Czy nasz umysł ma płeć?

skecz: kobieta w IKEI, płeć mózgu, twój psychologiczny autoportre

skecz: kobieta w IKEI, płeć mózgu, twój psychologiczny autoportre

Czy nasz umysł ma płeć?

Bo gdyby kiedyś podkusiło Was takie egzystencjalne pytanie. Bo niektórzy nawet to sobie takie psychotesty robią:

Tu politycy profilaktycznie powiedzą, że nie: Umysł płci nie ma. Bo nie ma co wchodzić na grząski grunt po to, żeby tam ugrząźć….

Bo można kobietom płacić mniej, tylko dlatego, że one są mniej inteligentne i słabsze fizycznie. Powiedział pewien rodzimy polityk, europoseł, posłująca wizytówka naszego kraju w Europie. Liberał konserwatywny. Taka konserwa, że on jeszcze nie zauważył, że już dawno wszysliśmy ze średniowiecza…

Bo kobiety są mniejsze i słabsze. Ot i cała filozofia. Po co daleko szukać?

Ale, gdyby jednak, chodziło za Wami:

Czy nasz umysł ma płeć?

Klasyczny przykład: On i Ona na zakupach. Wyprzedaże.

Bo tu wszystko rozbija się o odmienną definicję szczęścia.

  • Bo ona jest szczęśliwa, kiedy uda się jej kupić jak najwięcej za jak najmniej.
  • A on dokładnie odwrotnie.

Takie malutkie cacko, najnowszy iphonik. Bo on potrafi cieszyć się drobiazgami. A jak taki drobiazg daje po kieszeni….

Dlatego ona wraca z wyprzedaży załadowana, obładowana, przeładowana, objuczona jak świąteczny baran… Z tyloma siatkami, siatami, dyndającymi, podrygującymi w rytm tego, jak goni za odjeżdżającym autobusem…. Nie dogoniła.

Przyjedzie kolejny. Pusty. Jakoś się do niego z tym wszystkim załaduje.

Nie, nie ona się nie przeprowadza…

Ciężarówki do przeładunku zamawiać nie trzeba.

Czemu ten facet tak uparcie wciska jej swoją wizytówkę? 

Agent od obrotu nieruchomościami… Nie, to ona jest agentka.

Nie, nie przeprowadza się… Wraca z wyprzedaży…. No, tak, lekko zaszalała…. A co?

Nie, nie szuka nowego mieszkania. W stare jakoś to upchnie. Choćby kolanami…

No i w końcu po tych wszystkich przebojach, perypetiach, po tym odganianiu się od namolnych agentów obrotu nieruchomościami dobija baba do domu.

Tu pełna konspiracja… Siatki zabunkrowane w windzie. Byle nie odjechała …. nie w porę. Na inne piętro.

Ona szczupakie wślizguje się do mieszkania. Teraz to ona jest agentka. Taki kontrwywiad…

Chłop w domu, czy nie…?

Jak to po co sprawdza? Chce mu oszczędzić niepotrzebnych nerwów. Tak, dba o jego zdrowie: psychiczne i finansowe. Dlatego wszystko kupuje na wyprzedażach. Po przecenie. Okazja. Same okazje. Dom zawalony okazjami pod sam sufit.

Droga wolna. OMO. Nie, nie ten proszek do prania…. Old man out. Nie ma go w domu. To taki sekretny kod.  Dla tych pakunków czekających cierpliwie w przyblokowanej windzie.

Aż sąsiad przyszedł zobaczyć, co ją tak przyblokowało… Sąsiadka wraca z wyprzedaży… Znowu nie zmieściła się w windzie. Trzeba będzie posłać po spycharkę. Nie posyłać. Zostawić ją w spokoju. Ona  to rozpakuje….

No to …. rozpakowujemy… Pełne INCOGNITO.

Wiadomo wyprzedaże…. To trochę taka rosyjska ruletka… Zawsze wygrywa bank. Jak przychodzi, co do czego. Tzn jak przychodzi baba do kasy…

Bo łapiesz okazję i już Ci się wydaje, że złapałeś Pana Boga za nogi. A tam malutkimi literkami taki cyrograf…

Znacie to, przerabialiśmy to wszyscy. Marketing… Oj jaki sprawny.

Kup dwie rzeczy, trzecia gratis.

Kochamy gratiski. Nie tylko my blogerzy. Niektórzy to przez te gratiski zostają blogerami. Gratiski rodzą powołania….blogerskie.

Tylko po, co Ci trzy te same rzeczy, skoro wystarczyłaby jedna?

Bo inaczej promocyjnej ceny nie będzie….

Rachunek ekonomiczny jest prosty. A nie mówiłam: rosyjska ruletka, zawsze wygrywa bank.

No ale, siedzi sobie baba, zakneblowana na cztery spusty w pokoju i rozpakowuje… Zaszalała. Mieszkanie przypomina krajobraz po bitwie. Rozkopki. Wykopki. Roboty drogowe pełną gębą…

A ona – szlus – kolejna kiecka wylądowała na żyrandolu. Nie, na podłodze już miejsca nie ma. Podłoga zajęta pod sam sufit. Niedługo do sąsiada trzeba będzie przepychać. Takie to były wyprzedaże….

W tym momencie jej ręka sięga pustego dna torby, a wraz z nią jej samopoczucie też sięga dna….

A wtedy, jak ten alkoholik na najgorszym kacu, co to też ma przebyłyski poczucia rzeczywistości, dopada ją czarna rozpacz.

Gdzie ja to wszystko pomieszczę?

Oj, jak to boli…

Nie, że przewaliła się przez ten zalegający rachunek… Nie, ten przezornie wywaliła przy samej kasie… Bo ona jest recydywistka. Z doświadczeniem. A takie są najprzezorniejsze.

Po co rachunek? Po to, żeby ktoś się pytał: ile to wszystko kosztowało? No przecież wiadomo, że NIC. Same gratiski, przeceny, okazje, po prostu wyprzedaże….

Nie, przewaliła się przez stertę rozwalonych ciuchów. Krótko i konktretnie: wyrżnęła nosem w glebę. Dlatego tak to boli.

Ale, jak to mówiły nasze prababcie: żeby zawsze szukać dobrych stron trudnych sytuacji.

Gdzie ja to wszystko pomieszczę? Trzeba będzie nową szafę dokupić.

I już pędzi chłopa do IKEI. Tak, w międzyczasie wrócił. A przecież trzeba kogoś, kto to przytarga…No odrobina pragmatyzmu…

A widzieliście, że wyszedł nowy katalog IKEI?

Nie widzieliście? Bo nie czytacie blogosfery. Bo tam to takie kwiatki:

Nie śpię po nocach, bo wyszedł nowy katalog Ikei. Autentyczny Autetntyk.

A widzieliście kiedyś faceta, co czyta po czyta po nocach nowy katalog IKEI?

NIE. Nie widzieliście. Bo czegoś takiego nie ma.

Kto nie ma dobrej odpowiedzi? Bo będę pały stawiać.

Nie, czegoś takiego nie ma. Bo po co on ma czytać ten katalog nocami?

Skoro on dokładnie wie, czego szuka i gdzie, na której stronie to znaleźć.

Tak, bo tam, w katalogu Ikei tak wszystko jest logicznie usystematyzowane ….działami. I on to wie….

Tylko ona tego nie wie. Nie wie, bo nie powiedział jej. Skąpiradło.

I ona z typowo kobiecą systematycznością i konsekwencją działania, wertuje go strona po stronie…. Popija kawusię. Slow life. Good vibes only. Pełen peace and love.

Czego w nim szuka? Nie, to nie o to, chodzi czego ona w nim szuka. Bo ona jeszcze tego nie wie. Będzie wiedzieć, jak znajdzie.

A wtedy zaczyna się kolejny etap. Ona na to choruje. Ale uwaga, bójcie się chłopy. Oj, jak ja choruję na taką szafę z butami, strona 42… To tak między nami…

Bo to chorowanie jest zaraźliwe. Chodzi za nią i nie daje jej spokoju. Chce to mieć. Straszy po nocach. Nie ją – jego.

W końcu jadą do tej IKEI.

I tu znowu taka subtelna różnica.

  • Ona po to, by kupić to, co potrzebne… Same najpotrzebniejsze rzeczy.
  • On, by kupić to, co niezbędne.

Jaka tu jest różnica? KOLOSALNA.

Bo teraz popatrzcie na to oczami wyobraźni. Wychodzą z IKEI.

  • Ona – same najpotrzebniejsze rzeczy. Nic więcej. Jeden wózek załadowany po sam sufit. Ona jeszcze raz zawróci. Bo tam w holu Ikei czeka kolejny. Trzeba będzie bagażnik jakoś rozepchać.
  • A teraz ON.Jak  On wchodzi z IKEI. No, żeby po jeden jedyny dziadowski przełącznik specjalnie do Ikei jechać?

Halo, no ja przepraszam.

No, ale wróćmy do punktu wyjścia. Bo tak się jakoś rozgadałam.

Czy umysł ma płeć?

Nie ma. Po prostu, wszyscy pragniemy szczęścia. Tyle, że szczęście ma dla każdego z nas inną definicję. I ot cała różnica.

Pozdrawiam serdecznie
Beata

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Amerykanin w Paryżu, czyli wszyscy jesteśmy niewolnikami stereotypów.

Anegdotka (mrożąca krew w żyłach) o Włochu (nie do końca włoskim), o...
Read More

12 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *