Produktywność – bo tu wcale nie chodzi o to, by się przepracowywać.

produktywność, zarządzanie czasem, jak zwiększyć produktywność, jak dobrze zorganizować czas, jak organizować czas

produktywność, zarządzanie czasem, jak zwiększyć produktywność, jak dobrze zorganizować czas, jak organizować czas

Produktywność – bo tu wcale nie chodzi o to, by się przepracowywać.

Tylko o to, by pracować skutecznie.

Na chłodno rozprawiam się ze swoją produktywnością. Bo co z tego, że jestem taka produktywna: napisałam ponad tysiąc blogowych postów (na kilka blogów), pracuję na etacie, prowadzę dom, wychowuję dzieci…. Typowa matka Polka…. Produktywna aż do bólu. Tylko gdzie są namacalne efekty? Co z tego mam? Prócz poczucia, że tyle pracuję?

Matka Polka ma dość.

No właśnie, bo w produktywności chodzi o efekty. O robienie tego, co działa, co przynosi rezultaty, co prowadzi nas do najpierw wymarzonego, a następnie zaplanowanego i dobrze rozplanowanego celu….
I tu do gry wkracza właśnie produktywność….

Produktywność, bo tu wcale nie chodzi o to, by się zajechać. Ale by dobrze to sobie zorganizować.

Szczególnie jest to ważne w blogowaniu. Które jest taką studnią bez dna.

Odkąd robię listy zadań do wykonania…. i planuję to sobie na chłodno, z dystansem… Tzn nie w momencie, kiedy się rozpędziłam i już to robię. A potem po prostu trzymam się planu… Odkąd to robię – osiągam więcej. Osiągam więcej, bo robię to, co mam do zrobienia, zamiast robić coś zupełnie innego i skalkulowanego na chłodno – nieproduktywnego. Nawet jeżeli wykonuję plan w jakiś 80%, to jest to aż 80% planu. A nie 120% przepracowanego czasu.

Produktywność, bo tu wcale nie chodzi o to, by robić wszystko, jak popadnie. Tylko, by ustalić swoje priorytety.

Cel, kierunek… Wizja.

Popełniłam na swoich blogach zbyt dużo wpisów, które niczemu nie służą.

Bo czy wiesz, czemu ma służyć Twój blog? Służyć tak – Tobie, ale do czego?

Jeżeli tylko dla przyjemności i rozwijania pasji, to jest fajnie…. Czerp tę przyjemność i rozwijaj swoją pasję. Jeżeli ma mieć praktyczne przełożenie…. to podejdź do tego pragmatycznie. Owszem kreatywnie, z pasją, przekonaniem…. To takie ładne słowa – ozdobniki. Ale celowo.

 

produktywność, zarządzanie czasem, jak zwiększyć produktywność, jak dobrze zorganizować czas, jak organizować czas

Przykład: Jacek, czyli pan od francuskiego, albo francuski jest sexy.

Zawsze obrabiam Jacka za plecami, chyba w końcu muszę zaprosić, żeby wypowiedział się sam o sobie. Jacek bardzo kreatwynie, ale i pragmatycznie rozwija swojego bloga i swoje media (Instagram, Snaptchat)… w jednym konkretnym celu: Rozwijać swoje kursy francuskiego.

To, co że jest to w sumie mała nisza… W porównaniu. Ale tak też się składa (wnioskuję), że jest to nisza, z której Jacek żyje, czy przynajmniej jest to jego celem… Jacek uczy francuskiego i promuje, czy działa w sieci kreatywnie, ale przede wszystkim z głową. Wszystko, co tu robi, czemuś służy…. Podbijaniu tej swojej niszy. Alleluja.

Produktywność – bo tu wcale nie chodzi o to, by robić wszystko. Ale by robić to, co ważne….

Bo na pierdółkach i odruchowym skrolowaniu Facebooka można stracić pół życia i …. nie posunąć się do przodu ze swoimi planami…

Ale już scrollować, czy skrolować przez Facebooka, byle nie przez pół życia, można strategicznie… Nawiązując kontakty, dając siebie poznać, pisząc wartościowe komentarze, którymi zwrócę na siebie uwagę.

Tu np dobrze przyjąć sobie pewne ograniczenie czasowe. Robię tak sama na Instagramie, choć mea culpa, mam tu 3 równoległe i różne tematycznie konta… Więc i tak wszystko, co tu robię dla promocji tego, co publikuję to kropla w morzu potrzeb.

Ale może zainspiruję Was przykładem Kasi z bloga Worqshop, która właśnie wyznaczyła sobie taki sposób na rozwinięcie swojego Instagrama: codzienie po (chyba 15 minut, Kasia mówiła o tym w jakimś live) kilka, czy kilkanaście minut dziennie na rzeczową dyskusję i komentowanie u innych na Instagramie. I do przodu…. Zamiast stania w miejscu.

produktywność, zarządzanie czasem, jak zwiększyć produktywność, jak dobrze zorganizować czas, jak organizować czas

Produktywność, bo tu nie chodzi o to, by cały czas coś robić. Ale by robić to z głową i planem.

I tu najlepszym sposobem jest zadanie sobie tego kontrolnego pytania: Czy to, co robię w danej chwili przybliża mnie do mojego wymarzonego celu?

Jeżeli nie to po co to robię? Dla zabicia, czy dla zmarnowania czasu? Bo czas można marnować dużo przyjemniej.

Jeżeli to, co robię w danej chwili nie za bardzo służy temu, co chciałbym docelowo osiągnąć, to może warto przerzucić się na robienie czegoś innego….

Proste…, ale w sumie trudne w praktyce. Wychodzi lepiej, jeżeli jedziemy według przygotowanego na chłodno planu.

Zawsze pamiętaj o tym, dlaczego to robisz.

Urobić się po łockie – łatwo. Ale jeszcze, by było to produktywnie.

Akurat pisanie bloga, to taka studnia bez dna. Jeżeli nie zaczniesz analizować tego, co robisz i czy to ci służy – przepadłeś. Pod nawałem pracy. A efekty gdzie?

produktywność, zarządzanie czasem, jak zwiększyć produktywność, jak dobrze zorganizować czas, jak organizować czas

Produktywność, bo tu nie chodzi o to, by urabiać się po łokcie. Ale by wyrobić sobie małe nawyki, które zrobią to za Ciebie.

Jestem mistrzynią takich nawykowych patentów.

Takim moim hackiem na to, by blogować wydajniej jest pisanie postów „w odcinkach” na Instagramie. Albo przepisywanie już gotowego postu z brudnopisu. Albo pisanie na zadany temat według wcześniej nakreślonego planu w zarysie.

Tylko dzięki nim przy pracy na etacie i 4 dzieci w domu jestem​ w stanie ogarnąć 3 blogi, 3 Instagramy i 3 fanpage. Pomagają mi tu:

  • nawyk notowania na Instagramie. Potem te notki sklejam w kolejny wpis na bloga i doklejam do niego fotkę obrobioną na Instagramie.
  • Moje Instagramy są połączone z odpowiednimi fanpagami. Dlatego jeżeli danego dnia nie mam czasu, by wrzucić cokolwiek na Facebooka, po prostu przerzucam tu coś z Instagrama. Dlatego wrzucam tu dużo cytatów, bo te fajnie chwytają na …. Fejsie. To takie moje archiwum do dalszego użytku.
  • Czytam, regularnie, to co wpadnie mi pod rękę. W poczekalni u lekarza, logopedy, czy fizjoterapeuty przeglądam czasopisma i wynotowuję​ pomysły, czy ciekawe informacje, które może kiedyś wykorzystam na blogu.
  • Nawet jeżeli w danym momencie nie mam pomysłu na ich wykorzystanie…. Odpowiednio zaszufladkowane niechybnie przypomni się w odpowiednim momencie….

produktywność, zarządzanie czasem, jak zwiększyć produktywność, jak dobrze zorganizować czas, jak organizować czas

Produktywność, bo tu wcale nie chodzi o to, by robić coś, byle robić. Ale by robić to coraz lepiej.

Blogowanie to akurat takie nieustające wyzwanie, które wymaga od nas dopasowywania się do wciąż zmieniających się okoliczności…

Szukanie swojej drogi i

Rozwój…..

A w tym rozwoju oparcie się na swoich mocnych stronach. I robienie tego, co robimy – coraz lepiej.

Jeszcze zakładając, że robimy coś w czym jesteśmy dobrzy. Jeżeli piszemy bloga, to dlatego, że dobrze czujemy się w tej formie przekazu. Jeżeli piszemy to, co piszemy w lekko humorystycznym tonie, to dlatego, że czujemy, że taka powinna być nasza droga. To akurat piszę do siebie. Ale tak ogólnie:

Najlepiej rozwiniesz się, najbardziej posuniesz się naprzód, na tyle by się wyróżnić i by zostać dostrzeżony w tym, co robisz, jeżeli skoncentrujesz się na tym, do czego masz predyspozycje….

Czyli de facto, na tym do czego Cię ciągnie…. Ciągnie Cię do czegoś, zastanów się, jak przekuć to w atut dla bloga, czy dla Twojej obecności w sieci. Mój ulubiony przykład Pani Swojego Czasu: ze swoim charakterystycznym sposobem pisania, którzy niektórzy w jej początkach pisania odbierali źle, czyli jako coś zbyt wyrazistego – przebiła się właśnie w ten sposób.

Albo Monika z Na macierzyńskim która jak opowiada swoje anegdotki z życia matki – aparatki, pokładam się ze śmiechu (i to nie ja jedna). Wybrała dla siebie taki właśnie styl i taki właśnie ton.

produktywność, zarządzanie czasem, jak zwiększyć produktywność, jak dobrze zorganizować czas, jak organizować czas

Morał!

Wybierz sobie ton, w którym będziesz dobrze się czuł. Bo nikt nie zrobi z wilka – czerwonego kapturka. A jeżeli już zrobi, to raczej tylko na siłę. I raczej ten Czerwony Kapturek zrobiony z wilka będzie mało przekonujący. A jeżeli chcesz zostać influencerem w sieci, to tu chodzi o ten rząd dusz.

Produktywność, bo tu wcale nie chodzi o to, by cały czas coś robić. Ale by to, co ważne robić coraz lepiej.

Bo tu wcale nie chodzi o to, by stale robić to samo i dziwić się dlaczego stale dochodzimy do tych samych rezultatów: dlaczego to nie działa????

Najlepiej, jak potrafisz w danym momencie.

Ku przestrodze.

PS. Poprawianie czegoś zrobionego na odwal, to nie tylko robota głupiego, ale i podwójna robota… Wymaga więcej czasu niż zrobienie tego od nowa. Dobrze…

Przekonałam się o tym na przykładzie mojego bloga Moda na Bio. Gdzie beztrosko pisałam sobie teksty na bloga po polsku, ale bez polskich liter. Właściwie przekonuję się o tym cały czas, od miesięcy uzupełniając tam brakujące polskie czcionki.

Poprawić to, nadrobić niedoróbki – Matka Polka ma dość tej roboty głupiego.

A jednak robię to. Bo te stare niedoróbki psują dobre wrażenie… Więc nie mam wyboru.

Produktywność – tu nie chodzi o to, by robić więcej, ale by robić to lepiej.

Walt Disney tak fajnie powiedział coś w stylu (wiem, masakruję ten cytat):

To, co robisz, rób tak dobrze, by ludzie zechcieli przyprowadzić tu swoich znajomych i pokazać im to, co robisz…

Był taki okres w moim blogowaniu, że wydawało mi się, że ilością napisanych postów popchnę naprzód mojego bloga. Chwilowe popchnięcie…

A dalej z tej pracy nie miałam nic. Przepadła w czeluściach sieci. Jestem, byłam mistrzynią pisania postów o niczym i na 10 zupełnie niepowiązanych ze sobą tematów…. Aż w pewnym momencie poczytaywałam to sobie jako komplement. O naiwności. Zero produktywności.

Bo tu wcale nie chodzi o to, by napisać kolejny wpis o dupie Marnie …. O wszytkim i o niczym. O nic nie mówiącym tytule. O treści, której pod nic sensownego nie da się podpiąć… Tu myślę o SEO i o tych nudnych (ale jakże strategicznych) słowach kluczowych.

Ile ja takich postów napisałam…. Napisałam całkiem zadowolona z siebie… A z dystansem… Kiedy potem te posty przepadły na amen w otchłani internetu. Przepadły, bo były pisane bez planu, bez celu, bez wizji, czemu ma służyć to moje blogowanie….

Produktywność – bo tu chodzi o to, by chcieć. A nie tylko udawać, choćby przed samym sobą, że chcemy.

Tu chodzi o to, by wena zastała Cię przy pracy, a nie przy bezproduktywnym włóczeniu się po Facebooku… Bo niby blogujesz….

Nie masz weny, to jednak pisz…. Nie masz nic do napisania – pisz. Prawdopodobnie w pewnym momencie poczujesz, że się rozkręcasz. No chyba że nie. To wtedy zrób coś innego i bądź tu mądry.

produktywność, zarządzanie czasem, jak zwiększyć produktywność, jak dobrze zorganizować czas, jak organizować czas

Produktywność, bo tu nie chodzi o to, by cały czas pracować. Ale by wiedzieć, kiedy zrobić sobie przerwę.

I to nie dopiero wtedy, kiedy produktywność sięgnie samego dna… A my od dawna padamy na pysk…

Bo cały czas pracować się nie da. Choć są tacy, którzy uważają, że jednak się da. Ale oni wcale nie pracują…. efektywnie. Tylko zamęczają się, zajeżdżają samych siebie bez sensu.

Produktywność, bo tu wcale nie chodzi o to, żeby się zajechać, zapracować, zarobić się na śmierć.

Bo przecież jeżeli coś robimy, to dla efektów.

A tak, zarabiając się na umór, tylko padniesz na pysk. Kiedy człowiek jest zajechany, a mimo wszystko robi coś, jego produktywność też pada na pysk.

W ostatecznym rozrachunku lepiej pracować wydajniej, niż cały czas niby pracować… Bardziej dla uspokojenia (domagającego się tego) sumienia niż dla jakichkolwiek efektów.

Pamiętam jak kiedyś właśnie w ten sposób pracowałam nad blogiem. Już zupełnie zajechana, ale jadę dalej. Tzn dopiero teraz jadę , bo położyłam dzieci spać, siadam do komputera, oczy na zapałki. Czasu przepracowanego dużo, efektów niewielkie. Jeden namacalny – (akurat nie na blogu) – zajechane zdrowie… Matka Polka bloguje….

Dlatego obecnie najlepiej sprawdza się u mnie to, by narzucić sobie swego rodzaju dyscypilnę: określić czas na pisanie.

Wiem, oj jak dobrze wiem, że wszystko co tyczy się blogowania zajmuje więcej czasu niż sobie założyliśmy. Ale w praktyce możemy wziąć na to poprawkę. I mimo wszystko wyznaczyć sobie pewne ramy czasowe. Bo to motywuje do tego, by pracować wydajniej. Nie rozwlekać się w czasie, skoro nie mamy limitów….

Bo można zaharować się na śmierć. A można zrobić sobie przerwę … dla relaksu i naładowania (w ten czy inny sposób) wewnętrznych akumulatorów.

Coś takiego robię sobie właśnie na tym blogu, a jednak…. już goni mnie, by wrócić….

Produktywność, bo tu wcale nie chodzi o to, by cały czas mieć klapki na oczy: praca i praca.

Ale by doładować swoją kreatywność i swoje wewnętrzne akumulatory.

Bo czy zauważyliście, że kiedy wracamy z dobrze przeżytych wakacji to mamy największą ochotę na nowo zasiąść do pracy. Bo chodzi o to, żeby regularnie ładować swoje akumulatory… A nie, by stale jechać na ostatnich siłach.

Bo można robić stale te same rzeczy w poczuciu coraz bardziej ciążącego nam obowiązku. A można wymyślić je (i siebie w nich) na nowo.

A w blogowaniu…. jeszcze trzeba non stop doładowywać swoją kreatywność i szukać coraz to nowych tematów, pomysłów i inspiracji.

produktywność, zarządzanie czasem, jak zwiększyć produktywność, jak dobrze zorganizować czas, jak organizować czas

PUENTA.

Bo w życiu wcale nie chodzi o to, by cały czas pracować. Ale, by jeszcze przy tym…. żyć.

Jak to ktoś powiedział:

Zresztą nie masz wyboru.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

PS. A Wy? Czy macie jakieś fajne hacki, które zwiększają Waszą produktywność?

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Codzienna poracja motywacji, dla tych, którzy szukają dobrego powodu, by być szczęśliwym.

Obejrzyjcie to video. Zrobione przez 8 młodych kreatywnych ludzi z Iranu. Potrzebowali...
Read More
  • Jeden. Próbuję ostatnio w życie wprowadzić takie przerożności ułatwiające życie, a głównie bycie w SM, o których pisałaś…wprawdzie idzie mi to…jak idzie, ale mam nadzieję ogarnąć :/
    Dwa. Nie odróżniam chyba sytuacji w których powinnam przestać coś robić, bo do niczego nie prowadzi…
    Trzy. Miałaś się zdrowiem i Bio zająć 🙂
    Cztery: Jak zakładałam bloga założyłam też, że moi realni znajomi i rodzina nie będą o tym wiedzieć…raczej nie chodziło o to, że zdarza mi się pisać b.osobiści, tylko o to, że nie miałam wiary…że ktokolwiek, kiedykolwiek, cokolwiek przeczyta na blogu…czyli zakładałam bloga z nadzieją, że coś wyniknie, ale bez wiary żadnej 🙁
    Dużo później założyłam FB stronę…i wciąż bez znajomych…
    Tak sie wyżalam, bo nie warto nie wierzyć w sukces, wtedy nie pomagamy sobie juz od pierwszego kroku w nowym świecie…

  • Benka Bad

    Prowadzę bloga niespełna rok, mam stronkę na Fb i Instagramie. Zauważyłam,że gdyby nie Fb i udostępnianie linków na licznych grupach otwarć na blogu byłoby bardzo mało.
    Instagram nie daje mi nic.
    Mój blog jest robótkowy, czytania w nim niewiele, a zajrzy tam tylko ktoś zainteresowany tematem.
    Trochę mnie zniechęca brak komentarzy, ciężko się pisze do ściany.
    Jestem zupełnym laikiem w blogowaniu, brakuje mi czasu na zagłębianie się w temacie.
    Muszę jednak coś usprawnić, zainstalować jakieś wtyczki umożliwiające komentowanie wszystkim,a nie tylko z konta google. I to jest zadanie na najbliższe dni.
    A ogólnie nie mam parcia na szkło, traktuję bloga jako archiwum moich wyrobów, i tak największą przyjemność sprawia mi tworzenie, a przecież o to chodzi.
    Pozdrawiam
    Bożena (benka-art.blogspot.com)

  • Kasia Torz

    Cześć Beato,
    na początku gratuluje dobrego postu i powrotu.
    Ubolewałam że znikasz…bo ja się wychowałam na blogera dzięki Twoim postom. Mam założoną zakładkę z Twoim blogiem i czytam…
    Dzięki, że napisałaś taki post. Ja mam bloga od 2 miesięcy, instagram od 6 miesięcy mam o określonej tematyce, fanpage od 3 miesięcy i apetyt na e-sklep. Chwilowo mam reset z inspiracjami na posty na blogu, na szczecie napisane kilkanaście postów na „czarną godzinę”. Obecnie zgłębiam niuanse nt copywritingu bo chcę się wyszkolić w pisaniu perfekcyjnie ogłoszeń i opisów produktów. I właśnie to bycie perfekcjonistka we wszystkim mnie meczy…bo natknęłam sie na „ścianę” i sie stresuję. Widze jak tracę motywacje no ale wytłumaczyłam sobie ze nie od razu osiągnę we wszystkim sukcesu bo…żeby coś dobrze robić i być produktywnym to trzeba sie skoncentrować na mniejszych rzeczach…Odkryłam tez ze jak zrobi sie chwile oddechu to cheć do zrobienia czegoś szybciej przychodzi do tego co sie założyło i praca jest lepsza, lepszego gatunku.

  • To oczywiste, że najwięcej osiągają ci co robią coś po coś. Choć słowo „produktywność” jest w sieci dość wyświechtane. Każdy je używa, bo każdy czegoś się tam naczytał i chce być produktywny. Większość osób co robi coś w internecie to freelancerzy, blogerzy, różne prace z domu. Bez szefa, więc samemu trzeba organizować obie czas co nie jest łatwe a pokusy rozpraszacze czekają. To prawda, nie ma sensu zarabiać się na siłę ale też być produktywnym na pokaz. Co mnie trochę bawi to wiele blogerów chwali się ile to zrobili, jacy są zmotywowani, jak dążą do jakiś celów (eh! Ta rozwojowa nowomowa) i nieważne czy jako zarobieni czy prawdziwie produktywni. Potem inni zazdroszczą i ubolewają, że nie wyrabiająctak samo. „Produktywność miarą wartości” taka idea przoduje. Z drugiej strony osoby co pracują poza internetem np sprzedawczyni na bazarze czy hydraulik wogóle się nie zastanawiają nad jakimś terminem „produktywność”. Nie są skażeni rozwojową papką co płynie z internetu. Po prostu robią co trzeba i mają efekty. Od nich najlepiej można się uczyć.
    A co do ciebie Beatko, chyba sama dobrze wiesz jaki jest cel Twojego blogowania i jakie działania są najważniejsze. Wyznaję zasadę, że najważniejsze są zadania…niewygodne, trudne i nudne sle te co dadzą efekty. Nie chce się ale nie raz ponosiłam konsekwencje olania tej zasady.
    Piszesz, że wiele Twoich postów było zapychaczami o niczym. Blogosfera zaskakuje i może na jednych blogach ludziom to przeszkadza a innym nie. To zależy od zapotrzebowania na rynku. Na pewno kojarzysz calareszta.pl To moje subiektywne zdanie – pisze ona bardzo dużo postów, prawie codziennie i wszystkie są w kółko o jednym i tym samym. O zmęczeniu matki, o zamieszaniu jakie powodują dzieci, o brudzie jaki po sobie zostawiają, o tym że są niegrzeczne o tym, że nie daje rady… Temat wyczerpany a ona nadal. A mimo to odniosła sukces w blogosferze. Zdobywa nagrody. Czyta ją 100 tys ludzi. Choć wyróżniła się trojaczkami. Bo na ten temat jest zapotrzebowanie, bo to idzie. Co chwila jakaś kobieta zostaje matką i matki znajdują w jej tekstach pocieszenie, zrozumienie i nadzieję. To jej się sprawdza więc pisać u niej ma swój cel. Wspominałaś, że nie zamierzasz iść w parenting choć też masz dużą gromadkę. Podziwiam Cię, że mimo wszystko znajdujesz czas na regularne pisanie i dbanie o bloga, co dla niektórych jest niemożliwe. Więc Twoje metody na produktywność muszą się sprawdzać. Życzę Ci szybkiego znalezienia sensu blogowania a kiedy potrzeba..,odpoczynku. Bo jak sama napisałaś – najpierw żyj potem pisz 😉 Pozdrawiam serdecznie.

  • Ja tez sobie ustalam plan dnia i staram sie dzialac w mediach spoleczniosciowych konkretnie, a nie bezmyslnie. A to wcale nie jest latwe! Wyczyscilam juz facebooka i widze to, co jest mi potrzebne, co mnie inspiruje. Ustanowilam sobie podobne zasady dotyczace komentowania i nawiazywania kontaktow w blogosferze – bo wole wymienic kilka zdan na ciekawy temat w 5 osobami, niz lajkowac jak wariatka cos, czego inni i tak nie zauwaza. Ciesze sie, ze napisalas taki poglebiony wpis o produktywnosci, bardzo mnie Twoje artykuly motywuja do dalszej pracy.

  • Wydaje mi się Beato, że większość z nas musi przekonać się na własnej skórze, że lepiej napisać mniej, a lepiej, niż więcej o dupie (też ostatnio lubię to słowo 😉 ). A tak z drugiej strony, Ty jesteś człowiekiem, który ma już ogromną bazę tekstów, które z googla generują niesamowicie wielki ruch. Miesiąc w miesiąc. Możesz sobie „pozwolić” na resety. Jeśli komuś kto jest na początku swojej drogi zależy na budowaniu bloga, warto intensywnie robić sobie taką właśnie bazę tekstów, ale np. publikować jeden tekst na dwa, trzy dni. I być do przodu z tekstami, a nie do tyłu ze wszystkim 🙂 Jestem zwolennikiem „wykorzystywania” weny, jeśli takowa jest i pisania wtedy na maksa, oraz totalnego olania w momencie, gdy kompletnie nam nie idzie 🙂 I cieszę się, że jednak piszesz! Mam nadzieję, że produktywność na najwyższym poziomie !