweeta.
na Instagramie i na Facebooku podobnie.

Następnie wklejamy w treści wpisu pobrany w ten sposób kod po przełączeniu się na tryb HTML na Bloggerze, czy na wordpressie na tryb Tekstowy.

7. Nie przejmuj się powolnym wzrostem.

Bo często długo trzeba pracować na to, żeby wypracować ten efekt mody na siebie. Fenomen śnieżnej kuli, która rośnie w siłę po drodze. O czymś takim mówiła @janina.daily.

Zanim dała się poznać, zanim zadziałał łańcuszek poleceń, długo działała w sieci, pisała dla siebie, męża i swojego psa…

Aż… stało się. Bez słowa uprzedzenia (w sumie fajnie) jej fanpage przeszedł z 500 obserwujących do 30 000. Prawie bajka. Tylko jak to mówią:

Taką metodą łańcuszków dobrych poleceń. Te nie biorą się z niczego. Trzeba sobie na nie zapracować: konsekwencją, konsekwentnym tworzeniem dobrych treści i budowaniem realcji.

Tu jeszcze w grę wchodzi ten nieuchwytny i nieprzewidywalny element szczęścia. Ale cóż nam zostaje prócz wiary, że do nas też kiedyś przyjdzie. „Zemści” się to, co dotychczas robiliśmy.

A w tzw międzyczasie – mamy czas na mozolne szukanie swojej drogi. Może właśnie w tym tkwi cały smaczek.

Żeby pobłądzić, wyjść na prostą, czegoś przy okazji się nauczyć. Dalej próbować, błądzić, błądząc – znajdować. Nie zrażając się.. . Bo życie jest takim jednym wielkim próbowaniem. Z nadzieją, która uparcie pcha nas do przodu.

Paradoksalnie ten stan ducha, czy właściwość natury ludzkiej można wykorzystać w social mediach. Próbować, budować, być i być sobą.

 

Poznaj specyfikę danego medium społecznościowego. Właśnie dlatego musisz tam wpadać osobiście przynajmniej od czasu do czasu. Jak mógłbyś najlepiej go dla siebie, dla swoich celów wykorzystać? Musisz dać sobie czas i przyzwolenie na popełnianie błędów, na błądzenie, odkrywanie, uczelnie się…. Po to, by jak najlepiej wpasować się w dane social medium i zaadoptować je do siebie i swoich potrzeb. Ja np długo docierałam się z Instagramem. Marzył mi się tu takie subtelny – wystudiowany – minimalistyczny profil, które tutaj rozbijają bank. Coś totalnie sprzecznego z moją chaotyczną chlapiącą tu i ówdzie coś w przekonaniu, że tym razem błysnę bezapelacyjnym poczuciem humoru. Z tym moim jeżeli nie wrodzonym, to uparcie trzymającym się mnie przywiązaniem do chaosu. Sterylne otoczenie mnie onieśmiela. Ale właśnie taki wymyśliłam sobie swój profil na Instagramie. Zgodny z panującą tu modą, ale nie z tym, co siedzi we mnie w środku. To donikąd nie prowadzi. No może jedynie do tego, że na Instagramie postawiłam krzyżyk. Uwolniłam się spod tego kieratu perfekcyjności. Jestem tu i dobrze się bawię. Ale wykorzystuję zupełnie inaczej niż Pan Bóg przykazał. Tak, bo w pewnym sensie na Instagramie postawiłam krzyżyk. Nie mam cierpliwości, ani czasu na przeklikiwanie i lajkowanie, jak popadnie tysięcy fotek oznaczonych hasztagiem, pod którym ja też publikuję. Teoretycznie zwracającym się do tej samej grupy docelowej. Przeglądam tu wybrane profile, odpowiadam na komentarze. Z zasady staram się odwiedzić z rewizytą komentujące u mnie osoby. I starczy. Nie zbuduję tu imperium. Wykorzystuję Instagrama inaczej. Piszę tu swoje posty na bloga w odcinkach. Kiedy mam przerwę w pracy, albo jak teraz moje dzieci zgodnie bawią się w parku. Wtedy wygrzebuję fotkę z moich zapasów. Generalnie za dużo fotografuję….. I piszę coś na temat wpisu, który właśnie chodzi mi po głowie… Jednocześnie Instagram jest dla mnie taką przechowalnią notek do przesłania w przyszłości na Facebooka. #socialmedia #socialmediamarketing #digitalmarketing #onlinebusiness #onlinemarketingstrategies #blogginggals #bloggingtips #blogger #motivate #motivation #marketingdigital #business #onlinebusiness #instagram

Une publication partagée par Vademecum Blogera (@vademecumblogera) le

 

8. Czy musisz być wszędzie?

I tak, i nie.

  • Tak, żeby nie zaprzepaścić żadnej okazji budowania kontaktów, dotarcia do Twojej potencjalnej grupy docelowej.
  • Nie, bo nie da się być wszędzie. Fizycznie jest to niewykonalne. Nie da się być wszędzie na jednakowym poziomie zaangażowania.

Czy istnieje salomonowe wyjście?

Próbować wszystkiego po trochy, szukać swojej drogi – wszystkimi możliwymi ścieżkami, niestrudzenie budować kontakty. Brać dla siebie to, co najlepsze z każdego z nich….

Teraz, po prostu pozostaje mi życzyć Wam POWODZENIA, wytrwałości, tego legendarnego łutu szczęścia, coby się Wam rozniosło po sieci.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

 

 

Zapisz się na Newsletter

  • Bardzo ciekawe porady. Muszę j sobie dokładnie przeanalizować. W ogóle na tym blogu zawsze znajduję coś ciekawego i pomocnego. Dzięki.

    Pozdrawiam.
    Kasia
    http://misskatherinesblog.blogspot.com
    @misskatherinesblog

  • Jak zwykle mnóstwo cennych wskazówek 🙂 Osobiście uwielbiam Facebooka i Instagram, do Twittera nie mogę się przekonać, bo go nie czuję albo nie jestem aż tak błyskotliwa by zawrzeć mądrą myśl w tak ograniczonej liczbie znaków. Tak czy inaczej uważam, że nic na siłę. Wybór jest ogromny <3

  • Działanie w sieci uzależnia a jako blogerzy mamy wręcz wymówkę- że musimy ;).
    Spora dawka bardzo trafnych przemyśleń Beato :).
    Ja działam po najmniejszej linii oporu i na totalnym freestylu i bez planu, pewnie też dlatego jestem mało znaną blogerką :).

  • Marek Minimalista

    Ciekawie się czyta. Inne spojrzenie warte uwagi.

  • Skupiłam się na opanowaniu Facebooka i Instagrama. Pomyślałam, że muszę najpierw nauczyć się dobrze opanować chociaż dwa kanały, zanim pociągnę za ogon kolejne. Na pozostałych bywam ale raczej okazjonalnie, powoli starając się poznać ich sposób działania. Najgorzej zdecydowanie mam z Twitterem – po prostu tego nie czuję.