Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz mu o swoich planach.

urlop macierzyński

Elektronadwrażliwość. Jestem elektronadwrażliwa.

Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz mu o swoich planach.

Nie wiem, czy to oznaka osiągnięcia pewnego wieku. W lipcu skończyłam 45 lat.

Nie robię planów na przyszłość. Przestałam. Kiedyś robiłam.

Miałam takie ambitnie plany…

Bo miałam taaaaaaaaakie plany…. Ponad 5 lat temu, kiedy odpalałam swojego pierwszego bloga. Chciałam zostać przedsiębiorcą internetowym. Móc pracować z dowolnego miejsca na kuli ziemskiej. Internet… i jego magiczna moc.

Zabrałam się do tego energicznie. Zarywałam noce… No wiecie, ta matka pisząca bloga przy małych dzieciach. Wiecznie niedospana, nocami pisząca kolejne wpisy. Po prostu urlop… tyle że macierzyński. Wieczna gonitwa… Przedobrzyłam. Zbyt dużo, zbyt intensywnie, zbyt ambitne plany.

Mój organizm tego nie wytrzymał. Nic kosztem zdrowia….

Jestem / stałam się elektronadwrażliwa.

A to boli. Wiem, kiedy ktoś koło mnie odpala swój telefon komórkowy. Wcale nie muszę się odwracać, by to wiedzieć. Zaraz odzywa się ten charakterystyczny ból głowy. Ból głowy narasta w pobliżu telefonu komórkowego.

Kiedy jadę pociągiem, (a dojeżdżam do pracy 50 km w każdą stronę), moja podróż bardziej przypomina zabawę w ciuciubabkę. Cały czas muszę zmieniać miejsca, bo w dzisiejszym świecie coraz mniej jest osób czytających staromodną papierową lekturę. Wszyscy zanurzeni w tych swoich smartphonach.

Ale też coraz więcej osób ma problemy z elektronadwrażliwością. To jest ta druga strona medalu, o której póki co niewiele się mówi. A szkoda… A ja… no i co?

Pewnych rzeczy nie mogę przeskoczyć. Chciałabym móc kontynuować pisanie bloga. Nie da się realizować pasji kosztem zdrowia…. Odezwał się mój czynnik ograniczający: zdrowie.

A miałam takie ambitne plany.

Jedyne dokąd te plany mnie doprowadziły – do chronicznego bólu głowy. Z tego powodu przed wakacjami ogłosiłam, że przestaję pisać bloga.

W lipcu tak bolała mnie głowa, że mój mąż zdecydował się nadłożyć sporo kilometrów i zabrać mnie do Lourdes. Spędzaliśmy wakacje w Pirenejach. Tam, w cudownej grocie jakiś głos kazał mi spojrzeć w górę. I właśnie wtedy kropla wody oderwała się od skały i wpadła mi do oka, z którego promieniował ból. Przez cały wieczór ból zmniejszał się na. Przez kolejne 2 miesiące nigdy więcej nie wrócił z takim natężeniem.

Nie powiem, że zostałam uzdrowiona w Lourdes. Stwierdzam fakt: głowa przestała mnie boleć. A jeżeli czasami czuję znajomy sygnał w głowie, boli dużo mniej…..

Ale wiem, że muszę dokonać pewnych zmian w moim blogowaniu. Dlatego… też….

Postanowiłam nie robić więcej planów.

Nie na kolejne 100 lat. Bo ich przed sobą nie mam. Bo więcej za mną niż przede mną. Ale robić to, co słuszne. W zgodzie z tym mottem które zawsze pomagało mi w trudnych sytuacjach:

Choć ten wpis miał taki roboczy tytuł: Podsumowanie lata i plany na jesień.

Moje plany.

Czy będę jeszcze pisać o blogowaniu?

Tak chciałabym. Ale najpierw chciałabym przetestować kilka nowych ścieżek….

I tak sobie tesuję, próbuję nowych rzeczy. Bardziej z humorem i na żywo w formie video… Tak, realizuję takie moje dziecięce marzenie, by stanąć na scenie i nagrywać skecze….

A w tym samym czasie mój fanpage topnieje mi w oczach.

No, ale jeszcze tu jesteście… Mam nadzieję. Zostaniecie ze mną? Przetrwacie ten okres TESTOWANIA?

Dlaczego? Po prostu nie chcę kolejnego powrotu do tego nieznośnego bólu głowy. Dlatego jestem zmuszona zmienić strategię i styl blogowania…

Ale też przez 5 lat regularnego blogowania o blogowaniu mam wrażenie, że po prostu wyczerpałam temat. Powtarzam się. Dlatego potrzebuję nowych doświadczeń. Potrzebuję zebrać nowe doświadczenia. W przeciwnym razie nie będę w stanie napisać nic odkrywczego. Po prostu.

Dlatego, zawsze kiedy na nowo szukam siebie sięgam po Kominka, tzn po Jasona Hunta. Zawsze u Tomka znajduję motywację i szczególnie motywację do zmiany, do zaczęcia na nowo – inaczej.

Choćby wykruszał mi się fanpage. Nie jestem w stanie wszystkim dogodzić. I nie jestem już w stanie ze względów zdrowotnych blogować, być w sieci z takim natężeniem, jak to robiłam kiedyś….

Ale ja po prostu postanowiłam nie przejmować się i bawić się blogowaniem… Szczęśliwie pracuję w turystyce. Rzadko zdarza mi się w mojej pracy kisnąć przez komputerem…. Bo ja pracuję fizycznie. I wiecie, co myślę, że w dzisiejszych czasach wszechobecnej zasiedziałości przedkomputerowej to luksus. To szczęście mieć taką pracę.

A równolegle muszę przekonać, przełamać się do innych form przekazywania treści, jak podcast czy video… W moim wieku, z tymi wszystkimi zmarszkami… A że gaduła jestem, to tych mimicznych zmarszczek po drodze nieźle sobie nagrabiłam…. No i jeszcze wykrzewić to chroniczne jąkanie się… I znowu zaczyna się długa droga.

blog i blogger

Master Class u Jasona Hunta

Tak, zapisałam się, by nabrać rozpędu po tej drodze: na Master Class Jasona Hunta. Jestem zachwycona. Czuję, że nabieram rozpędu, rozkładam skrzydła do lotu. Tego mi było trzeba. Gorąco polecam to szkolenie. Powinno być obowiązkowe dla każdego blogera…

LINKI Z SIECI.

Nie zamykajcie się na sobie… Bo już Wam się wydaje, że jakoś się to kręci. W sieci wszystko się zmienia tak szybko. Od jednej aktualizacji do drugiej…

Cały czas trzeba się rozwijać i stawiać czoła coraz to nowym wyzwaniom. Nie ma tak, że jednego dnia wypłyniecie i będzie to dane Wam raz na zawsze. Byłam kiedyś wysoko w rankingu Share Week, a potem świat blogowy o mnie zapomniał. Normalna kolej rzeczy, jeżeli osiądziecie na laurach…. 

Cały czas musicie udowadniać, że jesteście warci/godni czytania, warci starty czyjegoś czasu…

Nieustanny rozwój. Wieczne szukanie…. I czytanie… tego, co piszą inni. Bo nigdy nie wiadomo, skąd przyjdzie do nas INSPIRACJA.

Dlatego taka (zawsze to obiecuję) postaram się cotygodniowa porcja linków pozbieranych z sieci:

Jeśli Twoje dziecko to zje, umrze.

O clickbaitowych tytułach i o tym, jak to działa u Dagmary z Cała reszta.

Bo dzisiaj niestet w tak przetłoczonej, zawalonej tysiącami, milionami coraz to nowych, dorzuconych co dnia tekstów – to działa – taki tytuł, który zatrzyma na sobie uwagę, bo np Cię przerazi… zszokuje.
To działa w tę dobrą i tę złą stronę. Ale przynajmniej masz te swoje 5 minut. TAK, jak to fajnie zrobiła Dagmara, puszczając w sumie analityczny tekst pod tym tytułem.

Bo wiecie, co problem jest taki, że w sieci tyle się codziennie publikuje, że jak coś nie chwyci, to przepada. Taki np na codzień napotykam problem. Ot, piszę na taki nudny w sumie, za to bardzo mocno obsadzony temat, jakim jest nasze zdrowie…

I tu można pisać rzetelnie. A można pisać rzetelnie i mimo wszystko starać się to „sprzedać” takim właśnie clickbaijowym tytułem. Podejmując ryzyko, że utraci na tym Wasza wiarygodność. I tak ostatnio wysmarowałam taki artykuł o jak najbardziej clickbaitowym tytule.

Mleko jest niezdrowe i wpędzi Cię w raka.

W który ja jednak wierzę i nie piję mleka. Rezultat: trochę kontrowersji i w sumie nie aż tak agresywne komentarze, że może co nieco przesadzam z tym wpędzaniem w raka…. Ale jednak jest jakaś reakcja. A jak jest reakcja ludzi na Facebooku, to i zasięg rośnie…

I co? Czy clickbaitowy tytuł przekreśla, czy obniża autorytet – czy wiarygodność rzetelenej informacji. Trochę tak. Ale i tak dociera ona DALEJ. Alleluja.

No to się rozpisałam.
A dalej już tylko Polecam

U Asi :O tym, jak chwila rodzicielskiej nieuwagi (uwaga fotografujący blogerzy) może przerodzić się w dramat

Niemowlę wpadło do morza? Najlepiej od razu zaszczuć rodziców

  • U Kasi z Simplicite o Prywatności w sieci. Nie da się jej zachować…. Tymczasem warto nałożyć jej, czy raczej pokazywaniu swojej prywatności pewne zdrowe granice.

Prywatność w sieci. Jak wiele prawdy chcemy wiedzieć. Jak wiele pokazywać?

– No mam NORMALNĄ PRACĘ. Codziennie wstaję, idę odsiedzieć swoje 8 godzin, płacę podatki, odprowadzam zus, ba- nawet płacę abonament! A oni wymyślają! Jedna- uwaga – chce żyć z bloga?! Kolejna chce sprzedawać swoje szkolenia i łebinarki, a jej jedynym osiągnięciem życiowym jest to, że rzuciła korpo?! 

I dochodzimy do PKNDL…..

Bo…. Blog, to nie jest praca na pełny etat. Blog, to praca na kilka pełnych etatów. I

  • U Ekopozytywnej: „Nie pozwól zanieść się fali życia w miejsce, w które wcale nie zmierzasz.”
„Ach, no i ten legendarne trzepaki. Dzisiejszym dzieciakom brakuje fantazji, by się na nie wdrapywać. Stoją więc trzepaki na osiedlowych placach, smutne i samotne. Od czasu do czasu ktoś przypomni sobie o nich, kiedy trzeba wytrzepać dywan na Wszystkich Świętych. A przecież nie po to je stworzono!”

 

A ja nie robię planów, tylko dziergam szydełkowe serwetki. I mam dla Was kilka moich autorskich schematów…. na Moda Na Bio – DIY CROCHET

Tymczasem

Pozdrawiam serdecznie

Beata

 

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Nieocenzurowane historie pogodne z mojego Instagrama i linki z sieci.

Bo pogody ducha i pogodnych historii nigdy nie za wiele. A informacji...
Read More
  • Beato, przede wszystkim: mnóstwo zdrowia! Blogowanie nie zająć, a zdrowie mamy jedno:).
    I działaj tak jak podpowiada Ci intuicja! Vlog bardzo pozytywny 🙂
    ps.Oraz mega miło za wspomnienie! Dziękuję :*

  • Danuta Brzezińska

    Też już mam swoje lata, uważam, że w życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. Bóle głowy pewnie miały Ci cos powiedzieć. Wszystko w życiu przychodzi i odchodzi. Widocznie Twoja droga po 5 latach skręca. Ciekawe gdzie teraz podąża…..

  • Sylwia

    Wspaniały,osobisty tekst 🙂

  • Chyba mam dość podobnie. Z jednej strony warto mieć plany cele i marzenia. Ale z drugiej strony jak to zrobić by dążyć ale nie za wszelką cenę i żeby to nie było ponad nasze siły?

  • Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu też planowałam. Teraz dźwigam bagaż różnorakich doświadczeń. Oczywiście można wytyczać ścieżki, organizować czas, snuć plany, ale nie zawsze udaje nam się zrealizować wcześniejsze wizje i wyobrażenia. Poruszyłaś sporo tematów. O prywatności w sieci też sporo myślałam a jeszcze wiele jest takich miejsc, gdzie dzieci siedzą na trzepakach i w piaskownicy a nie w domu przed komputerem. Natomiast rozwój jest niezwykle ważny. Szczerze mówiąc, moje mini tyci miejsce w sieci jest właśnie jednym z elementów rozwojowej układanki. Nie muszę pisać a chcę i uwielbiam. Takie małe widzimisię. Pozdrawiam serdecznie i życzę samych wspaniałości! 🙂

  • Sanktuaria Maryjne, czy odwiedzenie ich sprawia cuda i pomaga naszemu zdrowiu? Też się zastanawiam czy to rzeczywiscie prawda. Cudowne działanie Matki Boskiej, czy nasza głęboka wiara co nas uzdrawia? Potwierdziłaś, że być może jest to możliwe. Sama miałam taką sytuację tylko z Matka Boską z Częstochowy i nie tyczyło się zdrowia lecz studiów. Był koniec roku studiów w Hiszpanii. Nie mogłam zdobyć podpisu w indeksie pewnego profesora, który wciąż nie miał czasu i gdzieś uciekał. Było ryzyko, że ponieważ zaczynają się wakacje to on nagle wyjedzie i nie wróci. Ja musiałam mieć ten podpis w danym czasie. Od niego zależało zaliczenie semestru. Raz wdałam się w rozmowę z pewną panią w dziekanacie. Powiedziała mi, że dużo czytała o Polsce, m.in. o cudownym obrazie Matki Boskiej, co ma moc uzdrawiania. Marzy, by kiedyś go zobaczyć. Ja wiele jej o nim opowiedziałam. Zwierzyłam się z problemu ze zdobyciem podpisu. Ona zaproponowała mi, bym zostawiła jej mój indeks a ona tego profesora za mnie złapie. Tak też się stało. Następnego dnia oddała mi indeks z jego podpisem. W podziękowaniu poprosiłam o adres, gdyż szykuję dla niej niespodziankę. W tamte wakacje pojechałam do Częstochowy, kupiłam jej kopię obrazu i wysłałam pocztą. Kobieta bardzo się ucieszyła. Sama widziałam w tym wstawiennictwo Matki Boskiej.
    Później w Polsce lokalna gazeta zaprosiła mnie by opowiedzieć jak się studiowało w Hiszpanii. Opowiedziałam m.in. o tę historię i potem wszyscy mogli wyczytać jak to Dorocie pomogła Matka Boska. Nawet znajomi, których spotkałam na ulicy mówili, że czytali. Mam wycięty ten wywiad do tej pory. Po czasie czytam go z lekkim zawstydzeniem, czy czasem nie brzmię w nim jak…dewotka? Ale raczej nie powinnam się tym przejmować, każdy znajdzie pomoc w różnych miejscach i ma prawo z niej skorzystać i być za to wdzięczny, wierzyć że to działa. Nawet od transcenndentnych bytów. Teraz czekam na coś co pomorze mi znaleźć pracę i niech to bedzie nawet cud.
    Beata, Ja uważam, że ze swym blogiem i tak osiągnęłas sporo, masz ludzi co cię czytaja i komentuja. Możesz być wzorem i porównaniem. Ja bloguję juz 3 lata i nie mogę dojść nawet do głupiego tysiąca polubień. Ale staram się tym nie przejmować i robić swoje. Czas pokaże co się opłaca a co nie. A jeśli jakies dobre rzeczy maja do nas przyjsc to niekoniecznie przez planowanie wyuczone z internetowych kursów ale przez… przypadki, czy cuda siły wyższej, Boga, Matki Boskiej, w cokolwiek chcemy wierzyć. Pozdrawiam

  • Betako, niezależnie od tego, czy będziesz pisać rzadziej czy częściej Twój blog i tak będzie dla nas autorytetem. Zdrowie jest najważniejsze. Mamy nadzieję, że uda się od czasu do czasu stworzyć wpis. Dużo zdrowia.
    PS: Szkolenie Jasona Hunta faktycznie wspaniałe!

  • Świetnie, że się podzieliłaś tą historią! Wiesz, dla mnie blogowanie zawiera w sobie tyle niewiadomych (zasięgi, „chwytność” tematu), że tak jak próbowałam robić plany, tak również przestałam. Robię co mogę. Jako matka również siedzę po nocach, ale staram się mimo wszystko nie przemęczać. Warto mieć w głowie pewien zarys, ale ścisłe plany nie są dla mnie 🙂