Nie chcę chorować tej zimy. HISTORIE POGODNE I LINKI Z SIECI.

jak wzmocnić organizm

Historie pogodne z przesłaniem plus linki z sieci.

Bo pogody ducha i budujących przesłań nigdy nie za wiele. A linków w sieci tyle, że warto to co nieco odfiltrować.

Stwierdziłam, że tej jesieni/zimy nie chcę więcej chorować.

Więc postanowiłam wziąć się w karby i codziennie biegać. A najlepszym sposobem, żeby wytrwać w dobrym postawieniu jest publicznie się do tego zobowiązać. Więc zobowiązuję się do codziennej porcji joggingu.

Póki co, głupio się przyznać biegam po mieszkaniu. Bo boję się wieczorem samotnie wyjść do pobliskiego lasku na malutką przebieżke… Z wiadomych powodów. Hasztag #metoo.

Ale mam tak ułożone mieszkanie … przelotowo, że mogę po nim biegać na wskroś w tą i z powrotem. I tak kiedy położę dzieci spać, robię sobie półgodzinny – godzinny jogging po mieszkaniu.

Niech to zostanie między nami. Bo obawiam się, że moja sąsiadka nie przyjmie tego ze zrozumieniem. Ale ja biegam na paluszkach. W kółko.

Co rusz przebiegam mężowi przed telewizorem. Nie daj Boże zakryję mu ekran – tę całą biegającą sobą w momencie, kiedy piłka dolatuje do bramki.

Szczęśliwie, chyba na tę okazję – latających w tę i z powrotem bab, stale donoszących coś na stół i namolnie wchodzących w ekran temu spokojnie oglądającemu sobie mecz facetowi….(wiecie ta reklama Tesco).. No i na tę okazję – wymyślono powtórki najładniejszych momentów meczu. I jeszcze raz ten jeden jedyny gooooool.

No i powiedzcie sami: kto jest lepszym kibicem sportowym:

  • Ja, która biegam wokół telewizora, w którym leci sport.
  • Czy małżonek siedzący w bezruchu na kanapie, bo w telewizji leci sport. Bo zamarł w tym bezruchu w oczekiwaniu na goooooooooool.

I jeszcze przekonałam się, że jednak warto trzymać formę w pogotowiu i systematycznie robić sobie mały jogging.

Forma w formie, jak znalazł na ewentualną sytuację podbramkową

ANEGDOTKI PARYSKIE.

Wiecie, jak to jest, kiedy właśnie przypomnia się Wam, że macie do uiszczenia nieuiszczoną opłatę skarbową. Jak zaczyna lać się z Was zimny pot. W papilotach i w kapciach biegniecie na pocztę. I to tak, że Ussain Bolt może się Wam schować do skarpetki. Dopingujący oddech Urzędu Skarbowego na plecach.

To dokładnie ja – wypisz wymaluj – w pewne jesienne popołudnie. Na osiedlu zamykają pocztę. A ja mam pieczątkę do przybicia na liście z opłatą skarbową….

Tak chyba jest we wszystkich krajach świata: znaczek pocztowy z odpowiednią datą da rozgrzeszenie w najgorliwszym Urzędzie Skarbowym. Po francusku brzmi to: Le cachet de la poste fait fois. Nie ma: Zmiłuj się. Jest opłata uiszczona w terminie, albo nie ma. Prosto i konkretnie. Białe albo czarne, bez żadnych pstrokatych alternatyw.

Dobiegam do zamykającej się poczty. Już tylko wypuszczają wychodzących. Jeszcze wierzę, że uda mi się wślizgnąć. Nie udaje się.

Ten moment, kiedy tak bardzo chciałoby się mieć czapkę niewidkę. Jak taka malutka myszka, przecisnąć się jakąś malutką szparkę i przybić tę cholerną pieczątkę z jeszcze dzisiejszą datą.

Jeszcze chwytam się klamki, jak tonący brzytwy. Ale tu postawny pocztowiec już wbija mnie karcącym wzrokiem w glebę. Co z tego, że robię specjalnie zarezerwowane na takie ekstremalne okazje słodko-błagalne oczy kota ze Szreka.

 

 

Klamka zapadła. Drzwi otwierają się tylko dla wychodzących.

A wtedy w geście ostatniej desperacji wyjmuję nieostemplowany list z opłatą skarbową…. I staje się cud.

Nie uwierzycie. W głowie rozbrzmiewa mi fanfara anielskich trąbek wygrywająca podniosłe Alleluja.

Drzwi poczty otwierają się. A przemiła pani w okienku, którą proszę o przybicie dzisiejszej pieczątki, bo to dla Urzędu Skarbowego… Patrzy na mnie z takim zrozumieniem, totalna empatia i kwituje to tym krótkim:

ACH TE PODATKI, FUJ. Les impôts, beurk.

No i kolejny raz przekonałam się, że jednak warto trzymać formę w pogotowiu i systematycznie robić sobie mały jogging. Forma w formie, jak znalazł na taką sytuację podbramkową…..

Ale już na poważnie….

jak wzmocnić organizm

LINKI TYGODNIA.

Wszyscy jesteśmy teoretykami

ROBBIE – Ten blog mnie oczarował. A ten wpis dał do myślenia.

Wszyscy jesteśmy copywriterami.

U Macieja o tym,  że

W życiu ustawiają się lepiej ci, ktorzy opanowali tę trudną sztukę copywritingu…. Ci, którzy potrafią tak oczarować, omamić, omotać słowem…., że robi się nam woda z mózgu…. To po prostu kwestia znalezienia odpowiedniego argumentu. Czasami argumentu siłowego.

Ile zarobiłem, przez rok prowadzenia bloga?

No bo ile Waszym zdaniem można zarobić przez rok prowadzenia bloga lifestylowego….. Nie będę dalej wpuszczać Was w maliny. Zajrzyjcie sami.

U Artura Jestem blogerem.

Piksel Facebook – do czego służy i gdzie go znajdę?

Ten słynny Piksel. Zło wcielone, albo zło konieczne…. Kolejne unowocześnienie, które najpierw (przy jego instalacji) ma nam utrudnić życie. Po to, by potem nam je ułatwić….

Bo tym krótkim kodem Piksel możemy zacząć monitorować ruch pod reklamę na Facebooku… Nawet, gdy zdecydowanie w tym momencie mówimy, nigdy nie wykupię tu reklamy, to i tak warto zbierać dane. Nigdy nie wiemy, co stanie się za kilka miesięcy.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

Related posts

  • Bardzo dziękuję za wzmiankę 🙂

    A co do tego fragmentu: „W przeciwnym razie zostają współprace z markami…. A to, no cóż… dla mojej romantycznej i mało pragmatycznej natury bardziej kojarzy się ze sprzedaniem duszy diabłu.”

    Kurcze, mam podobne odczucia 🙂

    Chyba faktycznie najlepszym wyjściem z sytuacji jest własny produkt lub usługa.
    [czego wszystkim blogerom życzę 🙂

  • Karolina Guga-Olbrich

    Dziękuje za wzmiankę o pikselu 🙂 Mam nadzieję, że wpis będzie pomocny. Wiele osób ma z nim problemy a większość blogerów podaje tylko jak zainstalować go na WordPress a nie na WP świat się kończy.

    Sposób na jogging bardzo dobry 🙂 Ja niestety za każdym razem jak zaczynam robić coś z moją kondycją to albo padnie mi kolano i boli przy bieganiu, albo naciągnę sobie jakieś mięsień. Moje ostatnie postanowienia o ćwiczeniach skończyły się tym, że mam 2 tygodnie rehabilitacji na kręgosłup piersiowy 🙂 Więc jestem zdania, że sport nie kocha mojego ciała 😛

    Dlatego wracam do pisania na blogu 🙂 tutaj nic mi się na pewno nie stanie 🙂 Pozdrawiam cieplutko w ten jesienny brzydki dzień 🙂

  • O z tym pikselem FB to ja i mam problem – może w końcu pojmę co i jak.

  • Muszę przyznać, że nie wpadłabym na to żeby biegać po mieszkaniu… Ale właściwie w ogóle bym na to nie wpadła, bo zwyczajnie nie cierpię biegać. Ćwiczę za to chętnie z „trenerką fitness wszystkich polek”, ale liczy się aktywność, reszta ma drugorzędne znaczenie. 🙂

  • Też sobie obiecałam, że wrócę do regularnego jogginu, ale dziś właśnie spadł śnieg… Chyba muszę się zaopatrzyć w dobre buty, które nie będą się ślizgać i wtedy wymówek nie będzie 🙂

  • Przypomniałaś mi, że wypadałoby zrobić jakieś cardio, a nie tylko w kółko ta yoga 🙂

  • Ja też nie chcę chorować, na szczęście od grudnia mam psa, więc często z nim wyskakuję chociażby na chwilę po kontakt ze świeżym powietrzem.
    Linki fajne, już je czytam.
    Zdrowej i pogodnej jesieni Beata, a potem zimy 😉

  • Dzięki za polecenie 😀 Bardzo mi miło! Pozdrawiam serdecznie i zdrówka życzę 🙂