Moje prywatne TU I TERAZ.

jak być szczęśliwym

jak być szczęśliwym

MOJE TU i TERAZ

Lubię czytać tego typu wpisy na innych blogach: np podsumowanie tygodnia u Lifemanagerki….

Przy okazji dnia dziecka pomyślałam sobie, że to dobry pretekst, by spróbować u siebie. Ale właściwie: po co mi pretekst. Po prostu robię sobie przyjemność tym wpisem. Dzień Dziecka, czy nie.

Albo zrób sobie Dzień Dziecka i zrób to. A że akurat wypada w Dzień Dziecka. Totalny zbieg okoliczności…

Bo ludzie mają tyle powodów, by nie robić tego, co chcą robić. Tymczasem jedyną rzeczą, której potrzebują jest jeden jedyny powód, by jednak to zrobić.

A więc zaczynamy.

jak być szczęśliwym

Ubawiła mnie….

Bo ja jestem z tych, co to zawsze lubią się pośmiać.

A dla chcącego, ku temu okazje zawsze się znajdą. Tymbardziej, że z wiekiem śmiejemy się coraz mniej….

Dlatego warto takie okazje do pośmiania się chwytać w locie i dzielić się nimi z innymi. A więc ….

Ubawiła mnie kampania uczulająca właścicieli włochatych i uszastych czworonogów na zbieranie kupek z chodników po swoich ulubieńcach. Bo niektórzy z premedytacją uciekają z miejsca zbrodni….

Ten winowajca akurat nazywa się Malix i ma swoje za tymi​ swoimi rozkosznymi uszami. 60 kg kupy rocznie wywalonej, czy dowalnonej do chodnik. Tzn odchodów: dejections. Jeżeli właściciel pieska tego po nim nie pozbiera, aż strach policzyć do ilu butów po drodze się to przyczepi.

Na szczęście. Tak mówią…. Że, jak się wdepnie w gówno na ulicy, to na szczęście. Ale…. Mi jakoś to szczęście nie sprzyja. Mam tak wyczulony radar na takie przyjemności, że zawsze w porę zdążę ominąć. Ale Malix – owi też tym razem nie dopisało szczęście. Został przyłapany na gorącym uczynku: tzw i tu to wołami napisane wyrażenie: flagrant délit.

Tu mała porcja francuskich słówek, bo ja takie przyjemności wyłapuję na potrzeby mojego bloga o Paryżu.

Pris en flagrant délit – przyłapany na gorącym uczynku. Spotografowany, napiętnowany aż uszy mu się zjeżyły na głowie…

 

INTERDIT AUX CHIENS. Nie mogłam się oprzeć… Piesia sika, tzn robi coś gęstszego na trawnik z postawionym drogowskazem Psom wstęp wzbroniony. Co z tego, że piesia wyraźnie wybałusza gały i czyta, co tam wołami stoi napisane. Skoro piesia nie umie czytać. Za to ten, który stoi po drugiej stronie smyczy, czyli wyprowadzający piesię, umie czytać, ale nie czyta. Przeczytał, a teraz choć wie, udaje że nie wie. Francuzi taki kreatywny naród. Bo przecież zasady są po to, by je łamać. Inaczej nie było by zabawnie. #humor #topparisphoto #parisphoto #parisienne #parismaville #parismonamour #iloveparis #seemyparis #discoverearth #traversefrance #traveldeeper #streetphoto #streetphotography #hello_france #motvation #super_france #wonderful_places💙 #worldbestgram #dogs #dog

Une publication partagée par BEATA REDZIMSKA Paryz Nieznany (@beataredzimska) le

 

Mój sukces, a raczej moje sukcesy

Sukces

W końcu udało mi się przyłapać piesię na gorącym uczynku tzn sikającą, czy może nawet coś więcej jak sikającą na trawnik z napisem „Psom wstęp wzbroniony”.

Ale tak już na poważnie: Moja starsza córka nauczyła się jeździć na rowerze…. I to stało się to w miarę bezboleśnie, tzn jeszcze nie zaliczyła żadnego upadku, tzn tyle za nią biegam, żeby zawsze w porę ją złapać…

Niemniej jeszcze kilka miesięcy temu nie zapowiadało się to tak różowo. Bolał mnie kręgosłup od ciągłego podtrzymywania jej roweru. I doszłam do tego, że coraz częściej szukałam dobrej wymówki, by nie taszczyć roweru z mieszkania do winy, z windy po schodach na dwór. No i wisienka na torcie na dworze, kiedy moje dziecko wsiadało na rower, tu dopiero zaczynały się schody.

Ale wszystko jest trudne, zanim stanie się proste. A czasami staje się proste, jeżeli znajdziemy jakieś skuteczne rozwiązanie przejściowe. W naszym przypadku był to rower bez pedałów. Intuicyjnie wyrabia poczucie równowagi… To prawda, że na kilka miesięcy rower z pedałami poszedł w odstawkę.

Ale moje dziecko po tych kilku miesiącach jedżdżenia na rowerze bez pedałów, prawie bezboleśnie przesiadło się na rower z pedałami….

Morał: zacznij od małych rzeczy, tych może trochę łatwiejszych, powoli przechodź do tych trudniejszych.

Mój osobisty sukces: przekonałam się, że …

Już nie nęcą mnie słodycze.

Bo odkąd sięgam pamięcią: lubiłam słodycze i nie trzeba było mnie do nich dwa razy namawiać.

Ale to było kiedyś. Ostatnio po kilkumiesięcznym odwyku od kupnych słodyczy. Kiedy zamiast słodyczy piłam smoothie. Po przerwie, powtórnie sięgnęłam po kupne ciastko:  ze wstrętem odstawiłam je ledwie nadgryzione i pomyślałam sobie: Fuj, jakie to słodkie.

 

Jeżeli jeszcze nie macie pomysłu na prezent dla mamy: glinka marokańska. Po francusku nazywa się to ghassoul. Ekologiczna i ekonomiczna. Robię sobie z niej peeling do twarzy i suchy szampon. Po peelingu – buźka (taką co nieco nadgryziona zębem czasu, ten jest nieubłagany) – z powrotem jest niczym pupka niemowlaka. A przynajmniej ja czuję się po takim zabiegu o 10 lat młodsza. A jak to robi dobrze. Suchy szampon, to mój prywatny patent, szczególnie maskuję w ten sposób grzywkę, która zawsze przetłuszcza się szybciej od reszty. Odkąd mam grzywkę, to się więcej z nią gimnastykuję. Kiedyś używałam do tego glinki zielonej, ale ta nadaje taki szarawo-zielonkawy odcień włosom, jakby lekko posiwiały. A przecież nie o to mi chodzi, kiedy na szybko, przed wyjściem, chcę przytuszować pewne nieczystości, czy przetłuszczające się partie włosów. Na tę glinkę trafiłam w ten sposób, że kiedyś mąż kupił mi drogi, piekielnie drogi peeling na bazie glinki marokańskiej. A tymczasem przekonałam się na własnej skórze, że taki sam efekt odmładzający można uzyskać kupując bardzo ekonomiczne opakowanie surowej, tzn nieobrobionej glinki. Jak ja to mówię: Alleluja. #foodies #gloobyfood #glutenfree #smoothie #veganfood #vegan #onthebed #onthetable #argile #inmykitchen #feedfeedvegan #feedfeed #beautifulcuisines #beautifuldays #slowlife #slowliving #foodieflatlays #flatlay #foodiefeature

Une publication partagée par Beata Redzimska Moda Na Bio (@beatared) le

 

Odkrycie …. kosmetyczne.

Glinka marokańska na włosy i na cerę. Po francusku nazywa się ona ghassoul. Ekologiczna i ekonomiczna. Ostatnio namiętnie robię sobie z niej peeling do twarzy i suchy szampon.

Po peelingu – buźka (taką co nieco nadgryziona zębem czasu, ten jest nieubłagany) – z powrotem jest niczym pupka niemowlaka. A przynajmniej sama czuję się po takim zabiegu o 10 lat młodsza. A jak to robi dobrze.

Suchy szampon, to mój prywatny patent, szczególnie maskuję w ten sposób grzywkę, która zawsze przetłuszcza się szybciej od reszty. Odkąd mam grzywkę, o wiele więcej się z nią gimnastykuję. Kiedyś używałam do tego glinki zielonej, ale ta nadaje taki szarawo-zielonkawy odcień włosom, jakby lekko posiwiały. A przecież nie o to mi chodzi, kiedy na szybko, przed wyjściem, chcę przytuszować pewne nieczystości, czy przetłuszczające się partie włosów.

Na glinkę marokańską trafiłam zupełnie przypadkowo. Kiedyś mąż kupił mi piekielnie drogi peeling właśnie na bazie glinki marokańskiej. Odtąd szukałam czegoś podobnego. Ostatecznie w sklepie z żywnością ekologiczną po prostu trafiłam na surową, nieobrobioną glinkę marokańską ghassoul.

Wypróbowałam na własnej skórze i od razu przekonałam się również na własnej skórze, że ta daje taki sam efekt odmładzający, co piekielnie drogi peeling.  Jak ja to mówię: Alleluja.

jak być szczęśliwym

Ciekawostka frankofilska…

Bo moje pierwsze skojarzenia z Francją dotyczą filmów z gatunku płaszcza i szpady: la cape et l’épée. Moja mama uwielbiała francuskie filmy tego typu, w których np Jean Marais szarmancko wymachiwał szabelką.

I tu ostatnio przeczytałam fajną ciekawostkę. Bo jeżeli wydawałoby się Wam, że pojedynki na szpady skończyły się całe wieki temu. Tzn owszem są jeszcze te na arenach sportowych. Szermierka. I tu nawet do dzisiaj obowiązuje francuskie słownictwo…

A tymczasem ostatni pojedynek na szpady… do krwi stoczono we Francji raptem, czy tylko 50 lat temu: 21 kwietnia 1967 roku w podparyskim Neuilly sur Seine.

Stoczyli go między sobą dwaj skądinąd szacowni parlamentarzyści. A poszło o to, że jeden nazwał drugiego w ferworze poważnej dyskusji parlamentarnej: Abruti… Czyli epitet ujmujący i to dość intensywnie inteligencji drugiej osoby.

Użył go Gaston Defferre, krewki mer Marsylii (ach ten południowy temperamentu), w trakcie debaty parlamentarnej w stosunku do innego polityka: Réne Ribiere.

Oczywiście obaj panowie reprezentowali przeciwne obozy polityczne…. Obrażony zarządał przeprosin. Obrażający nie chciał mu ich dać. Za to w zamian zaproponował pojedynek, który zresztą wygrał. Jako że wstępował na znany sobie teren, podczas gdy jego przeciwnik podczas owego pojedynku po raz pierwszy trzymał z ręku szabelkę.

Pojedynek trwał raptem 4 minuty tzn do pierwszej krwi. Celny cios zadał krewki mer Marsyli Gaston Defferre (czyli obrażający). Zresztą jeszcze długo po tym wydarzeniu chełpił się tym, że celował między nogi swojego przeciwnika, po to by popsuć mu noc poślubną. Bo ten żenił się następnego dnia. Co za pomysł w wieczór kawalerski brać udział w pojedynku? Ach ci Francuzi… Trochę takie słowiańskie dusze.

Pracuję nad….

Zbyt wieloma sprawami. Priorytety…. Nie potrafię wybrać. Ciągnę 3 blogi: pracuję nad przewodnikiem po Paryżu, poprawiam stare wpisy na blogu Moda na Bio i staram się pisać nowe na tego bloga.

Za dużo…. Wciąż szukam swojej drogi i tego, dokąd zmierzam…

Ale jak to mówią: szukacje, a znajdziecie. No i tego właśnie póki co się trzymam.

 

Mogę podać podać wam liczącą osiem słów formułę na sukces: „Przemyśl wszystko do końca – potem doprowadź do końca” Eddie Rickenbacker. Z obserwacji, zauważyłam, że osoby, którym udało się stworzyć spójną identyfikację wizualną swojej marki: konsekwentnie wybrana kolorystyka, czcionka, czy nawet określony filtr do zdjęć, te osoby są dużo bardziej rozpoznawalne. A przez to łatwiej (mocniej) zapamiętywane. Bo w dzisiejszych czasach, w tym w generalnym natłoku, żeby być zapamiętanym, trzeba być rozpoznawalnym, a by być rozpoznawalnym, trzeba być JAKIMŚ. #marketing #motivation #entrepreneur #business #motivation #branding #money #digitalmarketing #entrepreneurship #smallbusiness #contentmarketing #marketingdigital #instagram #success #businessowner #fashion #design #goals #onlinemarketing #onlinebusiness #motivated #businesswoman #crochet #instadaily #follow #successquotes #yarn #life #yarnlove #sky_perfection

Une publication partagée par Vademecum Blogera (@vademecumblogera) le

 

Pozdrawiam serdecznie

Miłego dnia dziecka.

Beata

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Facebook nie da Ci spokoju nawet po śmierci.

A właściwie nie Facebook, tylko ludzie. Skąd ci ludzie się wzięli. Skąd...
Read More
  • super! podsumowania są potrzebne 🙂

  • Wychowywanie psiaka nie jest łatwe! 😉 Fajne podsumowanie 🙂

  • Anna Kurtasz

    Lubię takie podsumowujące posty 🙂 U mnie mają one formę 10 najważniejszych zdjęć z każdego miesiąca wraz z komentarzem…
    Ale nie forma się liczy, a fakt, że pozwalają zatrzymać się na chwilę w pędzie życia i zastanowić nad tym, co aktualnie robimy i do czego ma to nas doprowadzić 🙂

    http://przystanek-klodzko.pl/

  • Ja też od jakiegoś czasu stopniowo odstawiam słodkie. Najgorsze są wyjścia do rodziny, gdzie nikogo nie obchodzi Twoje postanowienie i a to jedna ciocia a to druga – „no zjedz kawałek ciasta, sama piekłam”. Prowadzisz 3 blogi oprócz innych zadań więc na prawdę musisz być zabiegana i dobrze zorganizowana.

  • To teraz twój kręgosłup odpocznie jak córusia już sama sobie daje radę:)
    Powodzenia w szukaniu drogi!

  • Tylko nie jedz tego ciasta, bo nałóg szybko wraca. Przetestowane 😉 Na początku niedobre, a potem dziwnie znów zaczyna smakować 🙂