Pokaż mi swoją torebkę, a powiem Ci kim jesteś

robótki na drutach, szydełkowanie

robótki na drutach, szydełkowanie

Ale spokojnie, nie uciekajcie: streaptisu (czy striptisu) torebki robić nie będę. Choć jak kiedyś w przypływie szczerości już się przyznałam: moja torebka to prawdziwa puszka Pandory. Wszystko w niej jest, tylko nigdy we właściwym czasie i miejscu nie można tego znaleźć. Złośliwość rzeczy martwych.

Ale jak szczerze, to do bólu. Jak tak dalej pójdzie, to nie wiem czy ktokolwiek do końca doczyta, ale zróbmy eksperyment. Przyznam się, choć mi głupio.

Zdarzyło mi się wywalić całą zawarość torebki (a co?) na biurko pewnego upierdliwego urzędnika. Poszło o to, że ten mnie pogania i stawia ultimatum: albo dany papierek mam, albo nie mam. A jak nie mam, to niech dam mu święty spokój i nie marnuję jego bezcennego czasu. Bo on co innego (ważniejszego) ma na głowie: ploteczki z koleżanką i kawusię, co stygnie.

Mieszkam we Francji. Więc to nie pamflet na polskich urzędników. Tu na prefekturach,  urzędnicy od wydawania karty pobytu dla obcokrajowców potrafią doprowadzić delikwenta do szewskiej pasji. I pewnie jest w tym jakaś metoda. By pozbyć się kilku nieproszonych emigrantów.

Ale jak wywaliłam na stół taki ostry argument jak zawartość mojej torebki, to urzędnik zaraz się uspokoił. I tylko: ale niech się pani nie denerwuje. Przecież to nie ja się denerwuję, hmmm. Ale urzędnik ciągnie dalej…Mamy cały czas dla siebie (och, jak romantycznie). Spokojnie, nie ma gdzie się spieszyć… I sprawę załatwiłam. Dzięki torebce czy nie? –  nie wiem. Ale w tym szaleństwie  jest jakaś metoda.

Tymczasem w moim chaotycznym systemie wprowadziłam pewne ulepszenia.  Potrzeba jest matką wynalazku. Ponieważ ostatnio „Dziergam więc jestem i wcale nie jestem blondynką”, zrobiłam sobie osobną torebkę na robótkę i włóczkę. Sprytne? Tak. Ale nie moje własne. Z  ręką na sercu podejrzałam  w sieci i zerżnęłam.

robótki na drutach, szydełkowanie

Dlaczego warto dziergać?

A teraz dla tych wszyskich osób, które śledzą mojego bloga jako blog o blogowaniu, należy się kilka słów wyjaśnienia:  Po co blogerowi dzierganie? Ano dla zdrowia. Jak dzierganie ma  się  do zdrowia. Ano ma się i to z 3 powodów.

1. Dzieganie to wspaniała pasja, która jak każda pasja wpływa korzystnie na zdrowie.

Bo: wyzwala pozytywne emocje, rozbudza apetyt na życie, wlewa radość w serce, koi nerwy i takie tam bla bla bla. Pamiętacie tego pana (wysoko postawiony partyjny beton) w pewnej starej polskiej komedii, który dziergał, bo lekarz mu przepisał (na recepcie … na uspokojenie).

Oczywiście powiecie, że ludzie dzielą się na dziergających i na tych, którzy nie dziergają. Proponuję więc dwa wyjścia: albo uznacie, że ten post rezerwujemy tylko dla dziergających, albo wymyślamy sobie nową teorię np, że ludzie dzielą się na tych, którzy już dziergają i na tych, którzy jeszcze nie odkryli tego szczęścia.

2. Dzierganie przepędza negatywne myśli i emocje.  

A te niejednego potrafią wpędzić w choróbsko. Jak człowiek zacznie się żołądkować na sąsiadkę, psioczyć na szefa (nawet jeżeli rozgrywa to dyplomatycznie i psioczy sobie po cichu w duchu). Ale…, jak się rozpędzi, to jeszcze Bogu ducha winnej pani z osidelowego sklepiku się oberwie. A to wszystko tylko podtruwa nasz organizm.

Tymczasem, gdy człowiek kulturalnie siada z robótką w ręku, liczy oczka, zachwyca się swoją radosną twórczością, to choćby chciał się pozłościć, to się nie da. Bo mozolnie liczone oczka mu się pogubią.

Oczywiście ta teoria też ma swoje niedostatki. Bo jak się zdarzy zła passa i przyjdzie spruć kilka rządków, to nie ręczę za niczyje nerwy, ale … Wyjątki tylko potwierdzają regułę.

3. Jak człowiek dzierga, to ma ręce zajęte robótką i nie w głowie mu podjadanie.

I tu zauważcie wyższość robótki nad bezrobótkowym oglądaniem telewizji. Ręce wolne, człowiek (lub jak wolicie kobieta) przeżywa ckliwy melodramat, ręce same znajdą to, co tygryski lubią najbardziej czyli pudełko czekoladek (odłożone na tę wyjątkową okazję), połówkę … ciasta, czy inne przysmaki. Które niestety niecnie idą w biodra. A samo dzierganie w biodra nie idzie.

A jeżeli jesteśmy przy podjadaniu:  Gdy korci do złego, najlepszym sposobem jest schrupanie jabłuszka czy marchewki (zamiast paczki Haribo). Będzie zdrowiej.

Tymbardziej, że owoce własnie najlepiej jeść w odstępach od posiłków. Wtedy lepiej korzystamy z ich dobrocznnych własności. Gdy zaś wrzucamy je do żołądka po tłuściusieńkim obiadku, długo czekają w kolejce na strawienie i zaczynają fermentować. A to prowadzi do niezbyt sympatycznych efektów specjalnych typu: wzdęcia czy gazy.

A dzięki mojemu udoskonaleniu w kwestii organizacji (geniusz tkwi w prostocie), robótkę mam zawsze przy sobie i gdy zajdzie taka potrzeba (czytaj wkurzy urzędnik), mogę zaaplikować sobie kilka rządków radosnego szydełkowania na … uspokojenie skołatanych nerwów.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

PS.  A jeszcze schemat tytułowej torebki znajdziecie TUTAJ.

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

Tags from the story
More from BEATA REDZIMSKA

Jak zrobić okładkę na Facebooka w PicMonkey?

Niby detal, a jednak taka okładka zachęca, albo nie do polubienia naszego...
Read More

18 komentarzy

  • Zawartość mojej torebki chyba by urzędnika nie zmobilizowała do pracy, bo choć torebka duża, to znajdują się w niej tylko najpotrzebniejsze rzeczy (w tej kwestii jestem minimalistką), które zmieściłyby się w torebce o połowę, albo nawet dwie trzecie mniejszej, ale odkąd nauczyłam się jeść sałatki, to noszę je w pojemniku do pracy i do małej torebki mi się nie mieszczą, a chodzenie z torebką i siatką ze śniadaniem już mi się znudziło.

  • Hmm… jak mam możliwość, to nie noszę torebki – mam kurtkę, a w kieszeniach portfel, klucze i telefon. Tyle 🙂 Fakt w ciepłych miesiącach muszę zabierać te rzeczy w torebce 🙂

  • Właśnie odłożyłam nienaruszoną paczkę Harribooooo .. mietosilam od pierwszej linijki i nagle zawstydziłam się przy trzecim od końca akapicie. Dziękuje kochana .. uratowałaś moją dietę 🙂

  • Winę za bałagan w damskiej torebce odpowiadają…same torebki. Wszystkie jak wielki kocioł, w którym wszystko się miesza. Przydałaby się jakaś co ma takie wnętrze, gdzie wszystko se poukładasz. Słyszałam też o pomyśle torebki, którą jak otworzysz zapala się w niej światło. Bo w nocy jest o wiele gorzej zwłaszcz gdy szukasz kluczy. Ja mam w torebce saszetki, takie minikosmetyczki na zamek, nie wiem jak to nazwać. Trzymam w nich konkretne kategorie rzeczy przez to wiem co gdzie jest. Fajnie się sprawdza gdy chcesz to przełożyć do innej toreby. Choć mam swoją jedną ulubioną, wygodną i nowych (ku rozpaczy męża i teściowej …taaa expertów od mody, co widzieliby mnie z inną torebką pod kolor ciuchów) kupować nie chcę i proszę o nie dawanie mi w prezencie torebek. Po co mam tracić czas na przyzwyczajanie się do nowej.
    Torebkę dostosowaną do swoich potrzeb można też sobie samemu stworzyć a jeśli się umie to wydziergać.

  • Zauważyłam, że im mam większą torebkę, tym więcej w niej niepotrzebnych rzeczy. Już na studiach powiedziałam sobie basta i zaczęłam nosić jedynie takie, które są nie większe niż A5. Miałam znajomą, której torba powiększyła się do rozmiarów torby treningowej, dlatego brelokiem przy jej kluczach była maskotka na 20 cm! Ja dzierganie zastępuję haftowaniem, wyszywaniem z koralików i robieniem gobelinów. Jedynym minusem przy takich robótkach jest koszmarnie bolący kark.

  • Haha, damska torebka jako broń ostateczna:D
    Kiedyś trochę dziergałam i bardzo mnie to wyciszało, tylko czasu zabrakło i druty leżą gdzieś „w kącie”…

  • No cóż? 🙂
    Moja torebka pewnie wygląda tak jak Twoja 🙂
    Musze mieć wszystko pod ręką, tylko nie zawsze mogę znaleźć to co własnie jest potrzebne 🙂
    Wszystko co piszesz o robótkach to racja. Dają wiele pozytywnej energii, zajmują ręce i myśli i pozwalają rozwiązać wiele problemów, wygląda na to, że urzędniczych też 🙂
    Pozdrawiam Alina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *