Nigdy nie zmienisz swojego życia, dopóki nie zmienisz czegoś, co robisz codziennie.

jak zmienić swoje życie

Chcesz zmienić swoje życie – to zmieniaj je.

Dlaczego cały czas nie mogę zrobić tego, co tak bardzo chciałabym zrobić? Nagrać webinar, przygotować własny kurs (wciąż jest tylko w powijakach), mniej się stresować, bardziej otworzyć się na ludzi….

Tyle chciałabym zrobić. Tyle chciałabym w sobie zmienić … na lepsze. Ale zawsze na drodze staje mi jakieś ALE.  Jak nie jedno, to drugie. I nagle okazuje się, że to ale (jedno, czy drugie) jest większe od tego: chciałabym.

Choćbym w teorii dobrze wiedziała, jak dokonać zmiany w sobie. Na lepsze. Bo kurcze, nie oszukujmy się: każdy to wie….. Mniej lub bardziej świadomie. Niby każdy chciałby coś w sobie zmienić… Na lepsze. Niby w teorii to takie proste…. Jak powiedziałby to Brian Tracy:  wystarczy zjeść tą żabę po kawałeczku…. Miłego jedzenia. Bo właśnie tu zaczynają się schody. A ja jeszcze zawsze byłam niejadkiem…

No dobra, tym wpisiem chciałam dać sobie samej w kość. Dać sobie takiego motywującego kopa w 4 litery. Może to i trochę taki wewnętrzny dialog z samą sobą.

Dlaczego nie robię tego, co chciałabym zrobić?

Dlaczego stale wynajduję coraz to nowe wymówki, by odłożyć to na później? Nie przepraszam, wcale nie na później, by zrobić to następnym razem, już jutro, pojutrze… To przecież wcale nie jest odkładanie na później….  Prawda?

Jak zmienić swoje życie?

jak zmienić swoje życie

1. Bo najtrudniejszy jest pierwszy krok.

Najtrudniej jest zacząć. Bo przyzwyczajenie, rutyna, czy choćby nawet ta oklepana codzienność wciąga… Siłą przyzwyczajenia. Dlatego wiele wspaniałych marzeń leży niezrealizowanych i w ogóle nierealizowanych. Czekają na swoją kolej. Nabierają mocy urzędowej.

Bo po prostu trudno jest zacząć…. Postawić pierwszy krok. Bo żeby spróbować czegoś nowego, trzeba coś zmienić. Trzeba odważyć się, przełamać stare, mocno utrwalone przyzwyczajenia. Wyjść z przytulnej strefy komfortu. Ruszyć zasiedziałe 4 litery. A przecież tak się nie chce…

A jeszcze jest ten wewnętrzny głosik, który rozgrywa to dyplomatycznie. On, to znaczy TY, nie przyzna się przed samym sobą, że po prostu się cykasz…

Nie, on rozgrywa to dyplomatycznie…. Wynajdując tysiące dobrych powodów, dla których nie możesz tego zrobić. Tymczasem jedyną rzeczą, której Ci potrzeba, jest jeden malutki powód na TAK.
Ale nie ten wewnętrzny głosik, tak namota, że nie zrobisz, odłożysz na później, a raczej na wieczne nigdy. Ale tak, byś nie miał sobie nic do wyrzucenia.

A jednocześnie byś za bardzo się nie rozpędził w marzeniach…. To on podszepnie Ci, że: powinieneś być realistą. Fajnie mieć marzenia. Ale czy stać Cię na ich realizację. Czy możesz sobie na to pozwolić? Masz tyle innych obowiązków, odpowiedzialności, pierwszoplanowych spraw do załatwienia. Marzenia, banialuki, urojenia…

Tyle dobrych powodów, by robić to, co czego oczekują od Ciebie inni. A tak na prawdę potrzebny Ci jest jeden powód, dla którego TY chciałbyś to robić…

I jak tu zrobić cokolwiek.  

jak zmienić swoje życie

2. Chciałbym, ale…

Co z tego, że chciałbyś? Chcieć można …. wiele. Ale samo się nie zrobi.

Chciałabym nauczyć się profesjonalnie fotografować. Ale przecież nie będę odbierać chleba własnym dzieciom po to, by zapisać się na kurs fotografowania, czy kupić sobie wypasiony sprzęt…. To kwestia priorytetów. Ale czy musi to oznaczać rezygnację z realizacji marzenia?

Nie, bo ja przynajmniej póki co  uparcie fotografuję. I co by nie powiedzieli o moim fotografowaniu specjaliści, robię to coraz lepiej. Bo gdybyście tylko zobaczyli moje pierwsze fotki. Już prawie tu na blogu ich nie ma. Po prostu rozpacz. Blada rozpacz i czarny humor. A jednak ….

Uparłam się i pstrykam. Bo zawsze można zrobić coś, cokolwiek, jeden malutki kroczek. Po którym okazuje się, że dalej możemy jeszcze zrobić kolejny. I kolejny….

Uparcie fotografuję. Nawet jeżeli nie mam tzw sprzętu. Wyrabiam sobie tzw oko. A w  rodzinie wyrabiam cierpliwość. Mamo, możemy iść dalej? Starczy Ci już tych zdjęć. No to, idziemy dalej. Krok dalej. Bo znowu sięgam po aparat…

3. Zaczynaj z tym, co masz. Zaczynaj z tym, jak potrafisz.

Po prostu. Chcesz przestawić się na zdrowszą dietę? Owszem możesz od razu ambitnie mierzyć w 100% raw food. Czysta surowizna.

Ale prawdopodobnie będzie z tego więcej szkody niż pożytku.  Małoktóre jelita, dobrze na to, tak z biegu zareagją.

No dobra. Dlatego…

4. Dokonaj wyboru. Ustal priorytety.

Chcesz tyle zrobić… Ale konkretnie co? Bo czasami mamy tyle planów, że nie robimy już  nic… Bo albo nie potrafimy wybrać. Albo próbujemy tylu różnych rzeczy, że tylko próbujemy raz…. A dalej próbujemy czegoś innego. W poczuciu, że nic nam nie wychodzi.

Bo w życiu trzeba dokonywać wyborów. Zanim się rozpędzisz, musisz odważnie wybrać: od czego zaczniesz i na czym się skoncentrujesz.

To nazywa się ustalaniem priorytetów. Bo skakanie z kwiatka na kwiatek, może i ma swój urok. Ale nie jest skuteczne.  

Chcesz nauczyć się języka obcego? Nie jednego, tylko dziesięciu naraz. Bo poliglotom tak łatwo przychodzi posługiwanie się (i to często naprzemiennie) różnymi językami…

Tyle, że wszystko, co z pozoru wydaje się nam takie łatwe. U innych. Jest łatwe dla tych, którzy wcześniej poświęcili temu sporo czasu. Bo najpierw wszystko jest trudne.  Ale my  chcielibyśmy, by było łatwe i to od razu. Dlatego robimy ambitne plany. Chwytamy dziesięć srok za ogon i jeszcze bierzemy sobie słonia na dokładkę. Ale ….

Spróbujcie tylko zacząć uczyć się równolegle dwóch podobnych do siebie języków obcych np hiszpańskiego i włoskiego. Jest to jakiś pomysł. Ale trudny w realizacji.

Wymaga ustalenia priorytetów: który język jest dla Was ważniejszy, który język najpierw. Bo na początku słówka bardzo będą się mieszały między sobą… Hiszpańskie to słówko czy włoskie? A pal to licho. Rzucam to w diabły.

A to najkrótksza droga do tego, by się zniechęcić. A ten wewnętrzny głosik na pewno wykorzysta tę okazję, by podsunąć życzliwie: Ty przecież nie masz głowy do języków… Daj sobie z tym sposój. Odpuść sobie. Zostaw to innym….

A Ty po prostu nie ustaliłeś priorytetów. Nie dałeś sobie szansy. A żeby dać sobie szansę, trzeba dać sobie czas i możliwości. No i zdecydować: co tak na prawdę jest dla mnie ważne. Czyli po prostu PRIORYTETY.

jak zmienić swoje życie

5. Czasami będziesz musiał wyjść ze strefy komfortu.

Inaczej się nie da. Dupa w troki i do boju. Sorry Winetou.

A my często obchodzimy się ze sobą jak z jajkiem. Mówimy sobie: tego nie potrafię, temu i tak nie dam rady… I problemz głowy. Bez wysiłku. Bez próbowania.

Tylko potem siada nam motywacja i poczucie własnej wartości. Ale co tam…. Bez nich tylko nie da się iść do przodu. Dlatego dalej tkwimy w tym samym miejscu i narzekamy. Choć oczami wyobraźni widzieliśmy już siebie tak daleko….

6. Czasami będziesz musiał przechytrzyć samego siebie.

Ten wewnętrzny głosik, który tak przekonywująco sprowadza Cię na ziemię. Znacie go?

Ty się do tego nie nadajesz. To nie dla Ciebie.

A Ty tak do tego rwiesz się. Ale nie… Przecież Ty tylko bujasz w obłokach. Banialuki, mrzonki, marzenia…

Spróbujcie żyć bez marzeń. Wszystkiego się odechciewa. Człowiek siedzi w miejscu, na 4 literach, przed telewizorem. I ma to wieczne poczucie zmarnowanego życia. Ale przynajmniej jest odpowiedzialnym realistą. W przeciwieństwie do co niektórych.

Bo realizowanie swoich marzeń związane jest z wychodzeniem ze strefy komfortu. Ale też wymaga wiary w siebie…

My kobiety jesteśmy tu mistrzyniami. Mistrzyniami braku wiary w siebie. A jeszcze tak bardzo nie doceniamy siebie.

Gdy czasem, przez przypadek coś nam się uda i ludzie zaczną to doceniać…. To nie dlatego, że spędziłyśmy nad tym długie miesiące, lata, nieprzespane noce….

Jeżeli  nam się udało, to przecież tylko przez przypadek, łut szczęścia, szczęśliwy zbieg okoliczności…. Bo żeby samo z nas, z takiego beztalencia….

I tak skutecznie podcinamy sobie skrzydła do dalszego lotu. A kto ich sobie nie podcina, ten leci dalej. Coraz to wyżej. Wybór należy do Ciebie.

7. Powiedz sobie, że jesteś tego warty… że na to zasługujsze, że możesz.

A oddasz sobie największą przysługę. Punktem wyjścia do jakiejkolwiek zmiany, tej wymarzonej zmiany na lepsze jest zmiana obrazu samego siebie.

Bo często po prostu tkwimy w starych i czasami zupełnie nieuzasadnionych przekonaniach o samych sobie. Wołami nas z nich nie wyciągnąć.

Jestem nieśmiała. Czekam aż druga osoba odezwie się do mnie pierwsza. A że często się nie odzywa…. O samotności na emigracji…

Ale ostatnio przekonałam się, że jestem w stanie wyjść naprzeciw innym. I co lepsze, że to wcale nic nie boli.  

Jestem nieśmiała. Ale jestem gadułą. Wbrew temu, co o sobie myślałam przez długie lata: lubię wychodzić do ludzi. Potrafię to robić. Co więcej to wcale nie boli. To odmieniło na lepsze moje życie.

Wreszcie mogę się nagadać. Nie w sieci. W realu.
Wcale nie musicie współczuć moim biednym kolegom z pracy…. No może troszeczkę. Ale wracając do tematu.

Często mówimy sobie, że i tak się nam to nie uda. To żeby usprawiedliwić ewentualne przyszłe niepowodzenia. Żeby nie oczekiwać zbyt wiele. Żeby się nie zawieść. Żeby mniej bolało, kiedy nam się nie uda.

A dlaczego  miało by się nie udać?  Dlatego, że na to się podświadomie zaprogramujemy. Bo przecież nie dlatego, że nam na tym nie zależy. Że nie dość będziemy się starać…. Przeciwnie, my kobiety, jakże często dajemy z siebie tyle. Że dla siebie samych już nie mamy czasu. Ale jednocześnie dopuszczamy ten usłużny głosik, który tak życzliwie nam podsuwa: Czy aby na pewno jesteś w tym wystarczająco dobra…

I wycofujemy się …w porę. By oszczędzić sobie kolejnej porażki…. Porażki? A może właśnie zwycięstwa? Czasu zbierania zasianych plonów, którego przezornie nie doczekałyśmy….Bo odpuściłyśmy sobie … zawczasu.

jak zmienić swoje życie

8. Zacznij działać.

Zacznij działać. A zobaczysz, co z tego wyjdzie. Emmanul Macron został kolejnym, najmłodszym w historii prezydentem Francji. Kto by przypuszczał? Kto by w to uwierzył jeszcze kilka miesięcy wstecz.

Tymczasem potrzeba wiary, by zacząć działać. I uporu, by nie dać się zniechęcić …. innym. Bo o ile zwycięzca zawsze ma wokół siebie tylu klakierów. Do zwycięstwa dochodzi w otoczeniu nielicznych, którzy w niego uwierzyli.

9. Bo zrobione jest (jakkolwiek) jest lepsze od perfekcyjnie wymyślonego. A nie zrobionego.

Następnym razem będzie .. zrobione jeszcze lepiej. A przy kolejnej próbie … coraz to lepiej.
Bo jeżeli próbujesz i nie udaje Ci się to, to jesteś w normie. Tak to w życiu działa. Rzadko wychodzi przy pierwszym podejściu. Bo ….

Dlatego zrobione … jakkolwiek, jest lepsze od niezrobionego.

A tu niestety perfekcjonizm paraliżuje.

Znałam swojego czasu pewną ambitną dziewczynę, która chciała nauczyć się w perfekcyjny sposób języka francuskiego. Perfekcyjnie i w małym paluszku miała opanowane wszelkie reguły gramatyki, deklinacje, koniugacje….

Tyle że w praktyce jej perfekcjonizm okazywał się silniejszy niż wszystko inne.
Poznałyśmy się na wakacjach we Francji. I tu, kiedy miała możliwość pogłębienia i utrwalenia teorii w tzw praktyce, ani be, ani me. W towarzystwie francuskojęzycznych osób tak blokował ją ten perfekcjonizm, że nie była w stanie wydusić z siebie ani jednego zdania po francusku. Chciała, ale mogła. Bo zbyt mocno analizowała to, co chciała powiedzieć. A perfekcjonizm wciąż mówił: NIE.

Niestety ta dziewczyna w tamtym momencie absolutnie nie skorzystała z okazji, jaką postawiło przed nią życie. Ale w tym samym czasie miałam okazję poznać innego Polaka. Ten po francusku też: ani be, ani me. Ale już pierwszego dnia po przyjeździe nauczył się kilku podstawowych słów ułatwiających przeżycie: bonjour, au revoir itp. A z tym, co wiedział: szedł do boju.

Nie blokował go żaden perfekcjonizm. Kali chcieć rozmawiać. On po prostu chciał się dogadać. A powoli, w miarę jak coraz lepiej sobie z tym radził, po prostu chciał sobie pogadać. W tym samym czasie nasza perfekcjonistka coraz bardziej zamykała się w sobie, ze swoją książką od gramatyki i coraz usiliniej milczała.

Ale czy na pewno o to chodzi w nauce języka obcego?

jak zmienić swoje życie

10. Czasami, a nawet często, będziesz musiał przestać odkładać na później.

Zrobić to, co masz do zrobienia od razu.

Nagrywaie podcastów? To prawda, że daleko mi tu do mistrzostwa. Ale znowu jakiejś ogromnej filozofii w tym po prostu nie ma. Ale ten wewnętrzny głosik tak długo i skutecznie mi to sabotował…
Tymczasem czasami po prostu trzeba spróbować, by przekonać się, czy się do danej rzeczy nadaję. W takim razie: jaki ma sens odkładanie tego na później. Zrobić od razu i będzie po krzyku.

11. Czasami będziesz musiał przezwyciężyć pokusę, by zacząć od łatwiejszego.

Tak, by na to trudniejsze (do zrobienia) nie starczyło już Ci czasu. Wiem, znam to po sobie. Bo ja cały czas tak inteligentnie staram się to rozgrywać. Ale w ten sposób pewne rzeczy po prostu leżą nieruszone. A same przecież się nie zrobią.

Dlatego, jak by to powiedział Brian Tracy: Zacznij dzień od tej najobrzydliwszej żaby. A kiedy już się z nią rozprawisz, dostaniesz takiego motywującego kopa, a z nim takiego przyśpieszenia, że mniejsze żabki będziesz połykał bez najmniejszego mrugnięcia.

Powodzenia.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Jak pisać skuteczne artykuły na bloga? Sekret skutecznego blogowania.

Wreszcie odkryłam sekret skutecznego blogowania. Szkopuł w tym, że kolejny. Choć ten...
Read More
  • Już nagłówek wystarczająco dużo daje do myślenia. Według mnie należy zmieniać swoje postrzeganie codzienności, jeżeli chce się zmienić życie. Zgadzam się z treścią. 🙂

  • Super wpis, taki psychologiczny, a to lubię 🙂

  • Oh Beatko wstrzelasz się czasowo z tym tekstem 🙂

  • Mam 2 przemyślenia po przeczytaniu twojego artykułu. Pierwsze związane jest z tytułem twojego wpisu. Siła nawyku jest najważniejsza. To właśnie nawyki decydują o tym, jak wygląda nasze życie. Moja rada to przyjrzeć się szczegółowo temu, co robimy w ciągu dnia i spróbować zastąpić jeden zły nawyk, nawykiem dobrym. Jeśli mamy jakiś cel, warto by była to rzecz, która pomoże nam przybliżyć się do celu. Niech będzie tylko jedna, ale niech nam wejdzie w krew. Drugie skojarzenie to żeby coś zrobić, trzeba chcieć to zrobić, wtedy wymówki, brak chęci odłożymy na bok. Tak naprawdę na dłuższą metę robimy to, co musimy, bez czego nie wyobrażamy sobie życia. Moim ulubionym przykładem są postanowienia noworoczne, wszystko, co jest na liście, to coś, co zazwyczaj „należy”, „powinno się” zrobić (powinnam się lepiej odżywiać, powinnam więcej ćwiczyć), a nie, co muszę zrobić. Gdyby potrzebować dodatkowej gotówki na to, by zagwarantować leczenie chorej matce, miałoby się zaraz 1000 pomysłów na to, jak wygenerować dodatkowy przychód i bez wahania człowiek zacząłby działać. Co innego, jeśli sytuacja finansowa jest stabilna, a my myślimy o tym, że „dobrze byłoby” ją poprawić (by może częściej na wakacje jeździć, może by się nowy samochód przydał itp.).

  • Iza

    Świetny post! Ja od dawna miałam duże problemy z organizacją, jednak zauważam, że małymi kroczkami do celu się da 😉

  • To prawda droga do zmian nie jest prosta, ale też kto powiedział, że trzeba pokonać ją w jeden dzień? Maleńki kroczek każdego dnia, ale w kierunku, którego pragniesz, to już dobra zmiana albo jej zalążek. No i oczywiście nie należy słuchać tego głosiku w głowie (to nasze ego), bo on nigdy nie jest dobrym doradcą 🙂

  • Nic nie jest szczególnie trudne do zrobienia, jeśli tylko rozłożyć to na etapy 🙂

  • Bo to jest tak – siedzę sobie w moim kokonie, w tej strefie komfortu i wiem że chcę coś zmienić, ale boję się lub jestem za mało zmotywowana do działania. Świetne przemyślenia!

  • Adela Jakielaszek

    Ja od stycznia postawiłam sobie za cel regularnie blogować i postawić na nogi mojego bloga. Na razie idzie mi bardzo dobrze. Codziennie uczę się i odkrywam coś nowego. Co prawda nie obyło się bez wpadek i złych ruchów. Cały czas mam nowe pomysły i bardzo mnie to cieszy (to była jedna z moich obaw, że zabraknie mi tematów). Co prawda nie postawiłam sobie celów z rodzaju 10 tysięcy UU miesięcznie, ale statystyki cały czas pną się do góry. Można zmienić w życiu rzeczy tak, aby być szczęśliwszym, bo pewnie o to chodzi, gdy myślimy o zmianie na lepsze.

  • Masz racje mamy marzenia, mówimy, że „chcielibyśmy zrobić to czy tamto”, ale brakuje konkretnego działania z naszej strony. Wzdychamy, szlochamy, a tu wystarczy się ruszyć i zrobić coś w tym kierunku.

  • Właściwie nie trzeba żadnych motywatorów aby coś zacząć robić. Wystarczy czas na to, priorytety i systematyka. Rzeczy, które wymieniłaś i poragniesz zrobić zależą wyłącznie od Ciebie a nie od innych więc w czym problem? To prawda wewnętrzny głos często karze dać sobie spokój i trudno go pokonać. A to dlatego, że czynności te nawet jak są Twoją pasją okazuje się, że wcale nie są łatwe i przyjemne. Nawet wśród najfajniejszych, prestiżowych i kreatywnych zadań odkryjesz brudną robotę, wysiłek, nudę i przysłowiową żabę. Ale niestety to nie w fajnych i kreatywnych a w nieprzyjemnych rzeczach jest klucz do postępu. Wniosek jest takim, że w pierwszej kolejności trzeba zrobić nie to o się kocha a to co nienawidzi. Taki oto paradoks ;P Bo co człowiek może kochać? Może kochać pstrykanie zdjęć dla przyjemności ale nienawidzić tej całej nauki, prób błędów, czytania o tym jak robić lepsze zdjęcia i ustawianie scenerii w trudnych warunkach. Ciekawe co go zaprowadzi dalej? Mając firmę na pewno nie lubisz tych rozliczeń, cyfrerek i twardych danych? Ale to one zaprowadzą Cię dalej. A to co już naprawdę każdy kocha to scrollowanie godzinami ściany fejsa? Prawda? Niech się przyzna ten kto to kocha? Przyzna też do czego to Cię doprowadziło. Znienawidzone czynności to priorytety. Gdy to odkryłam to wymyśliłam sobie motto: „Jeśli jakaś czynność wydaje Ci się ciężka, obrzydliwa, nudna i zniechęcająca to znak, że jest pierwszą, za którą muszę się zabrać.” Zyskałam wiele kierując się nim ale jeszcze więcej straciłam ignorując je mimo, że o nim wiedziałam. Zatem Beatko smacznego! Od obrzydliwej żaby nikt się jeszcze nie zadławił. Powodzenia i wierzę, że masz potencjał i dasz radę!

  • Tego typu wpisy zawsze mnie motywują, a w przechytrzaniu samej siebie, żeby w końcu zabrać się do działania, powoli staję się coraz lepsza 😉

  • Fajna kumulacja prostych, ale jakże skutecznych sentencji:) Klucz rzeczywiście tkwi w zmianie naszych codziennych przyzwyczajeń, przeorganizowaniu swoich rytuałów i nawyków.