Zarabianie na blogu, podsumowanie roku i moje plany na kolejny…

zarabianie na blogu

zarabianie na blogu

Właściwie to miałam nie robić podsumowania. Bo wydawało mi się, że w minionym roku, niczego z tego, co powzięłam, nie udało mi się doprowadzić do końca. Stąd pewnie to poczucie … rozczarowania sobą. Uważałam to za porażkę. A po co podsumowywać same porażki.

A jednak. Wraz z początkiem roku, zaczęłam odczuwać pozytywne skutki podjętych w ubiegłym roku długofalowych działań: wzrost statystyk na moich blogach. Wskutek przeprowadzenia na nich mozolnych działań związanych z SEO.

Co nie zmienia faktu, że  odłożyłam na kolejny rok, najważniejszy i zarazem najtrudniejszy do zrealizowania cel, jaki przed sobą postawiłam tj. przygotowanie własnego wirtualnego produktu: kursu dla blogerów.

Niemniej zauważyłam, że za każdym razem, kiedy publicznie wypowiadam się o swoich zamierzeniach, dostaję (czy sama daję sobie) fantastycznie skutecznego kopa do ich urzeczywistnienia. Tym razem również chciałabym z niego skorzystać.

Tymbardziej, że na początku ubiegłego roku w ogóle nie spisałam swoich planów w postaci osobnego wpisu. Dość luźno nosiłam je w sobie. ¨Pewnie też  dlatego dość luźno i niezobowiązująco (a do tego jeszcze bez planu) je realizowałam.
A jednak, dopiero robiąc to podsumowanie, zdałam sobie sprawę, że w pewnych kwestaich udało mi się posunąć na przód.

Podsumowanie roku. Moje sukcesy.

1. Nauczyłam się pracować z listą.

Wyrobiłam w sobie nawyk planowania. Nawet nie wiecie, jak bardzo pomogło mi to w lepszym zorganizowaniu się i skuteczniejszym dochodzeniu do swoich celów.

Dzisiaj po prostu ustalam swoje priorytety i trzymam się ich. Zamiast rozmieniać się na drobne. A jako że jestem osobą konsekwentną i dobrze zorganizowaną. O czym wcześniej, nie wiedziałam. Bo traciłam multum energii na zbędne bibeloty, które wydawały mi się ważne. Pomogło mi to dobrze ukierunkować i lepiej spożytkować moją energię. A przez to skuteczniej posuwać się do przodu.

2. Określiłam swój cel.

Chcę stworzyć swój produkt. Chcę myśleć o swoich blogach w kategorii małych biznesów i jako takie, je prowadzić. To dla mnie prawdziwy krok milowy. Bo … może i uśmiechniecie się, ale to naprawdę jest bardzo ważne: Wiem, czego chcę i działam. Działam tak, by iść prosto do celu. A nie robić to, co się nadarzy. Bez planu.

3. Podwoiłam ruch na blogu, pracując nad SEO.

Tzn cały czas, dalej nad tym pracuję. Zachęcona pierwszymi rezultatami z mojego bloga Moda na Bio.

Jak chyba każdy bloger chciałabym mieć większe statystyki. Tylko, że teraz w kontekście swojego celu (blog jako biznes), patrzę na to bardziej strategicznie.

Z jednej strony patrząc na same moje statystyki na Vademecum Blogera powinnam uznać, że stoję w miejscu, albo wręcz, że się cofam. Bo grudzień rzeczywiście był dla mnie miesiącem potężnego spadku w statystykach. Ale to głównie za sprawą tego, że na moim blogu nie ma wpisów w stylu: prezent dla niej,  prezent dla niego … A to chyba zwyczajowo jest w grudniu głównym obiektem zainteresowania internautów.

Ale już z perspektywy stycznia widzę, że moja mozolna praca nad SEO zaczyna przynosić pierwsze efekty. Alleluja.
Równolegle pracuję nad pozycjonowaniem dwóch moich blogów: Vademecum Blogera i Moda na Bio.  

Zarabianie na blogu,

STATYSTYKI BLOGA MODA NA BIO Z PERSPEKTYWY 3 OSTATNICH LAT.

To mozolna praca. A jednak uparcie poprawiam starsze wpisy. Dlaczego miałabym uznać te treści za starcone? Tymbardziej, że  dotyczą one uniwersalnych tematów (zdrowia i motywacji). Wystarczy  trochę (no dobra sporo) kosmetycznych poprawek, by coś się ruszyło.  Dodatkowo kiedy wracam do moich pierwszych tekstów napisanych na bloga, uświadamiam sobie, jak daleką drogę przeszłam od początków mojego blogowania.

No dobra, nie zawsze tworzyłam tzw evergreen content, czyli uniwersalne, niedezaktualizujące się treści. Bo zupełnie na samym początku zajmowałam się frywolnymi ploteczkami  np z Igrzysk 2012 2012. Czy też przesiedziałam długie godziny, by przygotować zestawienie trendów modowych na rok 2013…

Z punktu widzenia SEO, czy jakiejkolwiek długofalowej strategii rozwijania bloga był to czas stracony… Ale skoro najlepiej uczymy się na własnych błędach. Musimy je popełniać, po to by wyciągać z nich wnioski na przyszłość. I co ważniejsze, by te wnioski zapamiętywać.

4. Zaczęłam myśleć o blogu w kategoriach biznesu.

Blog jako biznes. Bo od początku mojej przygody z blogowaniem mam bardzo mglistą wizję tego, po co w ogóle to robię. A przecież to powinno być punktem wyjścia. Bez tego nie da się skutecznie określić ani tematyki, ani grupy docelowej, ani strategii działania. Ani nawet docelowo zrobić jakiekolwiek podsumowanie. Bo co tu podsumowywać, skoro sami dobrze nie wiemy, czego chcemy.

Dopiero całkiem niedawno wróciłam do punktu wyjścia: do podstaw, czy do podwalin mojego blogowania i płynącej z tego motywacji do konsekwentnego działania: Po co to robię?

Bo jeżeli robię to ze względów towarzyskich, to fajnie.  Ale wtedy nie powinnam poświęcać na to więcej niż godzinę dziennie. I również nie powinnam oczekiwać z tego wymiernych zwrotów. Tymczasem, ja od 5-ciu lat bardzo dużo czasu zainwestowałam w blogowanie. I bardzo dużo przy tej okazji się nauczyłam.

Ostatnio sporo uczę się (i zmieniam strategię działania) podglądając Agnieszkę z bloga BiznesoweInfo. Jeżeli marzyłoby mi się pewnego dnia wygenerowanie pasywnego przychodu z bloga, to wcale nie powinnam koncentrować się na ruchu. Nie na jego ilości, ale na nazwijmy to jego jakości. Czyli na skuteczności docierania do specyficznej, sprezycowanej grupy docelowej, którą zainteresują proponowane przeze mnie produkty. Albo te stworzone  przeze mnie, albo tylko polecane np w ramach afiliacji.

Budowanie wizerunku eksperta przez blogowanie.

Bo owszem fajnie jest mieć milionowy ruch na blogu. Ale po pierwsze to wcale nie jest takie proste.  Po drugie nie zawsze  i niekoniecznie o to tu chodzi. Bo w momencie, kiedy wypuszczamy swój produkt, ważniejsze jest by dotrzeć z nim do potencjalnie zainteresowanych osób (specyficznej grupy docelowej). To jest ważniejsze niż posiadanie czy generowanie  ogromnego, ale zupełnie niepowiązanego ruchu z wyszukiwarek. Bo tych ludzi prawdopodobnie nie zainteresuje nasz produkt. I go nigdy nie kupią. Taki ruch np z jakiegoś dobrze wypozycjonowanego wpisu na przypadkowy  temat,  liczy się wtedy, kiedy chcemy nawiązać z kimś współpracę reklamową. A druga strona pyta tylko o ilość U.U., czyli unikalnych użytkowników miesięcznie.

Ale jeżeli tylko przypatrzymy się kierunkowi, w jakim zmierza nasza blogosfera, staje się nim właśnie specjalizacja. Bo specjalizacja i wypracowanie statusu eksperta w danej dziedzienie ułatwia, czy w ogóle w sposób bardziej regularny umożliwia monetyzację bloga.

Bo jako ekspert, który zebrał wokół swojej strony (czy osoby, bo może wystarczy tu profil na Fb czy Twitterze) jakąś społeczność,  wcale nie musimy czekać aż  ktoś zaproponuje nam współpracę. Co w przetłoczonej do granic możliwości blogosferze jest jak czekanie na deszcz na pustyni.

Blogujesz, dlaczego powinieneś pomyśleć nad stworzeniem własnego produtku?

Wtedy mamy swój los w swoich rękach. Możemy zaproponować nasze usługi, produkty, konsultacje bez przechodzenia przez pośredników. Dodatkowo możemy wyżej wycenić nasze usługi, czy konsultacje. Możemy stworzyć swój produkt. Na pewno w takiej sytuacji łatwiej nam będzie o rekomendacje. Bo to, co piszemy na blogu, samo w sobie jest taką rekomendacją. Dodatkowo skoro piszemy na powiązane tematy, przyciągamy osoby potencjalnie zainteresowane naszym produktem.

Nasz produkt w całej masie podobnych produktów proponowanych w sieci ma solidne zaplecze (w postaci tematyczne powiązanego bloga). Przez co automatycznie staje się wiarygodny. Zresztą skoro jesteśmy ekspertem (tzn w dużym uproszczeniu sporo naszych treści na dany temat jest dostępnych w sieci), jak może być inaczej. W czasach takiej mnogości samozwańczych ekspertów, nie jesteśmy firmą krzak. Możemy to udokumentować np naszym blogiem. Nasza strona, a wraz z nią nasz produkt będzie wyskakwiał w wynikach wyszukiwania poszukującym  go osobom (tzn osobom poszukującym rozwiązań w danym zakresie).

Blog to sporo włożonej pracy, po to by móc wkładać jej  w niego jeszcze więcej, niezbędne są z tego jakieś zwroty. Dlatego w pewnym momencie naturalne i całkiem logiczne staje się to, że myślimy o jego monetyzacji, czy po prostu o zwrocie z inwestycji.

Chcesz zarabiać na blogu, pomyśl o nim, jako o biznesie.

A wtedy okazuje się, że skoro chcemy na blogu zarabiać, powinniśmy myśleć o nim jako biznesie i w takich kategoriach go rozwijać. A skoro najbardziej opłacalną rzeczą dla blogera jest stworzenie własnego produktu. Bo gwarantuje większą niezależność i tzw dochód pasywny. Czyli być może będziesz zarabiać na tym, co zrobiłeś wcześniej nawet wtedy, kiedy śpisz.

Ważne jest przygotowanie terenu pod taki produkt. I tu wcale nie trzeba być jednym z topowych blogerów. Tu każdy może znaleźć miejsce dla siebie w przetłoczonej sieci. Znaleźć swoją niszę i dobrze się w niej rozgościć.

Tu podpatruję Agnieszkę z Biznesowe Info, które stworzyła i prowadzi kilka blogów i proponuje kilka powiązanych z nimi produktów. Co ważniejsze w takiej sytuacji wcale nie trzeba być jakimś mega influencerem na miarę Kominka (dziś Jason Hunt), czy Pani Swojego Czasu. Wystarczy zbudować autorytet w wąskiej niszy.

Dopiero teraz dochodzi do mnie sens powiedzenia:

Agnieszka z Biznesoweinfo sprzedaje własne kursy związane z zarabianiem jako copywriter i tworzeniem własnych produktów (to w ramach społeczności utworzonej wokół bloga Biznesowe Info). A równolegle swoją książkę o drinkach i gadżety dla barmanów – skierowane do społeczności zgromadzonej wokół bloga 2drink.pl

Tu mała poprawka: dla społeczności, czy dla osób, które dotrą na jej bloga o drinkach poszukując czy googlując określone tematy.

Dlatego idąc śladem Agnieszki coraz bardziej chciałabym skoncentrować się na blogach tematycznych. W  tym kierunku porządkuję napisane przeze mnie przez ostatnie 5 lat treści:

  • Vademecum Blogera – o blogowaniu, social mediach i podbudowaniu motywacji,
  • Moda na Bio  – o naturalnych metodach na zdrowie,
  • BeataRed – o Paryżu i nauce języka francuskiego.

Taki jest mój zamysł. W minionym roku rozpoczęłam porządki na wspomnianych blogach, poprawiłam niektóre teksty, powymieniałam zdjęcia. Te prace u podstaw trwają dalej na blogu. Ale…

Jeżeli chcemy myśleć o blogu jako o biznesie (i nie tylko) niezbędna jest nasze obecność w social mediach. Bo ludzie (a więc nasi potencjalni odbiorcy, czy przyszli klienci) już tam są. Są, bo z samego rana, jeszcze zanim zjedli śniadanie jedni odpalają Facebooka, inni przeglądają Twittera, a jeszcze inni Insta.

A skoro potencjalni odbiorcy, czy przyszli klienci już tam są, to my jako blogerzy – potencjalni bizenessmeni też powinniśmy tam być.

5. Blogger powinien być w social mediach.

Ja w ogóle spóźniłam się na ten pociąg i totalnie przegapiłam go w początkach swojego blogowania.

Ale znowu, by myśleć o blogu w kategoriach biznesu, wcale nie trzeba podbić danego social medium i stać się jego pępkiem.

Tylko docierać dzięki niemu do konkretnej grupy docelowej. I tak mi też nie udało się podbić żadnego social medium. Nie przejmuję się tym, bo dzisiaj myślę o tym w trochę innych kategoriach.

Koncentruję się na rozwijaniu profili tematycznych. Skoro piszę o 3 różnych tematach w każdym medium społecznościowym, w którym jestem obecna, stworzyłam po 3 niszowe profile tematyczne.

Od dawna w ten sposób funkcjonuję na Facebooku. Mam tu 3 różne fanpage. W minionym roku dodałam tematyczne profile na Twitterze i Instagramie. Ale o tym za chwilę.

Po pierwsze Facebook. Tu zrezygnowałam z naskakującego Facebooka.

Dla niedowiarków, wiem, że nazywa się to pop-up i generalnie działa wszystkim na nerwy. Naskakujący Facebook, na pewnym etapie dobrze mi służył, ale tylko do podbudowania mierników mojej blogerskiej próżności, czyli do nabicia sobie liczby (często niereagujących) followersów na Facebooku.

Naskakujący Facebook po prostu wymusza polubienia naszego fanpaga. Bo ludzie są gotowi zrobić cokolwiek, by zamknąć to cholerne okienko.

Ale długofalowo okazuje się, że nasz profil na Facebooku staje się takim Frankensteinem. Niby polubiło go sporo osób, ale nikt nie reaguje. Tę tendencję jeszcze bardziej odczujecie, kiedy będzieci kupować followersów. Testowałam tę metodę na fanpagu Moda na Bio (pozyskałam tu jakiś 200 obserwujących dzięki płatnym reklamom na Facebooku). I co? Szkopuł w tym, że nic. Nikt nie reaguje.

A skoro nikt nie reaguje, to Facebook tnie zasięgi. Bo skoro to, co publikujemy na Facebooku nie wywołuje żadnego zainteresowania, według żelaznej logiki facebookowego algorytmu, ta strona nie ma nic ciekawego do zaoferowania. I Facebook już nie pokazuje jej dalej. Czyli w potocznym języku – FB tnie zasięgi.

Facebook, tu liczy się nie ilość, tylko jakość, a raczej zaangażowanie naszych followersów.

A więc taka strategia zdobywania followersów dzięki wyskakującym pop-up om zamiast pomagać zaistnieć na Facebooku (bo niby mamy większy zasięg), docelowo szkodzi.

W tym momencie okazuje się, że najaktywniejszy i najmocniejszy pod względem zasięgów jest ten najmniejszy fanpage. Bo zebraliśmy wokół niego specyficzną grupę docelową, naprawdę zainteresowaną danym tematem i tym, co w tym temacie mamy do powiedzenia.

W moim przypadku paradoksalnie jest to fanpage o Paryżu, na którego nigdy nie wymuszałam polubień pop-up ami, ani też nigdy nie dokupowałam sobie followersów. Tylko mozolnie gromadziłam wokół niego specyficzną grupę docelową. Ten fanpage nigdy nie pobije rekordów popularności. Bo też nie o to tu chodzi. Tylko o zaangażowanie i docieranie do specyficznej i z założenia niezbyt licznej grupy docelowej. Bo ile osób chce się uczyć francuskiego. Ale takie osoby są. I to jest jakaś nisza do zagospodarowania.

Tu jeszcze pewnie zaangażowanie na tym fanpagu było by jeszcze większe, gdybym na pewnym etapie zupełnie go sobie nie odpuściła. Przez kilka miesięcy nic na nim nie publikowałam. Tym podkopałam zaufanie do siebie u Facebooka. A to nie jest łatwo odbudować. Nie jest mi łatwo wrócić do poprzedniego poziomu wywoływanego zaangażowania. Facebook jest dla mnie dużo mniej szczodry z przydzielaniem mi zasięgów. Tymbardziej, że i teraz nie zawsze grzeszę tu systematycznością.

Morał: fajnie jest mieć tysiące followersów na Facebooku. Ale czasami jest to tylko miernik blogerskiej próżności.

Albo zmyłka dla firm, które chciałyby z nami, jako blogerami współpracować. Cenniejsze jest docieranie do naprawdę zainteresowanych danym tematem osób. Choćby mniej licznych, ale za to bardziej zaangażowanych.

Bo polubienia na Fb można kupić, albo wymusić (pop-up ami). A wtedy okazuje się, że nasz profil śledzą same martwe dusze. I suma sumarum to niczemu nie służy. Prócz podbudowania naszej próżności.

Tu małe Poscriptum; odkąd zdjęłam na moich blogach pop-up z Facebookiem (jak, ja to mówię naskakujący Facebook), owszem odnotowałam spadek polubień moich fanpagów. Ale z drugiej strony stwierdzam wzrost statystyk na blogu. Może wcale to nie są takie mrzonki, że Google preferuje strony bez pop-up ów. Ale przede wszystkim zauważam, że więcej osób zapisuje się na mój newsletter. A to jest dużo cenniejsze. Bo do tych, osób będę mogła dalej docierać bez niczyjej łaski.

6. Organizacja czasu i pracy w social mediach.

W minionym roku wypracowałam sobie lepszą organizację czasu w social mediach. Jestem tu bardziej obecna, przeznaczając na to tyle samo czasu, co poprzednio. A to dzięki pewnym kruczkom i hackom.

Jako że zaczęłam myśleć o blogu w kategorii biznesu, przeorganizowałam swoje priorytety i zmieniłam swoją organizację.

Wyjaśnię to Wam na przykładzie:

Planuję przygotowanie kursu językowego.

Co zawsze było moją pasją i takim niespełnionym marzeniem. Pod tym kątem przeorganizowałam swojego bloga Beatared i stworzyłam pod niego cały powiązany ekosytem profili w mediach społecznościowych. Prowadzę profile dotyczące Paryża i języka francuskiego na Facebooku, Instagramie i Twitterze.

Ale jest to taki trochę uboczny projekt, którym chciałam się zająć przy okazji. Głównym projektem jest kurs dla blogerów. Ale tu, na tym przykładzie (niszy wokół tematów związanych z Francją i językiem francuskim, chciałam Wam pokazać, jak można usprawnić pewne działania w social mediach.

Po pierwsze dokonałam sporej pracy u podstaw, poprawiając wpisy na blogu, wymieniając zdjęcia otwierające itp. Założyłam sobie, że po części będę automatycznie publikować linki do kolejnych wpisów z bloga na Twitterze przy użyciu wtyczki Revive Old Post. W ten sposób zasilam nowymi treściami swój Twitterowy profil skierowany do bardzo specyficznej grupy odbiorców. Tych, którzy interesują się Francją, podróżami i docelowo językiem francuskim.

Dodatkowo, już ręcznie, bez uprzedniej automatyzacji dorzucam zdjęcia z Paryża. Czy wiecie, że Twitter, podobnie jak Instagram ma filtry do obróbki fotek i opcję przycinania zdjęć do odpowiedniego (tj. wydłużonego) formatu.

Sporo osób pytało się mnie po co mi tyle profili na Instagramie.

Rzeczywiście mam ich kilka. Dokładnie rok temu stworzyłam profil poświęcony Paryżowi i fotografii ulicznej. Nie, nie podbiłam nim Instagrama. I nawet o tym nie myślę. Bo zdaję sobie sprawę, że przy dzisiejszej popularności tego medium, żeby stać się tu influencerem, trzeba włożyć w to bardzo dużo pracy i czasu. Nie, nie zależy mi na tym.

Zależy mi na docieraniu do specyficznej grupy docelowej. Dlatego po pierwsze zaczęłam tu śledzić chyba wszystkie możliwe polskie profile podróżnicze i językowe. Po drugie koncentruję się na specyficznych hasztagach… A w rezultacie ten specyficzny profil wykorzystuję potrójnie:

  • Po pierwsze służy bardziej przejrzystemu uporządkowaniu moich zasobów fotograficznych. Na Instagramie przecież są one widoczne jak na dłoni. W prawie dosłownym tego słowa znaczeniu.
  • Po drugie za pomocą wtyczki Instagram Slider Widget zassysam je na bloga i bezpośrednio wykorzystują w kolejnych wpisach (albo podmieniając fotki w starszych postach). Tak zrodził się pomysł robienia cyklicznych podsumowań z mojego Instagrama. Co pozwala mi dość sprawnie przygotować dodatkowy wpis i w miarę regularnie aktualizować bloga.
  • Po trzecie: moje konto na Instagramie jest połączone z fanpagem o Paryżu. Wystarczy jeden klik, by przesłać z niego coś na fanpaga.

Co wcale nie oznacza, że będę powielać te same treści na dwóch różnych kanałach. Po co? Skoro mogę przesłać na fanpaga coś ze starszych zasobów z Insta. A jest to naprawdę duża oszczędność czasu. I pozwala mi na prowadzenie tego tematu, jakby przy okazji.

Ale na tym przykładzie chciałam pokazać Wam, jak prosto stworzyć cały ekosystem powiązanych profili w mediach społecznościowych, nie poświęcając na to zbyt wiele czasu.

To jest jeden z pomysłów, które udało mi się wcielić w życie w minionym roku.  A  który regularnie rozwijam. Tak trochę przy okazji, bo nie jest to mój główny projekt. Ale jak to radzą finansiści nie powinno się wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Skoro myślę o blogu jako o biznesie, jednocześnie myślę o pewnej dywersyfikacji potencjalnych dochodów i projektów.

Dlaczego zakończyłam miniony rok w poczuciu porażki?

Odwaliłam sporo mozolnej pracy u podstaw…. Ale efekty związane z pozycjonowaniem nie są widoczne od razu. Efekty pracy wykonanej kilka miesięcy temu, zaczynam odczuwać dopiero teraz. Google nie rychliwy, ale sprawiedliwy – parafrazując stare powiedznie, którym zawsze podnosiła mnie na duchu moja niedościgniona mama.  

Niestety, w minionym roku nie zrobiłam tego, co najważniejsze: nie stworzyłam własnego produktu. Nie wyszłam ze swojej strefy komfortu. Robiłam to, co jest mi dobrze znane: blogowałam. Nie poszłam o krok dalej. Niemniej wydaje mi się, że te wszystkie działania są niezbędne dla daleszego rozwoju.

Reasumując: Pewne projekty udało mi się jednak zrealizować. W innych postawiłam nieśmiałe pierwsze kroki.

Zebrałam narzędzia, z których korzystam w blogowaniu w formie Kompendium dla Blogerów.

Stworzyłam darmowy kurs blogowania

W formie cyklu 3 wpisów opublikowanych na blogu:

Moje Podcasty:  PODCAST

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer
Nagrałam swoje pierwsze podcasty…. Jeszcze muszę nad tym popracować. Ale już pierwsze koty za płoty.

Nagrałam kilka filmików ze mną w formie gadającej głowy. Mało kreatywnie. Ale znowu pierwszy krok zrobiony.

Przeczytałam sporo książek o planowaniu i organizacji czasu.

Pewne przeczytane w nich rady wprowadziłam w życie. Dzisiaj planuję z listą i systematycznie odhaczam to, co jest zrobione. Póki co planuję krótkofalowo, na kolejny tydzień. Ale czuję, że w ten sposób bardzo mocno wzrosła moja wydajność: pracuję skuteczniej nad tym, co jest na prawdę ważne,  koncentrować się na bibelotach.

Poprawiłam i cały czas poprawaiam mojego bloga Moda Na Bio.

Tu jest już namacalny efekt w postaci statystyk….
Niemniej najważniejszy cel: stworzenie własnego produktu, najpierw darmowego e-booka dla blogerów, potem docelowo kursu (już płatnego) o blogowaniu, przeniosłam na kolejny rok.

Plany na kolejny rok.

Jeden cel. Kurs dla blogerów. Bo wychodzę z założenia, że mniej znaczy lepiej. A przede wszystkim oznacza większe szanse na jego realizację. A dalej czas pokaże….

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Zapisz się na Newsletter

  • Powodzenia w realizacji planów 🙂
    Z taką liczbą profili na Insta ja bym schizofrenii dostał, już o twitterze nawet nie piszę 😉

  • Kibicuję Ci mocno, a kurs blogowania uważam za świetny pomysł, zwłaszcza, że Twoja publiczność na ten blog właśnie po to przychodzi. A jakiś czas temu natknęłam się przypadkowo na Twój podcast i bardzo mnie ubawił dowcip o ludojadkach 🙂

    • Agnieszko, dziękuję. Mam nadzieję, że będę dobrą uczennicą i wzorowo odrobię zadania z Twojego kursu. Zapisałam się, teraz czekam na START. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Podoba mi się ten „powrót do korzeni”, czyli potraktowanie bloga jako biznesu.

    A co do niepowodzeń – można je przedstawić jako sukcesy, np. tak:
    http://maciejwojtas.pl/porazki/

  • Joanna Nieradko

    Twój post brzmi jak mnóstwo pracy i czasu. Sama próbuje się zorganizować z dużą ilością tematów. Nie mniej gratuluję wytrwałości ! 🙂

  • Moje myśli w podane w losowej kolejności:

    – Kurs blogowania mógłby być „płatny” w postaci zapisu na newsletter. Aktualnie oddajesz zbieraną latami wiedzę za „darmo”.

    – Nawet jeśli nie wiemy po co konkretnie blogujemy (ale to lubimy) to gromadzimy społeczność. Jak wpadnie nam do głowy jak chcemy ten blog monetyzować to mamy już społeczność 🙂

    – Blog w którymś momencie MUSI zarabiać, aby przetrwał. Nawet jeśli uwielbiasz go prowadzić, ale nic z niego nie masz to niemal na pewno któregoś dnia stwierdzisz „to koniec”. Blog, który jest biznesem znacząco podnosi motywację, ale również pozwala również delegować te czynności przy blogowaniu, których nie lubimy.

    – „Planuję przygotowanie kursu językowego” … Beato! Kojarzysz mi się w 100% z blogowaniem. Ludzie na Vadamecum przychodzą szukając porad na ten temat. Możesz przeprowadzić wstępną ankietę wśród społeczności, czy taki kurs, by zakupili. Nie będzie ona w 100% miarodajna, ale może otworzyć oczy (albo pokazać, że się mylę). Oddany głos w ankiecie to jednak nie to samo co sięgnięcie po portfel.

    – Zamiast w FB skupiam się głównie na budowie bazy mailingowej. Jeszcze trochę i zrówna się z liczbą followersów na FB. Nie jestem podatny na żadne zmiany algorytmów i tym podobne działania; jak wyślę maila to już sam użytkownik zdecyduje czy wiadomość otworzy czy nie, ale ma przynajmniej wybór. Algorytmy FB nie zawsze go dają 🙂

    • „Kojarzysz mi się w 100% z blogowaniem. ”

      Sto procent racji. Nie szukałbym innych nisz.

      • Maciej, po prostu dziekuje.

        • Nie ma za co 🙂 To tylko świadczy o twojej silnej marce – jeśli twoje nazwisko (nazwa bloga) od razu wywołuje jednoznaczne skojarzenia.

          Poza tym – czy wyobrażasz sobie np. Kominka prowadzącego kurs szydełkowania? 🙂

    • Na pytanie dlaczego blog w trakcie rozwoju musi na siebie zarabiać – opłaty za serwer będą wzrastać. Co miesiąc 100zł + opłata za domenę i inne poboczne wydatki, które zawsze się zdarzają to w skali roku okaże się, że wyjdzie ponad 1000zł. Ja uważam, że to już kosztowne hobby.

      • Nie wiem ile trzeba mieć UU, aby tyle płacić co miesiąc :>

        • Na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. Zawsze będzie to zależy od …. itd. Jak ktoś chce mieć szybki serwer i być przygotowany na nagłe zainteresowanie blogiem to zwykły dzielony hosting nie wystarczy trzeba poszukać czegoś lepszego np: VPS a to większy koszt.

      • Swięta racja, jestem na tym etapie, na którym po prostu musze zacząc monetyzowac bloga, po to, by móc to robic dalej. A że kocham to robic..

    • Mateusz, jak to fajnie powiedziałes Blog w którymś momencie MUSI zarabiać, aby przetrwał. Własnie doszłam do tego momentu. Tez przestalam przejmowac sie Facebookiem, a stawiam na listę mailingową. Możemy sobie przybic piątkę.
      Co do kursu językowego, przewidzialam go w ramach innego bloga (i innego fanpaga). Choc rzeczywiscie w głębi ducha przeczuwam, że to w sume dużo pracy po mało co.
      I tak jak mnie kiedys namawiałes mysle o równoległym zainteresowaniu sie afiliacją… Pozdrawiam serdecznie Beata

      • „I tak jak mnie kiedys namawiałes mysle o równoległym zainteresowaniu sie afiliacją… ” – nie myśl, ale spróbuj jeszcze dzisiaj. Nie będzie to idealne, ale zaczniesz.

    • „Blog w którymś momencie MUSI zarabiać, aby przetrwał”.
      Nie, nie musi. Nadal są ludzie, którzy blogują, bo lubią i robią to latami.

  • Zgadzam się z Mateuszem! Kurs blogowania możesz zrobić w formie zapisania się do newslettera! Jeśli natomiast o fanpage na FB chodzi. Mam w tym momencie około 14,5 tysiąca obserwujacych. Muszę natomiast nadmienić, że jest pewna różnica pomiędzy kupionymi, a zdobytymi za pośrednictwem reklamy obserwującymi. Kupieni, w moim rozumieniu, to tzw. facefake (jest to słowo stworzone przeze mnie 😉 )- konta chińskie i arabskie. Pozyskani natomiast z reklamy obserwujący żyją i czynnie działają na FB. I choć na tekst w poniedziałek ktoś nie wszedł, to na tekst w środę wejdzie. Ale te osoby są, obserwują nas i są prawdziwe. Mam dodatkowo dosyć zaangażowaną społeczność, która lubi moje teksty i historie i posyła je dalej. Natomiast tworzę na swoim blogu, oprócz typowo rozrywkowych treści, oddzielne dwa działy (właśnie na temat blogowania i pisania dobrych tekstów oraz na temat oszczędnego budowania domu). I gdy publikuję w tych kategoriach- ruch z FB mam mizerny. Nie ta grupa docelowa. Staram się jednak pisać dobrze pod kontem SEO i liczę na to, że moje treści się wypozycjonują i trafią do mnie ludzie zainteresowani tematem.

    Ty już długo blogujesz, więc masz bardzo zaangażowaną i oddaną społeczność. Ja założyłam przy blogu sklep z dziecięcą odzieżą. Szczerze mówiąc, jeśli w moim wypadku chcę zarabiać na blogu- muszę się rozreklamować. A, że początki są ciężkie i zanim doszłam do tego, jak skutecznie dobrać grupę docelową, aby z moimi ubraniami trafić do odpowiednich osób, zaczęło mi brakować pieniędzy na reklamę…
    Ale! Okazało się, że rozpracowałam FB na tyle, że zarabiam na doradztwie w sprawie właśnie facebookowych reklam. Także nie ma tego złego. Mam tylko zapas kocyków, z którymi nie mam co zrobić 😛 Pomimo, że są najpiękniejsze, jakie miałam w swoich rękach.

    • Porównuję wypowiedzi i próbuję zrozumieć z czym się nie zgadzamy 🙂

      • Źle się wyraziłam ! 🙂 Z Twoją wypowiedzią zgadzam się, algorytmów facebookowych nie neguję- działają jak działają. Mailing to zawsze 100% pewności, że mail gdzieś w skrzynce wylądował.
        Reszta wypowiedzi była po prostu do tego, co autorka napisała. A ja po prostu źle się wyraziłam 🙂

      • Pozwoliłam sobie zmodyfikować moją wcześniejszą wypowiedź, tak aby miała sens 🙂

    • Monika, 14,5 tysiąca. WOW. W tak krótkim czasie, jestes na dobrej drodze. Kocyki się nie psują, ani też nie wychodzą z mody. Może po prostu jeszcze raz powinnas przemyslec to, jak je promujesz. A może to jest taka przeszkoda, ktora ma Cie popchnąc dalej. Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie Beata

    • A wiesz Monika, ze ja tez jestem mgr inz technolog chemiczny? No i matka aparatka hi hi hi

      • No to witam koleżankę po fachu 🙂 świat jest mały! Choc ja ceramik jestem, to jakoś nie widzę siebie w branży cementowej 😉 a Ty gdzie studiowałas?

        • Na ATR Bydgoszcz. À Ty?

          • Ja AGH w Krakowie. A już myślałam, że się kiedyś gdzieś minęłyśmy może jakimś cudem 🙂 Ale pewnie nie 🙁 Choć jeśli będziesz w okolicach Krakowa- ZAPRASZAM!

  • Powodzenia Beatko w realizacji celu na ten rok!
    A Twojego poprzedniego roku moim zdaniem nie można nazwać porażką. Tylu nowych rzeczy się podjęłaś, sporo się nauczyłaś. I wpadłaś na pomysł z kursem dla blogerów. Powinnaś sobie pogratulować 🙂

    • Prażaka by była jakbyś zaprzestała pisać na tym blogu i poddała się.

    • Sylwiu, serdecznie dziękuję.

  • Trzymam kciuki za Twoje plany! Ciekawa jestem Twojego produktu:)

  • Beata, to widzę że mamy taki sam cel na ten rok. Też chcę stworzyć wreszcie swój produkt blogowy, którym ma być kurs o tym jak zacząć zdrowo żyć:). Wiem, że to bardzo dużo pracy, ale strasznie cieszę się już na ten pomysł i chociażby nie wiem co, to zrealizuję go w tym roku. A jeśli chodzi o Agnieszkę skupień, to też zwróciłam uwagę na jej stronę i nawet mam zamiar w tym tygodniu zapisać się na jej kurs. To w takim razie trzymam kciuki za nas obie:) Miłego tygodnia! Pozdrawiam serdecznie. Ania.

    • Aniu, wraca LINKOWE PARTY już dzisiaj, w srode. Serdecznie zapraszam. Wiesz, ja już zapisałam się na kurs u Agnieszki Skupienskiej, mam nadzieję, że da mi to solidnego kopa i w koncu stworzę własny produkt.
      PS. Jeżeli stworzysz swój produkt o zdrowym stylu życia, czy przewidujesz cos w ramach afiliacji (jak to robi Michał Szafranski ze swoją książką Finansowy Ninja). Bo ja chętnie będę polecac Twój kurs u siebie na MODA NA BIO. A jak odpalisz mi za to jakis procent, będzie mi miło. Afiliacja tutaj może byc fajny pomysłem na promocje Twojego kursu. Pozdrawiam serdecznie Beata

      • Super, to będzie mi raźniej jak wiem, że ktoś znajomy będzie na kursie:). Beata, o afiliacji tak szczerze mówiąc, to w ogóle jak na razie nie myślałam. Na razie jestem trochę przerażona tym całym procesem tworzenia kursu, że nie wybiegam za bardzo do przodu. Myślę o najpilniejszych rzeczach. Jak stworzę kurs, zrobię wszystko co jest potrzebne od strony technicznej, to będę myśleć o formach marketingu i sprzedaży. To, o czym piszesz, to bardzo ciekawa propozycja. Jeśli wszystko wypali i pójdzie po mojej myśli, to bardzo chętnie skorzystam z twojej propozycji:). Miłego dnia Ania.

        Ps. Cieszę się, że linkowe wraca:).

        • Małe uaktualnienie. Po głębszym zastanowieniu się zdecydowałam się jednak zapisać na kurs Ariadny:).

  • Uwielbiam Cię całą:) Jak patrzę na Ciebie, na to co robisz i jaka jesteś to powiem szczerze….powinnaś świetnie na tym zarabiać. Jesteś pracowita, rzetelna i cierpliwa. A co najwazniejsze, czuć, że robisz wszystko z pasją;) Masz bardzo przyjemny głos, mówisz bardzo naturalnie. Trafiasz do serduszka;)

    • Justynko, jak zawsze rozpieszczasz mnie. Serdecznie dziękuję i pozdrawiam cieplutko. Beata

  • Powodzenia w realizacji planów 🙂 Pozdrawiamy i trzymamy za nie kciuki

  • Blog to biznes we współczesnym świecie inaczej nie trzeba prowadzić bloga, równie dobrze można mieć Facebooka plus jakiś inny dodatek z social media i blog jest zbędny.
    Tym bardziej jak Ty i pewnie dziesiątki innych blogerów/blogerek klepie przed monitorem codziennie kilka godzin o tak dla frajdy tylko.
    Blog to połączenie pasji i biznesu im szybciej na to wpadniemy tym lepiej.
    Bajer w tym, że w trakcie prowadzenia bloga wiedza znacząco wzrasta i człowiek w naturalny sposób ewoluuje.
    Powodzenia w prowadzeniu biznesu oj,,, blogowaniu 🙂

    • Radku, tak rzeczywiscie blogowanie naprawdę rozszerza horyzony, ale w pewnym momencie okazuje się, że to tak nas wciągnęło i że schodzi na to tyle czasu, że trzeba zacząc myslec o tym w kategoriach biznesu, albo wszystko rzucic. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Wiele osiągnięć! Trzymam kciuki za kolejny rok!

  • Beatko, i Ty patrzysz na poprzedni rok w kategoriach porażki, no poszę Cię?! Moim zdaniem bardzo dużo osiągnęłaś. Sama przyznajesz, że efekty zaczynasz dostrzegać po czasie, ale przecież kropla drąży skałę 🙂

    pozdrawiam i życzę sukcesów w nowym roku! 🙂

  • Wow, jestem pod wrażeniem intensywności Twoich działań! Świetnie, że wiesz, czego chcesz w kwestii blogowania – powodzenia!!! 😉

  • W sumie to trochę dziwię się, że jeszcze nie zarabiasz na „blogowaniu”. Myślę, że niejedna osoba skorzystałaby z Twoich konsultacji. Na początek można spróbować z darmowymi (choć pewnie byłabyś przytłoczona ilością chętnych), więcej na ten temat można usłyszeć w podkaście Ariadny: ponitceariadny. Można w ten sposób zbadać rynek. I fajnie, że dzielisz się swoimi nietrafionymi „doświadczeniami”, dzięki temu ktoś inny może skorzystać.

  • napiecyku

    Uświadomiłam sobie właśnie, że od trzech miesięcy nie wchodzę na statystyki….nagle przestały mnie interesować, podczas, gdy jeszcze dwa lata temu, sprawdzałam je codziennie. Ty przynajmniej masz sprecyzowane plany, a ja zupełnie nie wiem co dalej. Pewnie będę dalej pisać, ale już rzadziej. Pozdrawiam Beatka, również uważam, że powinnaś już zarabiać na blogu 🙂

  • Jakoś przegapiłyśmy Twoje podcasty, Beatko. Masz bardzo przyjemny głos. Trzymamy mocno kciuki, żeby w tym roku udało się już stworzyć kurs dla twórców internetowych. Z pewnością będzie to wymagało wiele wysiłku, ale i da mnóstwo satysfakcji!

  • Izabela Kornet

    Tak u Ciebie zawsze przyjemnie <3 Czytało mi się to podsumowanie tak cudownie, że sama poczułam się dumna ;))) Ja też powinnam postawić na SEO.

    P.S. Uwielbiam pracę z listą zwłaszcza w dni, w które coś muszę (zdać egzamin, iść do urzędu, wydrukować dokumenty), bo wtedy tak szybko mi idzie 😀

  • Okiem Alexa

    SEO i tematy techniczno-blogowe nadal mnie przerażają. Stoję od dłuższego czasu na rozdrożu i cały czas boje się trochę zrobić krok do przodu. Jestem coraz bliżej, ale brakuje mi spojrzenia na własnego bloga z dystansu i dokonania gruntownej oceny.

  • Świetna robota, Beato!
    U mnie podobnie z organizacją czasu – także nauczyłam się planować i uważam, że to najlepsze, co mogłam zrobić dla samej siebie.
    Co do kwestii blogowych – ja w tej sferze Internetu, można powiedzieć, jeszcze „nie istnieję”. A na pewno nie tak, jakbym chciała. Mam zamiar nad tym pracować 🙂