Te ciuchy, które rujnują nam zdrowie.

UBRANKA DLA DZIECI

UBRANKA DLA DZIECI

I nie piszę tu o jakiś ciuchowych fanaberiach, uzależnieniach od mody, czy zwyczajnym zakupoholiźmie. Bo w sumie, co w tym złego. Piszę o tych ciuchach, które nosimy na sobie 24 godziny na dobę, 365 dni w roku. Które cicho, wręcz niezauważenie, a jednak… w dłuższej perspektywie wpływają na nasze zdrowie.

Te ciuchy wykonane z syntetycznych włókien, które emanują chemią.

A pozostając w ścisłym kontakcie z naszą skórą systematycznie przekazują jej (czy wręcz oddają) część tej chemii. Takie syntetyczne ciuchy w dłuższej perspektywie mogą być przyczyną problemów ze zdrowiem.

Niewiele się o tym mówi. Nie często o tym myślimy o tym na codzień. Przecież mamy tyle spraw na głowie. Jeszcze tym mielibyśmy się przejmować?

A tu negatywne efekty pojawią się dopiero po latach. Mamy czas. Zresztą wtedy i tak trudno będzie ustalić związek między przyczyną a skutkiem.

A jednak….

Suma małych gestów powtarzanych codziennie może okazać się brzemienna w skutkach.

Dlaczego? Jak to działa?

Syntetyczne tkaniny przylegające do ciała, zatrzymują przy skórze ciepło emitowane przez nasz organizm. Co wręcz z pewnego punktu widzenia może być postrzegane jako plus. Ale tylko pozornie.

W rzeczywistości w tej nagromadzonej przy skórze podwyższonej temperaturze substancje chemiczne intensywniej przenikają z syntetycznych tekstyliów do naszego organizmu.

Generalnie im mamy na grzbiecie bardziej syntentyczny, a więc i bardziej chemiczny materiał, tym więcej tej chemii będzie wchłaniał w siebie nasz organizm.

Dodatkowo takie włókna syntetyczne, a więc od A do Z wyprodukowane przez przemysł petrochemiczny, uniemożliwiają swobodne oddychanie naszej skórze. Co znowu z pewnego punktu widzenia może być postrzegane jako ich zaleta. A nawet może to służyć przemyślnemu podbiciu ceny przez producenta. Niepocące się podkoszulki.

Dobry marketingowiec jeszcze obróci to w atut i każe sobie więcej zapłacić. Ale ten kij ma dwa końce. Zawsze jest ta druga strona medalu, której nie widać z wierzchu.

Nasza skóra jest jednym z ważniejszych organów wydalania.

Nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Czasami beztrosko dla własnej wygody staramy się przyhamować ten naturalny proces.

Niby na co wymyślono antyperspiranty? A niepotliwe, czy niepocące się podkoszulki, w których człowiek (nie uwierzycie) nie poci się? Niejeden dałby się na to skusić.

Ale skoro człowiek się nie poci, jego skóra nie oddycha. A do tego została pomyślana.

W takiej sytuacji jak nasz organizm ma przez nią „eksmitować” toksyny? Jak ma pozbywać się tego, co mu szkodzi, a zalega w środku? A to jest warunek naszego zdrowia.

Zamiast tego będzie upychać to gdzieś po kątach. To oznacza bombę z opóźnionym zapłonem, która prędzej czy później przemieni się w chorobę.

Dziennie, spontanicznie, naturalnie pozbywamy się poprzez skórę 500 g = pół kilograma toksyn. O ile pozwolimy spokojnie im odpłynąć. Codziennie stajemy się lżejsi o pół kilograma zbędnego (bo wręcz toksycznego) balastu. Dla niektórych to przecież jest marzenie.

A jeszcze…

Pewnie obiło się Wam o uszy, że syntetyczne bokserki mogą powodować spadek płodności u panów.

Jak to wyjaśnić? Bardzo prosto. Takie syntetyczne materiały dość mocno się elektryzują. Co oznacza, że w okolicach jąder tworzy się pole elektrostatyczne, które oddziaływuje na jakość spermy.

Noszenie luźnej i naturalnej (wykonanej z naturalnych tkanin) bielizny jest jednym z pierwszych zaleceń, które usłyszą pary zmagające się z bezpłodnością.

Podobnie u pań: obcisły, przylegający stanik,

może i seksownie podkreślający czy odpowiednio modelujący biust, ale za to uwierający, systematycznie trący w określonym miejscu, może przyczynić się do zmian nowotworowych w piersiach. Oczywiście, dopiero w dłuższej perspektywie czasowej.

Od ziarnka do ziarnka.

Czy jest na to jakieś antidotum?

Jest. Kupowanie ubrań wykonanych z naturalnych tkanin?

Tu nie chodzi o wybór konkretnej marki ubraniowej. Który przez efekt snobizmu potwierdzi naszą przynależność do określonej grupy społecznej: nawiedzony ekolog, hipster ogrodnik, albo mam to wszystko w głębokim poważaniu….

Dawno już wyrosłam ze wszystkich ekstremizmów. W końcu zrozumiałam, że kluczem do zdrowia, do szczęścia, do harmonijnego życia i pogody ducha jest UMIAR. Złoty środek.

UBRANKA DLA DZIECI

Czytam etykietki i staram się dokonywać na tej podstawie jak najrozsądniejszych wyborów.

Biorąc pod uwagę informacje, które mam do dyspozycji i nie dając się zwariować.
To prawda, że samo czytanie etykietek nie zawsze jest gwarancją posiadania całej wiedzy. No chyba że nauczymy się czytać między wierszami na etykietkach? Ale tak łatwo popaść w paranoję…

Znam pewnego starszego pana, który nie kupi już nic, co ma etykietkę MADE IN CHINA. Czasami też mnie to nęci. Bo rzeczywiście czasami aż strach się bać.

Kiedy słyszymy, że np według jakiegoś najnowszego badania 65 marek ubraniowych wyprodukowanych w Chinach, a przeznaczonych na eksport do Europy zawierało w sobie albo niedozwolone barwniki o własnościach rakotwórczych, albo po prostu (wzięte pod lupę) nie spełniało europejskich norm jakościowych.

Włos się jeży na głowie. Ale na nic się zda popadanie w paranoję…. To tylko dodatkowo niepotrzeby stres.

Sama staram się kierować tu zdrowym rozsądkiem. Coraz częściej, kiedy kupuję ubrania dla swoich dzieci, wybieram naturalne tkaniny (najlepiej takie z adnotacją bio czy eko).

Bo jednak stara dobra bawełna, czy to w postaci dopasowanego do ciała podkoszulka, czy bielizny, pozwala skórze swobodnie oddychać,a naszemu ciału oczyszczać się z toksyn.

Co do mnie samej: o ile kiedyś pierwszym argumentem „na tak” przy zakupie nowego ciuchu było to, jak w nim wyglądam. Dzisiaj jest to, jak się w nim czuję. A to jest subtelna, choć znacząca różnica.

Jak odbiera to moja skóra? Czy się w tym dusi, czy wolno oddycha? Jak odbierają to moje palce, kiedy przesuwam nimi po danej tkanianie? Czy kontakt z nią odbierają jako coś przyjemnego, czy mocno się przy tym elektryzują?

No i przede wszystkim doszłam już do tego, że wolę kupić mniej, ale za to jakościowo coś lepszego. Bo z wiekiem kupujemy mądrzej. Ale o tym pisałam już Wam poprzednim razem.

Jeżeli chcielibyście regularnie otrzymywać porady dotyczące zdrowego stylu życia, prostych i zdrowych przepisów kulinarnych, zapraszam do zapisania się do newslettera MODA NA BIO. Zapisywać możecie się TUTAJ.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Jak osiągnąć sukces: dlaczego warto wierzyć w siebie

W tym tygodniu wybrałam dla Was artykuły o tym jak poznac swoje...
Read More

13 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *