Nie porzucaj bloga dla social mediów.

blog czy social media

blog czy social media

O ile coraz bardziej popularność danego blogera mierzy się liczebnością jego followersów, czy jego widocznością w social mediach. O ile niektórzy guru od blogowania zaczęli głosić nieuchronny koniec blogów pisanych. A nasz narodowy Kominek jeszcze na początku 2015 roku pisał:

Bloger bez bloga przetrwa. Bez mocnego Facebooka jest nikim.

Bo to prawda, że blogowanie się zmienia. Dzisiaj ludzie zewsząd są atakowani mnóstwem różnorodnych przekazów. I czy to dla ułatwienia sobie życia, czy w desperackim akcie samoobrony, wybierają te najprostsze, najłatwiejsze w odbiorze formy przekazu: krótki filmik video, humorystyczny i zarazem ruchomy gif…

W żaden sposób nie chcę tutaj kwestionować tego, że:

Blogujesz – musisz być w social mediach.

Bo musisz. Bo inaczej trudno będzie Ci dotrzeć do kogokolwiek. Bo bloger bez bloga przetrwa. Bez mocnego Facebooka jest nikim. Tylko czy mocny Facebook coraz bardziej nie oznacza/nie idzie w kierunku „opłacanego” Facebooka?

Dlaczego musisz być w social mediach?

Bo ludzie już tu są. Już mają tu pozakładane profile. Mają nawyk przeglądania tego, co się tu pojawia. Jest więc szansa, że wypatrzą Twój post w streamie.  A jeszcze notka w social mediach odnośnie nowo opublikowanego wpisu na blogu, pomaga w jego pozycjonowaniu.

Blog jest passé?

Ale całkowicie rezygnować z bloga na rzecz konta na Instagramie czy Facebooku?

Nie darmo iwestorzy giełdowi radzą by nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka.

Jeszcze w epoce prehistorycznego marketingu internetowego, lata świetlne wstecz, raptem kilka lat temu, różni guru przytaczali starą jak świat prawdę:

By nie budować domu na wynajętej ziemi.

Bo profil w dowolnym social medium, co prawda umożliwia nam kontakt z naszymi followersami (których tu zebraliśmy). Ale nie na naszych warunkach. Czyli na Facebooku będzie to kontakt na warunkach Facebooka (stale tnącego zasięgi).

Dlatego rozwijając profil w dowolnym social medium warto mieć na uwadze to, że nigdy nie stanie się on naszą własnością.

W przeciwieństwie do bloga, którego adres możemy sobie wykupić (i na ten adres, na jego pozycjonowanie powoli pracować).

Z profilu w danym medium społecznościowym możemy korzystać na warunkach podyktowanych przez to medium.

Kiedy publikujemy coś na Facebooku, to dociera to do naszych followersów na FB, według facebookowego uznania (czytaj algorytmu). W odróżnieniu od tego kiedy np posiadamy (zbierzemy) listę mailingową. Wtedy bezpośrednio (bez niczyjej łaski) docieramy do skrzynek mailowych osób teoretycznie zainteresowanych tym, o czym piszemy.

Co z tego, że mam ponad 4000 followersów na Facebooku? Skoro z tym, co publikuję docieram do 400.

To oczywiście jeszcze zależy od tego, co w danym dniu publikuję. Ale już gdy wrzucam tu coś, co chwyta, Facebook życzliwie podpowiada: Zapłać, by dotrzeć dalej.

Pieniądz rządzi światem. Nawet potężne social media takie jak: Facebook, Instagram, Twitter, You Tube muszą się temu podporządkować. Takie czasy.

Bo w dzisiejszych czasach coraz to bardziej nachalnego, nieustannego zaczęcania nas do jakiejś formy konsumpcji, wszystkie media, kanały, środki przekazu walczą o naszą uwagę. A nasza uwaga, podobnie jak nasz czas, jest zasobem ograniczonym. Ta uwaga ludzka (którą potrafią na sobie skupić) jest monetą przetargową dowolnego medium społecznościowego. To ona stanowi o ich wartości.

Ten, kto ma uwagę ludzi, ma władzę. Ten, kto ma władzę, ma pieniądze.

Dlatego dzisiaj tak mocno wszyscy zabiegają o naszą uwagę: reklamodawcy, politycy, pisarze, twórcy, wszystkiego rodzaju marki i marketignowcy.

Chwila uwagi poświęcona na obejrzenie, wysłuchanie, przeczytanie czyjegoś komunikatu to pierwszy krok do zdobycia czyjegoś zaufania. A …

Zaufanie to największy kapitał w XXI wieku.

Wszystko zaczyna się od chwili UWAGLI.  W czasach, kiedy wszyscy, ze wszystkich stron namawiają nas do kupienia czegokolwiek. Bo w pewnym sensie każdy żyje ze sprzedaży. Nawet jeżeli tylko świadczy jakąś usługę, wykonuje czyjś projekt czy rękodzieło. Jeżeli nikt tego nie kupi…

Dlatego tak bezkompromisowo media społecznościowe walczą ze sobą o uwagę. Silniejsze pożerają (czyli kupują słabsze).

Bo niby dlaczego np Instagram żywcem zerżnął ze Snapchatu efemeryczne My Story?

Które tak dobrze się tutaj sprawdzało? Bo Instagram jest bezlitosny? W pewnym sensie tak.

Instagram jest bezlitosny, bo ludzie oceniają tu czyjeś konto na podstawie siatki z serią ostatnich zdjęć i tego, jak do siebie pasują. Bardziej niż to, co sobą przedstawiają.

Dlatego ludzie coraz mniej spontanicznie dorzucają tu coś nowego. Z obawy, że zburzy to mozolnie budowaną harmonię całego profilu. A skoro dorzucają tu nowe treści coraz mniej spontanicznie, zaglądają tu coraz rzadziej. W ostatecznym rozrachunku spędzają tu coraz mniej czasu. Co oznacza, że dane social medium traci uwagę swoich użytkowników.

Dlatego Instagram wprowadził Instagram Stories czyli Relacje. Bo te pozwalają na dorzucenie czegoś spontanicznie i efemerycznie. Równolegle do oficjalnego, dopieszczonego, wychuchanego harmonijnie profilu. Bez obawy, że nie będzie to współgrało z oficjalną linią edytorską.

A Facebook?

Też ma algorytm, który podsuwa użytkownikom najbardziej dobrane do ich profilu treści.

Z punktu widzenia nadawcy na Facebooku nazywa się to „cięciem zasięgów”. Z punktu widzenia odbiorcy i jego UWAGI, bo te są tu najważniejsze, można nazwać to odsiewaniem spamu, troską o dobro użytkownika, podsuwaniem mu najsmakowitszych (najczęściej lajkowanych, komentowanych) kąsków. Albo takich podpłaconych.

Niestety z punktu widzenia nadawcy, mam wrażenie, że Facebook coraz bardziej tnie zasięgi … niepłacącym.

Stąd taka popularność grup na Facebooku. Bo tu póki co każdy członek grupy widzi wszystkie opublikowane w grupie treści. O ile wypatrzy je w niekończącym się streamie.

Czy blogging is dead?

A jednak czy przekierowanie całej energii z bloga na social media nie jest zbyt ryzykownym przedsięwzięciem? Czy naprawdę tak jak to ostatnio głoszą różni guru: blogging is dead.

To prawda, że blogowanie się zmienia. Zmieniają się formy przekazu. Coraz to mamy ich więcej, coraz różniejsze. Coraz mniej mamy na nie wszystkie czasu.

Bo np po co mamy wczytywać się w przydługawy przepis kulinarny, skoro w mig możemy zapamiętać i zrozumieć go, oglądając raptem kilkusekundowy filmik na Instagramie?

Ale blogowanie (w tradycyjnej, pisanej formie) nie powinno umrzeć, dopóki są ludzie, którzy lubią czytać.

A tacy mam nadzieję wciąż jeszcze są i będą na ziemi.

Darmowy marketing? Wciąż jeszcze można z niego coś wycisnąć. Tymbardziej, że jak to mawiały nasze prababcie: Darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy. A pojechać trochę na nim sobie można.

Niemniej te same prababcie też mówiły, że lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu. Czyli

Blog i lista mailingowa.

Blog, bo to nasza wizytówka w sieci. Tu budujemy do siebie zaufanie. Tu możemy przecież stać się szczęśliwymi posiadaczami własnego adresu URL. Nawet jeżeli to, co na nim publikujemy zależy od wciąż zmieniającego się algorytmu wyszukiwarek.

Ale wtedy jako przeciwwagę możemy zbierać adresy mailowe od naszych czytelników. A dzięki nim bezpośrednio trafiać do ich skrzynek mailowych. Bez niczyjej łaski. Bo jak to mawiały nasze prababcie: łaska pańska na pstrym koniu jeździ.

Dlatego sama planuję wymienić naskakującego Facebooka na naskakujące zapisy na newsletter. I tylko żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Beata Redzimska Vademecum Blogera
Beata Redzimska

Zapisz się na Newsletter

More from BEATA REDZIMSKA

Budowanie marki na Instagramie. Jak rozkręcić Instagrama?

Jak rozkręcić Instagrama? Po pierwsze punktem wyjścia powinno być stworzenie przyjaznego dla...
Read More

16 komentarzy

  • Jak zwykle bardzo ciekawy wpis. Uważam, żeby robić swoje, być przy tym autentycznym, wierzyć w siebie i wnosić jakąś wartość, a guru, algorytmy i inne sprawy nie będą miały aż takiego znaczenia. Czytelnicy sami się znajdą.

  • Mi sie wydaje ze na początku prowadzenia fanpage na fb jest jakas „promocja” bo mając 20-30 polubień przy kilku like post docierał do 200 a nawet 500 osób. A teraz przy ponad 100 polubieniach, post trafia do 10, 20 osób, czasem troche wiecej jak jest wyjątkowo duża aktywność

  • Ja też mam nadzieję, że blogi przetrwają w tradycyjnej wersji. Nie każdy jest fanem mediów społecznościowych. Mam sporo znajomych, którzy nie mają nawet facebooka. Ja sama przyznam, że używam go głównie do celów blogowych, prywatnie już o wiele mniej. Podobnie z innymi mediami społecznościowymi. Z jednej strony media społecznościowe są modne, z drugiej wiele osób czuje przesyt.

  • Osobiście znam mnóstwo osób, które nie mają konta na facebooku. Facebook jako dodatek do bloga – to chyba najlepsza opcja. Osobiście wolę ulubione blogi dodać do zakładek, a niekoniecznie śledzić je na Facebooku 🙂

  • Media walczą o naszą uwagę. Uwaga pochodzi (zdaje się) od uważności. Czy da się uważnie (z pełną uwagą) prześledzić ten cały natłok informacji? Czy człowiek uważny wejdzie w kołowrotek nieustannie wyskakujących okienek, zdjęć, tematów? Taki mały paradoksik. :):):)

  • Świetny wpis 😉 Choć zawodowa zajmuję się mediami społecznościowymi, nawet sporo o tym bloguję, to zgadzam się z Tobą. Na Blogach jesteśmy sobie sterem, żeglarzem i okrętem. A W social media rządzą algorytmy. „…możemy zbierać adresy mailowe od naszych czytelników. A dzięki nim bezpośrednio trafiać do ich skrzynek mailowych. Bez niczyjej łaski.” <– W punkt ! 🙂

  • Zgadzam się. Czytam blogi od baaaardzo wielu lat i nigdy żadne posty facebookowe mi tego nie zastąpią. Wpaść na czyjegoś bloga to trochę jak wpaść na kawę do czyjegoś domu 😉 dowiedzieć się, co ciekwego słychać, rozejrzeć się, zainspirować… tłoczny facebook mi tego poczucia nigdy nie dawał.

  • Jest dużo racji w tym co piszesz, niestety. Co niesamowicie mnie smuci. Sama nawet łapię się na tym, że jak przeczytam jakąś zajawkę wpisu na fb, to nie zaglądam już na bloga. A przecież ludzie tyle pracy wkładają w swoje pisanie. Szkoda, że wszystko idzie w stronę takiego uproszczenia i spłaszczenia. I komercji zarazem. Nie podoba mi się to.

  • Bardzo ciekawy i przydatny artykuł 🙂 Jestem przekonana, że to blog powinien być podstawą naszej działalności w sieci, a media społecznościowe mają służyć jako dodatek i środek dotarcia do większego grona odbiorców.

  • Ja jestem niepłacąca 🙂 i fb tnie mi zasięgi, ale tylko raz na jakiś czas. Nie mam na ogół problemu, by z każdym postem dotrzeć do około połowy moich fanów, nawet bez udostępniania go po grupach. Wręcz idzie mi ten fejs lepiej niż blog. I złapałam się na tym, że zaniedbuję bloga, bo tam się trzeba bardziej narobić. A rzeczywiście nie ma co wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Też myślę o newsletterze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *