Marketing internetowy 3 S plus Linki tygodnia

marketing internetowy

marketing internetowy

Zupełnie na poważnie, choć ze zwyczajowym przymurużeniem oka o 3 typach marketingu: marketing spammera, marketing spinnera i marketing strategiczny.

Historie pogodne z mojego Instagrama.

Historia pierwsza, czyli marketing spamera.

Pewien młody człowiek został poproszony o bycie drużbą na ślubie swojego najlepszego przyjaciela. I wywiązywał się z tej zaszczytnej funkcji rzetelnie. Do czasu.

Dokładnie do momentu, kiedy postanowił wykorzystać zwrócone na siebie światła reflektorów… dla zupełnie prywatnych celów.

W samym środku ceremonii ślubnej drużba i zarazem najlepszy przyjaciel swojego niefortunnego przyjaciela w dramatycznym geście, współgrającym z powagą chwili, zwraca się do zgromadzonych gości i przed nimi prosi wybrankę swojego serca o rękę.

Żeby dopełnić dzieła, czy dla innych przelać czarę goryczy, ogłasza wszem i wobec, że jego Dulcynea jest w stanie błogosławionym. Sproszeni goście jakby zapomnieli o właśnie celebrowanej ceremonii ślubnej. Bo zgodnie zaczęli składać życzenia przyszłej pannie młodej.

W tym czasie obecna panna młoda w białym welonie i białej sukni, zieleniała w duchu.

Ale na tym nie koniec. Najlepszy przyjaciel i drużba swojego niefortunnego przyjaciela nie zamierzał na tym poprzestawać.

Korzystając z okazji, że jako na drużbie spoczywa na nim zaszczytny obowiązek wygłoszenia oficjalnego toastu na część państwa młodych, po pierwsze przeprosił za swoje zachowanie w kościele, po to by dalej złożyć płomienną deklarację miłosną swojej ukochanej.

Bezgraniczny tupet, czy raczkujący Alzheimer.

Zapomniał po, co tu przyszedł i na czym miała polegać jego rola. Najlepsze w tym jest to, że ta historia naprawdę się wydarzyła. Historia końca pewnej przyjaźni.

Tu historia nie mówi, jak ta cała historia skończyła się dla mało taktownego drużby. Choć wątpię, by ktokolwiek odważył się ponownie powierzyć mu równie odpowiedzialną funkcję towarzyską.

Marketing spamera ma krótkie nóżki i na tych krótkich nóżkach daleko nie zajedzie.

Marketing, głupcze…

Marketing spamera – znacie to? Odkrył go ostatnio mój nastoletni syn. Który stawia pierwsze kroki w sieci: został tzw Scratcherem, czyli uczy się programowania w sieci w narzędziu – medium społecznościowym o nazwie Scratch.

Ja w jego wieku biegałam po podwórku. A moje dziecko siedzi przed komputerem i opracowuje kolejne gry komputerowe….

No i jak każdy twórca chciałby, by to co tworzy zostało zauważone i docenione…. I tu…

Już wydawało mu się, że złapał Pana Boga za nogi, bo znalazł kilka osób oferujących starą dobrą formułkę: obserwacja za obserwację.

Już wydawało mu się, że zrobi podobnie…  że wystarczy wpisać u siebie na profilu „obs za obs”, by z bardzo aktywnego Scratchera stać się wziętym Scratcherem.

Czy świat oszalał na punkcie popularności?

Tymczasem Scratch to program przeznaczony dla dzieci…. do nauki programowania w bardzo intuicyjny sposób przez zabawę.

Tak, to już zaczyna się w tym wieku… I już w tym wieku dzieci podpatrują stare dobre techniki stosowane przez dorosłych – marketingu spamerskiego. Obs za obs, #like4like, #follow4follow i podbne kwiatki.

Takie hasztagi wskazują na totalną desperację. Bo niby sztuka jest sztuka….Ale co to za sztuka?

A że dzisiaj wszystko coraz bardziej rozbija się o marketing.

Historia druga: Marketing, czyli jak to kiedyś bywało.

I w sumie tak było zawsze. Tzn był ten marketing z gatunku: jak to kiedyś bywało. Czyli ten niezmiennie klepiący biedę artysta, który organizuje wernisaż.

Niby po to, żeby położyć ostatnią warstwę lakieru, która wydobędzie „moc” (czyli ten power) z jego płótna. A przy okazji niby, by poprosić o poradę i opinię co znaczniejsze i co hojniej sięgające do kieszeni osoby. W rzeczywistości po to, żeby co nieco im pomaślić i pogłaskać pod włos ich ego.

Bo czy wiecie, skąd wzięło się słowo: wernisaż?

Wernisaż, bo jeżeli bywacie, lubujecie się w bywaniu na wernisażach, a nawet nie podejrzewacie, że mają one co nieco wspólnego z malowaniem paznokci.

O ile na to pierwsze chętnie bym się wybrała. O tyle zupełnie nie jestem ani adeptką, ani miłośniczką tego drugiego: dobrowolnego ładowania sobie chemii na paznokcie. Niemniej wiele osób to lubi i sobie to robi. A skoro tak…

Nie posunę się do nazwania wernisażu – prekursorem malowania sobie paznokci. Bo tu chodzi o pokrewieństwo czysto etymologiczne.

Wernisaż, to słowo pochodzi jeszcze z czasów, kiedy francuski rządził światem. A język angielski dopiero przebijał się do rządzenia. Słowo wernisaż wywodzi się od francuskiego słówka vernis, czyli lakier.

Bo o ile dzisiaj tradycyjnie w przeddzień otwarcia wystawy swoich prac, artysta organizuje wernisaż. Czyli taką imprezkę, bibkę w towarzystwie wybranych. Samej śmietanki…. towarzyskiej…

Wernisaż jest takim łakomym kaskiem dla każdego, kto chciałby zaliczać się, czy uchodzić za nieodzowny składnik owej śmietanki …..

Nie wiem czemu, o czym nie piszę, zawsze wychodzi w tym moim pisaniu upodobanie do kulinariów, czy raczej do zaglądania do garów.

Wróćmy do wernisażu. Tradycja organizowania wernisażu sięga jeszcze XVIII wieku. I wtedy miało to swoje praktyczne uzasadnienie. W owych czasach artyści na samym końcu, zanim udostępnili swoje prace do wglądu szerszemu gronu – nakładali na nie jeszcze ostatnią warstwę lakieru. Po to, by wydobyć ich blask, kolor, tonację i całą paletę barw.

Dotyczyło to szczególnie twórców malujących farbami olejnymi. Ci właśnie na tym etapie prac zapraszali swoich najlepszych klientów i przyjaciół, by poprosić ich o ostatnie wskazówki i porady. No i też pewnie po to, by niektórzy poczuli się tym mile połechtani po swoim ego, uprzywilejowani, wyróżnieni.

Czyli zawsze i wszędzie ten nieodzowny marketing i jeszcze mocniejsze przywiązywanie do siebie już przywiązanych klientów.

Historia trzecia. Marketing spinnera.

Bo jest jeszcze marketing chwytania wiatru w żagle i żeglowania na fali.

Oniemiałam: w pobliskiej aptece nie tylko sprzedają spinnery. Ale jeszcze reklamują je na pół okna wystawowego (bo spinner to sztandardowy produkt sprzedawany w aptekach, prawda?) – jako – lekarstwo na uspokojenie.

Ogłupiające i bezmyślnie kręcące się w kółko kółko. Marketing surfowania na fali popularności. Dopóki nie wyda się, że król jest goły. Że nowe szaty króla tak naprawdę są zrobione z niczego. Przypominacie sobie tę bajkę Andersena (pt Nowe szaty cesarza).

Z tym spinnerem zaczęło się mądrzej: od ogłupiania dzieci. Bo to najskuteczniejsza droga do naszej kieszeni. W przeciwnym razie, pssssyt bo się wyda.

Mój ośmioletni syn po prostu nie wierzył swoim oczom:

Współczesny marketing zdemaskowany. 

marketing internetowy

Który nęci…

Ale jeszcze jest marketing strategiczny.

Bardzo fajnie tą metodę wyjaśnia Neil Patel: What Should You Do If You Have a “Great” Article That’s Getting 0 Traffic? w swoim najnowszym wpisie. „Co zrobić, skoro napisałem wielki artykuł, a nie generuje on żadnego ruchu”.

Na czym polega ta metoda? Prosimy eksperta o wypowiedź, albo cytujemy eksperta w swoim wpisie. Tzn w tym kontekście nazywamy kogoś ekspertem, bo z jednej strony mile głaszcze ego rzeczonego eksperta. Z drugiej strony (nie ma co ukrywać) pomaga mu w budowaniu wizerunku…

Oczywiście potem trzeba zrobić wszystko, by rzeczony ekspert dowiedział się o tym, że został przez nas zacytowany. Tzn podsunąć mu tę informację w ten czy inny sposób.

Co jest o tyle prostsze jeżeli specjalnie prosimy eksperta o krótką wypowiedź. Wtedy robimy to nie tylko dla wzbogacenia swoich treści, ale także dlatego, by dany ekspert podsunął i polecił to dalej swoim obserwującym. Jakże nie miał by polecić, skoro skoro sam przyłożył do tego rękę….

I tak, ja sama ostatnio miałam przyjemność wypowiadać się jako ekspert na temat mojej ulubionej wtyczki do wordpressa

I oczywiście, że polecam ten wpis dalej. Bardzo fajna agencja marketingu internetowego Widoczni z Poznania. Ja jestem z Bydgoszczy, z dziada pradziada. O ile mi wiadomo, Bydgoszcz nie drze kotów z Poznaniem. Co innego Toruń. Ale to już inna bajka…

Ale tutaj jak najbardziej zależy mi na tym, by polecić polecającą mnie osobę, bo im bardziej rośnie jej prestiż, tym więcej warte jest to jej polecanie mnie. Czy rozumiecie, co tutaj namieszałam.

Ale teraz już zupełnie na poważnie: porcja poważnych linków z sieci.

Linki z sieci:

31 wtyczek do WordPressa, które wzbogacą Twój blog

Żeby nie było, że jestem wredną Bydgoszczanką na emigracji, polecam Torunianina Artur Jabłoński i jego najnowszy wpis

Jak prowadzić firmowy Instagram i zwiększyć liczbę obserwujących

Jacek Kłosiński: Jak wybrać dobry motyw WordPress  – jak zawsze u Jacka pełna profeska i bezdenna kopalnia samych przydatnych informacji.

Muzułmanie, uchodźcy, zamachowcy. Jak urojony wróg wzbudził w Tobie prawdziwą wrogość

Tomek zaimponował mi tym wpisem… Miałam wrzucić na fejsa, ale przestraszyłam się, że znowu mi się oberwie, że za dużo u mnie tego Kominka. A ten wpis podobno niektórych w kraju uraził. Ja już jestem od 15 lat na emigracji. Ale po tym, jak dostałam taką zjebk… za wpis o szczepionkach, już nic mnie nie dziwi. Zaczynam rozumieć, że zostawiłam w kraju polską mentalność. Na wiele spraw patrzę inaczej…

No a po drugie, ostatnio podpłacam Facebookowi za reklamę kilku bardziej pracochłonnych wpisów. Przyrasta mi tu od tego followersów. Szkoda by mi było ich stracić. Bo jak w coś zainwestujemy, to bardziej boli…

U Natali z Jest Rudo Ciemna strona blogowania #2 – współpraca z markami 

Bo pewne rzeczy warto wiedzieć już od samego początku i warto postawić kropkę nad i.

U Asi z Wyrwane z Kontekstu: Już ja Wam opowiem, jak się rodzi w Polsce po ludzku

I znowu mam wrażenie, że tak dawno wyjechałam z kraju, że ja już tego zupełnie nie rozumię. Bo rodziłam we Francji, czterokrotnie. Pełen komfort, miła, profesjonalna i troskliwa opieka medyczna.

Boże, ja chyba zupełnie już tracę kontakt z naszą szarą polską rzeczywistością.

W tym klimacie poprawiony niedawno post z mojego drugiego bloga:

Bo nie nauczono nas szanować zwycięzców, tylko przegrywać z honorem.

Czas kończyć pisanie, by nie napisać za dużo.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

  • Widoczni.pl – też polecam 🙂

  • Kasia Torz

    Fajny wpis, dzięki za linka do Jest rudo. Zdjęcie z psiakami jest przeslodkie.

  • Jeśli chodzi o „obs/obs u dzieci, to warto uświadamiać od początku dziecku, że wszystkie te polubienia i obserwacje nie odzwierciedlają jego wartości. W przeciwnym razie może się stać niewolnikiem polubień, od których będzie zależała jego samoocena. Wiem z własnego doświadczenia.

  • Marketing rządzi światem…. szczęśliwi Ci którym nie zależy na popularności.

    Historia z światkiem ślubnym idealne nadaje się na komedię romantyczną 😀 O ile już tego wątku gdzieś nie wykorzystali.
    Ta moda na spinery mnie przeraża, tak bardzo wszyscy chcą zarabiać że łapią się za wszystko by mieć tylko jakieś zyski.
    Spróbuje kiedyś wykorzystać marketing strategiczny, wydaje się być fajnym pomysłem 😀
    Nie wiedziałam,że Wernisaż pochodzi od słowa lakierować ani że ma związek z taką historiom. Masz naprawdę ogromne pokłady wiedzy, dużo nowych rzeczy się u Ciebie dowiaduję.

  • Merytorycznie ale też z jaje- bardzo fajny wpis Beato! 🙂