Czy kobiecie po 40-stce wypada nosić koronki?

moda po 40, jak się ubierać po 40

moda po 40, jak się ubierać po 40

Jakoś tak niedawno, koleżanka z pracy, też Polka na emigracji, podobnie jak ja, dobijająca do pewnego wieku, przyznała mi się, że nie wie, czy wracać do kraju, czy zostać na emigracji.

Właściwie to nic jej tu nie trzyma. Do kraju ciągnie – tęsknota. Ale też boi się wracać, 

Bo ma wrażenie, że Polki w kraju starzeją się szybciej.

Dała mi tym do myślenia. Zastanawiałam się tak sobie nad tym głośno we wpisie: Dlaczego Francuzki nie tyją, takie małpy.

I jak zawsze, gdy ktoś otworzy puszkę Pandory, oberwało mi się: że życie nie jest to samo, w kraju i na emigracji…. Choć znam, tu we Francji, wiele osób, które ciężko (fizycznie) pracują (na kilka zmian) i ledwie wiążą koniec z końcem. Ale chodzi mi o coś innego….

Polki bardziej skrywają siebie…

Może niekoniecznie te młode, pełne wiary, że wszystko jeszcze przed nimi, że jeszcze podbiją świat…. Tylko te, które przez ten etap przechodziły…. chociażby jakieś 20 lat temu…. Dobiwszy do 40-stki…

Pod pretekstem, że w pewnym wieku nie wypada… coraz bardziej skrywają siebie.

Koronki? – zmiłuj się Boże – prześwituje.

Na 20-sto latce też prześwituje. Ale nie to samo. A to znaczy, że już nie wypada….. Niech się baba kisi. Nawet w największe upały. Skoro się zestarzała. Jej wina.

Bo o ile do pewnego wieku wszystko wypada: trampki do mini, glany do koronek, kapelusz i dzwony. Wolna amerykanka. Człowiek ma prawo nosić się, jak mu wygodnie. I co mu w duszy gra.

Do czasu. Do pewnego wieku. Bo w pewnym wieku, tylko wtedy, gdy czyni go to przezroczystym…. Jeżeli nie rzuca się w oczy…

W przeciwnym razie… powiedzą, że to nie jest w dobrym guście… Zapomniała się baba. Jeszcze do niej nie dotarło, że wygląda jak… Z przodu muzeum, z tyłu liceum…

Dla świętego spokoju, żeby tylko nie gadali. Za plecami. Pełna rezygnacja… W pewnym sensie z siebie samego i z tego, kim dotychczas byliśmy…

Jak to napisała w komentarzu na Instagramie pewna zaprzyjaźniona blogerka z Kanady:

Wystarczy wyjechać z pl i nooo problemo – czy wypada czy nie 😊 U siebie widzę kobiety 80-latki ubrane tak, że w pl zostały by zlinczowane 😉.

Dlaczego zaraz linczować?

I tu obserwuję taki paradoks. Bo jeżeli kobieta w pewnym wieku, jest po prostu niedbale, niestarannie, czy nawet niechlujnie ubrana – to jej sprawa.

  • Bo albo za grosz nie ma gustu. A wtedy siła wyższa.
  • Albo zupełnie nie przykłada wagi do tego, jak wygląda. Pełne zrozumienie i szacun. Matka Polka – świętości nie ruszać. Ma co innego na głowie.

 

Ale już zupełnie co innego, kiedy kobieta w pewnym wieku jest ubrana nieodpowiednio …. do swojego wieku… Wtedy staje się tą sprawą publiczną.

Ktoś powie, że trzeba umieć się zestarzeć godnie.

Spuścić uszy po sobie i żyć inaczej. Niż dotychczas…

A jeżeli ktoś przez całe dotychczasowe życie lubił koronki, gigantyczne szpilki? Jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki nie odlubi tego, bo właśnie wybiła mu 40-stka.

  • Co z tego, że babeczka ma dekolt na wierzchu? Jej sprawa.
  • Co z tego, że szpilki ma takie, że niejedna w młodszym wieku, połamałaby sobie nogi. Ona się nie łamie. Ona się dobrze na nich trzyma.
  • Figurka też jakoś trzyma się w ryzach.

W czym problem? To nie problem. To jest sprawa publiczna…. Każdy może sobie pogadać. I ludziom w to graj.

Bo trzeba umieć zestarzeć się godnie. Pokornie usunąć się w cień… niezauważonym. Nie rzucać się w oczy. Niech gadają … o innych.

Niestety… Kobieta w pewnym wieku cały czas niebezpiecznie balansuje na cieńkiej granicy pomiędzy byciem: elegancką, byciem ubraną nieodpowiednio do swego wieku.

Czy po prostu byciem wyuzdaną….

Czy kobiecie w pewnym wieku wypada?

Bo jeżeli kobieta w pewnym wieku (z racji wieku) zdążyła już stać się przezroczysta…. A tu hop siup zaczyna paradować w koronkach, mini, czy: szpilkach na gigantycznych słupkach. Nie zna swojego miejsca w szeregu. Czy raczej w piramidzie wieku.

A przecież mamy lato…. A niektórzy się dziwią: No, jak to?

Bo nagle kobieta w pewnym wieku przestała być przezroczysta… Rzuca się oczy. Tak, że niektórych wręcz to razi po oczach. I gadają….

A przecież kobieta w pewnym wieku też człowiek. Jej skóra też chce sobie pooddychać …. latem. Nie zamkniecie jej w szczelnym kombinezonie kosmonauty, zapięty pod samą szyję. Bo też by co niektórych raziła. Bo uschnie w środku. A wtedy było by nie humanitarnie.

A jeżeli jest już w pewnym wieku, a jeszcze nie jest przezroczysta…. OlaBoga…

Bo w pewnym wieku już nie wypada. I pewnie dlatego kobietom w pewnym wieku tak trudno zaakceptować to, że znalazły się w tym … pewnym wieku. Dziwić się, że baby patrzą na to, jak na przekleństwo?

  • Dlatego kobieta w pewnym wieku, albo już nie chce mieć żadnego wieku. Skrzętnie go maskuje…. Przekonuje samą siebie, że jej to nie dotyczy.
  • Albo rezygnuje z siebie… Jakby ktoś/coś wbrew jej własnej woli przełożył ją do innej szufladki: jestem na to za stara. Poddałam się.

Ale przynajmniej nikogo tym nie razi. Biada tym, które rażą. Które dają po oczach. Które chcą czegoś innego…

One jeszcze chcą móc zacząć życie od nowa, inaczej, u boku innego człowieka… Chcą mieć jeszcze jedną szansę… Walczą o siebie.. A przecież już powinny myśleć o emeryturze.

Są tacy, którzy cichaczem podśmiewają się…. Bo przecież ich to nie dotyczy… Jeszcze. Oni jeszcze wierzą, że nigdy się nie zestarzeją. Inni już tak się zestarzeli duchem, że odmawiają wszystkim prawa do tego, by starzeć się inaczej. Na swój sposób….

Narzucają tę swoją rezygnację, czynią ją jedynym słusznym stanem umysłu. Normą społeczną.

Jestem kobietą w pewnym wieku…Moja kobiecość się skończyła. Teraz już mi nie przystoi: to, tamto i jeszcze tamto i tamto…

Muszę być śmiertelnie wyważona (tak przystoi) i poważna….

Ale czy nie oznacza to swego rodzaju rezygnacji?

Czyż nie jest to swego rodzaju podświadomym odstępowaniem miejsca na ziemi – młodszym? Ale przecież tym miejscem możemy się podzielić. Czy chociażby wzajemnie się tolerować.

W pewnym wieku, niezależnie od wieku i nieregularności kształtów można wyglądać bardzo kobieco i nie wstydzić się tego.

A jednak wiele z nas rezygnuje. Pod pretekstem, że to już nie wypada.

Mówimy sobie, że trzeba umieć się zestarzeć godnie… Zaakceptować siebie na różnych etapach swojego życia. Wpisać się w to, czego podświadomie domaga się od nas społeczeństwo: stawiania się coraz bardziej przezroczystym, odstępowania miejsca na ziemi – młodym….

Przecież taki jest naturalny rytm natury…

Podobno istnieje/obserwuje się u kobiet takie podświadome zachowanie związane z wiekiem.

Przychodzi baba do fryzjera, czy do kosmetyczki…. i w zależności od swojego wieku…

Albo pewnie rzuca swoją przepaścistą torebkę obok, zajmuje sobą sporo miejsca, jakby całą sobą chciała podbić świat. Bo jeszcze jest w tym wieku, że święcie wierzy, że kiedyś to zrobi: podbije świat.

A starsze panie zachowują się dużo bardziej …. dyskretnie… Skrzętnie trzymją swoją wyważoną, dyskretniejszą torebkę ściśle przy sobie, na kolanach…. Czy nie jest to wyraz pewnej rezygnacji … z siebie? Podświadomie….

Albo w drugą stronę…

Paranoja…. Brak jakiejkolwiek akceptacji dla naturalnej ewolucji naszego ciała. Absurdalny kult młodości i owczy pęd, by pozostać wiecznie młodym do samej śmierci….

Albo znowu w drugą stronę: całkowita rezygnacja… A przecież można środkiem. Umiar. Złoty środek.

Co jest sygnałem, że już się zestarzałaś?

I tu dopiero zaczynają się schody.

Ostatnio w internecie krążył taki żart rysunkowy…. Moja stara jest taka stara, że nawet uczyła się w szkole rosyjskiego…

Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Doszłam to tego, jak bardzo jestem stara…

  • Autor książki, którą właśnie czytam jest młodszy ode mnie. Prawie że nastoletnie blogerki wydają, z sukcesem (i chwała im za to) własne książki.
  • Prezydent kraju, w którym mieszkam jest młodszy ode mnie. Mieszkam we Francji, a tu Emmanuel Macron mamy najmłodszego prezydenta na świecie. Raptem 39 lat…..

I weź się tu babo podnieś na duchu….

Zestarzałaś się. To już koniec….

Żyj i daj żyć innym.

A przecież tu chodzi o to, by niezależnie od wieku:

Dobrze czuć się samemu ze sobą… W swoim ciele. Nie stawiać samemu sobie sztucznych barier i ograniczeń.

Ciało się starzeje. Ale to nie oznacza, że musimy starzeć się duchem.

To nawet nie znaczy, że powinniśmy tak przejmować się swoim wiekiem. A już zupełnie to nie oznacza, że powinniśmy odmawiać sobie czegoś, tylko dlatego, że inni będą znacząco pukać się w głowę, kręcić nosem. Bo w pewnym wieku nie wypada.

Czyżby?

W pewnym wieku warto przestać uciekać przed samym sobą, przed bolesną prawdą o swoich latach. Skrzętnie je tuszować. Wierząc, że nikt się nie pozna. Poznają się…

Trzeba umieć zaakceptować siebie w każdym wieku. Ale ta akceptacja wcale nie polega na rezygnacji z samego siebie… Wręcz przeciwnie: na dawaniu sobie szansy: jednej, drugiej, trzeciej, a jak trzeba to jeszcze czwartej i piątej.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

PS.

Na moim drugim blogu – moje koronki po 40-stce.

Zapisz się na Newsletter

  • mam wrażenie, że w polsce po prostu jest zbyt mała tolerancja na wszystko i przez to sporo osób się boi wyjść z swojej skorupy 😀 ja tam koronki uwielbiam i moja mama też nosi. Co mówią o jej ubiorze nie wie, ale póki ktoś nie ubiera się jak przysłowiowa „ladacznica” tylko z dobrym stylem to czemu nie ?

  • Uważam, że kobiecie po 40 a nawet po 50 wypada wszystko, grunt to używać wszystkiego ze smakiem i gustem.

  • Women’s World

    Mieszkam w PL i trochę inaczej podchodzę do tematu. Moim zdaniem jest to kwestia dobrego smaku i gustu. Jeżeli kobieta po 40tce, 50tce czy nawet po 60tce, ma figurę i nogi jak Tina Turner, co więcej potrafi śmigać na szpilkach tak jak ona, sukienka koronki będzie wyglądała ok. Jednak nie każdy fason uważam za odpowiedni. Niech będzie koronka, niech będzie dekolt i krótka spódniczka ale niech to wszystko pasuje do jej wieku. Ostatnio koleżanka mojej mamy wyskoczyła na miasto w krótkiej mini z falbanką ledwo zakrywającą 4 litery. Ok figurę ma nienaganną a nogi 2 metrowe ale jej córki miały na ustach słowa „z tyłu liceum z przodu muzeum a ja w głowie miałam 2 myśli „wścieklizna macicy” i „dzidzia piernik”. Tak uważam, że trzeba się zestarzeć z klasą i dobrać fason o figury i wieku.

  • Wypada wypada, póki z gustem i ze smakiem to wszystko wypada 🙂 jeśli tylko się lubi taki styl to czemu nie. Z drugiej strony to racja że u nas mnóstwo zabobonów i ograniczeń i próbuje się kobietom wmówić że jak mają 40 to nie mogą chodzić w mini na przykład. Ja tam mogę i chodzę, ale wiem że niektóre kobiety się tym przejmują.

  • Jedna osoba po 50ce powie „mi już nie wypada” a druga „teraz to mi już wszystko wypada”. Punkt widzenia zależy od nas samych, ważne by być sobą, żyć i nie dać wpuszczać się w ramy, które będą więzami.

  • Żyj i daj żyć innym to też moje motto. Niech każdy nosi to, co mu się podoba. Oczywiście są sytuacje, w których należy się dostosować – np. ślub, wyjście do teatru, kościół itp., jednak na co dzień niech każdy zakłada co chce (pod warunkiem, że nie lata nago, bo to już jest karalne :D). Ostatnio krążyło w Internecie zdjęcie Pani po 70., całej wytuatuowanej z tabletem w ręku. I super!

  • Mam wrażenie, że pojechałaś trochę stereotypowo. Bądź masz wykrzywiony obraz sytuacji w Polsce… może warto tu przyjechać, a nie bazować na tym, co piszą (nie zawsze przychylni Polsce i Polakom) dziennikarze. Fakt jest faktem.. w kościele/meczecie/synagodze nie wypada świecić cyckami i tyłkiem każdemu nie tylko starszej/młodszej pani. Według mnie świecenie męską gołą klatą w centrum miasta też jest mocno dyskusyjne. To co wypada lub nie, to kwestia gustu, dobrego wychowania i zasad współżycia w społeczeństwie. Nie żyjemy w odosobnieniu, a przesadna tolerancja dla wszystkiego i ta przeklęta poprawność polityczna kończy się np. permanentnym stanem wyjątkowym we Francji, czy zamachami bombowymi w Londynie i Berlinie. Że tak zboczę z tematu koronek… ale to ten sam tok myślenia, tylko grubszy temat.

    Są trzy takie fajne zdania, które warto chyba przytoczyć w tym momencie:
    1. Nie traktuj siebie tak poważnie, nikt poza tobą tego nie robi.
    2. Jeśli wydaje Ci się, że ludzie o Tobie rozmawiają to masz rację, WYDAJE Ci się. 😉
    3. Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.

  • Dla mnie to wlasnie kobiety (30+) 40 i 50 najpiekniej i bardzo sexy wlasnie w koronkach wygladaja 😀

  • Za koronkami akurat nigdy nie przepadałam i najbardziej lubię styl bez wieku, który pasuje i nastolatce i … w zasadzie do śmierci 🙂 minimalizm i elegancja i możesz ubierać się tak samo przez 80 lat 🙂

  • W 100% zgadzam się z blogerką z Kanady. Wystarczy wyjechać poza granice Polski, pobyć chwilę w innej (ale naprawdę innej) kulturze i mentalności i przestajemy się przejmować, czy wypada czy też nie i co inni powiedzą. We Włoszech, Francji czy w USA kobiety nie zastanawiają się czy w pewnym wieku im coś wypada. Skoro dobrze się czują to czemu nie? W tym przypadku dużo zależy od wychowania jakie wyniosły z domu nasze mamy czy babcie i jakie nam przekazały. Myślę, że jeszcze długa droga do tego, by komentarz w stylu „w tym wieku nie wypada” odszedł u nas do lamusa. Niestety.

  • tyśka24

    A ja jestem Polką po 40stce w dodatku z nadwaga. I nie czuje sie zaniedbana, starsza niz moja metryka wskazuje. Mam ja gdzies, w srodku nadal mam 20 lat. W kwestii ubran, nie wiem jak we Francji, ale w Polsce dla nas plus size nie jest za latwo. Dlatego wiekszosc ubran kupuje przez internet na maximomoda.pl np.