Jak odnaleźć się w zmieniającym się internecie? PODCAST

MARKETING INTERNETOWY, DISNEYLAND PARIS

MARKETING INTERNETOWY, DISNEYLAND PARIS

Bo w nieustannie zmieniającym się internecie nie raz przyjdzie zmierzyć Ci się z tym wyzwaniem…

Nawet jeżeli masz dobry pomysł na siebie i wiesz, co chcesz robić i dokąd zmierzasz… Po drodze…może nie raz będziesz musiał wymyślać się na nowo.

Jak wymyślić siebie na nowo?

Bo na początku był pomysł. A pomysł był dzieckiem kreatywności ….

Czy wiecie, że pierwszą animowaną postacią, która wyszła spod ołówka Walta Disneya wcale nie była myszka Miki, tylko króliczek Oswald the Lucky Rabbit.

Otóż w styczniu 1927 roku niejaki Charles Mintz szef studia Winkler zwraca się do Walta Disneya z propozycją stworzenia serii krótkometrażowych filmów animowanych z postacią króliczka w roli głównej. 

W następnym miesiącu ten sam Mintz podpisuje z Waltem Disneyem kontrakt w imieniu wytwórni Universal Pictures na realizację 26 filmików z owym sympatycznym króliczkiem.

Zwierzątko błyskawicznie zdobywa​ sobie sympatię publiczności. A jego popularność była taka, że powstają liczne produkty poboczne z jego podobizną: słodycze, ołówki i temu podobne bajery. Bo Studio Universal bądź co bądź ładuje grubą kasę w jego promocję.

W kolejnym roku filmy z króliczkiem Oswaldem – Oswald the Lucky Rabbit wciąż cieszą się ogromną popularnością.

W tym momenie Walt Disney jedzie do Nowego Jorku, by spotkać się z panem Mintzem, odnowić kontrakt i poprosić o podwyższenie budżetu na produkcję.

Ale Mintz wręcz przeciwnie chce zmniejszyć koszty i przejąć całą kontrolę nad produkcją filmu, który odniósł sukces. Umowa Walta Disneya nie zostaje przedłużona.

Walt Disney wraca z Nowego Jorku z pustymi rękami. Niemniej to właśnie w drodze powrotnej powstanie pierwszy szkic Myszki Miki, czyli sympatycznego stworzonka, które wreszcie przyniesie mu sławę.

Morał.

Nigdy nie stawiaj krzyżyka na osobie kreatywnej. Nigdy się nie poddawaj. Zawsze możesz wymyślić się na nowo. Bo każdy ma w sobie niezmierzone pokłady kreatywności… Byle do nich dotrzeć.

MARKETING INTERNETOWY, DISNEYLAND PARIS

Post Scriptum do tej histori…

Wiosną 1929 roku dyrektor Studia Universal Carl Laemmle decyduje się nie przedłużać kontraktu z Charlesem Mintzem. Bo przypominam, że to Studio Universal od początku posiadało prawa do cyklu filmów z króliczkiem Oswaldem. Studio Winkler było tu tylko … pośrednikiem… Takie życie: raz na wozie, raz wóz, raz przewóz…. Niósł wilk razy kilka, ponieśli i wilka…

Tymczasem dziwnym zrządzeniem losu zapomniana już co nieco postać Oswalda -króliczka szczęściarza całkiem niedawno (w 2006 roku) wróciła na łono Disneyowskiej rodziny po 80-ciu latach. W efekcie pewnej wymiany Studio Disney odzyskało do niej prawa…

Teraz, dlaczego w ogóle opowiadam Wam tę historię.

Bo fascynuje mnie postać Walta Disneya… To też. Ale…

Bo kiedy zaczynamy działać w sieci mniej lub bardziej podświadomie mamy (uświadomiony) jakiś pomysł na siebie. Tu wystaczy po prostu wystarczająco długo wsłuchać się w siebie. Ale….

Z czasem okazuje się, że nie wystarczy sam pomysł na siebie. Ważna jest jego realizacja. A ta z kolei czasami łatwo może rozbić się i pozostać w tyle z powodu niedopasowania się do zmieniających się (galopująco) okoliczności. Bo coraz bardziej wszystko rozbija się o to, by dopasować ten pomysł do zmieniających się okoliczności.

Pamiętacie tych aktorów kina niemego, dla których świat, czy po prostu których kareira bezpowrotnie rozbiła się z nasteniem dźwięku? A dzisiaj? Np Facebook….

Bo Facebook za każdym razem potarfi wymyśleć się na nowo.

Dlatego trwa… Stary dobry Facebook. W dobie galopującego internetu to już staruszek. A jednak…. Wciąż i to coraz bardziej na czasie.

Pamiętam, jak dokładnie 3 lata temu (w 2014 roku) czytałam o jakimś poważnym badaniu naukowym, które przewidywało – 3 lata temu – że 3 lata później tj. w 2017 roku (a że właśnie mamy rok 2017) – Facebook padnie.

Tak, jak w przeszłości upadały kolejne mocarstwa, a na ich gruzach wyrastały nowe. Opierając się na takim właśnie cyklu życia, odniesionym, cz przełożonym na współczesną szybkość zmian. Tymczasem Facebook wciąż trwa. Co więcej ma się coraz lepiej.

Dlaczego? Bo Facebook potrafił i cały czas potrafi wymyśleć się na nowo.

No dobra, Facebook zerżnął i zaadoptował do siebie (najpierw na swoim Instagramie) to, co chwytało na Snapchtacie…. A wcześniej jeszcze kupił obiecującą apkę o nazwie Instagram i wpompował w nią grubą kasę. Snapchata też chciał kupić. Ale ten z kolei nie chciał dać się sprzedać. To ma teraz za swoje. Facebook wypompowuje z niego jego własne pomysły i ładuje w nie swoją kasę.

Czy to jest plagiat?

Jak to by powiedział Austin Kleon, plagiat jest wtedy, kiedy kopiujesz od jednego autora (a Facebook przecież …. sporo po drodze różnych rzeczy połknął również od rzeczonego Instagrama i od innych). A jak mówi ten sam Austin Kleon, kiedy kopiujesz od kilku (od większej liczby) autorów – to jest to RESEARCH.

Po prostu Facebook zrobił RESEARCH i zaadoptował to do siebie. Po to, by pozostać na czasie. By trwać…. Dlatego Facebook wciąż trwa, mimo naukowych obliczeń przepowiadających mu kolejny upadek.

Przybywa mu konkurencji, a w  związku z tym i wyzwań. Ale dla Facebook wciąż potrafi wymyśleć się na nowo, dopasować do zmieniających się czasów i mód. Pozostając sobą….

Facebook wciąż pozostaje niezastąpiony… Stale się rozwija… Wciąż pozostaje starym dobrym Facebookiem (w pewnych punktach niezmiennym). Tym, którego znamy już od ponad dekady. Toć w dobie internetu – to są wieki.

Dlaczego? Bo Facebook przede wszystkim jest użyteczny.

Mniejsza o kasę. Facebook długo szukał dla siebie modelu, który będzie zarabiał. Aż rzeczywiście zaczął zarabiać.

No dobra, wiem, że wiele osób może mieć wątpliwości co do tej użyteczności Facebooka. No bo na co komu Faceook? A jednak Facebook pomaga ludziom, chociażby w odgrzewaniu starych kontaktów, czy po prostu w pozostaniu ze sobą w kontakcie.

Właśnie ponownie dzięki Facebookowi złapałam kontakt z moją wieloletnią przyjaciółką z Boliwii, którą teraz los rzucił gdzieś do Rumunii… W czasach przed Facebookiem byłoby to trudne…. Dzisiaj wciąż mimo zawirowań losu jesteśmy w kontakcie…. Hang on.

Morał: Nie mam kryształowej kuli. Nie potrafię przewidzieć kierunku, w jakim będzie zmieniała się sieć. A że dzieje się to galopująco szybko. To jednocześnie jest wyzwanie i szansa…. Jak pokazuje przykład Facebooka.

Bo mimo tych galopujących zmian, w tym szaleńczo szybko zmieniającym się internecie, pewne wartości pozostają niezmienione.

MARKETING INTERNETOWY, DISNEYLAND PARIS

Po pierwsze użyteczność… Na pierwszym miejscu drugi człowiek i jego potrzeby…

Tak, jak niezmienione w gruncie rzeczy pozostaje napisany już prawie 100 lat temu bestseller Dale Carnegie: Jak znaleźć przyjaciół. Z jego myślą przewodnią:

Co w dobie internetu oznacza zainteresowanie się drugim człowiekiem, jego potrzebami, zrozumienie, czego potrzebuje, co chce otrzymać nasza grupa docelowa.

Użyteczność ze zrozumieniem potrzeb drugiego człowieka jako punktem wyjścia.

Dawaj, dawaj, dawaj.

Dziel się swoim doświadczeniem. A ludzie będą do Ciebie wracać. Bo nie będą mieli innego wyboru, jak tylko Ciebie polubić.
Jak to mówi stare anglojęzyczne powiedzenie:

If you help enough people get what they want, than they help you.

Jeżeli pomożesz wystarczającej liczbie osób dostać to, czego pragną, wtedy oni zwrotnie pomogą Tobie.

W tym pomaganiu, dostarczaniu użytecznych treści jest tylko jeden malutki szkopuł:

internet pęka od nich w szwach.

I tym razem wszystko rozbija się z kolei, nie o to, co, ale jak. Bo wszystko już jest w sieci, podane na tysiące sposobów. Sęk w tym, by znaleźć tysiąc pierwszy sposób i zrobić to jeszcze lepiej.

Pokażę Wam to na przykładzie….

Bo, kiedy przyjrzymy się naszej blogosferze, która już pęka w szwach od wszystkiego, osoba zaczynająca pisać bloga mogłaby się na poważnie zastanawiać:

Czy w tym ogólnym ścisku jest jeszcze miejsce dla mnie?

JEST. Dla każdego. O ile będziesz mieć pomysł na siebie… Bo czasy się zmieniają: dla jednych (tych wchodzących – to szansa), dla innych – to wyzwanie i … szansa.

Tyle mamy blogów parentingowych, modowych, lifestylowych, kulinarnych… Jak tu jeszcze raz wymyślić na nowo… ale inaczej dajmy na to: budowę koła..

Kreatywność

Nie przejmuj się, jeżeli jeszcze nie czujesz jej w sobie…

Bo kreatywność to takie dziwne perpetuum mobile.

Im bardziej z niej czerpiemy, tym bardziej nam jej przybywa.

Kreatywność żywi się tym wszystkim, co robimy. Kreatywność rozkwita w nas, kiedy stworzymy jej ku temu odpowiednie warunki. Jakie?

Czy większa wiedza stymuluje kreatywność? Bo z czasów szkolnych pewnie wszyscy wynieśliśmy takie trochę na chłopski rozum przekonanie, że albo wiesz, albo nie wiesz. A wtedy improwizujesz. Czyli sięgasz do przegródki potocznie nazywanej kreatywność.

Tymczasem pogłębianie wiedzy wcale nie stoi na przeszkodzie kreatywności. Wręcz przeciwnie. Im więcej wiesz, tym lepsze zaplecze ma Twoja kreatywność.

MARKETING INTERNETOWY, DISNEYLAND PARIS

A teraz

Kreatywność a kopiowanie? Bo jak kopiowanie to nie kreatywność.

Dwa wykluczające się pojęcia. Niemniej podobno nawet najwięksi artyści zaczynali kopiując innych. Oczywiście te ich pierwsze prace nie przeszły do potomności. Ale dały początek długiej drodze poszukiwania i wyrabiania własnego stylu.

Bo z pustego i Salomon nie naleje. Kreatywność po prostu też na czymś trzeba oprzeć i czymś codziennie dokarmiać.

Przypuszczam, że każdy, kto wchodzi do blogosfery, zaczyna od kopiowania (w mniejszym lub większym stopniu) tego, co go zainspirowało do wdepnięcia tutaj.

Tyle, że jedni kopiują do upadłego… Aż skończy im się zapał do kopiowania i porzucają bloga. Inni po drodze znajdują swoją drogę i swoją pasję…. Do czego by to nie prowadziło: do fejmu, hajsu, czy tylko do własnej satysfakcji … Dlatego trwają w niej.

Bo na pewnym etapie kopiowanie znudzi się nie tylko czytelnikom (ci zawsze będą woleli prawdziwszy, bardziej autentyczny oryginał od może nawet bardziej dopracowanej kopii, ale kopii).

Kopiowanie w pewnym momencie nudzi się też samemu kopiującemu.

No bo w końcu ile można kopiować. Wiem, bo sama przez to przechodziłam. Na blogu Moda na Bio i na początku na tym też blogu….

Albo znajdziesz swoją drogę, a ludzie w końcu zaczną to kupować…. dosłownie, albo w przenośni. Bo przecież nie wszystko rozbija się o kasę. Albo wypadniesz z obiegu, bo w pewnym momencie przestanie Ci się chcieć dalej kopiować….

Dlaczego teoria jest taka nudna, a praktyka dużo więcej nas uczy…

Może po prostu wystarczy, że będziesz sobą (bo każdy jest niepowtarzalny i unikalny) i posłuchasz swojej pasji. A dalej tylko będziesz dawał jej wzrastać.

Bo dopiero pasja nadaje sens ciężkiej pracy… A pracy w blogowanie trzeba włożyć naprawdę sporo. Przeżyć, doświadczyć na własnej skórze to wszystko, o czym piszemy. Nie wystaczy, że odklepiesz przepis na cokolwiek z jakiejś mądrej encyklopedii… O naiwności, jeżeli myślisz, że to zadziała…

Dlaczego chętniej czytamy praktyków, czyli ludzi, którzy przez coś rzeczywiście przechodzili. Ludzi, którzy byli tam, gdzie chcemy dojść, albo tam, skąd chcemy się wyrwać.

Bo ci ludzie piszą o tym mniej teoretycznie, a bardziej praktycznie…. Piszą z tego, co przeżyli… A przeżycia każdego i rodzące się z nich przemyślenia są …. unikalne.

Przypomniało mi się, jak jakiś czas temu pytałam zaprzyjaźnionych blogerów kulinarnych o rady dla początkujących. I tu powracającą rzeczą było to, by nie oszukiwać czytelnika….

Nie wmawiać mu, że samodzielnie przygotowało się dany przepis, jeżeli tylko skopiowało się go z tego, czy innego źródła, dorzucając do niego pasujące tematycznie zdjęcie stockowe. Bo są też takie kwiatki.

Jeżeli się tego przepisu samemu nie wymyśliło, to nie ma sensu sprzedawać go jako własny na blogu. Za to zawsze można odnieść się do czegoś cudzego, przerabiając to na własny sposób….

Tu już jesteśmy na dobrej drodze do tego, co Austin Kleon nazywa RESEARCH.

A przerobione w ten sposób będzie brzmiało bardziej przekonywująco, autentycznie, czyli po prostu mniej nudno, niż gdybyśmy to samo odklepali, nie dorzucając niczego od siebie…. Po prostu zwyczajna NUDA, a dla czytelnika (przymuszonego do czytania) czarna rozpacz.

 

Glinka. Bo może już kiedyś stosowaliście glinkę, ale skończyło się to rozczarowaniem i niesłusznym przekonaniem, że glinka nie działa. Tymczasem glinka odpowiednio stosowana jak najbardziej działa. Choć do tego, by zadziałać potrzebuje czasu, regularności i przestrzegania kilku podstawowych zasad. Dlatego teraz powiem Wam w jakich wypadkach można stosować glinkę. Albo raczej na co sama stosowałam glinkę i zadziałała. Jeżeli chodzi o glinkę do picia: po prostu rozpuszczam łyżeczkę glinki w szklance wody i od razu wypijam. -Kiedy czuję drapanie w gardle i początki przeziębienia. Wystarczy, że 3 dni z rzędu zacznę dzień taką cudowną miksturą, a przeziębienie z reguły nie daje rady się wykluć. -Przy niestrawnościach, czy zatruciach pokarmowych. Glinka wspaniale to wszystko do siebie ściąga i wyprowadza na zewnątrz, a przy okazji łagodzi ewentualne podrażnienia. U mnie ta metoda świetnie się sprawdza. W postaci kataplazmy na wszystkie trudno gojące się zranienia. Przy karmieniu piersią na obolałe sutki. Zewnętrznie w stanach zapalnych ucha. #argile #gloobyfood #foodieflatlays #foodieflatlays #flatlay #feedfeedvegan #feedfeed #onthebed #onthetable #veganfood #vegan #smoothie #beautifulcuisines #slowlife #slowliving

Une publication partagée par Beata Redzimska Moda Na Bio (@beatared) le

 

Inny przykład…… Jak może zorientowaliście się jestem miłośniczką GLINKI. Ta w różnych sytuacjach, dosłownie i w przenośnie ratowała mi skórę.

Dzisiaj nie znajduję wielu autorów, którzy potrafiliby nauczyć mnie na ten temat czegoś nowego. Z drugiej strony o glince pisze wielu autorów. Przynajmniej tutaj, gdzie mieszkam  (we Francji) jest ona dość modna.

Ale niektórzy piszą o glince, a mam wrażenie, że nigdy nawet jej na sobie nie wypróbowali. Tzn może polecili ją innym osobom (np jeżeli o glince piszą naturopaci, to może i polecili ją swoim pacjentom). Może i nawet są przekonani o jej dobroczynnym działaniu. Ale… Co z tego… Skoro nigdy nie wypróbowali jej na sobie.

A to wiele zmienia…. Bo nawet jeżeli piszą fachowo, bo pogrzebali po odpowiedniej literaturze i mają ku temu odpowiednie, teoretyczne podstawy, to będzie tylko czysta teoria.

A czysta teoria z założenia jest NUDNA.

Ja żyję glinką. To moja pasja…

Jak to fajnie powiedział Al Pacino w kultowym filmie „Zapach Kobiety”… Co prawda powiedział to odnośnie czegoś innego, niemniej właśnie o to chodzi…. w przekazywaniu wiedzy i użytecznych treści… Powiedział to do młodego ułożonego maturzysty, którego wprowadzał w realne życie… z teorii w praktykę. A brzmiało to mniej więcej tak…

Kiedy wypijesz tyle Jacka Danielsa, co ja, to dopiero będziesz mógł zwracać się do niego po imieniu: Jack..

Bo jako praktyk i entuzjasta glinki (nie Jacka Danielsa – tu jestem zupełnym naturszczykiem), potrafię wyczuć teoretyka… Na początku może i tego nie potrafiłam… Dzisiaj wiem, bo są niemylące znaki…

Niemniej nawet wtedy, już na samym początku, w momencie, kiedy dopiero odkryłam glinkę, jako swoich prywatnych guru wybierałam sobie osoby, które były praktykami….

Od początku intuicyjnie ciągnęło mnie do praktyków… Bo ci (praktycy i zarazem entuzjaści) piszą  (tu konkretnie o glince) bardziej przekonywująco.

Bo glinka akurat najlepiej działa zmoczona…. A żeby o niej pisać też trzeba zmoczyć i ubrudzić sobie nią ręce. Jak to mówią Francuzi: mettre la main à la pâte. Włożyć rękę do ciasta…  I o to chodzi z przekazywaniem każdej informacji….

Miałam napisać post o blogowaniu, a uświadamiam sobie, że piszę kolejną odę do glinki…  Ale…

Albo będziecie teoretykami i będziecie pisać czysto teoretycznie. Albo staniecie się praktykami…

A to z kolei wymaga zaangażowania i pasji…

Ale te też najmocniej angażują czytelnika….

Bo w sieci już nie chodzi o to, by być odtwórcą. Ale by stać się twórcą… Bo bycie twócą – docelowo- oznacza bycie influencerem. Choćby na taką malutką skalę.

Bo jeżeli pisząc czysto teoretycznie może jeszcze można przekonać do siebie roboty wyszukiwarek. Ale o ile trudniej jest przekonać ludzi z krwi i kości… A na tym polega budowanie społeczności i stawanie się INFLUENCEREM.

Choć nie raz po drodze trzeba będzie potknąć się o coś nieprzewidzianego… Szukać nowych ścieżek, próbować, testować, przeżywać rozczarowania, dołki, spadki i mimo wszystko iść do przodu… Bo w gruncie rzeczy kochasz to, co robisz. A robisz to, bo pasjonuje Cię temat, na który blogujesz…

MARKETING INTERNETOWY, DISNEYLAND PARIS

Jak Walt Disney, który po prostu chciał rysować…

A kiedy zmieniły się okoliczności (tu odsyłam Was do historii z początku tego wpisu), zamiast królika szczęściarza wymyślił… Myszkę Miki.

Jak przed nim i po nim wielu innych twórców, którzy potrafili wymyśleć się na nowo. A jeżeli trzeba to i po raz kolejny. By w zmieniających się czasach móc robić to, co kochają… Dlatego, że to kochają. A dlatego że to kochają i nieprzerwanie to robią …, robią to mimo wszystko, robią to coraz lepiej…. 

Powodzenia.

Pozdrawiam cieplutko.

Beata

Zdjęcia z paryskiego Disneylandu pochodzą z mojego INSTAGRAMA

Zapisz się na Newsletter

  • To dopasowywanie do zmieniających się trendów nie jest łatwe, ale jak sie uda to tak jak z fb… 🙂 Pozdrawiam!

  • Co racja, to racja. Podoba mi się Twój przykład z facebookiem. Naprawdę nieźle się trzyma i dopasowuje do zmieniającej rzeczywistości.

  • bardzo mi się podoba ten tekst, inspirujący. ja dopiero zaczynam rozwijać swoją pasję na fb i właśnie zastanawiam się, że to, co robię, to już przecież tyle osób robi. ale bardzo mi pomogło w artykule to, że każdy jest inną osobą, każdy wnosi coś innego.
    moja stronka: https://www.facebook.com/angielskieinspiracje/

  • Szczerze to czekam na początek końca facebooka :)))) 😛 Będzie siebie na nowo wymyślał, więc może nie tak prędko, może za 30 lat. Bo nic nie trwa wiecznie tylko jedno dłużej a drugie krócej. Korzystam z niego ale stwierdziłam, że ostatnio mnie…nudzi. A najbardziej to drażnią mnie grupy z których się wypisuję i nie przyłączam do nowych. Choć niewątpliwie odniosły sukces, że zwykłe fora internetowe się już nie opłacają. To pochłaniacz czasu. Owszem, pomógł nawiązać znajomości i rozwijać się w interesujących dziedzinach. Jeśli dobrze go wykorzystujesz to może pomóc. Jednak teraz widzę ile rzeczy bym szybciej zrobiła gdyby nie face zwłaszcza przeglądany bezsensownie, co… każdy kocha robić. Niech się przyzna ktoś co czuje to samo? Wiecie, że telewizja ma złą opinię, że uważa się ją za bezproduktywną, za manipulatora, ogłupiacza i marnowacza czasu? Ludzie to przyjeli, z dumą rzekli, że nie oglądają TV i przenieśli się na fecebooka. Tymczasem facebook oddziałuje podobnie co TV. Gdy ludzie zdadzą sobie z tego sprawę przestaną go odwiedzać. A wtedy powstanie coś nowego. I jak to w życiu bywa, pewnie też marnujące czas.

  • Inspirujący wpis Beatko! Świat się zmienia w bardzo szybkim tempie. Zmieniają się warunki, rośnie konkurencja. Jednak warto mieć świadomość, że nawet jeśli coś nie wyjdzie, zawsze można spróbować wymyślić coś innego. Grunt to się nie poddawać oraz wierzyć w siebie i w swoje pomysły. Bo tylko wtedy mamy szansę je obronić:)

  • Pingback: 3 największe błędy, które popełniłam w moim blogowaniu. - VADEMECUM BLOGERA()

  • Myślę, że kreatywność to jedno a odwaga do pokazania jej to drugie. Mi brakuje odwagi bo boję się porażki, boje się że nie wyjdzie po raz kolejny. Mam nadzieję,że w końcu się przełamię 😀