Jak wykorzystać social media do promocji bloga?

Jak wykorzystać social media do promocji bloga?

Jak wykorzystać social media do promocji bloga?

Jak wykorzystać social media do promocji bloga?

Budowanie swojej marki w sieci nie powinno tylko i wyłącznie ograniczać się do budowania swojej strony. Bo to prowadzi do dreptania w miejscu.

Owszem, blog jest Twoim (i tylko Twoim) miejscem w sieci. W mediach społecznościowych musisz rozpychać się w tłumie innych, podobnie jak Ty, chcących tu się przebić.

Nie ma że boli… Bo jeżeli chcesz, by ktokolwiek dotarł na Twoją stronę, musisz rorozstawiać tu i ówdzie, prowadzące do niej drogowskazy.

A właśnie idealnym miejscem do tego są social media. Bo w social mediach już są ludzie. I tylko wystarczy przekonać ich, by zaczęli Cię tu obserwować…

Jak strategicznie zbudować swoją markę, swoją obecność w sieci i w social mediach.

Czyli…

1. Jaka jest Twoja misja?

Dawno, dawno temu w czasach, kiedy zaczynałam pisać swojego pierwszego bloga wynotowałam sobie takie fajne zdanie, którego sens dogłębniej dociera do mnie dopiero dzisiaj…

Jeżeli chcesz być wszystkim dla każdego, to będziesz nikim dla nikogo.

If you try to be everything to everybody, you become nothing to nobody.

To jest punkt wyjścia tworzenia jakiejkolwiek marki. W sieci i gdziekolwiek.

Jak wykorzystać social media do promocji bloga?

Kim chcesz być i dla kogo?

Czyli w przypadku blogowania: o czym będziesz pisał i dla kogo.

W pewnym momencie swojego blogowania sama wpadłam w pułapkę takiego pisania o wszystkim.

W moim przypadku była to pułapka pisania bloga lajfstajlowego… Tu podkreślam „w moim przypadku”. Bo tu wszystko zależy od wizji i celu, który chcecie osiągnąć.

Ja jakoś słabo widzę siebie reklamującą produkty uszczęśliwiające na siłę…, których i tak nie używam. Bo sama używam bardzo mało produktów.

Z założenia i z przekonań jestem antychemikiem. Nie widzę potrzeby posiadania większości z tych rzeczy, do których ich producenci, czy dystrybutorzy próbują nas przekonać, że jednak ich potrzebujemy. I to jeszcze reklamowanie ich za przysłowiowy, czy może już raczej legendarny gratisek.

Podobnie pisanie bloga o wszystim i o niczym… Raz o lakierach hybrydowych, innym razem o paliwie do rakiet. Nie, że to się ze sobą kłóci. No może tylko troszeczkę. Ale też taką stronę globalnie później ciężko wypozycjonować.

Bo jeżeli ludzie przychodzą na mojego bloga, by poczytać sobie o blogowaniu. A trafiają na wpisy o zdrowiu….

Nie po to tu przyszli, dlatego tego tu nie przeczytają. A skoro nie przeczytają, Google widzi, że te wpisy nikogo nie interesują. I w jakiś tam sposób wkalkulowuje to w swój przemyślny algorytm. Dlatego wpisy o zdrowiu generalnie i z zasady pozycjonoują się źle na blogu o blogowaniu. To z mojego doświadczenia…

Już jakiś czas temu trafiłam na wpis ojca założyciela (podejrzałam tę nazwę u Blogierki i bardzo mi się to spodobało) Jasona Hunta, w którym ten odgrzebał swoje pierwsze porady dla blogerów…

Te, które później rozwinął w książkę. Nie tylko jedną, ale i drugą i trzecią.

No i właśnie odgrzebał i odgrzął ten tekst, nanosząc na niego pewne poprawki i aktualizacje.

Skądinąd ten tekst tytułował się VADEMECUM BLOGERA. Ale w czasach, kiedy Tomek go pisał, rok 2008, ja raczej mało przejrzyście, a jeżeli już to bardzo mgliście kojarzyłam blogowanie.

Tekst sam w sobie brzmiał dość buńczucznie, młodsza wersja Tomka z tamtych czasów… Ale czasami fajnie do czegoś takiego wrócić. Ten tekst pochodził jeszcze z czasów przed, zanim nastała moda na blogi lajfstajlowe. Czyli takie blogi, które z założenia dają i blogerowi, i reklamodawcy szerokie pole do popsiu. Tzn teoretycznie stwarzają blogerowi rozliczne możliwości i perspektywy współprac.

Blog tematyczny czy blog lajfstajlowy.

Niemniej jeszcze przed nastaniem epoki blogów lajfstajlowych Tomek przewidywał, że przyszłością blogosfery docelowo będą blogi tematyczne. W podsumowaniu do tego tekstu, Tomek dorzuca: „Najbardziej jestem zaskoczony niepozornym zdaniem, że przyszłością są blogi tematyczne”.

Ale potem zalała nas fala popularności blogów lajfstajlowych. Blog lajfstajlowy na pewno jest jakąś drogą. Jak to później pisał Jason Hunt w swoich książkach o blogowaniu, blog lajfstajlowy daje szerokie pole do popisu, zarówno blogerom, jak i reklamodawcy do pokazania bardzo różnych gatunkowo produktów. Jest to jakiś pomysł na bloga i na siebie w blogosferze.

Szczególnie jeżeli marzą nam się liczne współprace… Za barter….

No, ale….

Ten pomysł ma swoje, równie liczne ograniczenia.

Bo jednak pisanie na konkretny temat i tylko na dany temat, pozwala wyrobić sobie w tym konkretnym temacie status eksperta. A to dodaje wiarygodności.

  • Pisane na dany temat posty na blogu tematycznym dużo lepiej się tu pozycjonują.

Ludzie przychodzą do nas po ten dany temat coraz bardziej jako do eksperta. A jak już są na blogu po konkretny temat, to prawdopodobnie przejrzą inne powiązane tematycznie teksty…

A Wielki Brat Google to wszystko sobie notuje. Tak, Google chyba lubi to sobie tak strategicznie poszufladkować.

  • Jeżeli piszemy na dany temat, to budujemy wokół swojego bloga społeczność zainteresowaną danym tematem.

Pisanie na konkretny, zawężony temat sprawia, że w pewnym momencie, dla coraz większej liczby osób stajemy się znawcą danego, konkretnego tematu. Z tym tematem coraz bardziej jesteśmy kojarzeni, czy wręcz utożsamiani. Choćby nawet w bardzo wąziutkim gronie. Ale zawsze….

Kiedy dodajemy kolejny tekst na dany temat na blogu tematycznym, dajemy ludziom to, po co do nas przychodzą. Czyli z dużo większym prawdopodobieństwem trafimy wtedy w zainteresowania naszej grupy docelowej, niż pisząc na odległe gatunkowo tematy… Bo jeżeli jednemu z czytelników przypasują, to drugiemu już może nie.

Niedawno Pani Swojego Czasu w którymś ze swoich podcastów powiedziała w ten sposób: że ona ma to szczęście (w przeciwieństwie do blogorek lajfstajlowych), że na swojej liście mailowej ma zgromadzone tylko i wyłącznie osoby zainteresowane jej tematem (tj. zarządzniem czasem).

Dlatego jest kojarzona właśnie z tym tematem. Dlatego jeżeli wypuszcza nowy produkt dotyczący zarządzania czasem i promuje go przez newsletter, trafia do zainteresowanej tymże tematem grupy docelowej. A to zapewnia większą konwersję.

Z drugiej strony, namnożyło się blogów w sieci. A blogów lajfstajlowych w szczególności. Do czego Kominek – Jason Hunt – ojciec założyciel – przyłożył rękę swoimi książkami de facto o zarabianiu na blogowaniu.

Tym podsycił, a może wręcz rozpalił istną gorączkę złota. Tymczasem właśnie w tym pierwotnym tekście o blogowaniu sprzed dekaty, czyli jeszcze sprzed epoki blogów lajfstajlowych, już wtedy Tomek widział przyszłość dla blogów tematycznych.

Dlaczego blogi tematyczne?

Bo w pewnym sensie łatwiej jest się przebić w wąskiej niszy…. Jeżeli regularnie piszecie na ten sam temat, nawet sam wszechmocny Google w pewnym momencie Wam w tym pomaga…

Ale i reklamodawcom coraz bardziej zależy na dotarciu do konkretnej i coraz bardziej zawężonej, coraz lepiej sprecyzowanej grupy docelowej. Bo wtedy odźwięk będzie więcej.

Dlaczgo czasami widzimy takie mastodonty, ogromne fanpage, na których nikt nie reaguje. A w zestawieniu bardziej reaktywne, bardziej dynamiczne mniejsze fanpage…

Jeżeli piszemy na dany temat i czytelnicy przychodzą do nas po dany temat, to zawsze dostają i znajdują u nas to, co chcą, po co przyszli…

Jeżeli przychodzą i zapisują się dalej na listę mailową, to po to by dostawać informacje, czy przekazy na konkretny temat… Ola, Pani Swojego Czasu, która pisze o zarządzaniu czasem … … Dzięki tak przyjętej strategii jej nazwisko jest kojarzone z zarządzeniem czasem. Co automatycznie w świadomości innych osób nadaje jej status eksperta… A ten podawany dalej, idzie sobie dalej w świat i pracuje sam na siebie.

Ale wszystko zaczęło się, czy wzięło swój początek z pisania na jeden, konkretny temat. Tu akurat temat, na który jest spore zapotrzebowanie. Bo przecież wszyscy chcemy zrobić, jak najwięcej i dlatego mamy wrażenie, że czasu mamy coraz mniej.

No ale wracając do blogów lajfstajlowych. Namnożyło się ich swego czasu w sieci. Ale mam wrażenie, że z czasem naturalną tendencją jest skupianie się wokół kilku głównych tematów.

Taka naturalna selekcja i ciążenie w kierunku tego, do czego tak naprawdę nas ciągnie.

Czy blogi lajfstajlowe wyjdą kiedyś z mody?

Póki co pewnie jeszcze nie. Chociaż coraz bardziej widocza jest specjalizacja. Bo ciągnie wilka do lasu. A piszących bloga od jakiegoś już czasu – do konkretnego tematu.

Bo długofalowo trudno pisać o tym, co człowieka nie interesuje. Bo żeby pisać na dany temat, cały czas trzeba w nim siedzieć, grzebać w nim… A musi się nam chcieć to robić.

Druga rzecz to wyszukiwarki. Bo te też lubią sobie to jakoś poszufladkować. U mnie na blogu najlepiej pozycjonują się wpisy … o blogowaniu. Choć przez jakiś czas równolegle starałam się pisać o zdrowiu….

Jak wykorzystać social media do promocji bloga?

2. Wybierz media społecznościowe, na których skoncentrujesz się w pierwszej kolejności.

Jeżeli już wiesz, kim chcesz być i dla kogo, zidentyfikuj, wybierz media społecznościowe, które najbardziej Ci leżą, które pasują do Twojej teamtyki, w których bywa właśnie Twoja grupa docelowa.

Czy musisz być we wszystkich mediach społecznościowych?

Specjaliści poradzą Ci byś był wszędzie, czyli słynne: Be everywhere.

Ale czy w praktyce da się to zrobić, ogarnąć różne media społecznościowe na tym samym poziomie…

Ale jeszcze dane medium społecznościowe trzeba czuć. Bo każde medium społecznościowe można ograć do swojej tematyki i dotrzeć w nim, do osób ze swojej grupy docelowej.

Pan od francuskiego – Francuski jest sexy świetnie wykorzystuje do tego Snapchata. Do promocji organizowanych przez siebie kursów francuskiego. Tzn pośrednio do promocji, która z pragmatycznego punktu widzenia jest tutaj ostatecznym celem…

A pośrednio do udostępniania codziennej porcji francuskich słówek i codziennych konwersacji po francusku. Jak sam pisze o swoim Snapchatcie: gigantyczna, największa na świecie klasa francuskiego, złożona z 1500 osób.

Ja nie należę tu do jego grupy docelowej. Jestem za stara na Snaptchata. Ale z przyjemnością przeglądam i podglądam profil @pana od francuskiego w wersji dla starszych pań na Instagramie. Starszych pań, które jakoś nigdy nie przekonały się do Snapchata i po prostu go nie kumają.

3. Pokaż, kim jesteś. Pokaż, że jesteś człowiekiem.

Człowiekiem z krwi i kości.

Czas nudnych marek wysyłających jednostronne komunikaty już dawno przebrzmiał. Może i w tamtych czasach markom było poręczniej. Teraz muszą bardziej się gimnastykować…. Pokazywać ludzką twarz. Bo człowiek, tzn. klient głosuje zawartością swojej portmonetki. Bo teraz nastał czas dyskusji, wymiany, interakcji.

Tak na prawdę także w sieci szukamy kontaktu z drugim człowiekiem….

Jeżeli blogujecie, to pewnie też znacie to znacie to z własnego doświadczenia. Za każdym razem, kiedy dzielę się bardziej osobistymi przemyśleniami, czy wątpliwościami, piszę coś z głębi serca, czy to w mediach społecznościowych, czy na blogu, odzew jest dużo większy niż w przypadku tradycyjnych, bardziej „szkoleniowych” notek.

Czasami wylewanie swoich żalów na Facebooku (o ile nie robi się tego systematycznie, bo wtedy to męczy) potrafi pobić rekordy popularności….

Właściwie czemu się tu dziwić… Wszycy lubimy czytać szczere wyznania…

Ale też takie momenty szczerości przybliżają nas jako markę do naszych odbiorców. Pokazują jej ludzką twarz.

Zdziwiłam się, kiedy jakiś czas temu na moim fanpagu Moda na Bio, na którym generalnie mało kto z obserwujących reaguje… Na tym „cichym”, „spokojnym” fanpagu puściłam notkę o tym, jak prawie wpędziłam się w anoreksję (doszłam do 42 kg wagi przy wzroście 160 cm), szukając idealnej diety…

Nagle rozszalały się zasięgi, których z zasady tu nie mam. Posypały się komentarze, których zwyczajowo nikt mi tu nie pisze.

Pozwoliłam sobie na bardzo wylewną szczerość, bo myślałam, że i tak nikt tego nie czyta. A tu taka niespodzianka.

Ale podobnie jest na Instagramie. Lubię oglądać tu ładne zdjęcia. Ale nawet najładniejsze zdjęcia w końcu kiedyś się nam nudzą. Jeżeli obok zdjęć – nie ma treści. A właściwie nie treści: kontaktu z drugim człowiekiem. Który odsłania jakiś skrawek swojej codzienności.

Owszem lubię pooglądać sobie ładne zdjęcia na Instagramie. Ale zdałam sobie sprawę, że w sumie szybko mi się one nudzą. Owszem raz, drugi, trzeci, z przyjemnością przejrzę, przeanalizuję perfekcyjną kompozycję, zachwycę się… Ale taki zachwyt trwa krótką chwilę. Takich zachwycających profili na Instagramie jest tyleeeeeeeeeeeeeee.

Ale dużo bardziej ciekawi mnie tutaj podglądanie codzienności innych osób. Z chęcią wracam i podczytuję profile, które mają coś ciekawego do powiedzenia, jakąś historię do opowiedzenia…

Bardzo podoba mi się tu również koncepcja Instagrama, jaką ma czy uprawia

  • @Pani Swojego Czasu. Ola porównała kiedyś Instagrama do kolorowego magazynu dla pań, w którym przerzucamy, podczytujemy kolejne notki w poczekalni u lekarza, czy u fryzjera. U Oli rzeczywiście daje to bardzo fajną mieszankę prywaty, fragmentów prywatnego życia, ujęć z zzakulis, i zręcznie powplatanych to kolejnych promocji…
    Lubię tu zaglądać, lubię wpaść do Oli na Insta na kilka chwil, by sobie poczytać… PSC – to już w sumie duża marka (kilkuosobowy gang PSC), a jednak potrafi w taki serdeczny sposób budować więź osobistą z odbiorcą.

Jak wykorzystać social media do promocji bloga?

4. Opowiedz swoją historię.

Dobra marka to dobrze opowiedziana historia. Paweł Tkaczyk

Profil, który według mnie fajnie opowiada taką swoją historię to @codziennie fit… To historia, czy codzienność Marty, która z jednej strony zachęca, motywuje do bardziej aktywnego stylu życia. Z drugiej strony uwiarygadnia to, o czym pisze i do czego motywuje, pokazując, że aktywność fizyczna jest nieodłączną częścią jej codzienności.

5. Daj sobie czas na stworzenie treści do mediów społecznościowych.

Tu np napisanie wpisu na bloga nie powinno ograniczać się tylko do napisania wpisu na bloga. Ale też do stworzenia notek, czy może grafik, które będą towarzyszyć temu wpisowi w mediach społecznościowych.

Tu chodzi o to, by stworzyć dobry spoiler, zajawkę wpisu… by ktoś dał się skusić.

Tu dopiero przekonujemy się ile znaczy dobry tytuł.

Chwytliwy, intrygujący tytuł czasami sam w sobie wystarczy. Niedopowiedziany, tak, że ciekawość popchnie nas, by zajrzeć dalej.

Dobry tytuł na pewno pomaga zaistnieć wpisom. Nie tylko na blogu, ale także w social mediach. A jeszcze jeżeli w niektórych mediach społecznościowych zautomatyzujecie podawanie tu treści (w ten, czy inny sposób).

Np jeżeli będziecie tweetować same tytuły wpisów. Jeżeli każdy tytuł z osobna będzie bardzo chwyliwym, czy dającym do myślenia zdaniem…. Jest szansa, że kogoś to zaintryguje.

Twitter, niestety, nie mam na niego tyle czasu, ile bym chciała tu mieć. Ale też jest tyle narzędzi, w których z wyprzedzeniem możecie przygotować sobie serie tweetów, promujących tu dany tekst: Buffer, Missinletr, Hootsuite….

Wtedy taką promocję warto przygotować sobie na zapas, na bieżąco. Kiedy jeszcze świeżo mamy w pamięci nasz post. Wybrać z niego najbardziej soczyste kawałki i przerobić je np na tweety.

To wymaga trochę czasu. Ale też jest to inwestycja, która zwraca się również w czasie.

Jeżeli tego nie zrobimy, taki nieprzypominany tu i ówdzie w mediach społecznościowych post – pójdzie w zapomnienie. A nawet jeżeli uda się mu jakoś dobrze wypozycjonować w wyszukiwarkach, wtedy też nie zaszkodzi mu takie małe przypomnienie o nim tu i ówdzie.

A propos soczystych kawałków.

Pani Swojego Czasu zdradziła kiedyś, że po prostu wybiera najbardziej chwytliwy, najbardziej soczysty kawałek ze swojego wpisu (znowu nie za długi) i podrzuca go na Facebooku. I o to tu chodzi… O tworzenie takich chwytających spoilerów… Choćby wymagało to dodatkowego czasu.

Bo samo pisanie najlepszych wpisów już nie wystarcza… Przy takiej masie treści obecnych w sieci….

Ale z czasem i z nabyciem wprawy, taka obowiązkowa promocja stanie się rytuałem…. Jak codzienne mycie zębów.

Dlatego np

Naucz się Canvy.

Właściwie nic tutaj do nauczenia się nie ma. Ale z własnego doświadcznia wiem, pamiętam, że sama długo zabierałam się do jej oswajania. A dzisiaj po prostu nie potrafiłabym się już bez niej obejść.

W Canvie można przygotować całkiem przyzwoite grafiki. Nie będąc profesjonalnym grafikiem. Korzystając z gotowych szablonów. Takich półfabrykatów. Można przygotwać tu sobie grafiki do wszystkich mediów społecznościowych. We wszystkich formatach.

Popracuj nad identyfikacją wizualną Twojej marki.

W dzisiejszych czasach każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu jest dotknięty wszechobecnym syndromem FOMO… Gonienie w kóło po sieci, w obawie, że coś nam ucieknie, że coś przegapimy. W rezultacie oglądamy wszystko po łebkach, jak popadnie.

Dlatego jeszcze bardziej liczy się pierwsze wrażenie. Jak również to, czy dana grafika, notka chwyci już na pierwszy rzut oka, zaintryguje, zatrzyma na sobie uwagę. Czy internauta poleci dalej, nie zatrzymawszy się.

Jak wykorzystać social media do promocji bloga?

6. Stawaj się coraz lepszy w tym, co robisz.

Jeżeli masz wrażenie, że stoisz w miejscu, że próbujesz się przebić, wciąż bezskutecznie, bez widocznych efektów. Zadaj sobie to pytanie:

Czy robisz postępy?

Nie tylko w statystykach. Ale też w tym, co dostarczasz potencjalnym czytelnikom. Czy Twoje treści stają się coraz lepsze?

Jeżeli chcesz się przebić w coraz to rosnącej konkurencji jest to warunek konieczny… Rozwój, rozwój, rozwój… Nieprzerwanie. To dotyczy też mediów społecznościowych. Często realizujemy go metodą prób i błędów, testując, co działa, a co nie….

Na pewnym etapie rozwoju i budowania kontaktów…. coraz to nowe osoby będą Cię polecać… A to bardzo pomaga.

7. Bądź użyteczny.

Jak to fajnie brzmi po angielsku: Insanely useful content.

Użyteczne treści do granic zdrowego rozsądku. Bo czytelnik, czy obserwujący Cię w social mediach, nie przychodzi do Ciebie, na Twoje profile, na Twojego bloga – dla Ciebie, dla Twoich pięknych oczu. Ale dla siebie samego.

Bo chce coś z tego mieć: czegoś się dowiedzieć, zainspirować się, może chwileczkę się rozerwać…. A że ma tego wszystkiego pod dostatkiem, od wyboru, od koloru… Dobrze by było to właśnie tak „insanely” użyteczne.

8. Nie zanudź czytelnika.

Bo o ile kota można zagłaskać na śmierć (podobno), o tyle czytelnika tak samo można na tę śmierć zanudzić (też podobno).

Od bardzo, bardzo rzeczowego przekazywania wiedzy i tak mamy Wikipedię. Zresztą i tak trudno przebić się ponad nią w wynikach wyszukiwania.

Samo bycie ekspertem już nie wystarcza. W dobie samozwańczych, coraz głośniej krzyczących i coraz liczniejszych ekspertów od wszystkiego…

W czym tkwi recepta na przebicie się? Również ze swoją ekspertską wiedzą. W byciu jakimś.

W przeciwnym razie: nie bycie jakimś oznacza bycie mdłym, niezapamiętanym, zapomnianym.

9. Buduj kontakty.

Także, zarówno, przede wszystkim w social mediach.

10. Promocja między różnymi  social mediami.

Tzw. Cross-Platform Marketing Startegy

Chcesz wzmocnić swoją pozycję w danym medium społecznościowym, promuj go w innych mediach społecznościowych.

Oczywiście ma to sens, w momencie, kiedy we wszystkich mediach społecznościowych nie serwujesz tego samego. Bo wtedy jaki ma to sens? Obserwowanie Ciebie na różnych kanałach. Skoro na każdym leci to samo.

Ale jeżeli masz zbudowaną społeczność na Facebooku, a dopiero ruszasz z Twitterem, może część Twoich obserwujących z FB już jest na Twitterze i chętnie Cię tu zaobserwuje.

Sama z zasady śledzę znane mi osoby na różnych kanałach, jeżeli tylko je na nich znajdę.

Z drugiej strony, jeżeli nie masz czasu na bycie i ogarnięcie wielu social mediów równocześnie i równolegle, możesz ogarnąć je inaczej. Zdając się w jakimś stopniu na automatyzację, koncentrując się na tym, na tych social mediach, na których na prawdę Ci zależy.
Są ku temu narzędzia typu IFTTT.

Tworzysz tu tzw Recipes, za pomocą których łączysz między sobą różne kanały mediów społecznościowych.

Tu co prawda istnieje inne niebezpieczeństwo. Jeżeli całkowicie zdasz się na automatyzację, przestaniesz bywać w social mediach… A wtedy najbardziej przemyśnie opracowana strategia i najbardziej dobrze pomyślana automatyzacja niewiele Ci pomoże, bo zabraknie budowania kontkatów, interakcji.

To pułapka. W momencie, kiedy zautomatyzowałam swoje notki na Twitterze, przestałam na nim w ogóle bywać.

Dlatego osobiście wolę codzienne ręczne osobiste bywanie w konkretnych social mediach.

Media społecznościowe w 5 minut dziennie.

A wtedy okazuje się, że przy odrobinie wprawy, dzięki wyrobieniu w sobie pewnych nawyków można to ogarnąć w 5 minut dziennie.

11. Płatna reklama.

Czy warto? Na pewno poszerza to zasięgi… Ale nie każdy chce, może pozwolić sobie na taką inwestycję. Tymbardziej, że to wciąga. Ale też rozciąga zasięgi.

Wszystkie znaczące walki toczone są we wnętrzu własnego ja. Sheldon Kopp

Post Scriptum.

To już ostatni wpis na tym blogu. Przynajmniej na razie.

Nie, nie zamykam go. Po prostu przestaję go pisać. Przynajmniej na jakiś czas. Co prawda po powrocie z wakacji postaram się opublikować jeszcze 2 wpisy o FB, które mam w brudnopisie… Ale potem postanowiłam poświęcić się mojemu drugiemu dziecku blogowemu Moda Na Bio. Dlaczego taka decyzja?

Wchodzi tu w grę kilka czynników:

  • Moje słabe zdrowie jest dla mnie ważniejsze.
  • Przeczuwałam to intuicyjnie od dawna… Coraz więcej profesjonalistów pisze o blogowaniu…, coraz bardziej dochodowa staje się to nisza. Niestety nie mam zdrowia, by z nimi w tym konkurować.
  • Od zawsze chciałam pisać o zdrowiu…. Zaczęłam pisać o blogowaniu, bo chciałam znaleźć najlepszy sposób promocji w sieci, dla tego mojego pisania o zdrowiu. Czas przetestować to, o czym teoretyzuję tutaj na Vademecum Blogera w praktyce. Chcę dać kolejną szansę mojej Modzie na Bio.

Czuję, że to co piszę na Vademecum Blogera ma coraz słabszy odzew. Po 5- ciu latach pisania bloga z dużym wkładem pracy, serca, trochę mnie to zniechęca. Czuję w sobie potrzebę zmiany.

Wracam do pisania o zdrowiu… Mam nadzieję, że będę tym motywować samą siebie do zdrowszego stylu życia. A jeżeli ktoś jeszcze chciałby, serdecznie zapraszam.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

 

Zapisz się na Newsletter

  • Czyżbym widział zmiany na blogu? 🙂 Świetny tekst, czyta się jednym tchem, super.

  • Szkoda 🙁 O zdrowiu akurat raczej czytać nie będę, a ten blog był po prostu przydatny 🙂 Ale mam jeszcze duuuużo wpisów z archiwum do przeczytania, więc może zanim je wszystkie przeczytam, blog się reaktywuje 🙂

  • Beatko, będzie mi brakowało twojego bloga, ale z przyjemnością zostanę stałą czytelniczką drugiego, przyznam, że rzadko tam zaglądam, ale teraz będę częściej:-) Trzymam kciuki i życzę udanych wakacji.

  • Ewa

    A więc do widzenia w moda na bio 🙂
    I dziękuję za vademecum- stałe tu wracam

  • No to przenoszę się z Tobą na nowego bloga 🙂 A w związku z tym, że także doszłam do wniosku, że siła jest w blogach tematycznych, wkrótce światło dzienne ujrzy także moje nowe dziecko. Na razie jeszcze nad nim pracuję 🙂

  • Czy powrót do pisania o zdrowiu wiąże się z nową domeną, czy pojawi się nowa kategoria tutaj?
    Jedni mówią, że wypromować się teraz jest łatwo, bo Internet daje tyle możliwości, a z drugiej strony tego wszystkiego jest teraz tak dużo, że ciężko jest się wygrzebać z tego gąszczu. Na pewno jednak jest jak piszesz, jeśli chce się istnieć, trzeba być w social mediach. Ja powoli zabieram się za ogarnięcie raz a porządnie Facebooka 🙂

  • Holly Golightly

    Beatko, od dawna noszę się z zamiarem napisania do Ciebie maila, żeby Ci po prostu podziękować za tą wiedzę, ktorą u Ciebie pozyskałam. Do niedawna byłam nieświadoma wielu aspektów blogowania. Trafiłam do Ciebie i to się zmieniło. Jesteś serdeczną, bezintersowną osobą i to mnie ujmuje w Tobie. Inni już dawno zrobiliby płatny kurs z tą wiedzą, którą Ty przekazałaś. Twoja grupa na facebooku ma największe „branie” Należę do kilku, ale u Ciebie jest najfajniej. Blogerzy wywiązują się z odwiedzin, komentarzy, nikt nikogo nie poucza i nie pogania. Dla mnie super atmosfera. Szanuję Twój wybór, ale będzie mi bardzo brakowało Twoich długachnych postów z mega wiedzą 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie i oczywiście pozostajemy w kontakcie.

  • Ojej, to jakaś fala rezygnacji z pisania blogów. Mateusz z Jak zarabiać pieniądze? też napisał, że to koniec i zajmie się innym projektem. Teraz Ty. Szkoda, bo może często nie komentowałam u Ciebie, ale zaglądałam i czytałam często – masz sporą wiedzę i piszesz tak naturalnie, z serca, autentycznie. Ale rozumiem i szanuję motywy. Zdrowia przede wszystkim i dziękuję za dotychczasowe wpisy!