Jak pisać bloga, czyli prasówka blogowa

JAK PISAC BLOGA
Jak średnio co 2 tygodnie oddaję w Wasze ręce prasówkę blogową, czyli piszę o tym, co ciekawego pojawiło się w sieci (i do czego dotarłam) na temat blogowania i nie tylko.

Plus kilka wpisów z tego bloga, które udało mi się ostatnio odświeżyć. Ale tylko takich, które według mnie wnoszą jakieś przydatne porady, hacki, tipsy, czy pokazują narzędzia, z których można skorzystać przy pisaniu bloga.

Jeżeli zaś Wy natknęliście się na coś fajnego w sieci, albo sami u siebie napisaliście coś na temat blogowania, social mediów, czy marketingu w sieci, podrzućcie proszę w komentarzach. Zaczynamy?

Dlaczego musisz zgłosić newsletter do GIODO?

Piszę newsletter, ale czy muszę zgłaszać go do GUIDDO, skoro…

I tu prawdopodobnie mamy tendencję do mnożenie różnych alibii (przynajmniej ja tak mam). A to, … bo nie zarabiam na blogu, nie mieszkam w kraju, nie mam bloga na polskiej domenie, albo trzymam go na zagranicznym serwerze.

Co byśmy w tym temacie nie nakombinowali, newsletter do GIODO powinniśmy zgłosić. Bo w momencie kiedy zbieramy adresy mailowe, a wystarczy, że na naszej liście znajdzie się choć jeden prywatny adres e-mail, podpadamy pod odpowiedni paragraf. Tu paragraf dotyczący ochrony danych osobowych. A z tym żartów nie ma. Nawet jeżeli obok tego wszyscy dzisiaj tak beztrosko afiszują swoje prywatne życie we wszelkich możliwych mediach. Nie ma żartów. Za to jest paragraf.

Reasumując:

Piszesz newsletter, wiec zbierasz dane osobowe. Newsletter wy­maga zgło­sze­nia do GIODO.

Jeśli chcesz mieć święty spo­kój, le­piej przyj­mij, że takie zgło­sze­nie Twojego newslettera do GIODO jest ko­nieczne. Taki wniosek wypływa z najnowszego wpisu Wojtka Wawrzaka z bloga PRAKREACJA.

Czy wiecie, że od niedawna Instagram daje nam możliwość przekształcenia konta prywatnego na firmowe. Jest to dziecinnie proste: klikamy w 3 kropeczki w prawym górnym roku i wybieramy opcję: przełącz na konto firmowe.

Dalej dorzucamy nasze dane kontaktowe. I już tylko czekamy aż zacznie dzwonić nasz telefon, a fantastyczne marki jedna przez drugą będą prześcigać się w lukratywnych propozycjach współpracy.

A tak na poważnie: mamy dostęp do statystyk i jeszcze do kilku innych rzeczy. O czym przeczytacie u naszej rodzimej znawczyni Instagramu, czyli Adrianny z bloga Alabasterfox.

profil na Instagramieprofil na Instagramie
A ja na tę okazję stwierdziłam, że uruchamiam nowe konto. Gruba kreska. Jeszcze raz z nową (kolejną już koncepcją) startuję na Instagramie pod ksywka Anavellafit, czyli Beata Red.
U Kasi z bloga Worqshop o tym, jak zrobić klip z migawek (filmowych) z minionych dni. Uwielbiam te klipy autorstwa Kasi, bo rzeczywiście są niesamowite. A w końcu sama Kasia pokazała nam od kuchni przy pomocy jakiej aplikacji, je przygotowuje.

Ostatnie kilka lat to prawdziwy wysyp historii o kobietach (bo w większości były to kobiety), które rzuciły pracę w korporacji i zaczęły pracować same dla siebie realizując swoje pasje, działając na własny rachunek i ciesząc się wolnością. Była to dla nich duża zmiana na plus i dzieliły się swoimi doświadczeniami z gronem innych kobiet, które czerpiąc z nich inspirację, nabierały odwagi do tego, aby również podjąć taki krok i także postawić na coś swojego.

Ale Asia autorka tego wpisu opisuje swoją historię przedstawiającą zupełnie odwrotny biegun. Historię o tym dlaczego rzuciła pracę dla siebie i wybrała korporację.

U Gaji jak zawsze bardzo mądry post o tym, jak być szczęśliwym. Do mnie szczególnie przemówił ten punkt:

Więcej odpowiedzialności, mniej obwiniania.

Wiem po sobie. Kiedy obwiniamy innych, czujemy się jeszcze bardziej nieszczęśliwi. Mamy wrażenie, że wszystko jest w rękach osób trzecich. A my tylko jesteśmy biednymi ofiarami. Czy jest coś bardziej przygnębiającego i zniechęcającego do działania?

Przypominane wpisy:

Z odświeżonych praktycznych wpisów z tego bloga, z nazwijmy to sprzed lat (ale wciąż aktualnych):

Bo jeżeli ktoś polubi Twojego bloga, to prawdopodobnie zechce dowiedzieć się czegoś więcej o jego autorze. Przyznam się, że strona O MNIE jest jedną z najpopularniejszych stron na tym blogu. Może nie najpopularniejsza, ale regularnie odwiedzana. A z tego, co podczytuję u innych – to zjawisko dotyczy każdego blogera. Po prostu ludzie lubią podczytywać o innych ludziach. A kiedy poznają nas od nazwijmy to bardziej nieformalnej strony, wtedy też lepiej się do nas przywiązują.

I taka moja rozkmina: Czy doceniacie siłę Google Plus?

Ja robię to co prawda w porywach. Choć ostatnio uświadomiłam sobie, że ten wpis z przepisami z pomidorów,  który tak naprawdę nie powinien pojawić się na blogu o blogowaniu. O czym Google doskonale wie. Dlatego z reguły niechętnie i niezbyt dobrze pozycjonuje mi inne wpisy o zdrowiu, zdrowym żywieniu itp.

Skoro już kiedyś ustalił sobie, że moja strona traktuje o blogowaniu. Ale dla tego wpisu zrobił wyjątek. To drugi najczęściej czytany wpis na moim blogu – na blogu o blogowaniu VADEMECUM BLOGERA. Dlaczego?

Jakiś czas temu przypadkowo wrzuciłam go do jakiejś kulinarnej społeczności na Google Plus. Dzięki czemu udało mi się zebrać pod nim sporo lajków – dokładnie 331 z Google Plus. I proszę.

Skoro ten wpis cieszył się taką popularnością w Google Plus, to czemu nie miałby być równie popularny w Google. Chyba sobie to wykombinował algorytm Google. Bo przecież Google zależy na rozwinięciu konkurencyjnego względem Facebooka własnego medium społecznościowego, jakim jest Google Plus. I to chociażby z obawy o to, że Marc Zuckerberg planuje stworzyć swoją własną wyszukiwarkę i dlatego będzie próbował wkroczyć na teren Google. Póki co to Google rozdaje karty. Ma tę przewagę, że premiując treści udostępnione w Google Plus, zachęca nas do tego, byśmy my blogerzy, marketingowcy, twórcy internetowi robili to systematyczniej.  Czyli udostepniajmy swoje linki w Google Plus.

STATYSTYKI BLOGOWE SOCIAL MEDIA

Plus wspomnienia sprzed 2 lat, czyli z czasów kiedy to diametralnie zmieniłam swoje podejście do blogowania.

A przy okazji przypominam, że na bieżąco staram się podrzucać Wam przydatne w blogowaniu źródła czy linki znalezione w sieci na Facebooku VADEMECUM BLOGERA

Tak się składa, że ostatnio przypominałam na Facebooku wpisy dokładnie sprzed 2 lat (czyli z września 2014 roku). A to właśnie wtedy w moim blogowaniu nastąpiła ogromna zmiana. M.in.za sprawą książki Michaela Hyatta „Twoje e-platforma – Jak wybić się w świecie pełnym zgiełku?”.

Już wertując ją w księgarni, natrafiłam w niej na historię młodej autorki, której książka co prawda spodobała się agentom literackim. Co z tego? Skoro ci obiecali reprezentować tę młodą pisarkę dopiero, wtedy, gdy uzbiera rzeszę fanów na serwisach społecznościowych (i to liczoną w tysiącach).

Czy dobra książka, piosenka, robótka itp nie obroni się sama? Kiedyś do tego potrzebne były plecy, dziś – platforma (blog, strona www). Bo jak to ujmuje Michael Hyatt
Świat jest teatrem (to Szekspir). Ale w tym teatrze: „żeby być usłyszanym, musisz zbudować podest – platformę, na której staniesz”.

Dzisiaj platformy buduje się z ludzi, kontaktów, relacji, fanów.

Taka dziwna moneta XXI wieku: lajki i szery. No i zaufanie, które staje się największym kapitałem w tym dziwnym XXI wieku.

Jakiś czas temu przeczytałam, że wyczerpujący dany temat wpis niekoniecznie jest dobry z punktu widzenia SEO (a raczej z punktu widzenia „bounce rate” – współczynnika odrzuceń). Bo czytelnik, ktory przesiedzi 3 godziny nad jednym postem i choć wiele z niego skorzysta, nie otworzy już kolejnego.

Tymczasem Google patrzy też na to, jaki procent użytkowników (czytelników) danego bloga ograniczył się do przejrzenia jednej jedynej strony docelowej, tzw „landing page” (a więc np strony, na którą trafili np z wyszukiwarki). To właśnie jest ten enigmatyczny bounce rate.

Pisanie dobrych skutecznych wpisów jest sztuką. Co prawda w sieci znajdziecie na ten temat od groma porad. A tak naprawdę każdy musi znaleźć i wypracować swój własny styl.

Ten wpis pojawił się na blogu dokładnie 2 lata temu i choć niektóre rzeczy powiedziałabym dzisiaj zupełnie inaczej, bo mój sposób pisania też przeszedł pewną ewolucję, to jednak znajdziecie w nim kilka podstawowych prawd odnośnie pisania postów na bloga. Czyli

1. Wybierz temat, najlepiej znajdź problem do rozwiązania (z własnej niszy).
2. Wymyśl chwytliwy tytuł. Oczywiście dobry tytuł sam nie odwali całej czarnej roboty, jeżeli w ślad za nim nie pojdą obiecane w nim treści.
3. Dorzuć fajne zdjęcie.
4. Pisz krótkie paragrafy.
5. Be yourself. Stwórz swoj osobisty styl.
6. Nie przesadzaj z fachową terminologią. Piszesz dla ludzi, eksperci już to wiedzą.
7. Postaw pytanie.

Bo blog nie powinien być monologiem blogera (sobie a muzom), ale miejscem do dyskusji i wymiany opinii.

A ja pozdrawiam Was serdecznie

Beata

 

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Zapisz się na Newsletter

Related posts

  • „Pisz krótkie paragrafy.” – można pisać je długie. Ale rozbijać je np. co 3 zdania na paragrafy. Jak się przyjrzycie to Bartek z bloga liczysiewynik.pl tak robi. Tekst wg. mnie łatwiej się wtedy czyta. Pozdrawiam Anna PS Bym dorzuciła, żeby w tytule postu i leadzie (pierwszych zdaniach mówiących o czym będzie post) dodać frazy / słowa kluczowe, czyli słowa po których użytkownicy mogą trafić na blog. To jest dobre z punktu SEO.

  • Hej Beata, wiesz ja mam problem ze zmianą konta prywatnego na firmowe na instagramie. Napotykam na etap, kiedy chce mnie połączyć z FB, ale z kontem prywatnym, a nie fanpagem mojej strony. No i tu utknelam. Wiesz może, jak z tego wybrnąć. Pozdrawiam, Kasia

  • Już pędzę nadrobić post o sygnaturce i idę wyśledzić jak stworzyć fajne filmy. Dzięki! 🙂

  • Nic dodać, nic ująć. Artykuł trafia w 10 🙂

  • Z racji tego, że nie mam fanpage na FB, właśnie stawiam na Google Plus i powiem ci, że trochę mnie pocieszyłaś, bo już myślałam, że to ślepa uliczka…

  • Dzięki za informację o firmowym koncie na instagramie! Właśnie niedawno zastanawiałam się czy można gdzieś sprawdzić statystyki 😉

  • A ja mam wątpliwości co do tego GIODO i przegadam to w poniedziałek z fachowcem. Przecież dane osobowe podlegające ochronie, to dane, które pozwalają jednoznacznie zidentyfikować osobę. A jak ktoś ma maila poziomka@leśnyskrzat.pl? Albo nawet z imieniem i nazwiskiem Joanna Nowak… to i tak nie wiemy, o której Joannie mowa… Przegadam to z fachowcem, ale wątpliwość mam.

  • Ja również Beatko pozdrawiam Cię serdecznie i życzę udanego tygodnia:)

  • Uwielbiam Twoje artykuły !
    Muszę w końcu porządnie zabrać się za swój blog i skorzystać z twoich rad!

  • Czytałyśmy wpis Wojtka o GIODO, resztę z chęcią nadrobimy. Takie poprawiane wpisy też mają w sobie dużą moc, w końcu przez lata nabieramy dużo doświadczenia i inaczej patrzymy na niektóre sprawy.