Historie pogodne z przesłaniem plus linki z sieci.

coś śmiesznego

coś śmiesznego

Historie pogodne z przesłaniem plus linki z sieci.

Bo pogody ducha i budujących przesłań nigdy nie za wiele. A linków w sieci tyle, że warto to co nieco odfiltrować.

A ponieważ ostatnio ruszam na podbój Facebooka. Tak, na poważnie. No, dobra nie do końca na poważnie, tylko z lekkim przymrużeniem oka. Wymyśliłam sobie taką z założenia – radosną i z przesłaniem mutację mojej marki…

Na dobry początek tygodnia: Motywujący korpo poranek.

Wiecie, jak to jest, jak pracujecie w korpo. W tych niekończących się korytarzach ludzie znikają Wam na całe lata. I nagle natykacie się na nich w najmniej spodziewanym momencie. W taki klasyczny poniedziałek rano. Po 15 stu latach.

Właśnie wtedy wpadam na niego. On czy nie on? Jeżeli on, to zestarzał się….

On do mnie: „Beata, jak dawno się nie widzieliśmy.”.. Czyli jednak on. 15 lat później. Teraz pracuje na nocnej zmianie. Zestarzał się. Mam nadzieję, że nie wyczyta tego z nieposkromionej elokwencji mojego spojrzenia.

Intensywnie przekopuję archiwa. Jak on miał na imię? Ja przecież jestem mentalną blondynką​. Nie dajcie się zmylić pozorom. Skąd tam tyle szufladek do przekopania? Mam na myśli te szare komórki. Nazbierało się tego przez te lata. Szperam…. szuflada po szufladzie. Wywracam do samego dna. I nic. Czarna dziura.

Wtedy on przywala mi maczugą. Nie tak dosłownie. Tylko rzuca mimochodem to nostalgicznie brzmiące w swoim przekonaniu: „Zestarzeliśmy się”.

Nie mógłby mówić za siebie. Nie, ja takiej subtelnej aluzji, że się postarzałam nie przyjmuję do wiadomości. Ja wciąż mam te 35 lat. Po raz kolejny. I tak ma zostać do końca życia.

Przywalam mu lewym sierpowym. Oczami wyobraźni. Kolega pracuje w ochronie. Jedną ręką by mnie unieszkodliwił. Były wojskowy.

Więc mam nadzieję, że nie zdradza mnie nieposkromiona elokwencja mojego wzroku. Sztyletuję go nim. Plus profesjonalny uśmiech… Ten nawet nie odkleił mi się od twarzy… Wtedy przypominam sobie jego imię: M….

Ale go już nie ma. Poszedł w swoją stronę. Porwał go wir życia. Ten wir życia, który niczym huragan porwał mi minione 15 lat (tyle jestem na emigracji i w tej samej firmie).

Kiedy to zleciało?

Przesłanie:

  • Bo my tak martwimy się w poniedziałek rano, kiedy zleci nam to do piątku. Martwmy się raczej o to, by nie przeleciało nam, jak przez palce.
  • A ci faceci. Oni zawsze tak rzeczowo i konkretnie potrafią nas dobić z kurtuazją. A czasami wystarczyłaby subtelna finezja przemilczeń.

Z cyklu opowieści mentalnej blondynki (to ja)….

Jak robiłam przelew do Polski?

Czy ta historia w ogóle jest warta opisania? Dla mnie tak, bo zmagam się z nią od kilku dobrych tygodni….

Zaczęło się tak. Zamarzył mi się kurs Jasona Hunta Master Class (na marginesie kurs jest SUPER). Ale wiecie mój mąż, jak to kiedyś grzecznym dziewczynkom niesforni chłopcy opowiadali mrożące krew w żyłach historie o pająkach brrrrrrrr. Już wiszę na żyrandolu, ale mniejsza o to.

Mój mąż naopowiadał mi, że jacyś hakerzy na pewno te moje kody przy robieniu przelewu przejmą i opędzlują mi konto. Tak, jak ja chętnie opędzlowałabym pobliski sklep z włóczką. Że trzeba by na nim wywieszkę wystawić: Zamknięte do kolejnej dostawy towaru.

Tak szwagrowi mojemu opędzlowali jego krwawicą zapracowane/przeorane konto…. Tzn nie do końca. Pobierali tu i ówdzie taką czy inną sumkę, aż stał się podejrzliwy. Bank mu wszystko zwrócił. W ostatecznym rozrachunku stratny był tylko bank.

Ale stwierdziłam, że przelew zrobię tradycyjnie z banku. Przemiła pani na recepcji banku poświęciła pół godziny, by pomóc mi wypełnić odpowiedni formularz. Bo takich specjalnie zaadoptowanych dla mentalnych blondynek, czyli dla mnie, akurat nie mieli dostępnych.

Po takiej …. gimnastyce intelektualnej wyszłam wyczerpana, ale szczęśliwa. To beztroskie poczucie szczęścia towarzyszyło mi kolejny tydzień.

Ale ja jestem człowiekiem, który lubi mieć pewność. Dla pewności poszłam jeszcze raz do banku sprawdzić, czy przelew poszedł. Nie poszedł.

Enigma dla przemiłej pani na recepcji. Widzę, że świeci oczami jak może. I tu dowiaduję się, że jest jeszcze tajemnicza osoba, która obsługuje moje konto i która ma moc sprawczą nacisnąć na odpowiedni klawisz z sakramenalnym ENTER i wysłać choćby i w kosmos mój przelew. Alleluja.

Przemiła pani z recepcji jeszcze raz pomaga mi przeorać ten sam formularz, dla pewności. Pot się że mnie leje. Mokra plama do dzisiaj nie wyschła. Na trzeci tydzień pojawia się światełko w tunelu. Przebłysk nadziei. Nawet najdłuższy tunel kończy się takim światłem.

Dostaję telefon od tajemniczej osoby obsługującej moje konto, że ona chce potwierdzić że ja na pewno chcę zrobić ten przelew. A gdybym nie chciała, to czy 2 razy przeorałabym ten wyczerpujący intelektualnie formularz. Chciałam przelać swoją czarę goryczy bez cenzury na fejsa. Ale mój mąż, człowiek rozumny mówi, że musi być jakieś logiczne wytłumaczenie. Było.

3 tygodnie zajęło mi by je znaleźć. Tajemnicza osoba obsługująca moje konto chciała zaoszczędzić mi 3 euro opłaty za przelew. A ja uważam, że jak ktoś zdejmuje mi kamień z serca, należy mu się za to wynagrodzenie. Chciałam zrobić przelew bezpośrednio z banku, żeby zaoszczędzić sobie trudności.

Morał. Morały są dwa.

  • Nie pisać głupot w złych emocjach. Zawsze musi być jakieś logiczne wytłumaczenie.
  • Morał drugi: dać więcej prerogatyw przemiłym paniom na recepcji (jakiejkolwiek). Bo świecenie oczami wyczerpuje.

Jak to jest z tymi zasięgami na Facebooku?

Tu chodzi o to, by walnąć, jak ten człowiek prehistoryczny tego biednego dinozaura – maczugą. Wtedy przy odrobinie szczęścia ktoś rzetelnie uściśli, że dinozaury to nie człowiek prehistoryczny, tylko meteoryt siarczyście przytrzasnął. A ja chyba miałam tutaj na myśli mamuta.

Uwielbiam takie konstruktywne komentarze, jakiekolwiek by nie były. Bo każdy zdobyty, wydarty, sprowokowany komentarz poszerza zasięg. Bo ten wszystko wiedzący algorytm Facebooka widzi, wcale nie że piszemy głupoty, tylko że ktoś to „kupuję”, że ktoś na to reaguje. A wtedy Facebook pokazuje to dalej. Ot i cała tajemnica. Takie proste, a takie trudne.

Tymbardziej trudne dla mnie, bo kiedy udaje mi się wywołać rekację, to tracę obserwujących. Jakoś nie potrafię zapanować nad tym sprzężeniem zwrotnym….

Kiedy z mojego fanpaga wiało rzetelną, merytorycznie wypracowaną nudą (te wszystkie rzeczowe wpisy o blogowaniu). Zasięgi były takie, co kot napłakał.

Jak piszę bez cenzury – zasięgi przechodzą same siebie (tzn teoretyczną ilość obserwujących). Ale ja tracę followersów.

Jak wrzucam merytoryczne, długo przygotowywane treści na bloga (jak ten post o podstawach Facebooka), to nikt się o nich nie dowiaduje. Facebook i tak tego nie powie moim obserwującym. Jak coś chlapnę, obrywam po łapach, ale przynajmniej mi się roznosi…. I bądź tu mądry: siedź cicho w kącie czy prowokuj…. I tak:

Rozniosło mi się po sieci:

Prowokacyjny i clickbaitowy tytuł, no i notka przeszła teoretyczny zasięg mojego fanpaga (zasięg 6500 osób).

 

Linki z sieci:

U Jasona Hunta: Jak wrócić do pisania po długiej przerwie?

Najprościej jak się da. Pisząc cokolwiek. To o cokolwiek więcej niż napisałem w ostatnich miesiącach.

U Dagmary Hicks Czego nauczysz się będąc matką?

Czego nauczysz się będąc matką? Nauczysz się, że wszystkiego się nie da. Nie da się pogodzić pracy z wychowaniem dzieci, wychowania dzieci z pasjonującym hobby, opieki nad domem z kwitnącym życiem towarzyskim. Będą dni, kiedy staniesz się Wonder Woman. Zobaczysz dno kosza na bieliznę, ogarniesz trzydaniowy obiad, namalujesz, pochwalisz, a wieczorem jeszcze poćwiczysz i zapniesz plecaki na następny dzień. Będą takie dni. Ale będzie też ciąg dni wystarczająco dobrych. Dni, które zaczną się kiepsko, rozwiną w małe dramaty, przejadą po Tobie walcem.

U Moniki z Na macierzyńskim: My. Millenialsi. Nie jesteśmy źli.

Jesteśmy innym pokoleniem. Nie przeżyliśmy wojny, nie wiemy czym jest walka o wolność. I może właśnie dlatego, nie mając świadomości, czym jest chęć przetrwania, skupiamy się na sobie. Ale nie w sposób egoistyczny, czy narcystyczny. Bo przecież walcząc o lepsze warunki pracy dla siebie- walczymy o takowe dla wszystkich. Walcząc o lepsze traktowanie w ogóle, robimy to dla ogółu. Często odnoszę wrażenie, że to właśnie naszemu pokoleniu łatwiej jest żyć ponad podziałami.

Szczytny cel – dawca szpiku

U Zudit Dawca szpiku – jak to wygląda z jego strony

U Janina Daily Warsztat DIY: podaruj komuś waleczne kulki

U Power Pumpingdad Oddzwonimy do Pana, czyli moja rozmowa o pracę.

Jeżeli czeka Cię niebawem, kiedyś, albo nigdy rozmowa o pracę, to pamiętaj: zapinaj pasy w aucie Bądź sobą. Jak zaczniesz już na początku udawać tego kim nie jesteś, to wyjdzie wszystko na jaw prędzej niż myślisz.

U Kasi Berskiej ODKRYJ CO CIĘ INSPIRUJE. STWÓRZ IDEALNĄ WIZJĘ

By zainspirować do działania, trzeba przedstawić obraz, który, mimo że wymaga zaangażowania oraz wielogodzinnej pracy, jest porywający i wpływa na pozytywne podejście do czekających zadań. By stworzyć obraz, trzeba się zainspirować. Warto, więc wiedzieć co tak naprawdę pobudza nas do działania, by w jak największym stopniu wykorzystać własny potencjał.

Praktyczne porady:

Magda Bek – Profil LinkedIN – o czym pamiętać? Kilka wskazówek na start

U Uli Phelep Znajdowanie pomysłów i tworzenie świetnych treści na bloga

U Pani Swojego Czasu: Strachy na lachy, które każą Ci odkładać na później

A ja pozdrawiam Was serdecznie

Beata

 

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Jak samodzielnie i bezpłatnie stworzyć profesjonalne logo?

Dlaczego warto mieć logo? Posiadanie własnego logo, to nie tylko powód do...
Read More
  • Mondro

    Wszystkim nie dogodzisz, bo jeden przyjdzie po wiedzę na temat blogowania, a innego bardziej zainteresują historie z Twojego życia wzięte- ja np. bardzo lubię je czytać, bo fajnie je opisujesz 🙂

  • Dominika Kurzak

    Grunt to zachowanie równowagi, bardzo lubię Twoje „życiowe” wpisy 🙂 Nie porzucaj ich

  • Hej Beata:) Tyle razy do ciebie zaglądałam, ale chyba pierwszy raz coś skrobnę. Miły ze mnie człowiek, ale też czasem coś palnę na fejsie i jakoś się to rozchodzi, choć nie mam bladego pojęcia, dlaczego akurat ten post i te słowa, zyskały takie uznanie:)
    A co do spotkań po latach, „zestarzeliśmy się” to już klasyk, ale pamiętam jak spotkałam koleżankę z liceum i pierwsze słowa jakie do mnie powiedziała:
    — Dorota, ale ty przytyłaś!

  • Ojej, tez bym szykowala lewy sierpowy po takim powitainu! (jakkolwiek ledwo wyciagam kilka pompek, w dobry dzien…) A tak w temacie kradziezy i pieniedzy, to mi kiedys zeskanowano karte kredytowa. Nie ukradziono – ktos sobie zrobil kopie. Bo sierota – nie wlozylam jej do sejfu, tylko lezala na widoku… I jak bylam na wakacjach to zlodziej nakupowal kosmetykow za kilkaset dolarow w Sephorze w amerykanskim Dallas… Kase bank oddal, nigdy nie bylam w USA 🙂 Ale do dzisiaj jestem ciekawa, jakie kosmetyki ktos kupil za tyle kasy!

  • To ciekawe co piszesz z tą utratą followersów. Może to jest dobra droga, jak będziesz pisać teksty inne niż do tej pory, odejdą ci niezainteresowani, ale przybędzie tych właściwych 🙂

  • Znam te historię bo śledzę Twojego facebooka i wiesz co- rób tak nadal, bo pozytywne to i takie ludzkie :).